Stanowski konta Wojewódzki. Koniec świata mediów, na jaki zasłużyliśmy. [Michał KŁOSOWSKI]

Stanowski konta Wojewódzki

Rzadko zabieram głos w sprawach bieżących, ba! nie uczestniczę nawet aktywnie w mediach społecznościowych. Pielęgnuję własną przestrzeń mentalną, dbając o to, aby algorytmy – coraz częściej oparte na sztucznej inteligencji – dostarczały wiedzę możliwie sprawdzoną, a nie tylko to, co „opłaca się” pokazać. To trudne, ale możliwe, sprawia zaś, że korzystanie z mediów społecznościowych staje się mniej czasochłonne — po prostu w wielu tych przestrzeniach mnie nie ma. Mam inne źródła.

Ostatnio jednak w polskiej przestrzeni publicznej wydarzyło się coś absolutnie szczególnego, co, być może dlatego, algorytmy zdecydowały się mi podsunąć. Chodzi o rozmowę w radiowym programie Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego z Krzysztofem Stanowskim. Audycja, jak często bywa w przypadku prowadzących, balansowała na krawędzi konwencji. Mimo wielu prób „rozstrzelania” gościa, Krzysztof Stanowski wyszedł z rozmowy obronną ręką, ujawniając mechanizmy stosowane przez prowadzących i wykazując nieścisłości w ich narracji: jak choćby w kwestii liczby odcinków reportażu Marii Wiernikowskiej czy finansowania mediów Krzysztofa Stanowskiego.

Nie ma co tej rozmowy opisywać, nie o to chodzi. Najważniejsze w tym wszystkim jest przede wszystkim obserwowanie studium dynamiki współczesnych mediów będące dowodem na absolutną stagnację polskiej sfery publicznej. Nie chodzi tu o „dobro” czy „zło” uczestników, lecz o sprawność w prowadzeniu debaty. Fragmentaryzacja informacji, przerzucanie tematów do tzw. krwioobiegu społecznego i bezpośrednia konfrontacja w mediach społecznościowych wywróciły tradycyjne zasady racjonalnej debaty publicznej, o której pisał niedawno zmarły Jürgen Habermas. Z teorii zejdźmy na ziemię, zobaczyliśmy to naocznie na przykładzie wspomnianego medialnego performance’u.

Do rzeczy jednak. Media pokazują, że dziennikarze jako strażnicy wiedzy przestali być niezbędni, a świat zamienił się w pyskówkę, w której każdy, dysponując własną platformą, może kreować narrację według własnych reguł. Audycja Wojewódzkiego i Kędzierskiego ujawnia absurd tego świata: inteligentne osoby wykorzystują media do spektaklu publicznego, często posługując się manipulacją i nieścisłościami, a publiczność reaguje, jakby była tego świadoma i… zadowolona z takiego przebiegu wydarzeń. To właśnie ten fakt jest najbardziej wymowny: skończyła się era autorytetów, o której Tom Nichols pisał jako o procesie zaniku zaufania do elit i ekspertów. Kłopot w tym jednak, że nie chodzi już wyłącznie o samą „pyskówkę”. To znak szerszej transformacji społecznej: rozpad porozumienia między elitami a „ludem”, w którym dostęp do informacji przestał pełnić funkcję weryfikującą, a stał się instrumentem gry o uwagę i poparcie. McLuhanowska teza „medium is the message” brzmi dziś w pełnej sile: nie liczy się już treść, lecz forma i kanał, który definiuje, w jaki sposób społeczeństwo „doświadcza” informacji. Media, które niegdyś pośredniczyły i weryfikowały, dziś stały się platformami spektaklu, a każdy uczestnik – widz, komentator czy twórca – jest aktorem w grze o viral, lajki i emocjonalny rezonans.

