„Zapora ogniowa” wobec AfD coraz słabsza na wschodzie Niemiec

Rosnące poparcie dla Alternatywy dla Niemiec (AfD) sprawia, że utrzymywanie partii w politycznej izolacji staje się coraz trudniejsze. Szczególnie wyraźnie widać to na wschodzie Niemiec, gdzie na szczeblu lokalnym dochodzi już do współpracy między AfD a przedstawicielami innych ugrupowań, przede wszystkim CDU.
Polityczna izolacja AfD coraz trudniejsza
W niemieckiej polityce określenie „zapora ogniowa” odnosi się do zasady wykluczającej współpracę z AfD przy tworzeniu politycznych większości i rządów. Na szczeblu federalnym jest ona stosowana szeroko – politycy prawicowego ugrupowania są na przykład wykluczani z piłkarskiej drużyny Bundestagu.
Im większe jest jednak poparcie dla AfD, tym częściej polityka izolowania partii staje się przedmiotem sporów. „Zapory ogniowej” konsekwentnie broni kanclerz Niemiec Friedrich Merz, ale jej utrzymywanie okazuje się szczególnie trudne w landach wschodnich oraz wśród części lokalnych działaczy chadecji.
Widać także przepływ wyborców pomiędzy CDU i AfD, a niekiedy również zmiany przynależności partyjnej. W sierpniu szerokim echem odbiła się sprawa Bernda Prangego, wieloletniego samorządowca CDU i burmistrza gminy Altmaerkische Hoehe. Przekazał on AfD darowiznę w wysokości 10 tys. euro i publicznie zachęcał do głosowania na to ugrupowanie.
Problem dostrzega również premier Saksonii-Anhaltu Sven Schulze z CDU. Polityk wyklucza współpracę z AfD, ale sam unika określenia „zapora ogniowa”. Jak oceniał, debata prowadzona wokół tego hasła „naprawdę nie pomagała” chadekom w kampanii przed wyborami w Saksonii-Anhalt.
AfD umacnia pozycję na wschodzie
Landowy oddział AfD w Saksonii-Anhalt od 2023 roku jest klasyfikowany przez Urząd Ochrony Konstytucji, niemiecki kontrwywiad, jako ugrupowanie „prawicowo-ekstremistyczne”. Mimo kontrowersji poparcie dla partii w tym kraju związkowym przekracza 40 proc.
Jednym z jej czołowych polityków jest Hans-Thomas Tillschneider, poseł do landtagu Saksonii-Anhaltu i wiceszef regionalnych struktur AfD. W 2022 roku mówił: „Nasi wrogowie nie siedzą w Moskwie. Nasi wrogowie siedzą w Magdeburgu, Berlinie i Waszyngtonie”.
Falko Grube, deputowany SPD do landtagu i przewodniczący socjaldemokratów w Magdeburgu, przyznaje w rozmowie, że rosnąca zdolność AfD do przyciągania wyborców jest dla niego zaskoczeniem.
– Zawsze myślałem, że kiedy staną się bardziej radykalni, (poparcie dla nich) zacznie maleć. A stało się dokładnie odwrotnie – zauważa.
Grube ostrzega również przed Tillschneiderem, przypominając, że polityk AfD jeździł do Rosji już po rozpoczęciu przez Moskwę pełnowymiarowej wojny przeciw Ukrainie w 2022 roku. Zdaniem socjaldemokraty po dojściu do władzy AfD „rzeczywiście realizowałby swój program”.
Radykalny program i łagodny wizerunek
Program ten obejmuje m.in. dopuszczenie nauczania domowego, stworzenie osobnych klas dla dzieci uchodźców oraz zmianę programu nauczania historii w taki sposób, aby – jak ujmował to Tillschneider – znalazło się w nim „więcej Bismarcka, a mniej Hitlera”.
Jednocześnie Grube przestrzega przed przedstawianiem polityków AfD wyłącznie jako krzykliwych radykałów. Przyznaje, że wielu z nich jest uprzejmych i dobrze wykształconych.
Dotyczy to m.in. Ulricha Siegmunda, czołowego kandydata AfD w Saksonii-Anhalcie. W razie zwycięstwa ugrupowania w niedzielnych wyborach 35-letni polityk może zostać pierwszym premierem niemieckiego landu z ramienia AfD. Siegmund buduje wizerunek pogodnego i bezpretensjonalnego chłopaka z sąsiedztwa. Reuters określił go jako „słoneczną twarz AfD”, a w lokalnej prasie opisywany jest jako „dobry materiał na szwagra”.
