Rok 2025 w muzyce w Polsce

XIX Konkurs Chopinowski, nowa dyrekcja Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, rozwój sztucznej inteligencji i jej wpływ na świat sztuki, występ Kendricka Lamara w Warszawie, pożegnalny koncert Black Sabbath – to tylko niektóre najważniejsze muzyczne wydarzenia 2025 r. w Polsce.
Najważniejsze muzyczne wydarzenia
.Ze względu na ogromne zainteresowanie w Polsce i za granicą, nie tylko wśród wytrawnych znawców Chopina, oraz zaangażowanie opinii publicznej najważniejszym wydarzeniem kulturalnym w muzyce klasycznej mijającego roku był XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Muzyczna rywalizacja trwała od 2 do 23 października. Po bilety na przesłuchania przed Filharmonią Narodową w Warszawie już w nocy ustawiały się długie kolejki, a chętni byli skłonni zapłacić każdą cenę, aby tylko móc na żywo posłuchać konkursowych zmagań. Internauci prowadzili gorące spory o interpretacjach oraz grze młodych pianistów. O muzyce Chopina rozmawiano nawet w komunikacji miejskiej. Ogromne emocje, właściwie kłótnie, wzbudziło także ogłoszenie wyniku konkursu, w którym udział wzięło 65 pianistów i 19 pianistek z 20 krajów. Decyzją jury pod przewodnictwem Garricka Ohlssona zwycięzcą został Amerykanin Eric Lu. II nagrodę zdobył Kevin Chen z Kanady, a III nagrodę – Chinka Zitong Wang. IV nagrodę (ex aequo) otrzymały Chinka Tianyao Lyu i Japonka Shiori Kuwahara, V nagroda (również ex aequo) trafiła do reprezentanta Polski Piotra Alexewicza i Vincenta Onga z Malezji. VI nagrodę przyznano Williamowi Yangowi ze Stanów Zjednoczonych. Finaliści i laureaci konkursu grają teraz koncerty na całym świecie, które wyprzedają się do ostatniego miejsca.
Rok 2025 przejdzie do historii polskiej kultury jako moment wielkiej zmiany w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Instytucja, która przez blisko dwie dekady była kojarzona z Waldemarem Dąbrowskim (dyrektor naczelny) i Mariuszem Trelińskim (dyrektor artystyczny), rozpoczęła nowy rozdział pod kierownictwem cenionego scenografa i projektanta Borisa Kudlički.
Konkurs na dyrektora TW-ON odbył się w formule zamkniętej, wypracowanej przez resort kultury z przedstawicielami środowisk i dotychczasową dyrekcją instytucji. Oprócz Kudlički, związanego ze sceną od 1995 r., do udziału w nim zaproszono Renatę Borowską-Juszczyńską, Rafała Kłoczkę i Roberta Piaskowskiego. W rozmowie Kudlička podkreślił, że wraca do teatru z ambicją, by uczynić z niego lidera światowej opery i baletu, a także zbudować silny zespół i ciekawy program artystyczny. Zasadniczą zmianą, którą Kudlička zamierza przeprowadzić, kompletując zespół kierujący TW-ON, jest zamiana dyrektora artystycznego na dyrektora muzycznego oraz połączenie – w jego osobie – funkcji dyrektora naczelnego i artystycznego. Nowością będzie również wprowadzenie funkcji dyrektora castingu. Nowa struktura organizacyjna ma wejść w życie od następnego sezonu.
Pierwszą premierą sezonu pod kierownictwem nowej dyrekcji – choć ułożonego jeszcze przez tę poprzednią – było „Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie” w reżyserii Barbary Wiśniewskiej z muzyką z Cezarego Duchnowskiego. 80 lat od rozpoczęcia odbudowy Warszawy nowy sezon teatru rozpoczął się muzycznym hołdem dla historii odradzającej się stolicy. Sam gmach teatru był świadkiem wojennego zniszczenia, a jego odbudowa trwała 20 lat. Uroczyste otwarcie budynku w 1965 r. było ważnym dla miasta wydarzeniem. Spektakl, powstały na zamówienie miasta stołecznego Warszawy, został oparty na motywach książki Grzegorza Piątka „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944–1949”, a autorem libretta jest Beniamin M. Bukowski.
