Prof. Tytus JASKUŁOWSKI: Szczecin. Miasto, którego nie było

Szczecin. Miasto, którego nie było

Photo of Prof. Tytus JASKUŁOWSKI

Prof. Tytus JASKUŁOWSKI

Profesor w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Zielonogórskiego. Kierownik Katedry Historii Najnowszej i Myśli Politycznej. Autor: Szczecin. Miasto, którego nie było. Dyplomacja RFN i polskie przełomy 1970–1989, Szczecin-Warszawa 2020.

Anke Beims

Szczecin Miasto, którego nie było. - okładka książki

Monografia – Szczecin. Miasto, którego nie było. Dyplomacja RFN i polskie przełomy 1970–1989 otwierała wieloletni projekt badawczy zainicjowany przez BBH OIPN w Szczecinie. Punktem wyjścia do niego stało się pytanie na ile kluczowe przesilenia polityczne w PRL, których główną areną stał się właśnie Szczecin, znajdowały stosowne odzwierciedlenie w raportach sporządzanych przez służby dyplomatyczne kluczowych państw NATO i Układu Warszawskiego.

Tom poświęcony RFN pokazywał nie tylko dość cyniczne podejście zachodnioniemieckiej dyplomacji do tego, co działo się w trakcie kluczowych przełomów w PRL. Wskazywał ponadto, niewątpliwie krzywdzące dla uczestników wydarzeń, iż nie konkretne miasta ale, cały kraj i procesy w nim zachodzące stawały się przedmiotem ocen i uogólnień akredytowanych w PRL dyplomatów. 

.Zarówno wydarzenia z grudnia 1970 r., a także z pozostałych przesileń, mogą i powinny być rozpatrywane na dwóch płaszczy­znach: operacyjnej, tj. stwierdzania tego, co przedstawicielstwo handlowe RFN wiedziało o danych wypadkach w czasie rze­czywistym, oraz analitycznej, tj. jak oceniało to, co się stało. Wydaje się ponadto, że powyższe pytania winny być uzupełnione o jeszcze jedno, mianowicie o to, czego wspomniane przedsta­wicielstwo nie wiedziało oraz jak próbowało nadrobić posiadane deficyty informacyjne.

Pierwszym miejscem, które warto wymienić w kontekście pozyskiwania informacji, była centrala MSZ RFN. Od 16 grudnia 1970 r. przekazywała ona do przedstawicielstwa handlowego w Warszawie depesze na temat zachodnioeuropejskich infor­macji medialnych, dotyczących wydarzeń w PRL, sygnalizując, że chodzi tutaj o Gdańsk i Szczecin oraz prośbę, o ile to było w ogóle możliwe, o próby weryfikacji tychże. Dotyczyły one meldunków agencyjnych, zawierających informacje wymie­nianych z imienia i nazwiska kapitanów zachodnioniemieckich statków o konieczności natychmiastowego opuszczenia portu w Gdańsku, zawieszeniu połączeń lotniczych, oficjalnie z uwagi na warunki pogodowe, czy też widocznych rzekomo w mieście płonących budynkach dworca kolejowego, budynku komitetu partyjnego (bez precyzowania, o jaki konkretnie chodzi) oraz pojazdach milicyjnych i wojskowych. Wskazywano, że pań­stwa posiadające w Gdańsku konsulaty (Szwecja) nie posiadały z nimi kontaktu.

Przed zerwaniem kontaktu konsul szwedzki poinfor­mował, że pierwsze demonstracje w poniedziałek, 14 grudnia 1970 r., zgromadziły ok 500–600 studentów i robotników stocz­niowych idących z zakładów pracy w kierunku centrum miasta oraz rozpędzanych strażackimi armatkami wodnymi. We wtorek, 16 grudnia 1970 r., miały demonstrować w Gdańsku gospodynie domowe (Hausfrauen). Prezentowano to jako dowód będący potwierdzeniem teorii na temat podwyżek cen jako katalizato­ra protestu. Sygnalizowano brak informacji z radia oraz gazet w Warszawie o wydarzeniach na Wybrzeżu. Agencje prasowe nie były także do końca pewne, czy do pierwszych zamieszek doszło rzeczywiście 14 grudnia.

