Ołeh Sencow. Reżyser i były więzień polityczny został dowódcą batalionu

Ukraiński reżyser filmowy i scenarzysta Ołeh Sencow, który w latach 2014-19 był więźniem politycznym Kremla, a od 2022 r. bierze udział w walkach z rosyjską armią, został dowódcą batalionu – powiadomiła agencja Interfax-Ukraina.
Reżyser zaznaczył, że od 2022 r. wojna bardzo się zmieniła
.Mam dla was złe wieści: wojna nie skończy się jutro, nie skończy się pojutrze i najprawdopodobniej nie skończy się w tym roku – powiedział Sencow podczas corocznej konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej (YES) „Jak zakończyć wojnę”, zorganizowanej w Kijowie w przez Fundację Pinczuka.
Na początku pełnowymiarowej wojny z Rosją, w 2022 r., Sencow bronił Kijowa w jednostkach obrony terytorialnej, a następnie, latem 2023 r., otrzymał awans na stopień oficerski i został dowódcą plutonu szturmowego 47. brygady. Kilkakrotnie był ranny. Podczas konferencji w stolicy Ukrainy apelował, by mniej mówić o tym, jak wojna się zakończy, a robić znacznie więcej, by doprowadzić do jej zakończenia.
Reżyser zaznaczył, że od 2022 r. wojna bardzo się zmieniła. – Biegaliśmy pod Bachmutem z karabinami w ręku — taka wojna już nie istnieje. Piechota siedzi w okopach i czeka, nie chce być trafiona przez (drona) FPV. Tak samo nasz przeciwnik: nie ma już szturmów (jednostek) zmechanizowanych, nie ma już brygad idących tłumnie (do natarcia). (Teraz to) infiltracja, małe grupy ludzi — wyjaśnił.
Podkreślił, że jeśli ukraińska armia będzie działać „na maksa” i powstrzymywać każdy ruch Rosjan, to nadejdzie moment, kiedy front po prostu się zatrzyma, a siły inwazyjne nie będą mogły czynić postępów, bo zostaną zniszczone. – Teraz oni trochę posuwają się naprzód, ale (dużego) tempa (ofensywy) już nie ma. I kiedyś nadejdzie dzień, gdy ich zatrzymamy, i wtedy Putin zastanowi się, czy ma sens robić cokolwiek więcej — powiedział Sencow.
Ołeh Sencow to reżyser, pisarz i były więzień rosyjskiego reżimu, pochodzący z anektowanego w 2014 r. przez Rosję Krymu
.Dodał, że ważne jest też utrzymanie presji politycznej i gospodarczej na Rosję. – Drugi etap zakończenia wojny to nie tylko zatrzymanie frontu, lecz (także) zmiana reżimu politycznego w Rosji. Gdy Rosja przyzna, że ta wojna była błędem, gdy Rosja będzie gotowa oddać nasze terytoria, przyznać, że się myliła i przeprosić — to będzie moja prawdziwa wygrana. Wierzę, że ten dzień nastąpi — oświadczył.
Ołeh Sencow to reżyser, pisarz i były więzień rosyjskiego reżimu, pochodzący z anektowanego w 2014 r. przez Rosję Krymu. W 2015 r. został skazany przez rosyjski sąd na 20 lat kolonii karnej za przypisywane mu przygotowywanie zamachów terrorystycznych na półwyspie. Reżyser odrzucał oskarżenia i twierdził, że działania przeciwko niemu mają charakter polityczny. Proces był krytykowany przez państwa zachodnie i międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka. Sencow został zwolniony z rosyjskiej kolonii karnej w ramach wymiany jeńców we wrześniu 2019 r.
Po rozpoczęciu przez Rosję w lutym 2022 r. pełnowymiarowej wojny przeciwko Ukrainie Sencow wstąpił w szeregi Obrony Terytorialnej, a później walczył na wschodzie kraju w oddziałach regularnej armii.
Wojna na Ukrainie to ostatni akord agonii ZSRR
.Moskwa była przekonana, że zbudowane przez te lata jedność językowa, kulturowa, cywilizacyjna stały się na tyle silne, że utrzymają się nawet wtedy, gdy nie będzie jednej konstrukcji państwowej. Dopiero po długim czasie Kreml dostrzegł, że to tak się nie sprawdza – i zaczął działać na rzecz odwrócenia tego stanu rzeczy – pisze prof. Andrij PORTNOW
„Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami” – pisał Carl von Clausewitz w swojej książce O wojnie. Niemiecki strateg celnie wskazał, że polityka i wojna ściśle wiążą się ze sobą, a konflikt zbrojny często staje się konsekwencją ważnych procesów politycznych lub cywilizacyjnych. Przykładów na potwierdzenie tej tezy jest bez liku. Nie doszłoby do Wojny Trzydziestoletniej bez Reformacji. Napoleon nie rozpocząłby swojej kampanii, gdyby nie rewolucja francuska. Bez napięć politycznych w Europie na początku XX wieku nie byłoby I wojny światowej, a bez Wielkiego Kryzysu rozpoczętego w 1929 r. pewnie nie doszłoby do wybuchu II wojny.
