Wieś Ugły. Rozpoczyna się identyfikacja polskich ofiar

Ugły

Najważniejszym elementem badań pochówków polskich ofiar we wsi Ugły w dawnym województwie wołyńskim II RP będzie identyfikacja ich szczątków – powiedział prof. Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

„W wyniku ataku spłonęło 50 gospodarstw i zginęło ponad 100 Polaków”

.Naukowiec stoi na czele ekipy, która prowadzi prace poszukiwawcze w Ugłach ze strony polskiej. Stronę ukraińską reprezentuje tam przedsiębiorstwo komunalne Lwowskiej Rady Obwodowej „Dola”. Prace finansowane są przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Według Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, który jest zleceniodawcą, ekspedycja potrwa około tygodnia.

W ocenie Ossowskiego identyfikacje „są jednym z ważniejszych, albo w ogóle najważniejszym elementem prac”. – Dzięki identyfikacjom tak naprawdę jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, że mamy do czynienia z tymi ofiarami, których szukamy – wyjaśnił dziennikarzom.

Identyfikacja – kontynuował – ma odpowiedzieć na pytania, które pojawiają się m.in. w przestrzeni medialnej „i powodują jeszcze większą ilość pytań”. Tłumaczył, że tak było w przypadku poprzednich badań, w dawnej polskiej wsi Puźniki w obwodzie tarnopolskim Ukrainy.

– Są to pytania dotyczące liczby ofiar, pytania, czy rzeczywiście doszło do tych zdarzeń – dodał.

– Często są one wykorzystywane w fake newsach. Takich, które mówiły na przykład o tym, że strona ukraińska nie chce wliczać w liczbę ofiar kobiet i dzieci, co jest absolutną bzdurą. I dlatego te prace prowadzone są w modelu wspólnie pracujących specjalistów ukraińskich i polskich – dodał.

Ossowski ocenił, że poszukiwania polskich ofiar w Ukrainie nie są typowymi pracami ekshumacyjnymi. – Są to bardziej badania naukowe, które mają odpowiedzieć na szereg pytań – podkreślił.

Wyjaśnił, że ważną rolę będzie odgrywało porównywanie danych szczątków ludzkich z żyjącymi członkami ich rodzin. – Te osoby się zgłaszają, gdy rozpoczynają się prace, albo na etapie ekshumacji, kiedy już wiedzą, że rzeczywiście jest szansa, żeby zidentyfikować ich krewnych – powiedział Ossowski.

Polską kolonię Ugły zaatakował 12 maja 1943 r. oddział UPA. Szacuje się, że w wyniku ataku spłonęło 50 gospodarstw i zginęło ponad 100 Polaków. Sotnią UPA, która popełniła tę zbrodnię, dowodził Nikon Semeniuk „Jarema”. Część mieszkańców została zamordowana we własnych domach, inni – podczas próby ucieczki do sąsiadującego z wioską lasu.

Wieś Ugły. Miejsce śmierci Polaków i Ukraińców z mieszanych rodzin

.W ukraińskich źródłach sam fakt zbrodni w Ugłach nie jest podważany, ale zwraca się w nich uwagę, że oprócz Polaków ofiarami mordów mieli paść również Ukraińcy z mieszanych rodzin polsko-ukraińskich.

Polskę i Ukrainę od wielu lat różni pamięć o roli Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, które w latach 1943-1945 dopuściły się ludobójczej czystki etnicznej na blisko 100 tys. polskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Od wiosny 2017 r. trwał spór wokół zakazu poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy, wprowadzonego przez ukraiński IPN. Zakaz został wydany po zdemontowaniu pomnika UPA w Hruszowicach w województwie podkarpackim w kwietniu 2017 r.

Decyzja o zniesieniu obowiązującego od 2017 r. moratorium na poszukiwania i ekshumacje szczątków polskich ofiar zbrodni wołyńskiej została ogłoszona pod koniec listopada 2024 r. podczas wspólnej konferencji prasowej szefów dyplomacji Polski i Ukrainy, Radosława Sikorskiego i Andrija Sybihy.

