„Starzyński” musical w Teatrze Syrena w Warszawie

Starzyński

Starałem się wyobrazić sobie Stefana Starzyńskiego takiego, jakim był, ale oczywiście my nigdy nie będziemy do końca wiedzieć, jaką osobowością był ten historyczny bohater – mówi Konrad Imiela, reżyser musicalu „Starzyński”. Premiera w stołecznym Teatrze Syrena – w dniu 28 lutego 2026 r.

„Starzyński” musical

.Legendarny prezydent Warszawy Stefan Starzyński, symbol oporu stolicy we wrześniu 1939 r., to bohater autorskiej premiery musicalowej stołecznego Teatru Syrena. Spektakl jest zainspirowany biografią „Starzyński. Prezydent z pomnika” autorstwa Grzegorza Piątka, która ukazała się w 2024 r. nakładem wydawnictwa W.A.B.

– Lubię, kiedy tytuł komunikuje bardzo czytelnie to, o czym jest spektakl. W związku z tym tytuł tego przedstawienia to „Starzyński”. Jest to musical opowiadający o prezydencie Warszawy Stefanie Starzyńskim. Akcja sceniczna rozgrywa się w trakcie ostatniej nocy, którą prezydent Warszawy spędził w swoim biurze w ratuszu, czyli to jest noc z 26 na 27 października 1939 r. – wyjaśnił Konrad Imiela.

– W skrócie, miesiąc po kapitulacji miasta prezydent nie tyle pracuje, co mieszka w tym biurze. Za ścianą jest dyrektor Muzeum Narodowego Stanisław Lorentz. No i właściwie przez całą tę noc Stefan Starzyński mierzy się ze swoją biografią – mówił. – W jego myślach powracają bliscy, matka, ojciec, jego obydwie żony, jego krytyk, Władysław Studnicki. Ale też pojawiają się postaci bardziej metaforyczne, takie, jak Syrena Warszawska, czy postać, która u nas w spektaklu nazywa się Adam. A jest to taki zlepek może samego Mickiewicza i Konrada z „Dziadów” – tłumaczył reżyser.

Stefan Starzyński zmobilizował Warszawę do nadludzkiej obrony

.Konrad Imiela zwrócił uwagę, że to jest ten bohater, który nam wszystkim podpowiada w trudnych czasach, żeby walczyć do ostatniej kropli krwi. – Wiemy, o jakich momentach historycznych mówimy. To jest dla mnie bardzo ważne. Dlatego widzowie usłyszą na scenie dużo fragmentów z Mickiewicza – zaznaczył.

– Starałem się wyobrazić sobie Stefana Starzyńskiego takiego, jakim był, ale oczywiście my nigdy nie będziemy do końca wiedzieć, jaką osobowością był ten historyczny bohater. To jest trochę tak, jakbyśmy naczytali się książek, biografii, a potem zasnęli i jakby nam się ten bohater przyśnił – tłumaczył. – To jest nasz Starzyński. Gdzieś tam bardzo mocno inspirowany relacjami biografów oraz osób, które go znały. Starzyński był dosyć zamkniętym człowiekiem, introwertykiem, dosyć szorstkim w kontaktach, co wyniósł też ze swojej kariery wojskowej. Był politykiem, urzędnikiem, wiernym swojemu mentorowi, czyli marszałkowi Piłsudskiemu, wiernym tej opcji sanacyjnej – przypomniał twórca przedstawienia.

– Nie miał charyzmy lidera, wodza. Niezbyt dobrze radził sobie z przemówieniami publicznymi. Natomiast, kiedy historia postawiła go w roli tego, który ma przeprowadzić Warszawiaków przez ten trudny czas, zmobilizować do nadludzkiej obrony Warszawy, podnosić na duchu, który nigdy nie zdecydował się na ucieczkę ze stolicy, wtedy nagle okazało się, że Starzyński w tym trudnym czasie świetnie tę rolę gra, tę funkcję pełni – ocenił reżyser, dodając, że to czyni go ciekawym bohaterem do opowiedzenia w teatrze.

Pytany o charakter muzyki w musicalu, Konrad Imiela powiedział: – opowiadamy ten spektakl dzisiaj. Opowiadamy go dla widzów, którzy dzisiaj zasiądą na widowni. Dlatego muzykę czerpiemy z głowy naszego bohatera, a w związku z tym ona jest wolna od stylistyk. A ponieważ chcemy maksymalnie dobrze skomunikować się emocjonalnie z publicznością, zatem używamy muzyki dzisiejszej, nowoczesnej, współczesnej muzyki, czy to rockowej, czy popu – wyjaśnił twórca przedstawienia. – Po prostu to jest muzyka, którą moglibyśmy spokojnie usłyszeć dzisiaj w radio – dodał.