Ale ostatnie ważne wydarzenie XX wieku przebiegło pokojowo. Chodzi o upadek komunizmu w Europie Środkowej i rozpad Związku Radzieckiego 26 grudnia 1991 r. Już wtedy wielu komentatorów przypuszczało, że nie uda się tego procesu przeprowadzić bezkonfliktowo – i było zdziwionych, że rozpad Związku Sowieckiego odbył się bezkrwawo. Poza niewielkimi, ograniczonymi zajściami (walki o wieżę telewizyjną w Wilnie, pucz Janajewa, wojna domowa w Gruzji) rozkład ZSRR przebiegał pokojowo, bez przemocy. Wtedy, w ostatniej dekadzie XX stulecia, wyglądało to jak naturalny proces. Dziś jednak widzimy, że to było tylko złudzenie. Konflikty po prostu odłożyły się w czasie.
Konsekwencją rozpadu Związku Radzieckiego były: wojna w Gruzji w 2008 r., kolejne zrywy ukraińskie (Pomarańczowa Rewolucja, Rewolucja Godności) czy dławienie zrywu Białorusinów protestujących przeciwko fałszerstwom wyborczym w 2020 r. Elementem tego procesu jest również agresja Rosji na Ukrainę. Kolejne potwierdzenie, że konsekwencją ważnych zdarzeń politycznych zwykle jest konflikt zbrojny.
Dlaczego do wojny na Ukrainie doszło dopiero teraz, 21 lat po rozpadzie ZSRR? Bo na Kremlu długo uważano, że Związek Radziecki – choć formalnie rozwiązany – cały czas istnieje. Przez lata obowiązywało przekonanie, że republiki tworzące w latach 1917–1991 ZSRR na tyle upodobniły się do siebie, że będą funkcjonować w jednym rytmie nawet wtedy, gdy nie będą ich łączyć wspólne granice. Moskwa była przekonana, że zbudowane przez te lata jedność językowa, kulturowa, cywilizacyjna stały się na tyle silne, że utrzymają się nawet wtedy, gdy nie będzie jednej konstrukcji państwowej. Dopiero po długim czasie Kreml dostrzegł, że to tak się nie sprawdza – i zaczął działać na rzecz odwrócenia tego stanu rzeczy. Stąd kolejne konflikty. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że obecna wojna na Ukrainie jest ostatnią; że to ostatni akord przedłużonej agonii ZSRR.
Coraz wyraźniej widać, że wojna na Ukrainie nie jest tylko wojną o Ukrainę. W Polsce zrozumiano to w pełni, podobnie jak na Litwie, Łotwie, czy w Estonii. W Niemczech i pozostałych krajach Europy Zachodniej cały czas jest z tym problem. Nie ma natomiast wątpliwości, że od 24 lutego 2022 r. Polska i Ukraina zaczęły pisać własną historię od początku. Zresztą już wcześniej nadmierną wagę przywiązywano do rozbieżności historycznych. I po polskiej, i po ukraińskiej stronie można było znaleźć historyków, który skupiali się jedynie na ciemnych kartach naszej wspólnej przeszłości. Nie można udawać, że ich nie było – ale też nie należy przez ich pryzmat opisywać naszej historii. Ewidentnie widać było, że te zabiegi służyły przede wszystkim bieżącej rozgrywce politycznej. Zresztą dziś mamy jasne potwierdzenie tego, że te działania nie miały szerszego przełożenia społecznego – gdyby było inaczej, miliony Ukraińców nie przyjechałyby do Polski i nie otrzymałyby nad Wisłą takiej pomocy. Widać wyraźnie, że poczucie solidarności i wspólnota losów między naszymi krajami wzięły górę. Wojna najlepiej to pokazała.
Choć ten proces zaczął się kilka lat wcześniej. Już po Rewolucji Godności w 2014 r. i aneksji Krymu przez Rosję doszło do niespotykanej wcześniej fali migracji z Ukrainy do Polski. Nagle nad Wisłą pojawiło się ponad milion Ukraińców, którzy weszli w poszczególne sektory gospodarki. To nie byli uchodźcy, lecz przede wszystkim migranci zarobkowi. Po 2020 r. dołączyli jeszcze migranci i uchodźcy polityczni z Białorusi. Pod ich wpływem Polska, która w wyniku koszmarnej II wojny światowej po raz pierwszy w swojej historii została de facto krajem jednolitym etnicznie i religijnie, nagle znów stała się krajem wielonarodowym.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-andrij-portnow-wojna-na-ukrainie-to-ostatni-akord-agonii-zsrr
PAP/MB