Sowietyzacja Wołynia. Terror i zbrodnie ZSRR

.Represje przeciwko Polakom na Wołyniu przyniosły zamierzony skutek. Rozbicie podziemia całkowicie odcięło region od kontaktów z krajem. Aresztowania nielicznych ocalałych z wojennej pożogi elit oraz osób mogących stawiać opór pozbawiły polską społeczność przywództwa i wywołując efekt zastraszenia, skłoniły pozostających na wolności do podjęcia decyzji o jak najszybszym wyjeździe na zachód – pisze Adam R. KACZYŃSKI przedstawiając jak przebiegała sowietyzacja Wołynia.

asowe wysiedlenia ludności Wołynia rozpoczęły się od razu po wkroczeniu Armii Czerwonej. Na podstawie dyrektywy Stawki nr 170622 z 14 października 1942 r. jednostki NKWD dokonywały „oczyszczenia” 25-kilometrowej strefy przyfrontowej z ludności cywilnej.

Oficjalnym celem wysiedleń było uniknięcie zbędnych ofiar, prawdziwym natomiast – ułatwienie pracy organom NKWD i kontrwywiadu wojskowego Smiersz. Na wyludnionym terenie znacznie łatwiej było tropić grupy dywersyjne czy ukrywających się żołnierzy wroga oraz wyłapywać dezerterów i maruderów. O ile w przypadku większości wyzwalanych obwodów i republik ZSRR nie zawsze przestrzegano rozkazów o całkowitej ewakuacji ludności, o tyle na zachodniej Ukrainie wysiedlenia przybrały masowy charakter. Według oficjalnych danych z połowy czerwca 1944 r. 1. Front Ukraiński wysiedlił z rejonu swoich działań 378 997 osób. Większość ewakuowanych trafiała nie dalej niż sto kilometrów od strefy działań wojennych. W przypadku Wołynia gorliwość, z jaką wysiedlano mieszkańców, była spowodowana działalnością UPA oraz – oględnie mówiąc – niezbyt przychylnym wobec Sowietów nastawieniem ludności miejscowej, spośród której pozytywnie do Armii Czerwonej odnosili się jedynie ocalali z rzezi Polacy. Wysiedlenie „niepewnych elementów”, a tak myślano o całej ludności zachodniej Ukrainy, oprócz ułatwienia walk zbrojnych z grupami dywersyjnymi i oddziałami UPA miało także na celu odcięcie partyzantki od źródeł zaopatrzenia we wsiach.

Ludność traktowała wysiedlenia ze strefy przyfrontowej nie jako konieczną ewakuację, ale jako celowe represje. Odczucia te potęgował fakt, iż znaczna część opuszczanych gospodarstw została rozgrabiona przez wygłodniałych żołnierzy. Ponadto połączenie wysiedleń z mobilizacją do służby w Armii Czerwonej i wywózkami młodzieży do pracy we wschodnich rejonach USRR sprzyjało szerzeniu się plotek o tym, że wszystkich ewakuowanych wywozi się na Sybir. Sytuacja wysiedlanych rodzin była niezwykle ciężka, zwłaszcza gdy jedyni żywiciele zostali zmobilizowani do armii lub wywiezieni na roboty. Po przesunięciu się frontu na ogół zezwalano na powrót do domów, jednak często nie było już do czego wracać.

Wysiedlenia związane z przejściem frontu przez Wołyń były dopiero początkiem szeroko zakrojonej akcji oczyszczania terenu z „wrogich elementów”. Wkrótce po zainstalowaniu się organów bezpieczeństwa rozpoczęto przygotowania do deportacji w głąb ZSRR. Pierwsza masowa wywózka odbyła się dopiero na początku 1945 r., ale pomniejsze wysiedlenia trwały przez cały 1944 r. Według oficjalnej statystyki NKWD tylko w 1944 r. z obwodu wołyńskiego wysiedlono 1177 rodzin, czyli 3557 osób, w tym 1404 dzieci.

