Jan ŚLIWA: Jak zdobyć Berlin (dla Proroka)?

Jak zdobyć Berlin (dla Proroka)?

Photo of Jan ŚLIWA

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Berlin można zdobyć na różne sposoby. Można wkroczyć z dywizjami pancernymi jak marszałek Żukow. To spektakularne, ale kosztuje mnóstwo ludzi i sprzętu, a zdobywa się tylko pole gruzów. Na szczęście są też inne metody – pisze Jan ŚLIWA

Gauleiter Goebbels

.Można Berlin ujarzmić, jak zrobił to Joseph Goebbels, propagandą, a jak to nie wystarczy, to siłą. Czerwony Berlin był twierdzą lewicy. Była ona jednak rozbita na socjaldemokratów (SPD) i komunistów (KPD). Na papierze porozumienie wyglądałoby dobrze, ale KPD była agenturą Moskwy i w przypadku jej zwycięstwa obozy koncentracyjne też by powstały, tylko w innych barwach. KPD została poddana sterowanej z Moskwy wielkiej czystce (1936–1938), w roku 1939 musiała poprzeć układ Ribbentrop-Mołotow, by po dwóch latach znowu stać się antynazistowską. Trudno ją nazwać godnym partnerem, chociaż moralność da się naginać. W końcu nawet Roosevelt wszedł w alians ze Związkiem Sowieckim i jego ręka ściskała w Teheranie dłoń Mołotowa, tę samą, którą przedtem ściskał Hitler, dyskutując na temat podziału stref wpływów między Niemcami a ZSRS.

Tyle o zakrętach geopolityki, wróćmy do Berlina. Od roku 1926 Goebbels był gauleiterem Berlina w strukturach NSDAP i miał je wzmocnić, a pod koniec roku 1932 „przygotować” kluczowe wybory. W 1926 roku berlińska NSDAP miała tylko kilkuset słabo zmotywowanych członków, pracy było wiele. Na potrzeby propagandy stosowano plakaty i pisma, jak „Der Angriff” („Atak”), organizowano wiece, gdzie przemawiali Hitler, Goebbels i inni. Do tematów należało odwrócenie skutków „dyktatu” wersalskiego, zrzucenie jarzma reparacji i oczywiście Żydzi. Dla lepiej wykształconych wygłaszał „Dr. Goebbels” prelekcje w stylu „Lenin czy Hitler? Bolszewizm czy narodowy socjalizm?”, wstęp 20 fenigów.

Wizualnie oddziaływały też nocne marsze z pochodniami (Fackelzug). Już po tygodniu swojej działalności w Berlinie Goebbels zorganizował przemarsz przez komunistyczną dzielnicę Neukölln, który się skończył bijatykami. Liczne były prowokacje, jak wkraczanie na zebrania komunistów czy przejazd przez ich teren. Nie unikano starć, wręcz przeciwnie. Po wojnie broń była łatwo dostępna, ludzie potrafili się z nią obchodzić. Regularnie dochodziło do strzelanin. W ten sposób walczono o terytorium. Partie miały swoje bojówki, naziści SA (Sturmabteilungen), a komuniści Roter Frontkämpferbund (RFB, Związek Bojowy Czerwonego Frontu, w skrócie Rotfront). Własne ofiary były celebrowane jako męczennicy ruchu.

W serii wyborów do Reichstagu w latach 1930–1932 w Berlinie NSDAP osiągała 12,8 proc. / 24,6 proc. / 22,5 proc. (spadek!) głosów, co przy marnym początku i wrogim terenie było jednak sukcesem. Niemniej nawet po przejęciu władzy w kraju w wyborach 5.3.1933 było to tylko 31,3 proc. głosów – nigdy narodowi socjaliści nie osiągnęli absolutnej większości. W połączeniu z narastającym terrorem wystarczało to do zdominowania miasta, a po jakimś czasie o oporze nie było mowy.

Sam Goebbels opisał swoje dokonania w książce Kampf um Berlin: Der Anfang („Walka o Berlin. Początek”), wydanej z ilustracjami na kredowym papierze w roku 1934 przez Centralne Wydawnictwo NSDAP. Trzeba dbać o tworzenie własnej mitologii.

