Wielkie rozliczenie włoskiej piłki

We Włoszech rozpoczęło się rozliczenie włoskiej piłki, w tym całej narodowej federacji, za porażkę w finale baraży z Bośnią i Hercegowiną, w wyniku której „Azzurri” po raz trzeci z rzędu nie awansowali na mundial. Politycy już działają, by wystawić rachunek działaczom sportowym.

„Kryzys jest głęboki”

.Włoskie media nie mają litości dla piłkarzy, którzy przegrali batalię o awans w rzutach karnych.

Cała prasa pisze o całkowitej porażce sportowej i organizacyjnej włoskiej reprezentacji. Wyrażane jest przekonanie, że włoską piłkę nożną trzeba zbudować od nowa.

„Narodowa hańba” – tak przegraną podsumował dziennik „La Repubblica”, a „Il Messaggero” ma jasny przekaz do działaczy piłkarskich: „A teraz wszyscy do domu”.

„Potrzebne są tylko dymisje. Idźcie do domu, szanowni włodarze włoskiego futbolu. Wszystko ma swoje granice, do diabła” – dodała rzymska gazeta.

Najostrzejsze słowa krytyki kierowane są pod adresem prezesa federacji (FIGC) Gabriele Graviny, który na konferencji prasowej wziął na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie.

– Ale kryzys jest głęboki – dodał.

Gravina stwierdził, że wykracza on poza piłkarską federację, a włoska piłka wymaga przedefiniowania oraz szerszej refleksji.

Następnie zrzucił on część odpowiedzialności na świat polityki mówiąc: – Wiemy, że jesteśmy w momencie wielkiego kryzysu, wymagającego ogólnej refleksji, a nie jest to tylko odpowiedzialność federacji.

– To obowiązek świata włoskiej polityki, która tylko szybko domaga się dymisji. Chciałbym zapytać, czy był choć jeden przydatny krok dla włoskiej piłki, czy była wola, by ją wspierać – wspomniał.

Klęska włoskiej reprezentacji wywołała w środę burzę w sali obrad Izby Deputowanych. Na początku posiedzenia Salvatore Caiata z rządzącej partii Bracia Włosi zażądał, aby minister sportu Andrea Abodi przedstawił w parlamencie informację, jak zaznaczył, na temat „upadku włoskiej piłki nożnej”. Dodał, że szczególne pretensje kieruje do prezesa Graviny, ponieważ „odebrał młodym ludziom marzenia”.

Mauro Berruto z centrolewicowej opozycyjnej Partii Demokratycznej wyraził opinię, że trzeba zbadać przyczyny, które „doprowadziły włoską piłkę w przepaść”. Jak dodał, dymisji Graviny nie trzeba żądać, bo powinna ona być „aktem instytucjonalnej godności”.

Czy rozliczenie włoskiej piłki spowoduje zmiany?

.Przewodniczący komisji sportu w Izbie Deputowanych Federico Mollicone napisał w oświadczeniu: „W związku z kolejną, ciężką porażką włoskiej reprezentacji piłkarskiej i jej brakiem awansu na mistrzostwa świata, już po raz trzeci z rzędu, zwrócę się w ramach uprawnień kontrolnych parlamentu o wysłuchanie na posiedzeniu komisji prezesa FIGC Gabriele Graviny, aby wyjaśnił przyczyny takiej klęski. Ostatni raz Włochy grały w mundialu w 2014 roku. Praktycznie dwie generacje młodych Włochów nigdy nie widziały swojej reprezentacji na mistrzostwach świata”.

Komentatorzy podkreślają w radiu i telewizji, że nie wystarczą również łzy i przeprosiny trenera reprezentacji Gennaro Gattuso.

Dino Zoff, były znakomity bramkarz, mistrz świata z 1982 roku, a później trener, powiedział, że kolejne niepowodzenie w eliminacjach to „policzek dla włoskiej piłki”.

– Trudno mówić o pechu, kiedy po raz trzeci z rzędu nie jedziesz na mundial. To znaczy, że coś jest nie tak – podsumował.

