Rosjanie wywożą dzieci z domów dziecka na Ukrainie

Rosjanie wywożą dzieci z domów dziecka na Ukrainie

Podczas okupacji Chersonia wywieziono z tego miasta do Rosji wszystkich pensjonariuszy domów dziecka; nadal nie wiemy niczego o dalszym losie tych osób – poinformowała w czwartek przewodnicząca chersońskiej miejskiej administracji Hałyna Łuhowa, cytowana przez niezależną rosyjską telewizję Nastojaszczeje Wriemia.

.W ocenie ukraińskich władz od lutego, czyli początku inwazji Kremla na sąsiedni kraj, z okupowanych terenów Ukrainy wywieziono do Rosji co najmniej 13 tys. dzieci. Rzeczywiste dane są prawdopodobnie dużo wyższe. Często praktyką najeźdźców było nielegalne uprowadzanie ukraińskich dzieci pod pozorem ich wyjazdów na wypoczynek. Niekiedy zabierano w ten sposób całe klasy ze szkół – powiadomił portal opozycyjnej telewizji.

Jak podkreślono, chersońscy lekarze starali się wszelkimi sposobami uratować dzieci przed wywózką do Rosji. W tym celu fałszowano historie chorób, wpisując do dokumentów np. krwawienie z płuc lub inne ciężkie dolegliwości, wykluczające możliwość wyjazdu poza miejsce zamieszkania. Wiedząc, jaki los czeka pensjonariuszy domów dziecka, lekarze unikali też oddawania małoletnich pod opiekę do tych placówek.

“Baliśmy się przekazać sieroty do domów dziecka i zatrzymaliśmy je wszystkie u siebie. Wszyscy, którzy byli leczeni, pozostali u nas. (…) I dobrze zrobiliśmy, ponieważ cały dom dziecka wywieźli do Rosji. (…) Staraliśmy się tych (naszych) dzieci nie pokazywać, chronić je wszelkimi sposobami” – powiedziała jedna z pracowniczek chersońskiego szpitala dziecięcego, cytowana przez Nastojaszczeje Wriemia. W ocenie Łuhowej rosyjscy okupanci mogli wywieźć z Chersonia około 1000 dzieci, ale dokładne liczby są bardzo trudne do ustalenia. “To była prawdziwa deportacja (w celu) zniszczenia narodu ukraińskiego” – podkreśliła szefowa miejskich władz.

Uprowadzanie ukraińskich dzieci – zbrodnia na narodzie ukraińskim

.”Zbrodnie w Katyniu, Buczy i Mariupolu nie tylko są do siebie podobne, ale są ze sobą połączone, gdyż stoi za nimi ta sama instytucja: FSB, będące spadkobiercą KGB, które było spadkobiercą NKWD. To ten sam sprawca, te same metody, ta sama technika, ta sama myśl. Celem jest sterroryzowanie Europy. Kraje takie jak Polska czy Ukraina mają po prostu długą pamięć. Wiedzą, że sprawa zbrodni stalinizmu nie została zamknięta, że te zbrodnie nigdy nie trafiły pod osąd wymiaru sprawiedliwości. Zachód żyje w przekonaniu, że upadek Muru Berlińskiego i ZSRR był końcem historii. Że wszystko raz na zawsze się skończyło” – mówi prof. Konstantin Sigow w rozmowie z Michałem Kłosowskim i Erykiem Mistewiczem w miesięczniku “Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

“Zachód się mylił, choć wiedział, jak było naprawdę, zwłaszcza po publikacji Czarnej księgi komunizmu pod redakcją Stéphane’a Courtois czy książek innych autorów, jak Timothy Snyder. Nie wyciągnięto jednak wniosków natury politycznej, nie było procesów, nie było rozliczenia. Dzisiaj wszyscy jesteśmy zobowiązani – Polacy, Ukraińcy, Francuzi, Brytyjczycy, Niemcy itd. – do dokumentowania masakr w Buczy, Mariupolu i innych miejscach. Te świadectwa będą w pewnym sensie szansą dla całej Europy na ostateczne osądzenie zbrodni sowieckich i neosowieckich. Bo zbrodnia nierozliczona daje sposobność do popełniania kolejnych. Jedną z przyczyn naszego ukraińskiego oporu jest dążenie do wyjaśnienia ludziom Zachodu, dlaczego tak ważne jest wzięcie na poważnie świadectw ludzi wywiezionych na Syberię przez Stalina i wywożonych dziś na Syberię przez Putina. Zachód musi wziąć na poważnie swój osąd zbrodniczego reżimu, to znaczy sowieckiego i neosowieckiego totalitaryzmu. Sądzę, że prawdziwym wyzwaniem na najbliższe dziesięciolecie będzie rozliczenie tych wszystkich zbrodni” – mówi prof. Sigow.

Akceptacja dla zbrodni Putina oznacza przyzwolenie na kolejne

.Przekonuje Nicolas Tenzer [LINK]: “Trzeba to powtórzyć: masowe zbrodnie wojenne popełnione przez siły Putina w Czeczenii w latach 1999–2000, w Gruzji w 2008 roku, jak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w 2021 roku, oraz na Ukrainie od 2014 roku i w Syrii od 2015 roku – nie tylko nas poruszają. Zbrodnie Putina mówią nam nie tylko o tym, jaka jest polityka tego państwa, ale także o tym, jaka jest jego natura. Tak więc zbrodnie te są nierozerwalnie związane z obecnym reżimem rosyjskim. Nikt nie może w swojej analizie strategicznej oddzielać działań ofensywnych tego reżimu od jego zbrodni. Nie można mówić o „geopolityce”, nie biorąc pod uwagę działań zbrodniczych. Tak jak nie można zrozumieć polityki Hitlera bez Holocaustu, tak też nie można zrozumieć polityki Putina bez jego masowych zbrodni”.

“Czy jutro zapomnimy o cywilach z Mariupola? Czy zapomnimy, tak jak w przypadku Syrii, o zbombardowanych szpitalach, o cywilach rozstrzelanych na ulicy lub w drodze na wygnanie, o kobietach zgwałconych przez żołnierzy, o dzieciach, których ciała zostały rozerwane na strzępy, o ludziach skazanych na głód i pragnienie z powodu oblężenia, o kobietach, mężczyznach i dzieciach, którym uniemożliwiono pochówek zmarłych pozostawionych na ulicy do dyspozycji szczurów? Taka jest rzeczywistość zbrodni wojennych. Po dokonaniu zbrodni Putin znów stanie się „partnerem” – niektórzy, odrzucając wszelką przyzwoitość i rozsądek, już to przewidują” – pisze Nicolas Tenzer.

PAP/Wszystko co najważniejsze/AJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 grudnia 2022