Wszystko Co Najważniejsze

Iwan Waszenko, RONA

Od Redakcji: We współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej proponujemy Państwu dokumenty niezwykłe: zapis Powstania Warszawskiego 1944 z archiwów służb specjalnych. Zbiór unikatowych dokumentów dotyczących Powstania Warszawskiego 1944 r. i późniejszych losów powstańców pochodzi z zasobu archiwalnego IPN oraz z Centralnego Archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Zostały wytworzone przez służby specjalne III Rzeszy Niemieckiej, „polskie” organy bezpieczeństwa publicznego oraz sowieckie służby specjalne. Są to meldunki, protokoły przesłuchań, ale także protokoły posiedzeń sądowych w procesach przeciwko zbrodniarzom wojennym odpowiedzialnym za likwidację powstania.


 

[Po 2 września 1944], b.m.w. Dziennik żołnierza
Brygady RONA Iwana Waszenki

[…]
(Dziennik Waszenki Iwana Iwanowicza, zam[ieszkałego] we wsi Kociewicze
czasnikowskiego rejonu witebskiej obłasti. Dziennik rozpoczęty
2 VIII 44. Zapisano wspomnienia o zachodzących wypadkach)

2 VIII 44. Wieczorem d[owód]ca kompanii z por. Iwaninem na apelu wybrali wszystkich nieżonatych żołnierzy ogłaszając, że pojedziemy do Warszawy, [aby] stłumić powstanie Polaków.

3 VIII 44. Pobudka o godz. 3. Zbieramy manatki, ustawiamy się w szyku i maszerujemy, by załadować się na samochody, podprowadzone już na miejsce. Po załadowaniu [się] od razu ruszamy. W drodze samochody jadą pełnym gazem, mijamy miasta: Częstochowę, Tomaszów, Radomsko. Przyjeżdżamy do Warszawy i nocujemy na ulicy, cały pułk w jednym miejscu.

4 VIII 44. Z rana o 5 apel pułkowy, d[owód]ca pułku objaśnia zadanie: mamy nacierać. Początkowo posuwamy się szczęśliwie. Później trafiamy na ogień, w naszej kompanii mamy trzech rannych – dwóch ciężko, jeden lekko. Wkraczamy do miasta, żołnierze wyszukują ludność, d[owód]ca kompanii rozstrzeliwuje znalezionych. Po co to? Co mają z tym wspólnego oni – te kobiety i dzieci? Szykujemy się na nocleg w szpitalu.

5 VIII 44. Dzień minął szczęśliwie. Nasza komp[ania] strat nie ma, mimo że, prawdę rzekłszy, ostrzeliwano nas. W mieście mają miejsce masowe rabunki, dokonywane przez niem[ieckich] żołnierzy, jak też i przez żołnierzy RONA. Prawdę mówiąc, żołnierzy RONA pociągają jedynie kosztowności, zegarki, złoto, a Niemcy chwytają odzież, bieliznę, palta, walizy itd. Żołnierze RONA zabierają również żywność, różne przysmaki, a także i wódkę. Spotyka się często pijanych, którzy też, bywa, giną z powodu wódki. Wody w mieście mało, [jest] tylko ta, która pochodzi z zapasów poczynionych przez ludność w różnych naczyniach. Do picia takowa jest niebezpieczna, lecz my pijemy ją nie patrząc, bo innej nie ma. Stacja Pomp nie pracuje.

9 VIII 44. O [godz.] 5 wstaję z posłania, zrobionego z dwóch palt. Znajdujemy się w domu, od razu ruszamy do mieszkań zdobyć żywność. Znajduję jaja, usmażyłem i zajadam z  chłopakami. W piwnicach znajdują się Polacy, jedna kobieta jest ranna. Idziemy do natarcia, nie wiem, czy wyjdę cało. Polacy biją się ze strychów i okien górnych pięter. Wtem zjawia się d[owód]ca komp[anii] i oświadcza, że zadanie nasze w akcji zostało zmienione i tylko należy palić sąsiednie budynki. Do palenia udaje się tylko 40 ludzi – ja pozostaję na miejscu. Wszyscy z tych, co poszli palić, wrócili.

