Nicolas TENZER: Akceptacja dla zbrodni Putina oznacza przyzwolenie na kolejne

Akceptacja dla zbrodni Putina oznacza przyzwolenie na kolejne

Photo of Nicolas TENZER

Nicolas TENZER

Prezes Centre d’étude et de réflexion pour l’action politique (CERAP), ekspert kwestii geostrategicznych i analizy ryzyka politycznego. Autor trzech oficjalnych raportów rządowych, z których dwa dotyczą strategii międzynarodowej oraz 21 książek m.in. Quand la France disparaît du monde, 2008, Le monde à l’horizon 2030. La règle et le désordre, 2011 oraz La France a besoin des autres, 2012.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Ponowne podanie ręki Putinowi podczas spotkania głów państw byłoby nie tylko błędem moralnym, ale i błędem strategicznym. Wiemy aż za dobrze, że Putin nie poprzestanie na dotychczasowych zbrodniach – pisze Nicolas TENZER

„Nie ulegaj emocjom!” – to zdanie, które wielu z nas słyszało w odniesieniu do masowych zbrodni wojennych popełnianych na Ukrainie. Bez wątpienia praworządne umysły dostrzegły okrucieństwa – bombardowania szpitali, zabijanie cywilów na ulicy, ataki na budynki mieszkalne czy rzekome zaginięcia. Jednak to tylko skutki uboczne wojny. Krótko mówiąc, zbrodnie wojenne to tylko szczegóły wojny. Tak już było podczas wojny w Czeczenii, w Syrii i w innych miejscach. Chodzi o to, by uniknąć zbyt ostrych reakcji Zachodu, które byłyby przepełnione emocjami. Należy, jak mówią, zachować zimną krew. Cierpienie i mord to jedno, a geostrategia to drugie.

Nakaz wyzbycia się emocji idzie najczęściej w parze z inną ideą: należy przygotować się na przyszłość, czyli – według tych, którzy wydają to zalecenie – należy wprowadzić się w stan psychicznego usposobienia sprzyjający „negocjacjom”. W ich mniemaniu chodzi o to, aby pozwolić zapomnieć, aby w pewien sposób pogodzić się z wrogiem i powrócić do rzekomo „normalnej” sytuacji, w której nie byłoby już winnych i niewinnych ani dobra i zła. Pokój opierałby się na neutralizacji opinii. Wydaje się, że ich głównym celem jest pozostawienie wojny za sobą i ruszenie dalej.

Takie wypowiedzi pojawiały się podczas wojny Asada, Rosji i Iranu przeciwko narodowi syryjskiemu: powinniśmy dążyć do pojednania, które oznaczałoby akceptację władzy najgorszego zbrodniarza XXI wieku. Widzimy dziś tak mówiących i wiemy, że ich intencją jest znalezienie modus vivendi z Rosją Putina, nawet jeśli oznacza to ustępstwa – po raz kolejny. Ta zgoda na kompromis oznaczałaby zamiecenie pod dywan najpoważniejszych przestępstw, jakie można sobie wyobrazić, oraz naruszeń prawa międzynarodowego. Ich wypominanie zniechęciłoby zaatakowany naród do szukania porozumienia i pchałoby go w kierunku jeśli nie zemsty, to przynajmniej zadośćuczynienia.

Ideę tę można z pewnością krytykować z moralnego punktu widzenia, ale należy stwierdzić, że jest ona całkowicie fałszywa z punktu widzenia realistycznego. Co gorsza, byłaby to kontynuacja błędów z przeszłości, które doprowadziły do wojny. Pozwoliły one Władimirowi Putinowi przez 22 lata zachować swobodę we wszystkich jego zbrodniczych działaniach. Musimy więc być emocjonalni, ponieważ jest to wyraz naszych wartości – emocje w obliczu celowego zabijania dzieci są nadal częścią tego, o co walczymy. Jest to prawdopodobnie podstawa legitymizacji wolnego świata.