Relacje CDU z politykami AfD
W samym landtagu Saksonii-Anhaltu kontakty deputowanych AfD z przedstawicielami innych ugrupowań pozostają ograniczone. O wspólne nieformalne spotkania jest trudno, a w niektórych przypadkach politycy nawet się ze sobą nie witają. Rozmowy podejmowane są przede wszystkim wtedy, gdy wymaga tego praca parlamentarna lub działalność komisji.
Inaczej wyglądają relacje części przedstawicieli CDU z politykami AfD. Niektórzy chadecy znają ich jeszcze z okresu, gdy działali wspólnie w CDU. Zdarza się, że nadal utrzymują bardziej bezpośrednie kontakty, łącznie z tzw. duzen, czyli zwracaniem się do siebie na „ty”.
Zdaniem Pascala Begricha, dyrektora zarządzającego regionalnej organizacji pozarządowej Miteinander, prawdziwym sprawdzianem dla politycznej izolacji AfD nie jest jednak landtag, lecz polityka prowadzona poza parlamentem kraju związkowego i dużymi miastami.
– Jeśli spojrzymy na niższy szczebel, na mniejsze miejscowości czy wsie, to znajdziemy coraz więcej decyzji, w których program AfD odgrywa istotną rolę, dochodzi do sojuszy. W debacie politycznej ta „zapora ogniowa” jest bardziej deklaracją niż praktycznym instrumentem, przynajmniej na poziomie lokalnym – ocenia w rozmowie.
Lokalnie „zapora ogniowa” traci znaczenie
Podobne zjawisko obserwuje Christian Muehldorfer-Vogt z organizacji społeczeństwa obywatelskiego Buendis fuer Demokratie w Quedlinburgu. Jak mówi, w regionie gór Harz CDU regularnie współpracuje z AfD.
– Obstawiam, że po wyborach w chadecji dojdzie do rozłamu. Frakcja opowiadająca się za porzuceniem „zapory ogniowej” i pójściem z AfD jest silna – twierdzi.
Znacznie bardziej jednoznaczne stanowisko wobec AfD zajmują ugrupowania lewicowe, w tym Zieloni. Przez polityków AfD partia ta nazywana jest „największym wrogiem”, a ze względu na poparcie dla militarnej pomocy Ukrainie jej przedstawiciele oskarżani są o „podżeganie wojenne”.
– Czasem w trakcie kampanii ktoś nam mówi: „Nie, głosuję na AfD”, i zamyka drzwi. Zdarza się, że na nas krzyczą – mówi Josephine Winkler, członek zarządu Zielonych w Magdeburgu.
Wyborcy funkcjonują w innych bańkach
Jej zdaniem jednym ze źródeł coraz większego podziału politycznego jest funkcjonowanie zwolenników poszczególnych ugrupowań w odrębnych przestrzeniach informacyjnych.
– Wielu wyborców AfD znajduje się we własnej bańce alternatywnej rzeczywistości. Korzystają z zupełnie innych mediów. Jest tam trochę prawdy, ale kontekst zostaje zniekształcony. Mój wujek i moja babcia są w tej bańce. Nie jesteśmy w stanie do nich dotrzeć – podkreśla Winkler.
Narastające napięcia wokół „zapory ogniowej” nabierają szczególnego znaczenia w Saksonii-Anhalcie, gdzie poparcie dla AfD przekroczyło 40 proc. Niedzielne głosowanie pokaże również, jak silna pozostanie presja na CDU i inne ugrupowania, aby utrzymywać dotychczasową politykę izolowania Alternatywy dla Niemiec.
AfD zdecydowanym faworytem wyborów
Przeciwnicy napędzanej posępnymi nastrojami społecznymi Alternatywy dla Niemiec (AfD) próbują zatrzymać jej marsz po władzę w Saksonii-Anhalcie, mobilizując wyborców do „strategicznego głosowania” na partie walczące o przekroczenie progu wyborczego.
W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhaltu wybiorą nowy landtag. Prawicowa Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanym faworytem wyborów. W ostatnich sondażach to antyestablishmentowe ugrupowanie uzyskuje od 40 do 43 proc. poparcia. Stoi przed szansą, by po raz pierwszy sięgnąć po władze na poziomie kraju związkowego.
Niemiecka prasa głosowanie w Saksonii-Anhalcie określa jako „potencjalnie historyczne”, nazywa także „wyborami ostatniej szansy dla kanclerza Friedricha Merza”. Wszyscy rozmówcy w Saksonii-Anhalcie podkreślają jedno – kwestia poparcia lub sprzeciwu wobec AfD absolutnie zdominowała kampanię, spychając na dalszy plan sprawy lokalne.