O [godz.] 4 rozmawiam z Polakami o położeniu Warszawy. Oni twierdzą, że każdy naród chce mieć swoje własne państwo narodowe i że oni pragną mieć Niepodległe Państwo Polskie, na czele którego stałby lud. Jak zauważyłem, Polacy są najbardziej ceniącym wolność narodem, który kocha tylko swoją [własną] władzę i własne państwo narodowe. Lud, który kocha i szanuje tylko swój naród, w pełnym tego słowa znaczeniu jest narodem.

Wczoraj dowiedziałem się, że dwóch strzelców przepadło bez wieści – Kurzew i Ukacew, przezwiskiem „Kyndra”. Liczni żołnierze naszego pułku rozłażą się po domach i giną z ręki Polaków. W naszym pułku jest już wielu zabitych i rannych. Z pewnością niewielu z nas pozostanie przy życiu, a jeszcze mniej powróci do ojczyzny. Nic dobrego przed nami.

Nasza sytuacja jest zła (słowa przekreślone), nam przyjdzie zginąć bądź z ręki Polaków, bądź z rąk własnych braci i ojców, bądź Niemców – naszych sojuszników. To jasne, [i wynika] z całego splotu warunków – dokąd się nie skierować, wszędzie czeka kula lub granat, w każdym oknie czyha śmierć. Z tego jasno wynika, że Polacy kochają wolność swej ojczyzny i przy niej stoją murem. My przeciwko nim jesteśmy bezsilni, bezsilne SS, nawet Niemcy ze swym ciężkim uzbrojeniem, czołgami i lotnictwem. Polacy strzelają spoza domów-twierdz do naszych żołnierzy, wielu zabijają i ranią. Wielu z nas zginęło i jeszcze zginie. Wieczorem pogrzebaliśmy jednego strzelca z naszego batalionu.

10 VIII 44. Wstaję o godz. 8.30. Spokój. Tylko w nocy po drugiej złapano jednego Polaka rannego w rękę i pijanego. Zrobiono mu opatrunek i zaprowadzono do reszty Polaków do piwnicy. O 2.30 przyniesiono zabitego strzelca z batalionu artyl[erii]. Pochowali go na podwórku naszego domu obok mogiły strzelca zabitego wieczorem. Po co giną ci ludzie tak pełni życia i radości, dla kogo oni walczą? Trzeba żyć, żyć i jeszcze raz żyć!

Wieczorem otrzymujemy rozkaz, [by] posunąć się ku budynkowi, w którym znajduje się 30 Polaków z bronią automatyczną. Mówi się, że mamy wziąć ten dom szturmem – to nieuchronna śmierć dla wielu młodych żołnierzy pragnących jeszcze żyć. To przedsięwzięcie uważam za głupi pomysł, niosący śmierć ludziom, dla których życie jest drogie. Czuję jakąś trwogę. Ocalić życie – więcej niczego bym nie chciał!

Po wejściu do domu szukaliśmy wody i żywności; znaleźliśmy, lecz mało. Ja nic nie znalazłem. Kładę się spać o 11.30.

12 VIII 44. Wstaję o 7.30. Na razie spokój, tylko zabito jednego Niemca. Prędko ruszamy do natarcia. Został wydany rozkaz, by wydzielić z plutonu 15 ludzi do palenia domów. Wszyscy odchodzą, ja zostaję się przy manatkach. Szybko jednak wszyscy wracają. Wieczorem zostaję wyznaczony na gońca do sztabu baonu.

13 VIII 44. Wstaję o [godz.] 5, myję się i wychodzę po wódkę do jednego domu, gdzie już ją przedtem zauważyłem. Jemy śniadanie. Po śniadaniu zasnąłem na chwilę, a gdy wstałem, dowiedziałem się, że dowódcę kompanii Iwanina aresztowano. Później widziałem go zbitego z siniakami koło oczu. Dola gońca niezbyt mi się podoba. Nigdzie nie wolno się odłączać. Widziałem wszystkich chłopców ze swojej rodzinnej wioski. Dziś idziemy  do natarcia. Obecnie artyleria nasza przygotowuje atak. Natarcie cofnięto. O [godz.] 5 wieczorem zmiana i ja wracam do starego mp., następnie wyruszam na poszukiwanie żywności do mieszkań pozostawionych przez Polaków. Znajduję osiem jaj i puszkę konserw. Jemy kolację, a o 6.10 kładę się spać.

14 VIII 44, niedziela2. Wstaję o 7.30, myję się. O [godz.] 4 wydano rozkaz posunięcia się naprzód; posuwamy się po przygotowaniu terenu przez artylerię. Rozlokowujemy się w szpitalu. Zastępca polityczny d[owód]cy baonu wysunął się naprzód i został zabity przez żołnierzy armii polskiej.