Elif Eralp i muzułmanie

.W końcu można zdobyć Berlin metodami (prawie) demokratycznymi, jak zrobiła to postkomunistyczna partia Lewica (Die Linke) całkowicie współcześnie, 20 września 2026. Dokładniej mówiąc, parlament ma 158 miejsc (większość = 80), z których Lewica zdobyła 47, CDU – 34, Zieloni – 26, SPD – 22, a AfD – 29. CDU deklaruje kordon sanitarny wobec obu ekstremów – AfD i Lewicy. Możliwa jest koalicja CDU/SDP/Zieloni, omijająca obie te partie. Jednak miałaby cienką większość (82 mandaty), ale wyraźnym zwycięzcą jest Lewica. Powstaje łamigłówka.

Lewica to spadkobierczyni komunistów z dawnej NRD, którzy szpiclowali, terroryzowali i strzelali do uciekinierów na Murze Berlińskim. No ale sporo czasu minęło. Dziś jest to partia lewacka, a z robotnikami nie ma nic wspólnego. Partii tej przewodzi Elif Eralp, kobieta pochodzenia tureckiego. Wielu widzi w niej postać podobną do Zohrana Mamdaniego w Nowym Jorku. Eralp ma ambitne plany społeczne, jak „uspołecznienie”, czyli wywłaszczenie mieszkań. Zabrać bogatym, dać biednym. Chce maksymalnych ułatwień dla migrantów, w tym szybkiej ścieżki do obywatelstwa. Tu jej ideałem jest premier Hiszpanii, Pedro Sánchez. Oczywiście o deportacjach nie ma mowy. Lewica sieje nienawiść do policji, chciałaby usuwania kamer monitoringu z przestrzeni publicznej. Policjanci zastanawiają się, co robić, gdyby Lewica faktycznie przejęła władzę.

Aktualnie największym ich problemem jest stosunek do muzułmanów i Żydów. Lewica stawia na muzułmanów. Kampania wyborcza była prowadzona w dużej mierze po turecku i arabsku. Nazywano to „wyborczą intifadą”. Bliskowschodni konflikt między muzułmanami a Żydami stał się ważnym tematem w lokalnych wyborach w Berlinie. Nie zapomniano o wodociągach, autobusach i szkołach na własnym podwórku? Ale poszło to dalej.

W Niemczech rządzą arabskie i tureckie klany przestępcze, trudniące się głównie handlem narkotykami. Trudno jest ruszyć. Na wyborczej imprezie Lewicy pojawił się Issa Remmo, szef ważnego klanu. Ma ten klan 500–1000 członków. W centrum jest Issa i jego przynajmniej 13 dzieci. Oświadczył, że wreszcie znalazł swoją polityczną rodzinę. Zrobił to z wielką arogancją, z demonstracją, kto jest czyim sługą. Ujawniono też wymianę zdań jego syna Firasa z lokalnym posłem Feratem Koçakiem. Firas podkreśla, żeby Koçak pamiętał, kto go poparł, a ten odzywa się do mafiosa z wielkim szacunkiem. I słusznie. Klany odegrały dużą rolę w motywowaniu mieszkańców. Dla wielu był to pierwszy kontakt z polityką. Mili panowie tłumaczyli im, jak jest, pomagali dotrzeć do lokalu i postawić krzyżyk tam gdzie trzeba. W ten sposób dzięki sprawnej i energicznej organizacji można było wykręcić zaskakująco wysoki wynik. Czy to jeszcze demokracja? W zasadzie tak… A w parlamencie wspomniany poseł Koçak był śmielszy. Oburzał się na mówienie o klanach i rzekomo przestępczych cudzoziemcach, mówił, że to rasizm. Ale pewnym ludziom lepiej okazywać szacunek, a innym niekoniecznie.

.Od islamu tylko krok do antysemityzmu. Lewica brała udział w demonstracjach, gdzie śpiewano „Yalla Intifada” i wołano „From the river to the sea, Palestine must be free!” oraz „Śmierć żołnierzom IDF (izraelskich sił zbrojnych)”. Bez względu na to, co się myśli o Strefie Gazy, jest to nawoływanie do likwidacji państwa Izrael, a przy okazji mordowania Żydów. W Berlinie, sto lat po działalności gauleitera Goebbelsa, nie jest to najlepszy pomysł. Dla wielu jest to przekroczenie czerwonej linii.

Jak się to wszystko skończy? Wydawało się, że prawica będzie załamywać ręce, ale nic to nie da, bo umówiona koalicja jest umówiona. Ludzie ponarzekają i przejdą do normalności. Teraz jednak lewica się pospieszyła, a zwłaszcza jej sympatycy. Zaczęła się dyskusja, dla wielu Lewica idzie za daleko. Włosi mówią: „Chi va piano, va lontano”, Rosjanie: „Тише едешь – дaльше будешь”, a Polacy: „Jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy”. Oraz: „Pycha kroczy przed upadkiem”. Teraz wszyscy zadają klasyczne gomułkowskie pytania: Kto za tym stoi, komu to służy i na czyj młyn jest to woda?