Uczucia i strategiczne uczenie się

To, czego doświadczamy poprzez emocje, nie jest czymś oderwanym od rzeczywistości, ponieważ opiera się na faktach. Emocje nie pozostają też bez związku z prawem – to, co jest przedmiotem naszych emocji, w szczególności zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, jest ujęte w przepisach prawa. Wreszcie emocje nie tylko ostrzegają nas, ale także pozwalają nam zrozumieć politykę reżimu, którego niedopuszczalne działania są ich źródłem.

Trzeba to powtórzyć: masowe zbrodnie wojenne popełnione przez siły Putina w Czeczenii w latach 1999–2000, w Gruzji w 2008 roku, jak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w 2021 roku, oraz na Ukrainie od 2014 roku i w Syrii od 2015 roku – nie tylko nas poruszają. Zbrodnie Putina mówią nam nie tylko o tym, jaka jest polityka tego państwa, ale także o tym, jaka jest jego natura. Tak więc zbrodnie te są nierozerwalnie związane z obecnym reżimem rosyjskim. Nikt nie może w swojej analizie strategicznej oddzielać działań ofensywnych tego reżimu od jego zbrodni. Nie można mówić o „geopolityce”, nie biorąc pod uwagę działań zbrodniczych. Tak jak nie można zrozumieć polityki Hitlera bez Holocaustu, tak też nie można zrozumieć polityki Putina bez jego masowych zbrodni.

Niektórzy tak zwani stratedzy próbują usprawiedliwiać swoje dawne błędy – mówią, że Putin się zmienił, ale takie stwierdzenie jest nie tylko wyrazem pogardy dla prawdy, lecz także kamuflażem dla ich własnych tez. Niektórzy z nich zrobią to ponownie, gdy agresja na Ukrainę i rosyjskie zbrodnie wojenne zostaną zapomniane. Będą starali się sprawić, by o tych zbrodniach zapomniano, tak jak o wcześniejszych wydarzeniach. Wrócą do praw geopolityki, gdzie milczy się o masakrowanych cywilach i gdzie liczy się tylko „równowaga” lub „polityka wielkich mocarstw”. Nie zrozumieją jednak tego, co oznacza „równowaga”, ani polityki tych mocarstw. Wyrzekną się realizmu, porzucą wszelkie rozumienie faktów – ale być może fakty przeszkadzają również ich ideologii lub interesom.

Wraz z głupim stwierdzeniem, że „Putin się zmienił”, powrócą do swojej starej śpiewki, że nie ma zagrożenia, że można „prowadzić dialog z Putinem” lub Asadem i że możliwe jest znalezienie „wspólnej płaszczyzny”, jeśli nie zawarcie „porozumienia”. Ponieważ wyrzekną się wszelkich emocji, odrzucą jednocześnie wszelkie trwałe rozwiązania, które wymagają kapitulacji reżimu popełniającego zbrodnie i osądzenia jego przywódców. Nie wypracują pokoju, lecz stworzą warunki dla przyszłych wojen.

Emocje i niemożliwy powrót do normalności

Emocje mówią nam zatem o istocie prawa – są zbrodnie, których nikt nie może zapomnieć ani wybaczyć. Informują nas również o woli reżimu, który popełnia zbrodnie – ten, kto popełnił je wiele razy, będzie popełniał je ponownie, dopóki będzie kierował krajem. Emocje informują nas o teraźniejszości, ale także o przyszłości. Za niemożnością zapomnienia kryje się również niemożność zaufania.

Zdarza się, że przestępcy po latach spędzonych w więzieniu zastanawiają się nad swoimi czynami i czują się winni. Wiedzą, że nikt nie może im wybaczyć ich zbrodni i nie proszą o przebaczenie. Potrafią się poprawić i zmienić swoje życie. Nigdy nie dzieje się tak w przypadku zbrodniarzy wojennych będących u władzy, dla których zbrodnia jest, że tak powiem, racją bytu. Wyobrażanie sobie, że znani zbrodniarze, tacy jak Adolf Hitler, Pol Pot, Józef Stalin, Amin Dada, Charles Taylor, Slobodan Milošević w przeszłości czy Baszar al-Asad i Władimir Putin obecnie, mogą się poprawić, jest iluzją. Dlatego też musimy niestrudzenie powtarzać, że dopóki Putin jest u władzy, będzie skłonny do zbrodni, a w Europie i poza nią nie będzie bezpieczeństwa, stabilności i pokoju, dopóki jej nie opuści.