Następnie wydano rozkaz, [by] skontrolować dom, z którego zabito politycznego zastępcę d[owód]cy. Posuwamy się i zajmujemy dom. W domu tym, nie wiadomo skąd, spośród naszej kompanii zabito jednego, a raniono czterech. Rozkaz – cofnąć się. Zajmujemy szpital i lokujemy się na odpoczynek.

15 VIII, poniedziałek. Budzę się o godz. 2 od huku i strzałów – okazuje się, że strącono samolot sowiecki, a trzech pilotów wyskoczyło na spadochronach, lądując po stronie polskiej. Kładę się znów i wstaję o [godz.] 7. Lokujemy się wokoło domu. O [godz.] 3 drugi pluton udaje się do budynku na sprawdzenie piwnicy. Powracają wszyscy. Ja nie chodziłem, gdyż byłem na stanowisku przy rkm-ie. W sąsiedzkim domu była 2 komp[ania] i straciła jednego żołnierza zabitego. Polacy ostrzeliwują nas ze zwykłą dokładnością.

Na nocleg rozlokowujemy się na starym mp. W nocy pobudka. Oświadcza się nam, że przyjedzie niem[iecki] korespondent. Jutro pobudka o [godz.] 6.

16 VIII 44, wtorek. Wstaję o [godz.] 6.30. Czyścimy broń, wychodzimy na placyk przed domem. Pierwszy i trzeci pluton wychodzą i zajmują budynki na przedzie, a nasz pluton pozostaje w rezerwie. 4 pluton o [godz.] 9.30 zaczyna nieustający ogień z km i granatników. Z pewnością pójdziemy do natarcia. Jeżeli pójdziemy, to będziemy mieli duże straty i wątpliwe, czy osiągniemy cel. Wieczorem kapitan oznajmił, że do natarcia nie pójdziemy, dopóki nie przyjdą czołgi. 1 pluton naszej kompanii dziś stracił zabitego strzelca. Rannych nie ma. W ten sposób codziennie tracimy żołnierzy zabijanych i ranionych. Niemcy, którzy wczoraj ostrzeliwali budynki z km-ówmówili, że front znajduje się w odległości 15 km od Warszawy. Na nocleg rozlokowujemy się na starym mp. Korespondent się nie zjawił.

17 VIII 44, środa. Wstaję o [godz.] 9, myję się i wychodzę na placyk. Po godzinie udaję się na górę, by dla rozrywki postrzelać sobie. Wystrzelałem 60 naboi, co prawda nie do celu, a gdzie się trafiło. Ja nie chcę strzelać do ludzi. Wystrzelałem wszystkie naboje i chciałem odejść, gdy wtem uderza kula w ścianę i odłamek kuli trafia mnie w twarz. Co prawda rana niewielka, lekarz Polak zakleił ranę plastrem. Rana nie krwawi, bólu nie czuję. My z pewnością stąd nie wyjdziemy. Polacy ufortyfikowali się wzdłuż całej ulicy, naznosili worki z ziemią, a z miejsc przed domem dokładnie się wstrzelano. Nigdzie nie można się pokazać, zewsząd grozi śmierć. Mówią, że dla nas przyjdzie zmiana, lecz ja myślę, że to tylko opowiastki. To tylko w tym celu, by podtrzymać ducha wśród żołnierzy. Dziś słyszałem nowinę, że rodziny, które pozostały poza granicami Niemiec, głodują, bydło zdycha, żandarmeria śledzi każdy krok i nigdzie nie pozwala się oddalać.

W dodatku na tabory napadły oddziały partyzanckie i, jak mówią, zabito 150 żołnierzy. Nie lepszy los przypadł na[m]. Front znajduje się 15 km od Warszawy. Jeden nacisk [!], a wojska sow[ieckie] będą tu, a my zginiemy z rąk Polaków. Nic dobrego nas nie czeka w żadnych warunkach.

Co myśli nasze d[owódz]two, po co ono pcha w jatkę wojny Rosjan, których większość nie chce wojny, a wyłącznie spokojnego życia? My walczymy, mamy straty w zabitych i rannych, tracimy najlepszych swych ludzi, lecz dla kogo i za co? Mówią nam, że za nową Rosję uwolnioną. To tylko fantazja Kamińskiego, a my walczymy dla dobra Niemców, którzy pastwią się nad ludem rosyjskim, którzy miliony obywateli ros[yjskich] zamorzyli głodem w obozach koncentracyjnych i w obozach jeńców. Miliony nic niewinnych dzieci, kobiet i starców rozstrzeliwali bez żadnej przyczyny.