Rezygnacja z koalicji z Lewicą oznacza przerwanie kordonu sanitarnego wokół AfD. Katastrofa. Było to dogmatem od lat. Może więc trzeba zjeść tę żabę i paktować z Lewicą, żeby zablokować tę straszną AfD. Tyle że dla SPD i Zielonych będzie to dramatyczna utrata cnoty. Trudny dylemat. Jacek Kaczmarski śpiewał: „Co nam hańba, gdy talary mają lepszy kurs od wiary?”. W obecnej walce wyborczej prawie każda potyczka kończy się sytuacją bez wyjścia. Same remisy. SPD ma przyzwoitą tradycję, kanclerzami z jej ramienia byli tacy ludzie jak Willy Brandt i Helmut Schmidt – niewiarygodne, jaką klasę prezentowali politycy tamtej generacji… Starsi działacze protestują przeciw brudnym aliansom. Przewodniczący Towarzystwa Niemiecko-Izraelskiego, Volker Beck, ostrzegł przed współrządzeniem z Lewicą, którą nazwał przyjaciółmi terrorystów. Zobaczymy. Zasady wiary czy jednak talary?

Ale to dopiero początek. Bo w takiej koalicji to Lewica będzie nadawać ton i nie wiadomo, co jeszcze wykręci. Bicie Żydów? Pewnie koalicjanci będą protestować, ale moralne pozy w ich wykonaniu będą śmieszne. Będzie to fatalne dla opinii Berlina i całej Republiki Federalnej. W porównaniu z mafijnymi klanami i sympatykami Hamasu tak stygmatyzowany Grzegorz Braun to spokojny, dobrze wychowany i elegancko ubrany pan.

Na lewo patrz! I w stronę Mekki

.Od lat wszyscy obawiają się zagrożenia z prawej. Wykręcają głowę, by nie widzieć niczego innego, ale może od tego zesztywnieć kark. A poza tym nie dostrzeże się wrogów demokracji skradających się z lewej. Nie wiem, czy lewica ma taki plan, ale krąży po sieci następujący scenariusz: dawne centrum (CDU) tak skręca na lewo, że nie odróżnia się od lewicy. Ta zaś występuje już w trzech wariantach: post-/neokomuniści z Lewicy (Die Linke), socjaldemokraci z SPD oraz Zieloni. Sojusz: czerwoni-czerwoni-zieloni, czyli rot-rot-grün, jak mówią Niemcy. Jeszcze jedna lewica jest do niczego niepotrzebna.

CDU nie może wrócić ani do centrum, ani na prawo, bo po tylu slalomach nie jest wiarygodna. Rozsądek kazałby przeprosić się z AfD, ale tam zostały spalone mosty i CDU tym bardziej byłaby niewiarygodna. Do tego mogłaby najwyżej wystąpić jako junior partner bez sprawczości, na poziomie 5–10 proc. No i po co fałszywa prawica, skoro jest prawdziwa, a straszenie AfD już nie działa. Czyli CDU – dobranoc, gute Nacht. Lewica zjada potem przystawki jak kiedyś mała PPR zjadła większą PPS. Na placu boju zostaje Lewica i AfD. Na kroki prawne przeciw AfD jest już późno, w międzyczasie zmienia się cała Europa. Ale mamy naszych migrantów. Jest ich coraz więcej, są zmotywowani religią i nienawiścią do białych. Czas na dekolonizację Europy. Lewica poprze entuzjastycznie. W końcu geje i kobiety już teraz popierają szariat. Może nie doczytali szczegółów.

Ten wzór się powtarza. W Szwecji migranci odegrali wielką rolę. We Francji wszyscy patrzą na Marine Le Pen, uważa się, że Jean-Luc Mélenchon jest zbyt ekstremalny, nie ma szans. Na pewno? W wielu krajach polaryzacja narasta. Konflikt polityczny staje się konfliktem rasowym. I tak będziemy patrzeć na prawo, a tu – abrakadabra – obudzimy się pod zielonym sztandarem Proroka.

A o pomniku Jana III w Wiedniu znowu można zapomnieć. Chociaż może jednak jego duch natchnie resztki dawnej Europy do rekonkwisty. Raz się udało. Ale dawno.

Jan Śliwa

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 września 2026