Referendum w sprawie ograniczenia imigracji w Szwajcarii

Jeżeli obywatele zaakceptują projekt „Nie dla dziesięciu milionów w Szwajcarii” rząd będzie zobowiązany do podjęcia działań utrudniających obcokrajowcom uzyskiwanie prawa do stałego pobytu, gdy liczba ludności przekroczy 9,5 miliona. W zakres zmian wchodziłoby również zrewidowanie umowy z Unią Europejską, zezwalającej na swobodny przepływ osób między Szwajcarią a resztą kontynentu.
Przeciwnicy inicjatywy odpowiadali, że proponowane rozwiązanie zaszkodzi szwajcarskiej gospodarce
.Aktywiści na rzecz referendum twierdzili, że napływ cudzoziemców spowodował przeciążenie infrastruktury, wzrost czynszów i erozję lokalnej tożsamości. Przeciwnicy odpowiadali, że proponowane rozwiązanie zaszkodzi szwajcarskiej gospodarce, utrudni pozyskiwanie zagranicznych pracowników mających uzupełniać niedobory siły roboczej i zaszkodzi relacjom Szwajcarii z Unią Europejską.
Wprowadzenie limitów pogrążyłby Szwajcarię „w chaosie i izolacji” – powiedział w środę państwowemu nadawcy SRF centrowy polityk Juerg Grossen.
Przez dziesięciolecia kolejne fale imigracji „zróżnicowały” populację Szwajcarii. Projekt „Nie dla dziesięciu milionów w Szwajcarii” ma to zmienić
.Rząd Szwajcarii, siedmioosobowa Rada Federalna, w której zasiadają też członkowie Szwajcarskiej Partii Ludowej ostrzegł przed „daleko idącymi konsekwencjami”, w tym zmuszeniem państwa do wycofania się z kilku umów międzynarodowych.
Przez dziesięciolecia kolejne fale imigracji, głównie z innych krajów europejskich, ale także z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, zróżnicowały populację Szwajcarii i wywołały sprzeciw wśród części społeczeństwa. Według danych rządowych około 40 proc. mieszkańców w wieku powyżej 15 lat pochodzi ze środowisk migracyjnych, głównie z krajów europejskich.
Z sondażu przeprowadzonego w grudniu przez szwajcarską pracownię badań publicznych Leewas około 48 proc. popiera ograniczenie populacji do 10 milionów, a 41 proc. jest temu pomysłowi przeciwna – zauważył dziennik „New York Times”.
Migracje dotykają wszystkich
.Idea nowego planu Marshalla na rzecz społeczeństw biedniejszych wydaje się być kluczowym elementem skutecznego scenariusza przyszłości – pisze prof. Michał KLEIBER
Chyba nikt nie wątpi, że świat stoi dzisiaj przed poważnym wyzwaniami. Dotyczą one m.in. historycznych zaszłości w zakresie ustalania granic międzypaństwowych, lokalnych i regionalnych konfliktów często wywoływanych także narastającymi społecznymi nierównościami i coraz powszechniejszą świadomością ich istnienia generowaną przez coraz szerzej dostępne media, problemów gospodarczych, procesów migracyjnych i ujawnianych za ich pośrednictwem poważnych konfliktów kulturowych, kryzysu w życiu publicznym wielu aspektów funkcjonowania demokratycznych procedur i związane z tym słabości administracji – listę tę można długo kontynuować. Przy pozornie bardzo różnych powodach kłopotów w poszczególnych krajach bądź regionach, u podstaw istnieje bardzo duże ich podobieństwo. A to pozwala myśleć o szerokim, wspólnym na nie spojrzeniu.
Problem migracyjny stał się w ostatnich latach olbrzymim wyzwaniem. O aktualności i jego powadze świadczą skala i dramatyzm aktualnych wydarzeń oraz historyczne dane – szacunkowa liczba osób przebywających poza granicami państw swego urodzenia wynosi 300 mln (około 3,8 proc. ludności świata) i jest aż dwukrotnie większa niż w roku 1990. A to i tak niewiele w porównaniu z ponad 750 mln osób deklarujących w aktualnych sondażach chęć opuszczenia swych krajów.