Bez przyczyny palili całe wsie i wybijali ludność. My nie zobaczymy Rosji, jak nie zobaczymy swych uszu. Słyszałem też i to, że pojedziemy na odpoczynek, lecz to nie będzie odpoczynek, tylko opuścimy Warszawę, która jest otoczona ze wszystkich stron, a tylko pozostała jedna wąziutka przerwa. Jeżeli tak jest, to nasze działania doprowadziły tylko do wielkich strat w ludziach. Już jest około 500 zabitych i rannych z naszego pułku. Na nocleg lokujemy się w starym mp.

18 VIII 44, czwartek. Wstaję o [godz.] 8, myję się i idę do miasta po żywność. Trafiłem na wiadro mleka i 15 jaj. Gotujemy śniadanie i zjadamy.

Dziś podobno odjedziemy na „odpoczynek”. Trzeba znaleźć żywność i wódkę. Znajduję, co trzeba i wracam. Z miejsca zostaję wyznaczony do zwiadu pułkowego. Wyruszam do mp. pułku, po czym udaję się na odpoczynek już ze zwiadem. To, że odejście na odpoczynek miało być odwrotem, okazuje się nieprawdą, lecz że front blisko, to prawda bezsprzeczna. Lokujemy się na nocleg niedaleko od sztabu baonu. Obecnie będę zawsze znajdował się przy sztabie baonu, gdyż pluton zwiadu zawsze znajduje się przy sztabie. Będę częściej widywał Siemiona, co mówi czasem coś nowego, a jeżeli będzie możliwe, przejdę na drugą stronę. Z chłopcami zawarłem znajomość.

19 VIII 44, piątek. O [godz.] 5 zbudzono mnie na wartę. Wstaję, idę na wartę i stoję 40 min[ut], potem idę do miasta po żywność. Znajduję masło, słoninę, makaron i różne napoje. Znosimy, jemy, a ja kładę się na odpoczynek; wstaję, znów jem, idę na wartę, stoję 45 min[ut]. W tym czasie z obozu, położonego 50 m od nas, pędzą mieszkańców Warszawy w celu załadowania do wagonów. Oni będą wyprawieni do Niemiec na ciężkie roboty. To są ludzie nic nie winni. Oni ze strachu przed śmiercią z białymi flagami chodzili tłumnie do obozów, nie wiedząc, co ich czeka. A jak wielu spokojnych obywateli zabito w piwnicach lub na ulicy! Wszędzie leżą nie uprzątnięte trupy, co już się rozkładają i powodują straszliwy fetor. Poza tym dzień przeszedł spokojnie i bez zmian.

20 VIII 44, sobota. Wstajemy na alarm o [godz.] 2 w nocy. Zbieramy manatki i idziemy na zbiórkę. Jest mowa, że mamy iść na stację, załadować się i odjechać. Okazuje się jednak, że to plotka. Idziemy do natarcia. Posuwamy się początkowo bez strat, następnie trafiamy na ogień. Ranny d[owód]ca 1 plut[onu] l komp[anii] naszego baonu. Okazuje się, że naszym zadaniem było uwolnienie Niemców, okrążonych przez Polaków. To zadanie zostało wypełnione. O [godz.] 9 zostaję wyznaczony do sztabu jako goniec, razem ze mną wyznaczono gońca – jednego strzelca z tej samej, co ja, wioski. W sztabie nic ciekawego nie zaszło, tylko raz posłano mnie do sztabu baonu. Poza tym dzień minął głucho i spokojnie.

21 VIII 44, niedziela. Wstaję o godz. 8, myję się, jem już przygotowane śniadanie. Obecnie mamy dość żywności. Jest wódka, słonina, masło, jaja i inna żywność. Przychodzi zmiana gońców. Wracam do obozu o [godz.] 9, gdzie staliśmy na odpoczynku w dniu 13 VIII. Nasz baon wrócił 20 VIII wieczorem. Poza tym dzień minął spokojnie i cicho.

