Reindustrializacja Europy wymaga odwagi. Declan GANLEY o przemyśle i kapitale

reindustrializacja Europy

Europa posiada oszczędności, naukowców i przedsiębiorców, lecz zbyt rzadko tworzy firmy zdolne prowadzić światowy wyścig technologiczny. Declan Ganley w rozmowie z Laure Mandeville dla „Le Figaro” przekonuje, że odbudowa przemysłu wymaga kapitału, odwagi podejmowania ryzyka i wiary Europy we własne możliwości.

.W rozmowie z Laure Mandeville dla „Le Figaro” irlandzki przedsiębiorca Declan Ganley stawia diagnozę wykraczającą poza spór o wysokość dotacji dla przemysłu. Jego zdaniem reindustrializacja Europy wymaga gotowości do ryzyka, kapitału zdolnego finansować wielkie przedsięwzięcia oraz przekonania, że kontynent potrafi samodzielnie tworzyć przyszłość. Odbudowa przemysłu oznaczałaby zatem także zmianę sposobu myślenia o przedsiębiorczości, technologii i europejskim dziedzictwie.

Declan Ganley zna politykę europejską i świat nowych technologii z dwóch różnych perspektyw. Jest założycielem i szefem Rivada Networks, firmy rozwijającej rozwiązania telekomunikacyjne, a poprzez Rivada Space Networks pracuje nad projektem satelitarnej sieci łączności; wcześniej założył ruch Libertas, który odegrał rolę w irlandzkiej kampanii przeciw traktatowi lizbońskiemu i wystartował w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku. W rozmowie przeprowadzonej przez Laure Mandeville dla najpoważniejszego francuskiego dziennika „Le Figaro” mówi więc jako przedsiębiorca prowadzący ambitny projekt technologiczny i jako uczestnik dawnych debat o kształcie integracji europejskiej, co warto mieć w pamięci, czytając jego propozycje.

Laure Mandeville jest czytelnikom „Wszystko co Najważniejsze” dobrze znana. W tekście „Bunt w imię zdrowego rozsądku” pisała o rosnącym rozdźwięku między europejskimi społeczeństwami a elitami oraz o konsekwencjach deindustrializacji, z kolei w książce wydanej wraz z prof. Konstantynem Sigowem „Narodziny nowej Europy. Ukraina nas obudziła” pytała, czy doświadczenie wojny w Ukrainie może obudzić nową Europę. Rozmowa z Ganleyem wpisuje się w ten szerszy namysł nad zdolnością kontynentu do działania: od rozpoznania zagrożeń przechodzi do pytania o przedsiębiorstwa, kapitał i instytucje, które pozwalają na nie odpowiedzieć.

Dlaczego Europa potrzebuje kapitału gotowego podjąć ryzyko?

Punktem wyjścia Ganleya jest obserwacja, że europejska stabilność stała się także źródłem zachowawczości. W jego ocenie przedsiębiorcy, politycy i inwestorzy zbyt często wolą projekty przewidywalne, łatwe do uzasadnienia w istniejących ramach, podczas gdy przełomowe technologie wymagają wielu lat pracy i dopuszczenia możliwości porażki. Jego porównanie ze Stanami Zjednoczonymi dotyczy przede wszystkim skali ambicji: przywołuje firmy, które nie ograniczają się do ulepszania znanych produktów, lecz próbują tworzyć całe nowe rynki, nawet jeśli początkowo nie wiadomo, czy przedsięwzięcie zakończy się powodzeniem.

Ganley zwraca uwagę na różnicę między europejskimi oszczędnościami a europejskim kapitałem inwestycyjnym. Kontynent dysponuje zasobami finansowymi i talentami, jednak przedsiębiorstwa w fazie wzrostu często szukają pieniędzy, odpowiednio dużego rynku i warunków ekspansji poza Europą; wtedy wraz z finansowaniem mogą przenosić się ośrodki podejmowania decyzji, miejsca pracy i przyszłe zyski. Postulat europejskiego rynku kapitałowego ma w tym ujęciu bardzo praktyczny sens: młoda firma powinna móc pozyskać środki na rozwój ponad granicami państw, zanim zostanie zmuszona wybierać między pozostaniem niewielką a przeprowadzką za ocean.

