Chętniej pomagamy nam podobnym [Current Psychology]

Badacze z Akademii Pedagogiki Specjalnej (APS) im. Marii Grzegorzewskiej przeanalizowali, co wiąże się z gotowością do pomagania. To, komu i kiedy udzielamy wsparcia, zależy m.in. od naszych wartości oraz poziomu zaufania do innych ludzi – wynika z badań.
Chętniej pomagamy nam podobnym
.W badaniu wzięło udział 818 dorosłych Polek i Polaków. Wyniki opublikowano w czasopiśmie Current Psychology. Jak wyjaśniła Iwona Nowakowska z APS, współautorka badań, kluczowe znaczenie ma nasz „kompas moralny” – czyli wewnętrzny system zasad, który podpowiada nam, co jest dobre, a co złe.
Psychologowie wyróżniają dwa jego typy: moralność indywidualizującą – skupioną na trosce o jednostkę, unikaniu krzywdzenia oraz na sprawiedliwości, a także moralność wiążącą – opartą na lojalności wobec grupy, szacunku dla zasad i autorytetów. – U niektórych ludzi przeważa moralność indywidualizująca, u innych wiążąca, a jeszcze inni przejawiają je obie w porównywalnym stopniu – wytłumaczyła Iwona Nowakowska.
Jak dodała, wcześniejsze badania pokazują, że osoby o poglądach liberalnych częściej kierują się moralnością indywidualizującą. Z kolei u osób bardziej konserwatywnych oba typy moralności często współwystępują – ważne są zarówno prawa jednostki, jak i zasady obowiązujące w grupie. Badacze sprawdzili, czy typ moralności wiąże się z tym, komu pomagamy i w jakiej sytuacji.
Chętniej pomagamy osobom, które wydają się nam bliskie
.Osoby skupione na wartościach indywidualizujących częściej deklarują gotowość do pomocy, ale bywają bardziej wybiórcze. Rzadziej wspierają osoby, które postrzegają jako uprzywilejowane lub takie, które proszą o pieniądze na samorozwój, a nie na rozwiązanie realnego problemu. Z kolei osoby ceniące wartości grupowe chcą pomagać częściej i mniej wybiórczo. Prawdopodobnie wynika to z silnego poczucia obowiązku wobec innych.
– Możliwe, że w naszym badaniu osoby o fundamentach wiążących przejawiały gotowość do uniwersalnej pomocy, ponieważ w opisach osób potrzebujących nie zawarłyśmy informacji sugerujących, że należą one do innej niż oni grupy społecznej – wyjaśniła dr Iwona Nowakowska. – Badani mogli więc zakładać, że to członkowie ich własnej grupy – dodała.
Ważne okazało się również poczucie podobieństwa. Chętniej pomagamy osobom, które wydają się nam bliskie – mają podobne doświadczenia, sytuację życiową lub system wartości. – Zazwyczaj łatwiej nam zrozumieć tych, którzy są do nas podobni. Wtedy prościej wyobrazić sobie ich problemy i wydają się nam bardziej bliscy – podkreśliła Iwona Nowakowska. Podobieństwo może dotyczyć miejsca zamieszkania, pokolenia czy wyznawanych wartości. Im większe, tym większa skłonność do wsparcia.
Chętniej pomagamy osobom w trudnej sytuacji życiowej
.Nie bez znaczenia jest to, na co ktoś potrzebuje pieniędzy. Z badań wynika, że chętniej pomagamy osobom w trudnej sytuacji życiowej niż tym, które chcą poprawić swoją sytuację lub zainwestować w rozwój. – Wcześniejsze badania pokazują, że ludzie chętniej pomagają, gdy uznają, że druga osoba rzeczywiście znajduje się w poważnych tarapatach – mówi Iwona Nowakowska. – Gdyby znajomy poprosił o pożyczkę na rozwiązanie poważnego problemu, bylibyśmy bardziej skłonni jej udzielić niż w przypadku inwestycji w samorozwój – zaznaczyła badaczka.
Fundamentem pomagania jest zaufanie. Jeśli wierzymy, że ludzie są z natury dobrzy, łatwiej dzielimy się swoimi zasobami. – Dzielenie się zasobami można potraktować jako formę ryzyka – inwestujemy w relację, nie mając pewności, czy druga osoba się odwdzięczy – powiedziała Dorota Jasielska, współautorka badań. Dodała, że „jeśli jednak ufamy, że inni mają dobre intencje, nie zastanawiamy się nad tym, czy pomoc się opłaca”.
Pomaganie można więc traktować jak inwestycję w relację. Tam, gdzie jest zaufanie, łatwiej o wzajemne wsparcie – w rodzinie, pracy czy biznesie. Jak podkreśliła Jasielska, pandemia wyraźnie pokazała znaczenie zaufania. – Było ono powiązane zarówno z gotowością do pomagania innym, jak i z większą skłonnością do odpowiedzialnych społecznie zachowań. Potwierdzają to globalne raporty, takie jak World Happiness Report, oraz nasze wcześniejsze badania w Polsce – zaznaczyła.
Człowiek społeczny
.Gdy człowiekowi doskwiera samotność, jego organizm uaktywnia układy odpowiedzialne za stres, a ich działanie może z czasem sprzyjać przewlekłym stanom zapalnym i różnorakim problemom zdrowotnym – od chorób serca po choroby przewodu pokarmowego – pisze Markham HEID
Człowiek jest istotą społeczną. To dzięki interakcjom międzyludzkim rozwinęły się społeczeństwa, powstały instytucje. Jesteśmy jednym z niewielu gatunków na planecie – jeśli nie jedynym – którego przedstawiciele są gotowi do osobistych poświęceń na rzecz nieznajomych i niespokrewnionych z nimi Innych. Wymowny jest też fakt, że nawet w więzieniach kara izolatki uchodzi za wyjątkowo dotkliwą.
Pandemia COVID-19 i podyktowana nią konieczność zachowywania dystansu społecznego powoduje, że zarówno w Ameryce, jak i na całym świecie ludzie spędzają w samotności lub w niewielkich grupkach więcej czasu niż kiedykolwiek wcześniej w nowożytnej historii. I choć sama pandemia jest czymś nowym, to szkody wyrządzane przez izolację społeczną i wiążącą się z nią samotnością zostały dobrze poznane.
.W 2020 roku w czasopiśmie „The Lancet” opublikowano badanie wykazujące, że brak łączności społecznej – definiowanej w tym badaniu jako brak kontaktu z innymi – prowadzi do poczucia izolacji, które z kolei sprzyja odczuwaniu przygnębienia i lęku. „Potrzeba łączności społecznej jest głęboko wpisana w charakterystykę człowieka”, piszą autorzy badania. Według nich izolacja jest silnie powiązana z obniżeniem nastroju oraz funkcji kognitywnych człowieka, zaburzeniami snu oraz wzrostem poziomu stresu i masy ciała. Z punktu widzenia obecnej sytuacji pandemicznej ważniejsze jest jednak to, że autorzy badania wiążą też izolację ze spadkiem odporności.
PAP/Anna Mikołajczyk-Kłębek/MJ