22 VIII 44, poniedziałek. Wstaję o godz. 7.30, myję się, jem śniadanie i udaję się, aby zdobyć żywność i bieliznę, którą mam mocno zabrudzoną. Idziemy razem z kolegą, który jest z tej samej wsi, gdzie przyjaźniliśmy się. Znajdujemy wszystko, co potrzeba, i wracamy na miejsce odpoczynku. Szykujemy obiad. Po obiedzie dowiaduję się, że zbiorowa kompania 16 baonu całkiem niemal wyginęła. Pozostali nieliczni, a zdrowych zaledwie kilku ludzi. Stało się to w następujący sposób: kompania zajęła parter i piętro pewnego budynku. Żołnierze porozłazili się po całym domu, szukając kosztowności, żywności i wódki. Zaś Polacy, co znajdowali sięw piwnicach i [na] górnych piętrach, otworzyli ogień z pm-ów i obrzucili granatami i butelkami zapalającymi, tak że zniszczono całą kompanię.

Za co ginęli ci żołnierze, dla kogo, dla czyjej korzyści? Trudno pojąć, za co się wypędza na pewną śmierć setki żołnierzy chcących żyć i jeszcze raz żyć! Takim sposobem ginęły i giną setki, tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy Rosjan dla korzyści Niemców, którzy w ciągu trzech lat niczego nie zrobili dla narodu rosyjskiego, prócz zła. Oni zniszczyli setki tysięcy rosyjskiego ludu, zamorzyli w obozach jeńców; ludu, co był oszukany przez niem[iecką] propagandę.

Werbowano na roboty do Niemiec chłopców i dziewczęta, obiecując życie na dobrych warunkach, pełne zadowolenia i dostatku, a w rzeczywistości co otrzymali ci ludzie? Głód i pracę ponad siły. Trzeba skierować broń przeciwko tym barbarzyńcom XX wieku, którzy nie cierpią wszystkich i nie szanują żadnego innego narodu, prócz swojego!

Wieczorem myję się, jem kolację, zmieniam bieliznę i kładę się o 10.30.

23 VIII 44, wtorek. Wstaję o [godz.] 8, myję się, jem śniadanie. Usłyszałem nowinę, że dziś mamy odejść na czołowe stanowisko. O [godz.] 5 po południu kapitan komp[anii] wygłosił referat na temat sytuacji międzynarodowej. Nic szczególnego nie powiedział. O [godz.] 9 [po]prowadzono nas na czołowe stanowisko. Odległość dość duża – 7 km. Szliśmy około dwóch godzin. Resztę nocy spędziliśmy na podwórku na wpół rozwalonego domu.

24 VIII 44, środa. Wstaję dosyć późno, gdyż noc przeszła w marszu. Z miejsca idziemy na górne piętra, by ostrzeliwać budynki i Polaków, którzy przebiegają w odległości 200 m przez ulicę. Mamy dwóch lekko rannych w twarz, jeden z nich jest z mojej wioski. Słyszałem jeszcze, że został ranny mój kolega, z którym w Czusznikach byłem na jednej placówce. Raniono go w nogę i już odesłano do szpitala. Wieczorem idziemy do sztabu baonu, który mamy ochraniać. Szliśmy dość długo, gdyż musieliśmy obchodzić tor kolejowy znajdujący się pod ostrzałem. Doszliśmy szczęśliwie.

Lokujemy się na nocleg w wagonie towarowym. Strzeżemy sztabu baonu, cicho i spokojnie, i do tego bezpiecznie. Co prawda z rzadka w nocy jest ostrzeliwany dom stojący obok, w którym znajdują się Niemcy.

O 8.30 zostaję wyznaczony, by zanieść hasło do czołowych stanowisk. Idzie pięciu ludzi. Droga dość niebezpieczna, gdyż z każdego okna czyha śmierć. Przeszliśmy szczęśliwie, znikąd nie strzelano. Na czołowych pozycjach Polacy działają b[ardzo] sprytnie, zdołali obrzucić granatami nawet podwórko. Rezultat – dwóch lekko rannych. Słyszy się wieści, że nie dziś, to jutro mamy pojechać do Puszczy Augustowskiej [?], gdzie, jak mówią, zebrali się wszyscy polscy powstańcy z Warszawy i innych miast. Oni z pewnością chcą w rej[onie] Augustowa [?] połączyć się z wojskami sowieckimi. Mówi się jeszcze, że Polacy tam stoczyli kilka bitew, a gdy się cofają, to w jakiś sposób zatruwają wodę i żywność, a drogi podminowują. Mówi się, że tam oddziały działają pod dowództwem Wandy Wasilewskiej [!].