Nie chodzi przy tym jedynie o liczbę start-upów. W wywiadzie powraca kwestia zdolności do budowania firm, które przechodzą od prototypu do produkcji i potrafią utrzymać w Europie laboratoria, zakłady, dostawców oraz własność technologii. Dla branż wymagających dużych nakładów — od infrastruktury cyfrowej i satelitarnej po energetykę i przemysł obronny — sam pomysł i pojedynczy grant nie wystarczą; potrzebny jest dostęp do kolejnych rund finansowania, zamówień oraz jednolitych warunków działania na rynku wielu państw.

Reindustrializacja Europy zaczyna się od zdolności do działania

Ganley widzi deindustrializację także jako problem strategiczny. Kiedy Europa nie wytwarza u siebie kluczowych urządzeń, komponentów i systemów, zależy od decyzji podejmowanych przez zagranicznych dostawców, od odporności szlaków handlowych i od tego, czy w chwili kryzysu będzie można szybko zwiększyć produkcję. Rozwijanie przemysłu oznacza w tym rozumieniu odbudowę całego łańcucha umiejętności — od badań i finansowania przez inżynierię aż po wytwarzanie — a nie wyłącznie otwieranie nowych fabryk.

W rozmowie dla „Le Figaro” szczególne miejsce zajmują nowe technologie, sztuczna inteligencja oraz gospodarcza rywalizacja ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Ganley obawia się, że jeśli europejskie reguły będą powstawać szybciej niż firmy zdolne konkurować na tych rynkach, kontynent pozostanie znakomitym odbiorcą i regulatorem rozwiązań opracowanych gdzie indziej. Z jego argumentacji wynika postulat większej przestrzeni do eksperymentowania oraz bardziej przewidywalnych zasad dla inwestorów, zwłaszcza tam, gdzie koszty wejścia są wysokie, a czas od pomysłu do gotowego produktu bardzo długi.

Polski czytelnik może w tej diagnozie rozpoznać własne pytania o przyszłość gospodarki. Polska jest częścią europejskich łańcuchów dostaw i dysponuje kompetencjami przemysłowymi, lecz miarą powodzenia kolejnego etapu rozwoju będzie także to, czy firmy będą mogły tworzyć technologie, rozwijać je na dużą skalę i zachowywać u siebie istotną część wartości. Dyskusja o europejskim kapitale i jednolitym rynku nie jest więc abstrakcyjną debatą o Brukseli: dotyczy możliwości finansowania polskich przedsiębiorstw, ich dostępu do klientów oraz miejsca w przedsięwzięciach o znaczeniu dla bezpieczeństwa i suwerenności technologicznej.

Europejski duch przedsiębiorczości i pytanie o tożsamość

Najbardziej charakterystyczny fragment rozmowy wykracza poza ekonomię. Ganley przekonuje, że przemysł i innowacje potrzebują także przekonania o sensie wspólnego wysiłku, dlatego mówi o „duchowym” wymiarze Europy, o jej dziedzictwie i o zdolności do opowiadania własnej historii. W takim ujęciu odzyskanie apetytu na ryzyko wymaga czegoś więcej niż zmiany przepisów: ludzie muszą wierzyć, że warto poświęcić lata pracy na budowę rzeczy, których rezultatów nie mogą jeszcze zobaczyć.

To także sposób na połączenie dwóch debat, które zwykle toczą się osobno. Rozmowa o kulturze i tożsamości dotyczy tu gotowości do tworzenia instytucji, kształcenia inżynierów, inwestowania oszczędności i ponoszenia odpowiedzialności za własne decyzje; rozmowa o gospodarce prowadzi z kolei do pytania, jaką przyszłość Europejczycy chcą budować. Nie trzeba podzielać wszystkich politycznych ocen Ganleya, by dostrzec zasadniczą konstrukcję jego argumentu: kontynent, który chce zachować wpływ na swój los, potrzebuje zarazem pieniędzy, kompetencji, skali i wiary we własną sprawczość.

Wcześniejsze teksty Laure Mandeville publikowane w „Wszystko co Najważniejsze” wielokrotnie stawiały pytanie, czy Europa potrafi właściwie rozpoznać moment historyczny, w którym się znalazła. W rozmowie przeprowadzonej dla „Le Figaro” Declan Ganley udziela odpowiedzi z perspektywy przedsiębiorcy: zamiast poprzestawać na opisie przemian, proponuje spojrzeć na warunki, w których powstają nowe firmy i technologie. Ostatecznie właśnie od tego zależy, czy europejska ambicja przemysłowa stanie się trwałą zdolnością do działania.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 września 2026