Pierwsza powojenna masowa deportacja rozpoczęła się w styczniu 1945 r., a więc w niespełna rok po ponownym zajęciu Wołynia przez ZSRR. Podobnie jak w 1940 r. została poprzedzona wielomiesięcznym rozpoznaniem „wrogich elementów” oraz sporządzeniem szczegółowych spisów osób przeznaczonych do wywózki. Bezpośrednia organizacja operacji, a więc logistyka oraz przygotowanie rozkazów dla jednostek dokonujących aresztowań, zajęła kilkanaście tygodni. Listy osób przeznaczonych do wywózki sporządzano na podstawie danych zgromadzonych przez wydziały do walki z bandytyzmem NKWD oraz pieczołowicie odtwarzanych przez NKWD spisów mieszkańców. Przeprowadzenie wysiedleń powierzono Wojskom Wewnętrznym, które pod kierownictwem miejscowych funkcjonariuszy NKWD dostarczały ludzi do punktów zbornych. Wykorzystywano nie tylko te same jak w przypadku deportacji z lat 1940–1941 stacje kolejowe, ale także miejsca zesłania. 24 stycznia 1945 r. z rampy kolejowej w Kiwercach odprawiono specjalny eszelon nr 47 374 ze 156 rodzinami członków UPA. Spośród 430 osób zdecydowaną większość stanowiły kobiety (194) i dzieci (154). Stacją docelową był Kotłas w obwodzie archangielskim. Do tego samego transportu, liczącego łącznie 29 wagonów, dołączono także 295 mężczyzn unikających służby w Armii Czerwonej, których wywożono do Workuty i łagrów nad Peczorą.

Wysiedlenia przebiegały w sposób niezwykle brutalny, a sama akcja była źle przygotowana. Choć w oficjalnych raportach wszystkich przesiedlanych zaopatrzono w środki utrzymania i drewno opałowe na drogę, to jednak z tajnej korespondencji pomiędzy komendantem wołyńskiego NKWD płk. Jakowenką a zastępcą ludowego komisarza spraw wewnętrznych USRR Timofiejem Strokaczem wynika zupełnie co innego. W raportach przesyłanych w lutym 1945 r. do Kijowa miejscowe NKWD domaga się pomocy w pozyskaniu brakujących wagonów. W przypadku speceszelonu nr 47 374 płk Jakowenko prosi swego przełożonego o interwencję w Ludowym Komisariacie Transportu, gdyż brakuje mu czterdziestu wagonów, a zatrzymani ludzie z powodu braku pomieszczeń stale przebywają na „świeżym powietrzu”.

Na początku marca 1945 r. płk Jakowenko ponownie interweniował w sprawie przyspieszenia wywózki transportów oznaczonych kodami 47 454 i 47 460. Według jego raportu z 2 marca 1945 r. naczelnik Kolei Kowelskiej zapowiedział dostarczenie 42 wagonów (czternastu do Kowla, trzech do Włodzimierza Wołyńskiego, sześciu do Lubomla, trzech do Maciejowa, szesnastu do Łucka) na 10 marca. Tymczasem w chwili pisania raportu bez jakiegokolwiek schronienia na rampach załadowczych oczekiwało już czterysta osób zatrzymanych kilkanaście dni wcześniej w poszczególnych rejonach. Dodatkowym argumentem za szybszym dostarczeniem wagonów był fakt, iż na miejscu kończyły się zapasy jedzenia, a konwój już dwa dni bezczynnie czekał na stacji w Łucku.

Prośby do komisarza Timofieja Strokacza nie przyniosły rezultatów, gdyż wspomniane eszelony wyruszyły z Kowla dopiero 13 marca 1945 r. Stacją przeznaczenia była Pasznia w obwodzie permskim, gdzie deportowanych skierowano do pracy przy wyrębie lasu. Warunki transportu w swojej relacji opisywała Aleksandra Gołębiowska: „Naszą 5-osobową rodzinę za brata wywieziono na Sybir. Tłok był taki, że nie dało rady usiąść […] Konwojenci nie otwierali drzwi. Nikt nie dbał o to, co jedzą i czy w ogóle żyją schwytani znienacka ludzie, którzy kompletnie byli nieprzygotowani do drogi. Nie dawali nie tylko jedzenia, ale i wody. Aresztowani zlizywali wilgoć ze ścian. Języki rozpuchły tak, iż nie mieściły się w ustach. Każdego dnia umierały dziesiątki ludzi”.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/adam-kaczynski-sowietyzacja-wolynia-terror-i-zbrodnie-zsrr/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 marca 2026