25 VIII 44, czwartek. Dziś rano słychać było b[ardzo] silną kanonadę armatnią w kier[unku] na półn[ocny] zachód i wschód. Z pewnością front już blisko. Wciąż mówi się, że powinniśmy już odejść stąd, lecz nie ruszamy. Być może to po prostu gadanina. Poza tym dzień minął spokojnie.

26 VIII 44, piątek. Wstaję z posłania zrobionego z papieru. Przemarzłem do kości, pomimo że spałem w wagonie. Noce teraz są o wiele chłodniejsze niż w pierwszych dniach naszego pobytu w Warszawie, pomimo że w tym czasie nie było wcale deszczu. Wciąż pogoda i ciepło. Już czuje się jesień w powietrzu i niektóre liście żółkną. Dojrzały jabłka, gruszki i pomidory, które tu są w ilości nieograniczonej. Czasem wieje chłodniejszy wiatr, jakiego dotąd nie czuło się. Widocznie szybko nastąpią chłody. Wieczorem zostaję wyznaczony, aby zanieść hasło dla 2 i 3 kompanii, lecz w ostatniej chwili zostaje to cofnięte. W nocy kilku chłopców poszło po samochód osobowy, lecz go nie zabrali, gdyż został uszkodzony przez Polaków. Wrócili wszyscy, nie będąc pod ostrzałem. O [godz.] 8 zostaję wyznaczony na gońca do sztabu pułkowego. Dziś nasz pułk powinien odejść. Na zmianę już przyszli Niemcy. Mówi się, że odchodzimy 28–30 km do lasu na akcję. O [godz.] 10 wszystkie baony i sztab pułkowy odjeżdżają.

27 VIII 44, sobota. Wstaję o [godz.] 6. Dziś jestem gońcem i powinienem być przy pułku, lecz nie ma żadnego rozkazu. Jestem w paskudnym nastroju. Przez cały dzień nigdzie się nie ruszałem. Zmiana o [godz.] 7, a o 10 kładę się spać.

28 VIII 44, niedziela. Wstaję o [godz.] 7 rano. O 8 zbiórka, prowadzą nas do ogrodu, gdzie jest już zebrany cały pułk. D[owód]ca pułku wzywa do uczczenia pamięci poległych żołnierzy i d[owód]ców, po czym wyjaśnia nasze zadanie. Od dziś przystępujemy do nowego zadania. Ruszamy [do oddalonego] o 20 km lasu, do walki z partyzantami. Partyzanci – w połowie Polacy, a w połowie Rosjanie. Rosjanie prawie wyłącznie desanciarze. O [godz.] 9 wyruszamy, docieramy na miejsce o [godz.] 4. Na nocleg lokujemy się w majątku obszarnika. Obszarnik uciekł. Kozacy, którzy stali przed nami u niego, pozabierali krowy, konie, owce, za wyjątkiem dwóch koni i dwóch krów. Samego właściciela pobili za to, że nie chciał płacić zarobków swoim najemnikom. Spać kładziemy się w sadzie obok domu. Wartę mamy z dwóch posterunków. Po przyjściu na miejsce robimy wypad do wioski w odległości 15 km. W wiosce nikogo nie było.

29 VIII 44, poniedziałek. Wstajemy dość wcześnie i rozlokowujemy się naokoło. Ja wyruszam na pomidory. Jemy śniadanie. Wieczorem 4 plutonzwiadu i 3 kompania zrobiły wywiad. Ja nie chodziłem, pozostałem na dyżurze w sztabie baonu. Chłopcy wrócili dość późno. Mówią, że nikogo nie widzieli. Ledwie wrócili, z miejsca zaczął padać duży deszcz. Pierwszy raz taki deszcz za cały czas naszego pobytu w Warszawie. Kładziemy się spać na werandzie dworu i wartę pełni jeden posterunek.

