Marzec ’68 jest ogromną wyrwą w historii wielu rodzin [Dawid Szurmiej]

Podczas spotkania na Dworcu Gdańskim, przy tablicy pamiątkowej, w rocznicę Marca ’68 Dawid Szurmiej podkreślił, że choć może patrzeć na swoją rodzinę rozsianą po świecie, to tragedią jest, że nie mają siebie na co dzień. To ogromna wyrwa w historii wielu rodzin – dodał syn artystki Gołdy Tencer.
W wydarzeniu wzięły udział także m.in. prezes Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów
.Chyba sam nie rozumiałem tej tragedii, która miała miejsce w 1968 roku, dopóki nie zostałem człowiekiem dorosłym. Dopiero wtedy zrozumiałem co to znaczy zostać wykorzenionym jako młody człowiek – powiedział syn Gołdy Tencer i Szymona Szurmieja – Dawid Szurmiej rozpoczynając sobotnią uroczystość.
– Dziś mogę patrzeć na moją rodzinę, która jest rozsiana po całym świecie i mówić, że to jest cudowne, że mam te rodziny na całym świecie, ale tragedią jest to, że my nie mamy siebie co weekend, co tydzień, co wydarzenie. To jest ogromną wyrwą w historii tak wielu rodzin doświadczonych, także przez wydarzenia podczas II wojny światowej. To się wówczas nie skończyło – dodał.
Założycielka i prezes Fundacji Shalom, dyrektorka Teatru Żydowskiego, aktorka i piosenkarka żydowskiego pochodzenia Gołda Tencer opowiedziała o tym jak jej pierwsi bliscy – wujek i ciocia z trójką swoich dzieci – wyjechali do Brazylii. Jak przypomniała, część tej historii opisała w swojej książce „Gołda Tencer. Jidisze Mame” na podstawie wywiadu z jednym z synów, którego rodzina zabrała do Brazylii. – Pytałam „Dlaczego wyjechaliście?”, a on odpowiedział „Bo mama kiedyś była na spacerze z Gieniusią i doszła jakaś pani i powiedziała – takim trochę aroganckim głosem – »Gdyby coś było z wami, to ja ją przechowam«”. To ich bardzo zabolało i ja to zrozumiałam – podkreśliła Tencer.
Podczas uroczystości aktorka Teatru Żydowskiego Izabella Rzeszowska wykonała utwór „Tak, jak malował pan Chagall” do tekstu Wojciecha Młynarskiego i muzyki Leopolda Kozłowskiego.
W wydarzeniu wzięły udział także m.in. prezes Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata Anna Bando oraz zastępca dyrektora Biura Kultury Miasta Stołecznego Warszawy Izabela Jasińska.
To jest ogromną wyrwą w historii tak wielu rodzin doświadczonych [Dawid Szurmiej]
.Podczas uroczystości przed tablicą pamiątkową zostały złożone kwiaty.
8 marca 1968 r. na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odbył się wiec protestacyjny w związku ze zdjęciem przez władze komunistyczne wystawianych w Teatrze Narodowym „Dziadów” oraz relegowaniem z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Stało się to początkiem tzw. wydarzeń marcowych, czyli buntu młodzieży, a jednocześnie kryzysu politycznego związanego z walką frakcyjną wewnątrz PZPR, rozgrywaną w atmosferze antysemickiej i antyinteligenckiej propagandy.
Do dzisiaj data 8 marca pozostaje dniem pamięci o ponad 13 tysiącach Polaków żydowskiego pochodzenia, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia Polski.
Teatr Żydowski i Fundacja Shalom organizują od 1998 r. coroczne spotkanie pod tablicą na Dworcu Gdańskim upamiętniającą tych, którzy wyjechali. Tablica z cytatem z Henryka Grynberga „Tu więcej zostawili po sobie niż mieli” została ufundowana przez Fundację Shalom.
