 Architektura, a szczególnie urbanistyka są zbyt poważnymi sprawami, żeby zostawić je samym profesjonalistom. Podobnie jak prawo prawnikom czy nasze zdrowie tylko lekarzom. Trzeba ufać wrażliwości architektów, ale równocześnie żądać odpowiedzialności od urzędników. Do planowania i zagospodarowania przestrzeni trzeba włączać różne specjalności zawodowe i różne grupy interesariuszy.  Możliwe, że obecny obóz władzy wpadł w jakiś stan myślowego rozchwiania i czyni rzeczy aż tak nonsensowne i niebezpieczne, gdyż przestał sam rozumieć polityczny sens swoich działań. Tak można próbować wytłumaczyć fakt, iż premier Tusk oddaje się nagle bezwolnie we władzę potężnego lobby biznesowo-lekarskiego, nie od dziś dążącego do zniszczenia wszelkich niekontrolowanych przez nie innowacji w lecznictwie.  Europa, rozumiana szerzej niż jako Unia Europejska, szerzej niż nawet jako kontynent, ma w sobie cykliczną potrzebę powrotu do klasycznych źródeł.  Opowieść Nolana o przygodach Odyseusza jest tak samo prawdziwa jak białoruski mit o Tryszczanie, co był serbskim księciem.  Społeczeństwa z coraz większą odrazą wysłuchują zakłamanego moralizatorstwa „elit”, które rytualnie wyzywają je od populistów, nacjonalistów, prawicowców, faszystów i ksenofobów. To przestaje działać. Polityka różnorodności, gdzie ważni są wszyscy – ale oprócz nas – staje się nieznośna.  Naziści nie wymyślili eugeniki, tylko wzięli ją i wprowadzili w życie z bezwzględnością, jakiej wcześniej nikt sobie nie wyobrażał. Plakaty, filmy propagandowe, podręczniki szkolne, artykuły w pismach medycznych – wszystko to powtarzało jedno: osoby z niepełnosprawnościami to ciężar dla narodu.  Jestem ateistą i stoikiem. Mimo to szukam punktów stycznych z innymi tradycjami filozoficznymi, a nawet religiami, ilekroć sądzę, że możemy współdziałać. Niedawno przeczytałem więc szeroko komentowaną encyklikę o sztucznej inteligencji, napisaną przez papieża Leona XIV, aby pogłębić własną refleksję nad złożoną etyką AI, a zarazem sprawdzić, w jak dużym stopniu mogę zgodzić się z człowiekiem, który – choć należy do tradycji porzuconej przeze mnie w okresie dorastania – wydaje się osobą niezwykle rozsądną i pełną współczucia.
Najnowszy, 76. numer „Wszystko co Najważniejsze” jest już dostępny w EMPIK-ach, Księgarni Polskiej w Paryżu oraz wysyłkowo i w prenumeracie – w Sklepie Idei  Najnowszy, 76. numer miesięcznika „Wszystko co Najważniejsze” jest wydaniem o państwie, człowieku i przyszłości. O Polsce, która po niemal trzech dekadach obowiązywania Konstytucji RP z 1997 roku coraz wyraźniej staje przed pytaniem o kształt własnego ustroju, ale też o świecie, w którym sztuczna inteligencja przestaje być wyłącznie sprawą technologów, a staje się jednym z najważniejszych wyzwań antropologicznych, społecznych i moralnych. Piszemy również o demografii, geopolityce, pamięci historycznej, kulturze i pieniądzu, który w epoce cyfrowej może stać się wyrafinowanym narzędziem władzy.  Gdy kultura osobista zanika, zanika również narodowość, a jedynymi środkami wymuszającymi poszanowanie warunków współżycia pozostają przemoc i strach: ulice krajów dyktatorskich bywają znacznie lepiej utrzymane niż ulice wielu krajów demokratycznych.  Jeśli więc coraz częściej mamy wrażenie, że kultura, jaka nas otacza, przypomina śmietnik, to nasza zazdrość wobec ruchów na rzecz ochrony przyrody wydaje się uzasadniona.  Polska odrębność w porządku europejskim boryka się z syndromem peryferii. Położenie Polski i samych Polaków Europa Zachodnia, a już w pewnością takie stare mocarstwo jak Francja rozpatrują w kategoriach „bycia pomiędzy”, jeszcze bardziej zaś „na skraju”, to jest „na Wschodzie”, „na peryferiach” czy „rubieżach”.  Czy to możliwe, żeby liberalny Zachód, sprowadziwszy wolność do legalizmu oraz braku naturalnych i tradycyjnych barier, również nie był wolny, tylko w inny sposób?  Homo oeconomicus jest bohaterem naszych czasów i dzieckiem udanej rewolucji. Czy jednak ta dominacja homo oeconomicus we wszystkich aspektach życia społecznego jest kompatybilna z demokracją i republiką? |