Największy dotąd atak rosyjskich dronów. Ich celem był Łuck nieopodal granicy z Polską

atak rosyjskich dronów

Wojska rosyjskie wykorzystały w ataku na Ukrainę w nocy z 8 na 9 lipca ponad 300 dronów uderzeniowych Shahed wśród ogólnej liczby 728 bezzałogowców – powiadomił 9 lipca szef służby prasowej Sił Powietrznych Ukrainy, pułkownik Jurij Ihnat. Głównym celem ataku w obwodzie wołyńskim było lotnisko – dodał. Jak poinformowały media, był to największy jak dotąd atak rosyjskich dronów, który jednorazowo został przeprowadzony na Ukrainę.

Rekordowy atak rosyjskich dronów na Ukrainę

.„W sumie leciało ich (Szahedów) nieco ponad trzysta, a duża ich część została zniszczona przez obronę przeciwlotniczą” – zaznaczył Jurij Ihnat w telewizji. Według pułkownika tym razem obrona powietrzna wykonała dobrą robotę. Dodał również, że były pewne skutki uderzeń rakiet balistycznych Kindżał, chociaż nie wszystkie z nich osiągnęły swoje cele. Jurij Ihnat podkreślił, że drony przechwytujące sprawdziły się bardzo dobrze i tej nocy zestrzeliły dziesiątki rosyjskich bezzałogowców.

Wcześniej rano ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę rekordową liczbą 728 dronów i 13 rakiet; głównym celem uderzeń był Łuck w obwodzie wołyńskim przy granicy z Polską. Władze obwodu wołyńskiego oświadczyły, że podczas zmasowanego ataku Rosji minionej nocy „praktycznie wszystko leciało na Łuck”. To ponad 220-tysięczne miasto położone jest w odległości niewiele ponad 90 km od ukraińsko-polskiego przejścia granicznego Uściług-Zosin.

Mer Łucka Ihor Poliszczuk w telewizji zaznaczył, że miasto doświadczyło najbardziej zmasowanego ataku od początku wojny na pełną skalę. Według Poliszczuka Rosja użyła w ataku 50 bezzałogowych statków powietrznych typu Shahed i innych typów oraz cztery rakiety balistyczne Kindżał i jeden pocisk manewrujący. W Polsce w związku z atakiem poderwane zostały dyżurne pary myśliwskie oraz postawione w stan najwyższej gotowości naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego.

Jeśli zwycięży rozsądek, to jesteśmy w stanie doprowadzić do trwałego pokoju

.”Głęboko wierzę, że Stany Zjednoczone i Europa grają w tej samej drużynie. Jak wiadomo, czasem jestem krytykowany za bycie hiperrealistą. Zarzuca mi się, że postrzegam politykę zagraniczną wyłącznie w kategoriach transakcyjnych. Co Ameryka z tego ma? Co reszta świata z tego ma? I że skupiam się tak mocno na tej czysto transakcyjnej wartości, że czasami pomijam humanitarny czy moralny wymiar tych działań”.

„Myślę, że przynajmniej w przypadku Europy to nie jest pełne ujęcie moich poglądów, bo uważam, że cywilizacja europejska i cywilizacja amerykańska, kultura europejska i kultura amerykańska są ze sobą bardzo mocno powiązane – i zawsze takie będą. Uważam, że kompletnie absurdalne jest myślenie, że kiedykolwiek uda się wbić trwały klin między Stany Zjednoczone a Europę”.

„To oczywiście nie znaczy, że nie będziemy mieć sporów. Nasza bliskość nie oznacza, że Europejczycy nie będą krytykować Stanów Zjednoczonych ani że Stany Zjednoczone nie będą krytykować Europy. Uważam, że fundamentalnie musimy być – i jesteśmy – po tej samej cywilizacyjnej stronie. Sądzę, że pojawia się tu ważne pytanie: co oznacza ten fakt w XXI wieku? Moim zdaniem, tak jak i zdaniem prezydenta, oznacza to, że my wszyscy po obydwu stronach Atlantyku trochę zbyt mocno przyzwyczailiśmy się do architektury bezpieczeństwa z ostatnich 20 lat. Prawda jest taka, że ta architektura nie wystarcza, by sprostać wyzwaniom, które czekają nas w kolejnych dwóch dekadach.

Istnieje więc wiele sposobów, w jakie ten sojusz będzie się rozwijał i zmieniał w przyszłości – tak samo jak rozwijał się i zmieniał w latach 1945–1975 czy później, w okresie 1975–2005. Uważam, że właśnie wchodzimy w jedną z takich faz, w których będziemy musieli na nowo przemyśleć wiele fundamentalnych kwestii. Jestem też przekonany, że powinniśmy przemyśleć je wspólnie. To jest podstawowe przekonanie – zarówno moje, jak i prezydenta.

Wspomniał Pan, że to już trzeci raz, kiedy mam okazję przemawiać do grupy związanej z Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa. Oczywiście, swoje wystąpienia wspominam bardzo dobrze. Zwłaszcza ten pierwszy raz – kiedy byłem jeszcze senatorem Stanów Zjednoczonych reprezentującym Ohio. Na tamtym pierwszym panelu był też David Lammy, który wtedy był zwykłym posłem opozycji, a dziś pełni zaszczytną funkcję ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii.

.Obydwaj zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Tak więc nadal uważam, że sojusz z Europą jest niezwykle ważny. Uważam przy tym jednak, że aby pozostał on ważny i abyśmy byli dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi – a myślę, że jesteśmy bardzo prawdziwymi przyjaciółmi – konieczne jest to, abyśmy rozmawiali o ważnych kwestiach. Wiem, że jest to ważna część tego, co robi cała ta grupa, więc cieszę się, że tu jestem.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/j-d-vance-jesli-zwyciezy-rozsadek-to-jestesmy-w-stanie-doprowadzic-do-trwalego-pokoju/

PAP/Iryna Hirnyk/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 lipca 2025
Fot. Państwowa Służba Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych/X.