Bez Marca 1968 nie byłoby „Solidarności”
.W antysyjonistycznym wiecach zwoływanych przez różne instancje władzy tłumy pracowników brały udział kompletnie biernie. Wielu prostych ludzi nie rozumiało ani oficjalnej kampanii PZPR, ani racji zbuntowanych studentów czy w szerszym sensie inteligencji. Konflikt odbierano jako „rozgrywkę na górze”. Zarazem wśród zwalnianych ze stanowisk i wyjeżdżających na emigrację obok ewidentnie skrzywdzonych ludzi widziano twarze niezreformowanych stalinowców, dawnych wojskowych sędziów czy funkcjonariuszy bezpieczeństwa. To jeszcze wzmagało dezorientację – pisze Piotr ZAREMBA
Marzec ’68 to jeden z tak zwanych Polskich Miesięcy. Obok Października ’56, Grudnia ’70, Czerwca ’76 i Sierpnia ’80. Były to symboliczne wydarzenia w dość na co dzień jednostajnej historii Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, państwa niedemokratycznego i niesuwerennego. Okresy społecznych i politycznych konfliktów, często masowych wystąpień sporych odłamów społeczeństwa. Trzy z nich (Październik ’56, Grudzień ’70 i Sierpień ’80) oznaczały rocznicę personalnych roszad na szczytach władzy (wymiana pierwszego sekretarza partii komunistycznej), powiązanych z pewnymi zmianami stylu rządzenia. Marzec ’68 (masowe demonstracje studentów i bunt części intelektualistów) i Czerwiec ’76 (strajki robotnicze związane z podwyżkami cen) to pamiątki jedynie pacyfikacji oporu.
Wszystkie te miesiące były jednak w późnym PRL ważnymi znakami dla tej części społeczeństwa, która kontestowała komunistyczne władze. Wymieniano je najczęściej jednym tchem – jako symbol powtarzających się patologii nieakceptowanej władzy i coraz większego upodmiotowienia społeczeństwa. Z kolei dla Zachodu Marzec ’68 miał inne znaczenie. Akcentowano przede wszystkim grozę propagandowej kampanii skierowanej przeciw Żydom, prowadzącej do emigracji tysięcy osób. Z tym kojarzy się ta rocznica samym środowiskom żydowskim.
Przypominała ona o rozlicznych fenomenach. Październik ’56 to połowiczne odcięcie się komunistycznej władzy od okrucieństw i społecznych eksperymentów epoki stalinizmu. Przywództwo należało do lewicowej inteligencji, często członków PZPR, chociaż próbowano się także odwoływać do robotników. Masowe wystąpienia, nawiązujące do spacyfikowanego krwawo kilka miesięcy wcześniej, w czerwcu 1956 r., powstania robotniczego w Poznaniu, stały się za to ruchem ogólnonarodowym. Tyle że ta aktywność została dość szybko rozładowana, kiedy partia komunistyczna, PZPR, powierzyła funkcję pierwszego sekretarza Władysławowi Gomułce, więzionemu w szczytowym okresie stalinizmu. Polacy cofnęli się – także z obawy przed sowiecką interwencją.
Gomułka zrezygnował z kolektywizacji rolnictwa, z mocniejszej presji na Kościół (choć nie z konfliktów z nim) i z masowych represji. Ale postawił na podtrzymanie systemu nakazowo-rozdzielczego w gospodarce i na kontrolę partii nad wszystkimi dziedzinami życia, łącznie z nauką i kulturą. To ostatnie prowadziło do konfliktu z październikową inteligencją. Znaczna jej część uczestniczyła wcześniej w budowaniu stalinowskiego komunizmu. Teraz jej dzieci burzyły się na uniwersytetach.
Kiedy w styczniu 1968 r. władze zdjęły wielki polski dramat patriotyczny „Dziady” Adama Mickiewicza, bo dopatrzyły się w inscenizacji akcentów antyrosyjskich, demonstrację zorganizowali tak zwani Komandosi, elitarna grupa lewicowych dysydentów chcących poprawiać socjalizm. Był w tym symboliczny paradoks – to oni, niedawno od tego dalecy, opowiedzieli się za polskim romantycznym patriotyzmem. Zdjęcie „Dziadów” wywołało protesty innych środowisk, choćby literatów.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-zaremba-marzec-1968-w-50-lat-pozniej/
Antysemityzm powraca do debaty politycznej
.Myśleliśmy, że te czasy są już za nami, na zawsze. Niestety, tak nie jest. Po okropieństwach II wojny światowej, kto by pomyślał, że prawdziwi wrogowie społeczności żydowskiej będą tak blisko władzy, a przynajmniej w stanie mieć znaczący wpływ na skład następnego Zgromadzenia Narodowego? Mowa oczywiście o skrajnej lewicy, a w szczególności o La France Insoumise.