Ważnym wydarzeniem z pograniczna gatunków muzycznych była listopadowa premiera albumu „Non Fiction – A Piano Concerto in Four Movements” Hani Rani. Rani to wielokrotnie nagradzana kompozytorka i pianistka, której twórczość nawiązuje do muzyki klasycznej i eksperymentalnej. W dorobku artystka ma wydania solowe („Esja”, „Home”, „Ghosts”), duety z Dobrawą Czocher („Biała flaga”, „Inner Symphonies”), muzykę filmową („xABo”, „On Giacometti”), muzykę do spektakli teatralnych, instalacje dźwiękowe. Skomponowała muzykę do filmu Joachima Triera „Sentimental Value”, który zdobył Grand Prix w Cannes w 2025 r. Jej najnowsza płyta jest refleksją nad okrucieństwem wojny, m.in. w Ukrainie i Gazie. Zestawia w nim formę koncertu fortepianowego z muzyką współczesną i improwizacją. Album został nagrany w londyńskim studiu Abbey Road. Artystce towarzyszyła 45-osobowa orkiestra Manchester Collective pod batutą Hugh Tieppo-Brunta. Wzięli w nim udział także muzycy eksperymentalni: saksofonista Jack Wyllie (m.in. Portico Quartet) i perkusistka Valentina Magaletti (Moin, Vanishing Twin). Materiał z najnowszej płyty artystki był prezentowany m.in. podczas koncertów w londyńskim Barbican Centre.
Sztuczna inteligencja i jej wykorzystanie w świecie sztuki
.Jednym z głównych tematów 2025 r. była sztuczna inteligencja i jej wykorzystanie w świecie sztuki. W serwisach streamingowych popularność zdobył zespół The Velvet Sundown. Nagrał dwie płyty i w kilka tygodni zdobył ponad milion słuchaczy na Spotify, nim wydało się, że nie jest prawdziwy. Mimo że stworzyła go sztuczna inteligencja, na muzycznych platformach cieszy się większą popularnością niż niejeden rzeczywisty artysta. O sukcesie nieistniejącej grupy rockowej nie zadecydowali fani, którzy oglądali ją na koncertach, a później kupili jedną z płyt. Nie mieli na niego wpływu nawet dziennikarze przyrównujący zespół do rockowych legend z przeszłości. O jej niezwykłej popularności zadecydował algorytm podpowiadający użytkownikom serwisu wykonawców. Choćby nieprawdziwych. Coraz większy procent treści oferowanych w serwisach streamingowych to muzyka, która nie została skomponowana, tylko wygenerowana.
Ten rok to również pożegnanie z Black Sabbath w oryginalnym składzie. Na początku lipca fani zobaczyli ten zespół po raz ostatni. Pożegnalny koncert heavy-metalowej legendy odbył się na stadionie Villa Park w Birmingham, mieście, z którego wywodzi się jeden z najsłynniejszych zespołów rockowych w historii. Podczas koncertu pod hasłem „Back to the Beginning” hołd Black Sabbath złożyli ich muzyczni dłużnicy i spadkobiercy, w tym Metallica, Pantera, Slayer, Guns N’ Roses, Gojira, Alice in Chains, Lamb of God, Adam Wakeman, Chad Smith, Tom Morello, Billy Corgan, Sammy Hagar, Vernon Reid, Steven Tyler i Ronnie Wood. Zwieńczeniem wieczoru był występ Ozzy’ego Osbourne’a i Black Sabbath – zespół wykonał utwory „War Pigs”, „N.I.B.”, „Iron Man” i „Paranoid”. 22 lipca muzyczny świat obiegła wiadomość o śmierci Osbourne’a. Wokalista Black Sabbath miał 76 lat.