Ze szczególną mocą problem migracji jest widoczny w państwach UE. Czy nie mają wspólnego, politycznego mianownika sytuacje w zakresie napływu migrantów i środki podejmowane w celu ograniczenia napływu rzesz uchodźców? Budowanie w obawie przed uchodźcami murów, dosłownie bądź w przenośni, stało się przecież powszechnym działaniem polityków. Na południu Europy kolejne państwa próbują szczelnie zamykać swoje granice, tradycyjnie przyjazna imigrantom Szwecja dokonała zasadniczego zwrotu w swej polityce otwartości. W Niemczech, Francji i wielu innych państwach rosną w siłę partie mające na sztandarach przesłanie anty-imigranckie. Poza Europą sprawa migracji jest podobnie trudna – były prezydent USA Donald Trump rozpoczął budowę szczelnego ogrodzenia wzdłuż całej granicy z Meksykiem i chciał wyrzucać miliony tolerowanych dotychczas nielegalnych mieszkańców kraju, Australia przetrzymuje potencjalnych azylantów na odleglej wyspie Nauru, nawet spokojna i bezpieczna Szwajcaria, wykorzystując możliwości oferowane przez dominujący tam model demokracji bezpośredniej, wprowadziła silne ograniczenia na liczbę zagranicznych pracowników, zresztą także pochodzących z obszaru UE.
Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców szacuje, że ich globalna liczba osób zmuszonych do opuszczenia swych miejsc zamieszkania znacznie przekroczyła rekordową wysokość 100 milionów, z czego ponad 40 milionów z nich przebywa aktualnie poza granicami swych krajów. Tylko w ostatnich paru latach około 60 tys. migrantów straciło życie w trakcie ucieczki. Szansa na utrzymanie tego stanu na niezwiększonym poziomie jest w dodatku znikoma, bowiem demografia (wzrost populacji świata w ostatnich 50 latach z 4 do ponad 8 mld), lokalne problemy społeczno-gospodarcze, narastające konflikty zbrojne i zmiany klimatyczne są bezlitosne. 13 z 15 państw mających wskaźnik dzietności (przeciętna liczba dzieci przypadająca na dorosłą kobietę) powyżej 5 leży w Afryce. Kontynent ten wg prognoz ONZ w roku 2050 będzie miał populację przeszło trzykrotnie większą od Europy. Poziom głodu ludności w biednych krajach osiągnął niespotykany dotychczas poziom – wg szacunków ONZ głód dotyka regularnie ponad 1 mld osób, śmiercią głodową umiera jedna osoba co 36 sekund, a problem szybko narasta. Co roku w Afryce ponad 11 milionów młodych ludzi dorasta do wejścia na rynek pracy, a niezdolne do zapewnienia im zatrudnienia rządy z radością popierają ich zamierzenia migracyjne. Wobec coraz liczniejszych, fundamentalnych problemów polityczno-kulturowo-edukacyjnych sytuacja na świecie coraz rzadziej pozwala na uzyskiwanie przez migrantów pozwolenia na pobyt w docelowych państwach i zasadniczo ogranicza możliwości podejmowania tam przez nich pracy, co oczywiście jest zapowiedzią kolejnych konfliktów.
Naiwna okazuje się w tej sytuacji niestety wiara, że czasowy pobyt i praca przybyszów w państwach rozwiniętych, prowadząca do zdobycia przez nich nowoczesnych kompetencji zawodowych, pozwoli im na wykorzystanie tego na rzecz rozwoju polityki społeczno-gospodarczej w ich ojczyznach. Ponad połowa dzisiejszych emigrantów ma ten status już przez ponad 5 lat, co w zasadniczym stopniu ogranicza ich chęć do powrotu do swych ojczyzn.
Oczywiście kluczem do udanego procesu integracji jest stworzenie imigrantom możliwości pracy. W warunkach odmienności kultur i zasadniczych różnic edukacyjnych to zadanie arcytrudne. W Niemczech szacuje się, że aż 50 proc. przybyszów nie ma szans na podjęcie pracy w ciągu pierwszych 5 lat pobytu, zaś 15 proc. nie znajdzie zatrudnienia do końca życia. W obliczu dynamiki dzisiejszego życia i rosnącej niechęci do obcych wiara w skuteczną i szybką integrację przybyszów jest więc mało realna. Opcja masowych, dobrowolnych powrotów do swych pierwotnych miejsc zamieszkania nie rokuje zaś żadnych nadziei na sukces nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, iż wg statystyk co trzeci przybysz do Europy z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu doświadcza ubóstwa i innych poważnych życiowych kłopotów.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-michal-kleiber-migracje-dotykaja-wszystkich/
PAP/MB