„Rehabilitacja” Putina i nawiązanie z nim normalnych stosunków byłyby niedopuszczalnym pogwałceniem pamięci jego ofiar. Nieuchronnie prowadziłoby to do jego dalszych równie okrutnych działań, jeśli nie gorszych. Ponowne podanie ręki Putinowi podczas spotkania głów państw byłoby nie tylko błędem moralnym, ale i błędem strategicznym. Wiemy aż za dobrze, że Putin nie poprzestanie na dotychczasowych zbrodniach. To właśnie robi na Ukrainie od 24 lutego 2022 r. – nie zatrzymuje się i jeszcze bardziej intensyfikuje swoje destrukcyjne przedsięwzięcie, skierowane przeciwko wolnemu narodowi ukraińskiemu.

W niektórych stolicach europejskich i w Stanach Zjednoczonych słychać już niepokojące szepty. Wydaje się, że niektórzy spieszą się, aby mieć to już za sobą i przejść do następnego etapu. Spieszą się, ale nie po to, by ratować ukraińskich cywilów mordowanych w Mariupolu, Charkowie i innych miejscach – nie wspominając o zbrodniach wojennych Kremla, które w chwili, gdy piszę te słowa, są dokonywane w regionie Idlib w Syrii – lecz po to, by znieść najsurowsze sankcje, powrócić do tak zwanych negocjacji i wznowić zwykły biznes. Niektórzy, nie deklarując tego, są nawet skłonni prosić Kijów o ustępstwa, takie jak oddanie Krymu lub części Donbasu, co byłoby żałosnym hołdem dla siły i pogwałceniem prawa międzynarodowego. Wzbudziłoby to emocje – a nawet najsłuszniejsze oburzenie – nie tylko Ukraińców, ale wszystkich tych, którzy w Europie i na świecie mają jeszcze trochę godności i zasad. Byłoby to czymś więcej – kapitulacją wobec destrukcyjnego i zbrodniczego reżimu.

Z pewnością podważyłoby to legitymizację Europy i Sojuszu na kolejne dziesięciolecia. Sprawiłoby, że daremne stałoby się twierdzenie Europy, że jest liczącą się potęgą geostrategiczną, a Sojuszu, że daje wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa. Pranie brudnych pieniędzy obejmowałoby również pieniądze z przedsięwzięć korupcyjnych wewnętrznego kręgu Putina oraz ludzi w Europie, Ameryce i innych krajach, którzy na tym skorzystali. Byłoby to wyrazem wyparcia się rosyjskich dysydentów, a nawet wbiciem noża w plecy tych, którzy z bezprecedensową odwagą walczą z reżimem.

Nie tylko emocje dyktują nam to, by nie przywracać normalności w stosunkach z tym reżimem; to po prostu realizm i nasze cele bezpieczeństwa. Pokusa zapomnienia jest niebezpieczna i może oznaczać porażkę. Wyzbycie się emocji niesie ze sobą krótkowzroczność i głuchotę. To łatwe wyjście dla przywódców, którzy nie mają ani strategicznej wizji, ani siły, by stawić czoła konfliktowi.

Emocje a zrozumienie zbrodni

Emocje w obliczu zbrodni są kluczem do jej zrozumienia. Jeśli zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie ludobójstwa zostały uznane za niepodlegające przedawnieniu, to dlatego, że dotyczą one samej zasady człowieczeństwa, a więc każdego człowieka. Gdy rządy odwracają wzrok i nie nazywają rzeczy po imieniu, przygotowują obywateli swoich krajów do przyzwyczajenia się do tych zbrodni. Nie mówiąc o nich – a tak właśnie postępują w obliczu zbrodni reżimu Asada, putinowskiej Rosji i Iranu w Syrii, a także oczywiście w innych miejscach – sprawiają, że zbrodnie znikają. Tymczasem są one nie tylko zwiastunem jeszcze większych zbrodni, ale także ujawniają rzeczywistość reżimów, które się ich dopuszczają. Zbrodnie wojenne nigdy nie są moralnie nieistotne, ale nie są też nieistotne intelektualnie i strategicznie.