Oczywiście, nie można zapominać, że media i dziennikarze nigdy nie byli idealni. Postaci takie jak Kuba Wojewódzki pokazują epokę, która dobiega końca, podczas gdy Krzysztof Stanowski, określający siebie mianem przedsiębiorcy medialnego, staje się raczej zarządcą tej nowej rzeczywistości niż jej prorokiem. Fakt, że dziennikarze nie mają możliwości w pełni prześwietlić człowieka i zadać kluczowych pytań, a jednocześnie czasem sięgają po elementy poniżej pasa, tak jak w tej rozmowie wielokrotnie czynił Kuba Wojewódzki, wywołując tym konsternację nawet u swojego radiowego partnera, pokazuje, że dotarliśmy do momentu, w którym powrotu nie będzie.

Przestaliśmy traktować debatę poważnie, a staliśmy się aktorami w grze, której imię brzmi „media społecznościowe” i rządzi nią ten, komu uczestnicy spektaklu wyrażą głośniejszą aprobatę poprzez tzw. komentariat. O dziwo, pierwszym tego piewcą w polskich mediach, jeszcze w erze reality show i masowej, prywatnej telewizji, był właśnie Kuba Wojewódzki, którego medialna osobowość była na tyle gorąca, że można było jej nie lubić, ale trzeba było znać. Krzysztof Stanowski jest jakby kolejną odsłoną tego procesu: nie tyle tym „dobrym” strażnikiem wolności słowa i otwartości opinii publicznej, co postacią C.S. Lewisowego „młodego diabła”; bo rozmowa w radiowym studiu Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego nie była wcale, jak chciałby Krzysztof Stanowski, starciem starego Sarumana, który wybrał złą drogą, z nowym Gandalfem, który wjeżdża cały na biało ale emanacją dialogu starego diabła z młodym właśnie. Siłą rzeczy po prostu fala niosąca Kubę Wojewódzkiego wygasła, a ta niosąca Krzysztofa Stanowskiego się wznosi i wznosić będzie. Obie są jednak wypadkową tych samych prądów, może tylko o innych wektorach.

.Nie sposób przecież nie dostrzec, że to wszystko wpisuje się w trend, który Dolina Krzemowa określa jako „ciemne oświecenie”: technologia i algorytmy, które mogłyby służyć rozszerzeniu rozumu i dialogu, stały się narzędziem wzmocnienia chaosu, polaryzacji i spektaklu, nawet jeśli na tym rozumie opartego. Ta obserwacja, choć przygnębiająca, jest również świadectwem przemiany: epoka, w której liczyła się erudycja, argumentacja, zasób słów i publiczna debata oparta na sprawdzonych informacjach, odchodzi w przeszłość. Kuba Wojewódzki utrzymujący, że oglądał materiały opublikowanego na Kanale Zero serialu o współczesnej Rosji, który wskazuje na antenie nie istniejący odcinek powołujący się na słowa jakiegoś polityka to już nie tylko absurd, ale brutalne obnażenie. Pozostaje umiejętność poruszania się w świecie spektaklu medialnego, w którym wygrywa nie ten, kto ma rację, lecz ten, kto lepiej posługuje się regułami gry. Zrozumienie tego mechanizmu staje się kluczowym narzędziem intelektualnym każdego, kto wciąż pragnie myśleć samodzielnie i może wybierać źródła, na których buduje swój światoobraz.

Krzysztof Stanowski kontra Kuba Wojewódzki to nie była więc tylko konfrontacja dwóch osobowości a symbol końca mediów, jakie znaliśmy do tej pory. Pytanie, co dalej? Czy potrafimy tę zmianę przekuć w szansę na to, by przywrócić elementarny, społeczny ład w komunikacji publicznej, czy też zaakceptujemy świat, w którym spektakl, manipulacja i fragmentaryzacja informacji zastąpiły debatę, konsensus, autorytet i zaufanie? Kiedyś nie było bowiem lepiej, teraz też nie jest idealnie, ale może właśnie pojawia się szansa, żeby mieć dostęp do świata, takim jakim on jest.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 28 marca 2026
Fot. YouTube/WojewódzkiKędzierski