– Ludwika Nitschowa to jedna z postaci, którą wprowadziłem do spektaklu. Ona przed wojną pojawiła się w życiu Starzyńskiego. Oni się spotkali i wspólnie wymyślili ostateczną wersję pomnika Syreny, która stoi nad Wisłą – powiedział reżyser.

– Dla mnie to jest bardzo ciekawa postać, dlatego że łączy wątek Syreny, który jest dla mnie istotny w tym przedstawieniu, ponieważ na scenie pojawia się postać Syreny. To alegoria, metafora wszystkich mieszkańców Warszawy – mówił. – Ludwika Nitschowa łączy tę Syrenę z samym Starzyńskim, bo jak się okazało, to właśnie ona w 1964 r. stworzyła projekt pomnika Stefana Starzyńskiego. Przekonywała przez niemal 20 lat wszystkie kolejne władze Warszawy, czy władze państwowe, że Starzyński powinien w Warszawie stanąć. I w końcu do odsłonięcia tego pomnika doszło, ale dopiero na początku lat 80. – powiedział Konrad Imiela.

Starzyński. Prezydent z pomnika

.Reżyser przyznał, że Ludwika Nitschowa jest dla niego bardzo ważna jako uosobienie kogoś, kto zadba o legendę bohatera. – Dla niej Stefan Starzyński był na tyle inspirującą postacią, że faktycznie z olbrzymią determinacją walczyła o postawienie jego pomnika – wyjaśnił.

– Podstawową inspiracją dla mojego scenariusza jest książka Grzegorza Piątka pt. „Starzyński. Prezydent z pomnika. Grzegorz Piątek sam odnosi się do tego pomnika, czyli tej figury z brązu – mówił. – Z kolei my staramy się tego Starzyńskiego odbrązawiać tutaj na scenie. Opowiadamy o żywym człowieku targanym prawdziwymi, ludzkimi emocjami – zaznaczył Konrad Imiela.

„Pokiereszowana Warszawa, bezbrzeżna bezsilność, wyrzuty sumienia, smutek i dylematy moralne. A za oknem – gruzy, jesień, rychłe Zaduszki i mrok. Duchy wyłażą ze wspomnień, miesza się sen z jawą. Na tej jednej nocy z 26 na 27 października 1939 r. skupia się akcja musicalu o bohaterze, którego historia obsadziła w niewyobrażalnie trudnej i nieoczywistej dla niego roli. Ku zaskoczeniu siebie samego, zagrał tę rolę brawurowo” – napisano w zapowiedzi.

Kiedy będzie miała miejsce Premiera musicalu „Starzyński”?

.W spektaklu wykorzystano fragmenty „Dziadów” Adama Mickiewicza, cytaty z przemówień Stefana Starzyńskiego oraz wypowiedzi Ludwiki Nitschowej z reportaży Polskiego Radia. W warstwie wizualnej użyto ważki zaczerpniętej z obrazu Józefa Mehoffera „Dziwny ogród”. Przedstawienie rekomendowane dla widzów powyżej 12. roku życia.

Scenariusz i reżyseria – Konrad Imiela. Muzyka i kierownictwo muzyczne – Grzegorz Rdzak. Choreografię opracował Jacek Gębura. Scenografię zaprojektował Mateusz Karolczuk, a kostiumy – Agata Bartos. Za reżyserię światła odpowiada Damian Pawella. Przygotowanie wokalne – Zuzanna Falkowska. Charakteryzacja – Daria Skrzypkowska. Pirotechnika – Tomasz Pałasz.

Występują: Przemysław Glapiński (Stefan Starzyński), Michał Konarski (Ojciec, Józef Piłsudski), Beatrycze Łukaszewska (Matka), Albert Osik (Stanisław Lorentz), Agnieszka Rose (Józia, Reklamiara), Marta Walesiak-Łabędzka (Paulina, Ludwika Nitschowa), Jacek Pluta (Władysław Studnicki), Michał Juraszek (Sylwester Wojewódzki, Lech Niemojewski, Reklamiarz), Julia Bielińska (Stefania Witkowska, Syrena, Reklamiara), Mateusz Tomaszewski (Adam Brodziński), Jakub Jaskólski (Żołnierz Gestapo) i Maciej Karbowski (Żołnierz Gestapo). Na żywo gra zespół muzyczny w składzie: Tomasz Filipczak (dyrygent i instrumenty klawiszowe), Jan Malecha (gitary), Paweł Bomert (gitara basowa) i Grzegorz Poliszak (perkusja).

