W trakcie naszej edukacji nikt nie mówi nam, żebyśmy myśleli o swojej przyszłej rodzinie [Marianne DURANO w „Le Figaro”]

Marianne Durano jest francuską doktor filozofii i eseistką, autorką książki „Naître ou le néant”. W wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” analizuje sposób, w jaki współcześnie postrzegane jest macierzyństwo.
.Jak ocenia Marianne Durano, jedno z kluczowych wyzwań, związanych z przekazywaniem życia, zawiera się w „rozdarciu między, z jednej strony, czymś naturalnym, co nie zależy od naszej woli, a wręcz ją unieważnia, a z drugiej strony – procesem, który nie jest jednak łatwy”. „Mamy tendencję do utożsamiania tego, co naturalne, z tym, co oczywiste” – zaznacza.
„Doświadczenie macierzyństwa jest poruszające, czasami bolesne, jest efektem procesu uczenia się. Sam fakt dawania życia często łączy się z lękiem i wątpliwościami. Jeśli jednak przez naturalne rozumiemy: co zgodne z naszą naturą, czyli z fizjologiczną budową ciała i przeznaczeniem organów, to tak – w tym sensie jest ono naturalne” – tłumaczy.
„Doświadczenie macierzyństwa zawsze odsyła do własnej matki i w zależności od osoby, to wspomnienie może być kojące lub bolesne. W moim przypadku od razu zdałam sobie sprawę z tego, co zawdzięczam mojej mamie i wszystko, co dla mnie zrobiła. (…) Macierzyństwo przyniosło mi większą wewnętrzną głębię i pozwoliło dostrzec wszystkie zasługi moich rodziców” – stwierdza.
„Moja mama zawsze mówiła: Kiedy będziesz dokonywać życiowych wyborów, pomyśl o matce, którą będziesz w przyszłości. (…) W trakcie naszej edukacji nikt nie mówi nam, żebyśmy myśleli o swojej przyszłej rodzinie, to w ogóle nie jest brane pod uwagę. Tworzymy świat, w którym decyzje podejmuje się, całkowicie wykluczając możliwość posiadania dzieci: patrzy się na wyniki ucznia, jego potencjał akademicki i kieruje się go ku ścieżce, która najlepiej pozwoli wykorzystać jego zdolności, nie zastanawiając się nad tym, jak chce ułożyć sobie życie” – ocenia Marianne Durano.
„Matka nosi dziecko w swoim ciele, dlatego macierzyństwo jest znacznie bardziej wymagające pod względem fizycznym niż ojcostwo. Ciąża pozostawia nieodwracalne ślady na ciele kobiety. Istnieje szczególna więź z maleńkim dzieckiem, które, czy tego chcemy czy nie, po narodzinach jest zależne emocjonalnie od matki. (…) Jest też bardzo silny wymiar emocjonalny, dotyczący cierpienia dziecka i jego potrzeb, podczas gdy ojciec – nie popadając w uogólnianie – bywa mniej związany z tą głęboką bliskością” – tłumaczy. „W moim przypadku matka zawsze była dla mnie źródłem emocjonalnego bezpieczeństwa. Mogłam być dla niej nieznośna, bo miałam pewność jej bezwarunkowej miłości. Ojciec – to było spojrzenie, które trzeba było sobie zdobyć, musiałam pokazać, że jestem godna miłości, którą mnie darzył, a jego ocena wiele dla mnie znaczyła. Móc oprzeć swoje istnienie na miłości, która była przed nami i nie jest zależna od naszych sukcesów – cóż za bezcenny dar, by iść przez życie! (…) Jakie inne doświadczenie w życiu może dać nam taką siłę?” – dodaje.
.„Nie każdy ma dzieci, ale każdy ma matkę. (…) A gdy zabraknie tej bezwarunkowej miłości, pojawia się ogromny brak, który pozostawia niezatarty ślad w psychicznej strukturze człowieka, prawdziwa trauma, której nie jest w stanie zrekompensować nawet najbardziej hojna polityka społeczna” – podkreśla Marianne Durano w wywiadzie dla „Le Figaro”.
oprac. JD