Przeciwnicy AfD są optymistami, bo ich zdaniem sukces przyniesie kampania promowania „głosowania strategicznego”. Chodzi w niej o to, by głosować na walczące o przekroczenie wyborczego progu SPD lub Zielonych i w ten sposób pomóc im wejść do landtagu. Założenie jest proste: jeśli oba ugrupowania znajdą się w parlamencie, to zwiększy się liczba mandatów przypadających partiom innym niż AfD i zmniejszy szansa, że to ugrupowanie utworzy rząd.
Mobilizacja przeciwko AfD w Magdeburgu
W Magdeburgu, stolicy Saksonii-Anhaltu, mobilizacja przeciwko AfD jest szeroka, od kościołów przez organizacje pozarządowe po związki zawodowe. Pod koniec sierpnia w mieście odbył się „strajk migrantów”. Na kilka godzin zamknięto ponad setkę lokali, w tym sklepów, restauracji czy zakładów fryzjerskich, prowadzonych przez osoby o takim pochodzeniu. Była to odpowiedź na postulaty niektórych polityków AfD dotyczące konieczności masowych deportacji, wzorowanych na tych w USA.
Na sobotę, dzień przed wyborami, w mieście planowana jest masowa demonstracja, nazywana „Festiwalem Demokracji”. Współorganizuje ją Pascal Begrich, dyrektor zarządzający w organizacji pozarządowej Miteinander, która zajmuje się przeciwdziałaniem ekstremizmowi, prowadzi szkolenia dla szkół i samorządów oraz pracuje z osobami ulegającymi radykalizacji. Begrich uważa, że jednym z problemów obecnej kampanii jest dominacja narracji o kryzysie i upadku. – Ludzie odnoszą wrażenie, że wszystko staje się coraz gorsze, że Niemcy i Europa stoją nad przepaścią, że projekt europejski się rozpada. To poważny problem debaty politycznej – ocenia w rozmowie.
Według niego problemy gospodarcze czy społeczne są realne, ale nie odpowiadają apokaliptycznemu obrazowi obecnemu często w mediach społecznościowych. – Są powody do niepokoju, ale nie ma powodów do paniki – podkreśla.
Wschodnie Niemcy mniej ufają instytucjom
Profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal Rahim Hajji wskazuje, że na wschodzie Niemiec jest słabsze zaufanie do instytucji oraz większa podatność na teorie spiskowe. Znaczenie mają odmienne postawy wobec migracji, polityki klimatycznej oraz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.
– Są ludzie, którzy czują się niepewnie ekonomicznie, podkreślam słowo „czują” – mówi Hajji.
W rozmowach prowadzonych w Saksonii-Anhalcie regularnie wraca też doświadczenie transformacji po 1990 roku – poczucie, że instytucje i zasady zostały „urządzone przez innych”, wraz z odpływem młodych ludzi na zachód i osłabieniem zakorzenienia tradycyjnych partii. Jak zauważa Hajji, AfD jest dziś szczególnie silna wśród robotników i osób o średnim poziomie wykształcenia, ale nie można jej opisywać wyłącznie jako partii ekonomicznego protestu.
Kampania pełna ostrych politycznych haseł
Napięcie widać chociażby na plakat wyborczych. Na posterach AfD na prowincji widać hasła: „By ratować kraj” czy „By znów można było powiedzieć to, co się myśli”. Towarzyszą one plakatom wzywającym do odbudowy gazociągu Nord Stream i ponownego importu gazu z Rosji. Afisze drugiej strony oskarżają natomiast AfD wprost o nazizm.
Na wynik wyborów oddziałuje jednocześnie polityka federalna. W rozmowach lokalni politycy w Magdeburgu przyznają nieoficjalnie, że rząd CDU/SPD w Berlinie powoduje, że mają „wiatr w oczy”. Powszechne niezadowolenie z kanclerza, polityki gospodarczej, emerytalnej czy systemu ochrony zdrowia ma być przenoszone na wybory, które formalnie dotyczą władz landu.
Friedrich Merz obciążeniem dla CDU
Friedrich Merz mimo tego zaangażował się w ostatnią fazę kampanii. Jego wizycie w landzie nie towarzyszył jednak wiec ani spotkania z mieszkańcami. Tygodnik „Der Spiegel” oceniał, że szef rządu prowadzi kampanię w „trybie incognito” i stał się obecnie raczej obciążeniem niż atutem dla polityków CDU prowadzących kampanię.
PAP/Mateusz Obremski/MJ