W październiku zakończył się głośny proces jednej z ikon amerykańskiej popkultury lat 90., producenta i rapera Seana „Diddy’ego” Combsa. Sąd uznał go za winnego dwóch zarzutów dotyczących handlu ludźmi w celach seksualnych i skazał na 50 miesięcy więzienia oraz grzywnę 500 tys. dolarów, choć prokuratura domagała się 11 lat aresztu. O przemoc i napaść oskarżyła go jego była partnerka, piosenkarka Cassie. Opowiadała także o imprezach organizowanych przez muzyka, podczas których ich uczestnicy byli przez wiele dni odurzani narkotykami i wykorzystywani seksualnie. Muzyk został oskarżony także o handel ludźmi i wymuszenia. Jego proces przerodził się w medialne widowisko, a na temat „Diddy’ego” powstały filmy dokumentalne „Diddy: The Making of a Bad Boy”, „The Fall of Diddy” czy „Sean Combs: Rozliczenie”, serial, za produkcję którego odpowiada raper Curtis „50 Cent” Jackson. Niski wyrok wywołał falę oburzenia wśród ofiar i komentatorów, którzy liczyli na surowszy wymiar kary za proceder trwający od lat 90. Sprawa Combsa stała się dla branży muzycznej tym, czym proces Harveya Weinsteina dla kina – bolesnym rozliczeniem z kulturą milczenia.
W sierpniu w Warszawie wystąpił jeden z najpopularniejszych muzyków na świecie, laureat muzycznego Pulitzera – Kendrick Lamar. Amerykański raper przyjechał do Polski w ramach „Grand National Tour”, trasy promującej album „GNX”. Obsypana statuetkami Grammy, wydana po wygranej w szeroko komentowanym w światowych mediach raperskim pojedynku z kanadyjską gwiazdą Drakiem płyta okazała się jednym z popkulturowych wydarzeń 2024 r., a w lutym 2025 r. występ artysty uświetnił przerwę w Super Bowl. 6 sierpnia Kendrick Lamar i SZA zostali bohaterami jednego z największych muzycznych wydarzeń ostatnich lat.
Na wypełnionym warszawskim Stadionie Narodowym podczas trwającego ponad trzy godziny koncertu zaśpiewali przeboje z „GNX” czy słynne „Not Like Us”. Wybrzmiały także tak znane utwory rapera jak m.in. „Alright”, „DNA”, „Humble”, „Money Trees” czy „King Kuta” z albumów, które przyniosły mu sukces i sławę: „Damn”, „To Pimp a Butterfly” czy „Good Kid, M.A.A.D. City”.
Fryderyk Chopin i światło, które nie gaśnie
.W rocznicę śmierci Fryderyka Chopina przypominamy sobie nie tyle postać kompozytora, ile obecność światła, które wciąż przez niego drży. Nie chodzi o upamiętnienie. Chodzi o uświadomienie, że są dźwięki, które nie przemijają, bo są częścią trwania – nie historii. W epoce algorytmu i archiwum, Chopin nie trwa jako zapis – ale jako zjawisko. Dlatego w tej ciszy, która nie zgasła od 1849 roku, trzeba nie tyle mówić o nim, co wsłuchać się w to, co mówi do nas – pisze Maciej ŚWIRSKI w projekcie Chopin Transcendens.
Chopin Transcendens to wielotomowy projekt literacko-muzyczny – 255 esejów o wszystkich utworach Fryderyka Chopina, pisanych w idiomie łączącym głębię filozoficzną z mistyką ciszy i światła. Każdy tekst to próba uchwycenia nie tylko dźwięku, ale jego obecności – jako zjawiska trwania poza czasem. Projekt nie służy upamiętnieniu, lecz uistotnieniu: usłyszeniu Chopina jako świadka tego, co w człowieku przekracza język, narodowość i formę. W czasach dominacji danych – to projekt słuchania. Ostateczny jego kształt ujrzymy w 2030 roku.