Korupcja w przedwojennym futbolu

.Przedwojenny futbol nie był wolny od korupcji. O aferach korupcyjnych nie słyszało się w tamtym czasach tak często jak dzisiaj, bo i skala procederu była niepomiernie mniejsza, co nie znaczy, że i na tym niesławnym polu nasi przodkowie nie pozostawili po sobie śladu – pisze Remigiusz PIOTROWSKI.

opularność zapewniła futbolowi dopływ gotówki, a choć obiektywnie rzecz biorąc, nie były to sumy zawrotne, skażonego mamoną, a przecież bardzo już licznego towarzystwa piłkarskiego uczepiły się jak rzep psiego ogona różnej maści podejrzane indywidua. Tacy wszędzie zwęszą zysk, tacy tylko patrzą, jakby tu sobie dorobić na boku lub zwiększyć wpływy swego klubu, a że przy tym wypaczy taki sportową rywalizację, zakpi z widza i złamie prawo – to dla niego błahostka.

O aferach korupcyjnych nie słyszało się w tamtym czasach tak często jak dzisiaj, bo i skala procederu była niepomiernie mniejsza, co nie znaczy, że i na tym niesławnym polu nasi przodkowie nie pozostawili po sobie śladu kładącego się cieniem na przedwojennym futbolu.

Już pod koniec lat dwudziestych krążyły legendy o tajemniczej płycie gramofonowej, nagranej rzekomo z ukrycia w jednym z katowickich hoteli. Rzecz niemałą wywołała sensację, według bowiem stugębnej plotki podczas tej podsłuchanej rozmowy pewien działacz piłkarski jednego z klubów nakłaniał arbitra do ustawienia meczu. Nie wiadomo, czy w tej legendzie było choć ziarno prawdy i czy do podobnej rozmowy w ogóle doszło. W każdym razie sztukę ustawiania meczów znano w Polsce już w latach dwudziestych, chociaż początkowo nie o pieniądze tu chodziło, bo mecze odpuszczano niejako na złość innym, przede wszystkim po to, aby wpędzić w kłopoty konkurencyjną drużynę. I to jednak tylko do czasu.

„Mistrzostwo, które miało być sprawdzianem umiejętności poszczególnych drużyn, przyjmowało niekiedy charakter wyreżyserowanego widowiska; silniejsi oddawali dobrowolnie punkty zagrożonym klubom, cieszącym się ich sympatią, mówiło się głośno o wyniku meczu jako o fakcie dokonanym już wtedy, gdy drużyny dopiero wkraczały na boisko” – donosiło czasopismo „Raz, Dwa, Trzy” na początku lat trzydziestych o kulisach finiszu mistrzostw łódzkiej klasy A. Przy okazji nagłośnienia tego skandalu światło dzienne ujrzała próba przekupstwa bramkarza ŁTS-G Alfreda Lassa, podjęta między innymi przez prezesa konkurencyjnego Hakoahu, który golkiperowi, swoją drogą pierwszemu w historii ligi obrońcy rzutu karnego, zamierzał wręczyć 10 złotych w zamian za porażkę łódzkiego klubu w jednym z meczów.

Coś było nie tak z tymi łódzkimi mistrzostwami w 1931 roku, ledwie bowiem ucichła sprawa Lassa, a już kilka miesięcy później wyszła na jaw kolejna afera. Tym razem karty rozdawał niepogodzony ze spadkiem do klasy B Kaliski Klub Sportowy. Outsider grał w końcówce sezonu o przysłowiową pietruszkę, więc jego działacze krytyczną sytuację swojego zespołu postanowili wykorzystać do niecnych celów, oczywiście nieźle się przy okazji obławiając. KKS sprzedawał punkty i tym z dołu, i tym z góry tabeli, zawiązał nawet coś na kształt „spółdzielni”, do której oprócz Kaliskiego Klubu Sportowego przystąpiły trzy inne kluby, a ofiarą ich spisku miała paść pabianicka Burza. Działacze kiepsko jednak zatarli ślady swego przestępstwa. Kompromitujące dowody na tę trefną działalność znaleziono przecież w… księgach rachunkowych kaliskiego klubu. Łódzki OZPN uderzył ręką w stół, dwóch dżentelmenów zapłaciło za ustawianie meczów dożywotnią dyskwalifikacją, innym wlepiono dwuletni zakaz pracy w polskim futbolu, poza tym kaliski klub ukarano karą w wysokości 300 złotych, trzy zaś pozostałe kluby o 100 złotych mniejszą.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/przedwojenny-futbol-a-problem-korupcji/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 kwietnia 2026