Wirtualna rzeczywistość skuteczną metodą leczenia depresji

Studenci Politechniki Opolskiej prowadzą badania nad wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości w leczeniu depresji. Projekt uzyskał wsparcie Ministerstwa Edukacji i Szkolnictwa Wyższego w ramach programu „Studenckie koła naukowe tworzą innowacje”.
Wirtualna rzeczywistość skuteczną metodą leczenia depresji
.Projekt „Wdech, wydech, zanurzenie” to badanie naukowe, którego celem jest ocena skuteczności immersyjnej terapii relaksacyjno-oddechowej w wirtualnej rzeczywistości u młodzieży w wieku od 12 do 18 lat z rozpoznaną depresją.
Jak wyjaśniają autorzy projektu, uczestnicy zakładają specjalne gogle VR i przenoszą się do spokojnego, wirtualnego środowiska inspirowanego naturą. W trakcie sesji wykonują prowadzone ćwiczenia oddechowe. Jedno spotkanie trwa około 20 minut, a cały cykl obejmuje sześć sesji realizowanych w ciągu trzech tygodni.
Naukowcy będą analizować zarówno subiektywne odczucia uczestników, jak i obiektywne parametry fizjologiczne, m.in. zmienność rytmu serca (HRV) oraz reakcję skórno-galwaniczną (GSR), które pozwalają ocenić poziom stresu i aktywność autonomicznego układu nerwowego. Przed rozpoczęciem i po zakończeniu cyklu uczestnicy wypełnią również standaryzowane kwestionariusze oceniające nasilenie objawów depresyjnych i poziom odczuwanego stresu.
Coraz większa liczba młodych cierpi na depresje
.Doktorant Politechniki Opolskiej w dziedzinie nauk o zdrowiu Magdalena Nowak podkreśla wagę problemu związanego z rosnącą liczbą młodych osób, które dotyka depresja. – Choć dostępne są skuteczne metody leczenia, nie zawsze przynoszą one pełną poprawę. Dlatego postanowiliśmy sprawdzić, czy w terapii można wykorzystać także nowoczesne technologie – powiedziała naukowczyni.
Dzięki wsparciu ministerstwa, zakupiono specjalistyczny sprzęt niezbędny do stworzenia dwóch w pełni wyposażonych stanowisk terapii wykorzystujących wirtualną rzeczywistość. Według informacji uczelni, w projekcie weźmie udział 50 osób, podzielonych na dwie równe grupy – jedną poddaną terapii i porównawczą.
Kierownik projektu prof. Sebastian Rutkowski zaznacza, że obecne badania to kolejny etap konsekwentnie rozwijanego kierunku badań nad praktycznym wykorzystaniem VR w sferze dobrostanu psychicznego. Jednocześnie zastrzega, że VR jest traktowana jako narzędzie wspomagające terapię, mogące zwiększać jej skuteczność m.in. dzięki możliwości monitorowania obiektywnych parametrów fizjologicznych.
Czym jest depresja?
.Według Światowej Organizacji Zdrowia depresja to zaburzenie charakteryzujące się utrzymującym się przez dłuższy czas obniżonym nastrojem. Stan ten różni się od zwykłych wahań nastroju i krótkotrwałych reakcji emocjonalnych na wyzwania życia codziennego. Depresja może znacząco wpływać na wszystkie aspekty życia, w tym relacje z rodziną, przyjaciółmi oraz funkcjonowanie w społeczności, pracy, czy szkole. Szacuje się, że około 3,8 proc. populacji boryka się z depresją.
Wśród objawów depresji są m.in. przewlekły smutek, utrata motywacji i energii, problemy ze snem, zmiany apetytu i masy ciała, trudności z koncentracją i podejmowaniem decyzji, poczucie niskiej wartości, myśli samobójcze lub poczucie braku sensu życia. Przyczyny depresji to zarówno czynniki biologiczne (np. zaburzenia neuroprzekaźników w mózgu), jak psychologiczne (np. przewlekły stres, traumy) i społeczne (np. samotność, izolacja, trudności życiowe).
Leczeniem depresji zajmuje się psychiatra, a jeśli łatwo można zidentyfikować objawy, leczenie może poprowadzić lekarz pierwszego kontaktu. W leczeniu stosuje się leki, które poprawiają nastrój, oraz psychoterapię; duże znaczenie ma wsparcie społeczne i aktywność fizyczna.
Depresja. Więcej pytań niż odpowiedzi
.Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że na całym świecie na depresję cierpi ok. 280 milionów osób. Każdego roku z powodu depresji skuteczne próby samobójcze podejmuje 700 tys. osób. Choć przypuszcza się, że ok. 5 proc. dorosłej populacji cierpi na depresję, to coraz większym i bardziej zauważalnym problemem staje się depresja wśród młodzieży, a nawet dzieci – pisze Bartosz KABAŁA
Kilka miesięcy temu w „Molecular Psychiatry”, czasopiśmie związanym z „Nature”, ukazał się przegląd dostępnych badań naukowych dotyczących zależności pomiędzy poziomem serotoniny w tkance mózgu a objawami depresji. Artykuł wywołał chwilową burzę medialną i nieco dłużej trwający zamęt naukowy. W mediach popularnych powielanym przez dziennikarzy wnioskiem był brak skuteczności leków na depresję, których obecnie stosuje się ogromne ilości. Co zostało z tego poruszenia i czy badanie było jego warte? Czy medycyna rzeczywiście zmieniła całkowicie postrzeganie depresji i jej leczenia?