30 VIII 44, wtorek. Pobudka o [godz.] 6 rano. Dziś wyruszamy. Po odejściu 2 km idziemy na zwiad. Jedzie z nami kapitan. Po drodze spotykamy żołnierzy RONA. Twierdzą oni, że nasi ranili 2 z ich żołnierzy, biorąc ich za partyzantów. Obydwaj ranni w twarz. Jeden ciężko, drugi lekko. Posuwamy się dalej. Z przodu wieś, nasz kapitan już jest tam autem. Gdy ciągniemy dalej, dostajemy się pod ostrzał. Na środku drogi leży zabity żołnierz RONA, trafiony w głowę. Buty i spodnie ma zdjęte. Dalej spotykamy jeszcze zabitych Polaków. Są oni w cywilnych ubraniach. Zatrzymujemy się w końcu wioski, koło lasu, znajdującego się w odległości 600–700 m.

W lesie zauważamy wielu partyzantów. My nie strzelamy z uwagi [na to], że odsunęliśmy się zbyt daleko od swoich. Nie mamy ciężkiej broni i moglibyśmy ponieść straty. Cofamy się do swoich. Po połączeniu się ruszamy na wioskę. Artyleria ostrzeliwuje linię lasu, gdzie ukazali się partyzanci.

W wiosce zabieramy świnie, robimy zapasy żywności, gdyż droga wypada przez las 40 km, a nie ma ani jednej wioski. W nocy w pobliżu wsi był zwiad partyzancki. Ludności we wsi niewiele. Prawie wszyscy mężczyźni uciekli.

1 IX 44, środa. O [godz.] 7 zbiórka. Idziemy do natarcia na wieś, znajdującą się o l km od naszego mp. Partyzanci strzelają do nas dość celnie. Pociski padają rzędem. Nie można wychylić głowy spoza nasypu. Przebyliśmy na stanowisku ze trzy godziny, a następnie pełzając wyszliśmy poza strefę ognia. Szczególnie celny ogień był skierowany na tabor i artylerię, które znajdowały się 500 m za nami. W rezultacie jeden ciężko ranny i jeden lekko. Obu odstawiono do tyłu. Na nocleg pozostajemy w tejże wiosce. Ludność ucieka, mężczyzn prawie nie ma.

2 IX 44, czwartek. Dziś nigdzie się nie wybieramy. Kapitan pojechał do sztabu pułku na odprawę. Z pewnością ściągną armaty 122 mm. Wczoraj zwieziono amunicję. Słyszałem, że tutaj jest 14 tys. partyzantów i że mają dwa czołgi. Dziś dotychczas cisza, nigdzie nie słychać strzałów. W tej wiosce jest wielu mieszkańców Warszawy. Wszyscy mężczyźni z Warszawy poszli w las. Poszli również miejscowi. Pozostały jedynie dzieci i kobiety.

Na tym pamiętnik się urywa, gdyż autor poległ podczas wypadu z dn. 2 na 3 września w miejscowości Truskaw.

 

Zrzut ekranu 2014-07-28 (godz. 22.17.55)Jest to dziennik żołnierza pułku zbiorczego/kombinowanego brygady RONA. O odnalezionym po walce w rejonie Truskawia dzienniku wspomina w swoim raporcie kpt. J. Krzyczkowski „Szymon” oraz por. A. Pilch „Dolina” w wywiadzie udzielonym prof. Januszowi Zawodnemu. Niestety nie udało się odnaleźć oryginału rosyjskiego (por. J. Stępień, Relacja o działaniach powstańczych VIII Rejonu powiatu warszawskiego Armii Krajowej w sierpniu – wrześniu 1944 r., „Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej” 1994, t. XXVII; J. K. Zawodny, Uczestnicy i świadkowie Powstania Warszawskiego. Wywiady, Warszawa 2004, s. 242). Przyjmując za podstawę wersję dokumentu przechowywanego w CAW, konsekwentnie podaje się wersję nazwiska Waszenko, a nie Waszewko, jak ją stosuje J. Krzyczkowski, ps. „Szymon”. W nocy z 2 na 3 września 1944 oddział por. A. Pilcha „Doliny” zaatakował Truskaw i zaskoczył tam dwa bataliony pułku zbiorczego brygady RONA. W trakcie walk pułk RONA utracił prawdopodobnie ok. 100 zabitych i 100 rannych. Żołnierze AK zdobyli 1 działo 75 mm, 2 ckm, 23 rkm, 16 pm, 2 ciężkie moździerze (kal. 82 mm?), 48 kb wraz z 10 tys. szt. amunicji, 11 koni, 4 wozy z żywnością i umundurowaniem, radiostację polową.

Tekst pochodzi ze zbioru Powstanie Warszawskie 1944 w dokumentach z archiwów służb specjalnychwyd IPN

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.
2 sierpnia 2014