Szczecin pojawił się w depeszach jako miejsce starć dato­wanych na poniedziałek oraz wtorek (15–16 grudnia 1970 r.), po północy. Powoływano się przy tej okazji na doniesienia Radia Szczecin – apelującego o spokój oraz zakazującego w Szczeci­nie organizacji zgromadzeń – oraz Radia Wolna Europa. Wedle tej ostatniej rozgłośni dochodziło tam do ciężkich starć „ele­mentów prowokacyjnych” z milicją, zabójstw cywilów i żołnierzy. Rannych zostało rzekomo 150 funkcjonariuszy. Dokonywano podpaleń, uniemożliwiano działanie straży pożarnej, niszczono samochody, plądrowano sklepy. Milicja użyła broni. Powodem była agresywność, jednakże nie robotników, studentów, czy też ulubionego w nomenklaturze MSW określenia „elementów”. Wedle doniesień chodziło o „powstańców” (Aufständische).

Już 16 grudnia federalny urząd prasy wysyłał do MSZ RFN informację z nasłuchów radiowych, mówiącą tylko o zamiesz­kach w Gdańsku, Gdyni, Sopocie, wielu zabitych, użyciu broni, godzinie milicyjnej, przerwaniu komunikacji ze wspomnianymi miastami, a także klasycznym komentarzem polskiego radia, że za zamieszki odpowiedzialne były „elementy chuligańskie”

Czy zwrot o „powstańcach” pozostawał jedynie, z punktu widzenia pozostających z dala od centrum wydarzeń dyploma­tów, formą stylistycznej przesady? Doniesienia zgromadzone przez zachodnioniemiecką agencję prasową DPA w Wiedniu i, w formie telegraficznej, kierowane do warszawskiej misji oraz centrali MSZ w Bonn, pozwalały na inne podejście do wspomnia­nego określenia. I tak, zgodnie z informacjami DPA, oficjalne przedstawicielstwo PRL – ambasada w Austrii – zachowało się w dość łatwy do przewidzenia sposób. Poinformowało mia­nowicie, że nic mu nie wiadomo o jakichkolwiek starciach. Środowiska emigracyjne tymczasem wspominały dziennikarzom o bardzo dobrze zorganizowanym ruchu robotniczym w Trój­mieście, stałej możliwości konfrontowania własnego położenia ekonomicznego z poziomem życia poza PRL, chociażby dzięki obecności zagranicznych marynarzy, a także dramatycznej sytuacji zaopatrzeniowej, mającej być bardziej katastrofalną niż w „najgorszym okresie stalinizmu”. Ta zaś, w kontekście podwyżek przed świętami Bożego Narodzenia, doprowadzi­ła do eksplozji niezadowolenia. O powstaniu mówiły także komunikaty duńskich stacji radiowych. Szczecin nie pojawiał się mimo to w ich informacjach.

Duńskie rozgłośnie, których informacje stenografowano i przekazywano do MSZ RFN, poda­wały, że kapitanowie statków zmuszonych do opuszczenia portu w Gdańsku informowali armatorów drogą radiową, iż przyczyna rozkazu wyjścia w morze tkwiła w powstaniu (Aufstand).

O ile jednak istniały szanse, że media z państw leżących względnie blisko obszaru przesilenia mogły przynieść inte­resujące informacje, o tyle trudno było inaczej niż mianem akcjonizmu ocenić, niezależnie od rutynowego charakteru tejże i występującego w każdym podobnym przypadku, analizę danych zaczerpniętych z prasy światowej. Dyskusyjnym oka­zywało się prezentowanie akademickich komentarzy z prasy francuskiej, porównujących, bez pełnej znajomości faktów, wydarzenia z grudnia 1970 r. do poznańskiego czerwca, czy też informowania o kopiowaniu oficjalnych artykułów polskiej prasy w malezyjskich albo algierskich [sic!] dziennikach. Te zaś opatrywano uwagami na temat zmuszania świata przez Zachód do „przypisywania wydarzeniom w Gdańsku fałszywego znacze­nia”. Niewiele do zrozumienia sytuacji wnosiły także – mogące w zasadzie występować w innych, dowolnie wybranych momen­tach okresu zimnej wojny – stwierdzenia z prasy australijskiej lub włoskiej, dotyczące walki Polaków o wolność, albo o jedy­nej szansie na przetrwanie hegemonii ZSRR, jaką było użycie broni. O wiele ciekawsze, w tym kontekście, stały się analizy prasy z państw socjalistycznych. Nie szukano tam jednak faktów, ale informacji o symptomach ewentualnych zmian w polity­ce wewnątrz Układu Warszawskiego wobec PRL. Oznaczało to wskazywanie na sygnały o braku negatywnych komentarzy powiązanych z przełomem w socjalistycznej prasie partyjnej, wstrzymywaniu się z relacjami o sytuacji w Polsce, względnie braku stwierdzonych tam obaw przed nacjonalizmem następcy Gomułki, Gierka.