Świt nie zaczyna się w niebie, lecz w powietrzu pomiędzy dźwiękami. Preludium Fis-dur nie otwiera dnia – ono go tworzy. Dźwięk po dźwięku, jakby ktoś rozsuwał zasłony z tkanki istnienia, odsłaniając wewnętrzny blask. Nie ma tu deklaracji ani dramatyzmu. To nie hymn ani modlitwa. To czyste, ciepłe drżenie – światło, które rozpoznaje samo siebie. Lewa ręka, z jej spokojnym falowaniem, przypomina oddech Ziemi po długiej nocy, a prawa – delikatną smużkę promienia, który bada przestrzeń, zanim stanie się dniem. W tym preludium wszystko jest ruchem ku świadomości – ale bez pośpiechu, bez przemocy. Jakby każda nuta wiedziała, że ma swoje miejsce w rytmie istnienia.
To jednak nie jest jedynie obraz poranka. To początek świata w miniaturze – akt stwarzania, który nie wymaga ani słowa, ani woli, bo dzieje się sam, z wewnętrznej potrzeby bycia. Dźwięki nie są pochodną emocji Chopina – są emanacją samego bytu, który drży. W ich strukturze zapisany jest pierwotny rezonans, to samo, co w cząstkach światła i w pulsie krwi. Gdy pianista kładzie ręce na klawiaturze, odtwarza nie tylko muzykę, ale uczestniczy w odwiecznym procesie budzenia materii. Światło dźwięku i światło poranka są jednym: to samo źródło, tylko różne formy. I dlatego to preludium, choć tak krótkie, brzmi jak wieczność w miniaturze – bo każda jego chwila jest odblaskiem początku, w którym drżenie istnienia po raz pierwszy wypowiedziało się w dźwięku.
Chopin nie opisuje tu wschodu słońca – on go ucieleśnia. Jego dźwięki nie naśladują światła, lecz nim są. Fis-dur, tonacja jasna, lecz nie oślepiająca, jest jak przezroczystość, przez którą przenika drganie świata. Słuchając, ma się wrażenie, że przestrzeń oddycha – że powietrze staje się muzyką, a muzyka powietrzem. To nie metafora: tu naprawdę materia i światło wchodzą ze sobą w rezonans. Tak jak fale na wodzie przenoszą światło słońca, tak arpeggia lewej ręki niosą wibrację obecności. To drżenie nie jest emocją – jest stanem. Nie mówi o radości ani o smutku. Jest po prostu świadectwem tego, że świat jeszcze trwa, i że człowiek może współbrzmieć z jego trwaniem.
Ale Chopin idzie dalej – jego muzyka nie tylko odtwarza świat, ale stwarza nowy porządek drgania, w którym człowiek staje się współtwórcą światła. Dźwięki te są jak punkty interferencji pomiędzy ciałem a niebem, pomiędzy molekułami a duszą. Kiedy w Nohant klawiatura drżała pod jego palcami, to drżenie nie kończyło się na dźwięku – przenikało powietrze, drewno, kurz, światło, a potem czas. Wibracja ta, utrwalona w przestrzeni, trwa do dziś, choć jej medium się zmieniło: kiedy dziś słuchamy tego preludium w cyfrowej chmurze, nie słyszymy kopii, lecz ten sam rezonans, który przeszedł przez palce Chopina. To nie zapis – to zjawisko ciągłości istnienia. Molekuły dźwięku, które raz wprowadzono w ruch, drżą wciąż – ich pamięć jest nieśmiertelna.