Autorzy głośnej pracy pod kierunkiem dr Joanny Moncrieff, psychiatry z University College w Londynie, dokonali tzw. przeglądu parasolowego (umbrella review) – nie dość, że wzięto pod uwagę wszystkie dostępne metaanalizy, czyli prace kompilujące wyniki pojedynczych badań naukowych, to jeszcze przeanalizowano inne dotychczasowe przeglądy opisujące związki poziomu serotoniny i depresji. Całość objęła ogromną liczbę badań naukowych i dziesiątki tysięcy pacjentów. Wnioski, które naukowcy zamieścili w swojej publikacji i które pojawiały się w późniejszych wypowiedziach medialnych Moncrieff, nie pozostawiają złudzeń – objawy depresji nie zależą od poziomu serotoniny. Sama autorka idzie jeszcze dalej, mówiąc: „Wiele osób bierze leki przeciwdepresyjne, bo zostały przekonane, że przyczyną choroby jest zachwiana równowaga biochemiczna”. I dalej: „Tysiące osób cierpi z powodu efektów ubocznych leków przeciwdepresyjnych (…). Sądzimy, że jest to częściowo związane z fałszywym przekonaniem o biochemicznej przyczynie depresji”.
Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że na depresję cierpi ok. 280 milionów osób na całym świecie. Każdego roku z powodu depresji skuteczne próby samobójcze podejmuje 700 tys. osób. Choć przypuszcza się, że ok. 5 proc. dorosłej populacji cierpi na depresję, to coraz większym i bardziej zauważalnym problemem staje się depresja wśród młodzieży, a nawet dzieci. W Polsce między 2017 a 2021 rokiem nastąpił wzrost zdiagnozowanych przypadków wśród dzieci i młodzieży z 12 tys. do 25 tys. Sprawa jest poważna, a zgłaszany przez ekspertów kryzys w polskiej psychiatrii, zwłaszcza dzieci i młodzieży, nie napawa optymizmem.
Każdy zapewne ma w wyobraźni jakiś obraz depresji, jej objawów i skutków. Jeśli nie znamy dokładnych kryteriów i przebiegu, za depresję może uchodzić każdy smutek lub rzadsze okazywanie radości. Może się wydawać, że definicja depresji jest mglista i brak jej konkretnej formy. Intuicyjnie myślimy, że choroby umysłu, których przecież nie diagnozuje się badaniem obrazowym, jak tomografia komputerowa, ani nie ogląda się ich pod mikroskopem, są trudno uchwytne i rozpoznawalne „na oko”. W psychiatrii do zdiagnozowania zaburzenia depresyjnego wymagane jest spełnienie ściśle określonych kryteriów.
W praktyce lekarskiej często używane są kryteria DSM (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders) opracowane przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne. W znacznym uproszczeniu, aby postawić takie rozpoznanie, konieczne jest wystąpienie przez okres dwóch lub więcej tygodni co najmniej pięciu objawów z zamieszczonej w kryteriach listy. Jednym z nich musi być anhedonia, czyli brak zdolności do odczuwania przyjemności lub obniżony nastrój. Na wspomnianej liście znaleźć można m.in.: zmniejszoną koncentrację, nawracające myśli o śmierci i o próbie samobójczej, ale także mniej kojarzące się z depresją w jej powszechnym rozumieniu objawy, jak utrata masy ciała, bezsenność czy łatwe męczenie się.
Przy rozważaniach na temat depresji często pojawia się również pojęcie triady Becka, oznaczające negatywne myśli o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Termin ten pochodzi od nazwiska Aarona Becka, zmarłego w listopadzie ubiegłego roku amerykańskiego psychiatry, twórcy modelu poznawczo-behawioralnego wyjaśniającego przyczyny powstawania depresji. Co ważne, jednego z wielu modeli.
Przyczyn zaburzeń depresyjnych, i afektywnych w ogóle, poszukuje się od samych początków medycyny. Już Hipokrates z Kos za melancholijne usposobienie u pacjenta obwiniał czarną żółć, jeden z czterech kluczowych płynów (humorów) ludzkiego ustroju. Współcześnie nie ma uniwersalnego i pewnego modelu, ale jeden z proponowanych był szczególny, ponieważ dostępny dla „ulubionej” broni lekarzy – farmakologii. Mowa o hipotezie serotoninowej powstawania depresji. Serotonina to substancja zaliczana zarówno do hormonów, jak i neuroprzekaźników, czyli związków, które odgrywają główną rolę w komunikacji pomiędzy poszczególnymi neuronami. W prasie popularnej jest określana często jako hormon szczęścia. W uproszczeniu można przyjąć, że zgodnie z tą hipotezą spadek serotoniny w połączeniach (synapsach) pomiędzy neuronami w mózgu skutkuje pojawieniem się objawów depresji.
.Z tego też wynika fakt, że najczęściej stosowanymi lekami w depresji (choć nie jedynymi) są inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI), których efektem jest zwiększenie ilości serotoniny w synapsie. Zarówno skuteczność (o niej powiemy poniżej), jak i bezpieczeństwo tych leków sprawiły, że są one jednymi z najczęściej używanych leków na świecie. W Stanach Zjednoczonych w latach 1991–2018 nastąpił wzrost konsumpcji leków przeciwdepresyjnych o ponad 3000 proc. Ostatnie wyniki badań OECD wskazują na podobny trend w Europie, gdzie od roku 2000 nastąpił wzrost użycia antydepresantów o blisko 150 proc. Największy wzrost obserwowany był w Czechach, w Estonii i na Słowacji.
PAP/MJ