Przez dziesięciolecia Front Narodowy Jean-Marie le Pena był wyznaczonym i niezbyt wymagającym celem działaczy antyrasistowskich i antydyskryminacyjnych. Trzeba powiedzieć, że założyciel FN urodził się w czasach, gdy antysemityzm był znacznie bardziej rozpowszechniony w kręgach politycznych, intelektualnych i literackich niż obecnie, i lubił to uświadamiać, gdy był przewodniczącym partii, o której mowa. Jego żarty i inne „bon mots” na temat Żydów i obcokrajowców, a także jego upodobanie do prowokacji, doprowadziły go do ostracyzmu z życia politycznego.
Jednak ani antysemityzm, ani antysyjonizm nie znalazły się w programie FN, ani za prezydentury Jean-Marie le Pena, ani jego córki, Marine le Pen. Walka z masową imigracją arabsko-muzułmańską i afrykańską była i nadal jest najważniejszą bitwą prowadzoną przez to, co od dawna nazywane jest „skrajną prawicą”. W rezultacie RN została również nazwane partią rasistowską i ksenofobiczną.
Pojawienie się nowej formy antysemityzmu i jego drastyczny wzrost od drugiej połowy lat 2000 stopniowo uświadomiły Francuzom, że francuscy Żydzi zaczynają odczuwać nowe zagrożenie. Zagrożenie, które nie miało już wiele wspólnego z tym z poprzednich stuleci, najpierw chrześcijańskim, a następnie nacjonalistycznym. Obecnie ataki na Żydów są popełniane przez inną kategorię ludności, którą znacznie trudniej nazwać po imieniu ze względu na jej szczególny status ofiary europejskiego kolonializmu: imigrantów i potomków imigrantów z cywilizacji muzułmańskich i afrykańskich. Fakt ten był przez długi czas ukrywany, zarówno przez żydowskie instytucje, które są zazwyczaj lewicowe, jak i przez francuskie media i przywódców politycznych. W latach 2000 i do połowy lat 2010 każdy, kto próbował powiązać wzrost antysemityzmu z przestępczością wśród imigrantów, był natychmiast wrzucany do kategorii „skrajnej prawicy”.
To przytrafiło się mnie. Kiedy podczas debaty zapytałem przedstawiciela LICRA, który powiedział, że musimy być niezwykle surowi i bezkompromisowi wobec antysemitów, czy dotyczy to również osób odpowiedzialnych za nowy antysemityzm i czy nie powinniśmy próbować ograniczyć masowej imigracji arabsko-muzułmańskiej i afrykańskiej, zostałem nazwany ksenofobem i powiedziano mi, że jestem „hańbą dla wartości judaizmu i wartości Republiki”.
Od tego czasu wiele się zmieniło. Nie tylko prawicowy antysemityzm w dużej mierze zniknął (nadal istnieje kilka zmarginalizowanych ugrupowań nacjonalistycznych, które nie popełniają już żadnych znaczących aktów antysemickich), ale lewicowy i skrajnie lewicowy antysemityzm powrócił na pierwszy plan. „Powrócił”, ponieważ w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu nie był widoczny, a nawet zanikł. Nie należy zapominać, że Karol Marks napisał tekst o bezprecedensowej przemocy wobec Żydów, oskarżając ich o bycie przeszkodą w rozprzestrzenianiu się rewolucyjnych idei. Kierując się tą logiką, Sowieci deportowali dziesiątki tysięcy Żydów z okupowanych terytoriów Polski i krajów bałtyckich w latach 1939-1941, nazywając ich „wrogami rewolucji”. Sam Stalin gardził nimi i odmówił uznania ich szczególnego losu podczas II wojny światowej.
Lewica, która widziała, jak jej historyczny elektorat (klasa robotnicza) kurczy się, a następnie przesuwa w kierunku Rassemblement National, musiała wpaść w panikę i znaleźć elektorat zastępczy: imigrantów. Aby przyciągnąć tę część populacji, która w niewielkim stopniu angażuje się we francuską politykę, liderzy skrajnie lewicowych ugrupowań zradykalizowali swój dyskurs, zwłaszcza na temat Izraela. Antysyjonizm stał się argumentem wyborczym jak każdy inny. Krytyka państwa żydowskiego została naturalnie dobrze przyjęta przez ludzi wrażliwych na kwestię palestyńską. Dziś 69 proc. muzułmanów głosuje na La France Insoumise, co jest dowodem na to, że projekt zadziałał.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/nathaniel-garstecka-antysemityzm-powraca-do-debaty-politycznej/
PAP/MB