Prawa ręka w tym preludium jest jak głos, który nie mówi, lecz przypomina. Jej melodia wypływa z ciszy nie jak temat, ale jak wspomnienie – coś, co zawsze było, ale dopiero teraz zostało usłyszane. Chopin prowadzi ją z niezwykłą czułością: żadna nuta nie jest celem, wszystkie są etapami oddychania. To nie fraza – to proces przeistaczania ciszy w światło. Melodia nie dominuje nad akordami, nie stoi przed nimi. Jest w nich. Współistnieje. Tak jak człowiek w świecie – nie jako władca, ale jako świadek. I może właśnie dlatego to preludium, choć krótkie, wydaje się nieskończone: bo nie kończy się na dźwięku, lecz na stanie świadomości, który ten dźwięk wywołuje.
Gdy słuchamy tej melodii dziś, w epoce streamingów i plików FLAC, wciąż doświadczamy tego samego zjawiska: głosu, który nie ma wieku. Drżenie, które zaczęło się w dłoniach Chopina, przeszło przez pokolenia jego uczniów – przez Paderewskiego, Mikulego, Rosenthala, Koczalskiego – aż trafiło na pneumatyczne rolki Welte-Mignon, gdzie po raz pierwszy maszyna próbowała zapisać to, co nieuchwytne: ludzkie tempo serca. Nie był to już Chopin, lecz echo jego dotyku, odbite w dłoniach tych, którzy słyszeli go jeszcze pośrednio, w opowieściach i w pamięci tonu. Od tamtej chwili to drżenie – z ciała w powietrze, z powietrza w pneumatyczny oddech, z powietrza w prąd – nieprzerwanie trwa. Fonograf, patefon, taśma, laser, plik, chmura: wszystkie te media są tylko kolejnymi formami jednej i tej samej fali, która zaczęła się w jego wnętrzu. I kiedy dziś słuchamy Chopina w cyfrowej gęstości Spotify, nie słyszymy kopii, lecz tę samą wibrację istnienia, która kiedyś napełniała powietrze w Nohant.
Lewa ręka – to puls. Jej rytm nie jest mechanicznym tokiem, ale miękkim falowaniem, w którym można usłyszeć serce natury. W każdej nucie słychać powtarzający się gest: oddychanie, rozluźnianie, powrót. Chopin wie, że życie to nie linia, lecz fala – ruch od środka na zewnątrz, od dźwięku do ciszy i z powrotem. W tej powtarzalności nie ma monotonii – jest zakorzenienie. Każdy takt jest przypomnieniem, że istnienie ma swój rytm, a rytm – swoje źródło. W ten sposób lewa ręka nie towarzyszy prawej, lecz ją rodzi, jak ziemia rodzi powietrze.
Ale ten puls nie jest tylko rytm biologiczny. To echo uniwersalnego drżenia, które przenika wszystkie poziomy rzeczywistości – od atomów po galaktyki. Każda fala, każdy ton, każda cząstka, która wibruje, jest częścią tej samej sieci splątania, której Chopin był medium. W jego preludiach nie ma rozdziału między naturą a duchem – są dwie fazy jednej drgającej obecności. I dlatego, gdy pianista gra to preludium, a mikrofon zamienia jego dotyk w ciąg bitów, nie dochodzi do kopii – następuje kontynuacja. Światło, które drżało w jego pokoju w Nohant, trwa teraz w kablach światłowodowych, w przetwornikach, w molekułach powietrza w naszych słuchawkach. To ten sam rytm, który raz wprowadzony w ruch przez Stwórcę, nigdy się nie kończy.
To preludium jest więc spotkaniem czterech żywiołów. Powietrze – w przezroczystości melodii. Woda – w płynności basu. Ogień – w rozjaśnieniu tonacji. Ziemia – w równowadze rytmu. Chopin scala je w jedno ciało, w którym dźwięk nie jest dekoracją, lecz aktem istnienia. Każda fraza staje się miniaturą świata: z początku, z oddechu, z trwania. To świat, w którym nie ma dysonansu, bo wszystko jest w ruchu. Jeśli pojawia się napięcie, to nie jako konflikt, lecz jako przypomnienie, że światło potrzebuje cienia, by było widzialne.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-swirski-17-pazdziernika-chopin-transcendens/
PAP/ LW