Te konkretne zbrodnie – jak pisałem sześć lat temu [LINK] – stanowią celową próbę podważenia instytucjonalnych i prawnych podstaw, które mają spajać narody świata. Gdy popełnia je a fortiori jedno z największych mocarstw, będące stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, mają one jeszcze większy ciężar. Mocarstwo, które się ich dopuszcza, nigdy na tym nie poprzestaje. Zbrodnie wojenne – dokonywane na oczach wszystkich, w biały dzień, co jest widoczne w mediach i na portalach społecznościowych, nawet jeśli się im żałośnie zaprzecza, choć coraz rzadziej – odzwierciedlają znacznie szerszy problem. Milczenie wobec nich prowadzi do zepsucia duszy obywateli społeczeństw demokratycznych. Tracą oni wszelkie punkty odniesienia. Masowe mordy są trywializowane, a słowa „nigdy więcej”, wypowiedziane po Auschwitz i powtórzone po Srebrenicy i Rwandzie, stają się przedmiotem złowrogich kpin. Rezolucje są wyśmiewane, następnie kpi się z demokracji, a w końcu niektórzy honorują zbrodniarzy.

Tak właśnie się stało.

Ta złowroga kpina trwa już od dawna. Niektórzy jeszcze niedawno rozważali podjęcie rozmów z Asadem w celu wypracowania tak zwanego „rozwiązania politycznego” w ramach „komisji konstytucyjnej”. Inni prosili Putina, by wywarł presję na Asada, by ten z kolei wykazał się większym umiarkowaniem – po milionie ofiar śmiertelnych – mimo że reżim w Moskwie również popełniał zbrodnie na masową skalę. Od 2014 r. ci sami światowi przywódcy polityczni nie pamiętali o ponad 14 tys. ofiarach rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie przed ostatnią nową ofensywą Kremla; nie zwrócili też uwagi opinii publicznej na wojnę trwającą w Donbasie, a ich potępienie aneksji Krymu – o losie Tatarów rzadko się wspomina – nie zmieniło, mimo sankcji, stosunków gospodarczych między Rosją a niektórymi krajami europejskimi; wielu miało nawet nadzieję, że prezydent Wołodymyr Zełenski zgodzi się na poważne ustępstwa, sprzeczne z deklarowanymi zasadami integralności i suwerenności Ukrainy. Nie jest jasne, czy te naciski całkowicie zniknęły pomimo deklarowanego wsparcia dla Ukrainy.

Czy jutro zapomnimy o cywilach z Mariupola? Czy zapomnimy, tak jak w przypadku Syrii, o zbombardowanych szpitalach, o cywilach rozstrzelanych na ulicy lub w drodze na wygnanie, o kobietach zgwałconych przez żołnierzy, o dzieciach, których ciała zostały rozerwane na strzępy, o ludziach skazanych na głód i pragnienie z powodu oblężenia, o kobietach, mężczyznach i dzieciach, którym uniemożliwiono pochówek zmarłych pozostawionych na ulicy do dyspozycji szczurów? Taka jest rzeczywistość zbrodni wojennych. Po dokonaniu zbrodni Putin znów stanie się „partnerem” – niektórzy, odrzucając wszelką przyzwoitość i rozsądek, już to przewidują.

.To wykracza daleko poza kwestię przetrwania zbrodniczego i niebezpiecznego reżimu w Rosji. To dotyczy samej natury człowieczeństwa. Dotyczy naszej duszy, a w ostatecznym rozrachunku – naszego przetrwania. Ma znaczenie strategiczne, które wykracza daleko poza bezpieczeństwo Europy i świata w ścisłym tego słowa znaczeniu. Jest to fundament strategii, który może zostać unicestwiony.

Nie mamy prawa. Ale o tym, czym jest prawo – i czym są przepisy, które je reprezentują – wielu przywódców politycznych prawdopodobnie już zapomniało.

Nicolas Tenzer
Wersja angielska tekstu: [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 marca 2022
Fot: Clodagh KILCOYNE / Reuters / Forum