Premiera musicalu „Starzyński” – 28 lutego o godz. 19 w Teatrze Syrena w Warszawie. Kolejne przedstawienia – 1 oraz 5-8 marca. Spektakl zrealizowano w ramach programu obchodów 80. rocznicy rozpoczęcia odbudowy Warszawy.

Polska i Niemcy. Pojednanie bez zadośćuczynienia?

.W 1958 r. szef urzędu kanclerskiego Konrada Adenauera przekonywał, że wypłacanie Polsce odszkodowań byłoby wspieraniem reżimu komunistycznego – pisze prof. Stanisław ŻERKO w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Polska i Niemcy. Pojednanie bez zadośćuczynienia?„.

Sprawa reparacji i odszkodowań wojennych od Niemiec dla Polski jest dla historyka fascynująca – także dla historyka, który zechciałby się przyjrzeć, na jakich podstawach została oparta po 1990 r. koncepcja polsko-niemieckiego „pojednania”. A jest to słowo po obu stronach Odry odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki.

Stanowisko rządu RFN, niemieckich polityków, ekspertów i komentatorów jest w tej sprawie zgodne: Polsce nic się nie należy, gdyż PRL zrzekła się reparacji w 1953 r., a reparacyjne roszczenia to przejaw nacjonalizmu i wzniecanie nastrojów antyniemieckich. Owszem, Niemcy przyjmują odpowiedzialność moralną za swoje zbrodnie, ale nie może to być odpowiedzialność materialna. W Polsce z kolei słyszymy głosy, że skoro w tej sprawie stanowisko Berlina jest konsekwentne i twarde, to podnoszenie tego problemu może jedynie doprowadzić do zepsucia wzajemnych stosunków. Kazimierz Wóycicki napisał nawet, jakoby podnoszenie sprawy reparacji przez Polskę było… niemoralne.

Historia zabiegów kolejnych rządów Republiki Federalnej Niemiec, by polskim ofiarom odszkodowań nie wypłacić, a gdyby konieczność taka zaszła – by były to sumy jak najmniejsze – jest dla strony niemieckiej kompromitująca. Jest to historia cynizmu, wykrętów, a nawet zwykłych kłamstw. Do chwili zjednoczenia Niemiec RFN wypłaciła za granicę ponad 100 mld marek (DM) tytułem świadczeń w związku z II wojną światową. Polska otrzymała z tego zaledwie 100 mln DM – jeden PROMIL. Do dziś do Polski wpłynęło z RFN z tego tytułu łącznie – po długich, ciężkich negocjacjach – niespełna 6 mld PLN, czyli ok. 1,3 mld euro. Tyle otrzymali obywatele państwa (ci tylko, którzy zdołali przeżyć), któremu – jak chyba żadnemu innemu – reparacje za zniszczenia podczas tej najstraszniejszej z wojen się należały.

.Przypomnijmy: na konferencji w Poczdamie przyznano Polsce – oprócz ziem na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej – także reparacje od Niemiec. Niestety, Polska była jedynym państwem, które miało otrzymywać reparacje za pośrednictwem ZSRR. Już dwa tygodnie po konferencji poczdamskiej podporządkowany Moskwie rząd warszawski został zmuszony do podpisania polsko-radzieckiej umowy handlowej, na mocy której dostarczanie reparacji niemieckich zostało uzależnione od wysyłania do ZSRR ogromnych ilości polskiego węgla (od 8 do 13 mln ton rocznie) po cenach wielokrotnie niższych od cen na rynkach światowych. W tajnym protokole cenę tę ustalono na 1,22 dolara za tonę, co zapewne pokrywało zaledwie koszt wydobycia i transportu do granicy. Straty z tego tytułu powodowały, że korzyści z dóbr reparacyjnych okazały się zerowe, zwłaszcza że część artykułów miała wątpliwą wartość materialną: na przykład w 1949 r. w ramach reparacji ZSRR dostarczył Polsce 6 mln wydrukowanych po polsku egzemplarzy dzieł Marksa, Lenina i Stalina, co policzono jako 10 proc. wartości wszystkich dóbr, dostarczonych za tamten rok.

PAP/Grzegorz Janikowski/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 lutego 2026