Bezpośrednią sytuację w miastach, objętych wystąpieniami, prezentowano na podstawie niedających się zweryfikować infor­macji. Zaznaczano to zresztą na samym początku stosownych depesz. I nie było to problemem jedynie zachodnioniemiec­kiej dyplomacji. Trzeba pamiętać, że relacjonujący sytuację w Gdańsku nieliczni cudzoziemcy-marynarze byli na terenie portu zaledwie kilka godzin. Przyznawali zresztą, że nie widzieli samych zamieszek. To, co usłyszeli, należało weryfikować nie tylko na podstawie sytuacyjnej pozycji rozmówców, ale też znajomości j. niemieckiego, braku bądź znikomej znajomo­ści j. polskiego, jak i generalnej dynamiki sytuacji. Ta ostatnia odzwierciedlała się w danych statystycznych przekazywa­nych z misji do Bonn.

Liczbę ofiar śmiertelnych w Trójmieście oszacowano 21 grudnia 1970 r. na ponad 200. Informowano o odmowie wydawania ciał w obawie przed wykorzystaniem tego do prowokowania nowych starć i wzrostu agresji spo­łecznej. Raportowano o oficjalnych meldunkach PAP na temat zamieszek i jej danych przedstawiających liczbę zabitych: 6 osób. Wskazywano, że MSZ PRL odmawiał odpowiedzi na pytania zadawane przez zachodnioeuropejskich dziennikarzy w spra­wie sytuacji w Gdańsku. Komunikowano przy okazji o spokoju w Warszawie.

Specyficzną formą analiz stały się punktowe i niezamierzo­ne relacje dokonywane na miejscu, tj. w RFN. Funkcjonariusze Federalnej Straży Granicznej korzystali z przeprowadzanych kontroli oraz związanej z nimi samorzutnej rozmowności lub celowego zagajania w rozmowie z odprawianymi tematu wydarzeń w Polsce. Uzyskiwane dane, z zastrzeżeniem o ich subiektywnym charakterze, kierowano do MSW RFN, a następnie do MSZ. Nie były to co prawda meldunki stricte wywiadowcze. Metodologia ich gromadzenia odpowiadała jednakże w zasadzie temu, jak pracowała wschodnioniemiecka Stasi na granicy z PRL, tudzież Departament I MSW. Informacje takowe, np. z 18 grud­nia 1970 r., pochodziły z różnych aglomeracji, np. Krakowa. Przyjezdni z Polski – obywatele RFN – donosili o mających tam mieć miejsce demonstracjach studenckich przeciwko podwyż­kom cen, ich skali, tj. 30 proc., obecności znacznych sił wojska w mieście i generalnie niezwykle napiętej atmosferze w kraju.

W tego typu doniesieniach pojawiał się incydentalnie Szczecin. Nadal jednak nie stanowił on ich istoty. MSW RFN informowało, tytułem przykładu, 20 grudnia 1970 r. o rzekomym rozpoczęciu przez Narodową Armię Ludową NRD w Meklem­burgii ćwiczeń polegających na symulowaniu natarcia – właśnie w kierunku Szczecina. Powołując się na służących tam krewnych rozmówców podróżnych, donoszono o wstrzymaniu urlopów, powoływaniu rezerwistów, a także próbach dokonywania przez mieszkańców Szczecina spontanicznych masowych zakupów  towarów spożywczych w NRD, niezależnie od obostrzeń w prze­kraczaniu de facto i de iure zamkniętej granicy.

.Liczba zabitych sugerowana przez podróżnych na granicy RFN, zanotowana w dniu 20 grudnia 1970 r., przekraczała 100. W styczniu 1971 r. marynarze określali ponadto liczbę zabitych, idących do pracy stoczniowców w trakcie masakry w Gdyni z 17 grudnia 1970 r. na 400. Donoszono też o rzekomych kolejnych podwyżkach cen i ruchach kolumn wojskowych Armii Radzieckiej w okoli­cach Poznania.

Tytus Jaskułowski

Fragment książki “Szczecin. Miasto, którego nie było. Dyplomacja RFN i polskie przełomy 1970–1989“, wyd. IPN [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 sierpnia 2022
Fot. Dariusz Gorajski / Forum