Nathaniel GARSTECKA: Antysemityzm powraca do debaty politycznej

Antysemityzm powraca do debaty politycznej

Photo of Nathaniel GARSTECKA

Nathaniel GARSTECKA

Redaktor „Wszystko co Najważniejsze". Francuz urodzony w Paryżu, z polsko-żydowskimi korzeniami. Pasjonuje się historią i kulturą Polski, Francji i narodu żydowskiego. Mieszka w Warszawie.

zobacz inne teksty Autora

Myśleliśmy, że te czasy są już za nami, na zawsze. Niestety, tak nie jest. Po okropieństwach II wojny światowej, kto by pomyślał, że prawdziwi wrogowie społeczności żydowskiej będą tak blisko władzy, a przynajmniej w stanie mieć znaczący wpływ na skład następnego Zgromadzenia Narodowego? Mowa oczywiście o skrajnej lewicy, a w szczególności o La France Insoumise.

.Przez dziesięciolecia Front Narodowy Jean-Marie le Pena był wyznaczonym i niezbyt wymagającym celem działaczy antyrasistowskich i antydyskryminacyjnych. Trzeba powiedzieć, że założyciel FN urodził się w czasach, gdy antysemityzm był znacznie bardziej rozpowszechniony w kręgach politycznych, intelektualnych i literackich niż obecnie, i lubił to uświadamiać, gdy był przewodniczącym partii, o której mowa. Jego żarty i inne „bon mots” na temat Żydów i obcokrajowców, a także jego upodobanie do prowokacji, doprowadziły go do ostracyzmu z życia politycznego.

Jednak ani antysemityzm, ani antysyjonizm nie znalazły się w programie FN, ani za prezydentury Jean-Marie le Pena, ani jego córki, Marine le Pen. Walka z masową imigracją arabsko-muzułmańską i afrykańską była i nadal jest najważniejszą bitwą prowadzoną przez to, co od dawna nazywane jest „skrajną prawicą”. W rezultacie RN została również nazwane partią rasistowską i ksenofobiczną.

Pojawienie się nowej formy antysemityzmu i jego drastyczny wzrost od drugiej połowy lat 2000 stopniowo uświadomiły Francuzom, że francuscy Żydzi zaczynają odczuwać nowe zagrożenie. Zagrożenie, które nie miało już wiele wspólnego z tym z poprzednich stuleci, najpierw chrześcijańskim, a następnie nacjonalistycznym. Obecnie ataki na Żydów są popełniane przez inną kategorię ludności, którą znacznie trudniej nazwać po imieniu ze względu na jej szczególny status ofiary europejskiego kolonializmu: imigrantów i potomków imigrantów z cywilizacji muzułmańskich i afrykańskich. Fakt ten był przez długi czas ukrywany, zarówno przez żydowskie instytucje, które są zazwyczaj lewicowe, jak i przez francuskie media i przywódców politycznych. W latach 2000 i do połowy lat 2010 każdy, kto próbował powiązać wzrost antysemityzmu z przestępczością wśród imigrantów, był natychmiast wrzucany do kategorii „skrajnej prawicy”.

.To przytrafiło się mnie. Kiedy podczas debaty zapytałem przedstawiciela LICRA, który powiedział, że musimy być niezwykle surowi i bezkompromisowi wobec antysemitów, czy dotyczy to również osób odpowiedzialnych za nowy antysemityzm i czy nie powinniśmy próbować ograniczyć masowej imigracji arabsko-muzułmańskiej i afrykańskiej, zostałem nazwany ksenofobem i powiedziano mi, że jestem „hańbą dla wartości judaizmu i wartości Republiki”.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Nie tylko prawicowy antysemityzm w dużej mierze zniknął (nadal istnieje kilka zmarginalizowanych ugrupowań nacjonalistycznych, które nie popełniają już żadnych znaczących aktów antysemickich), ale lewicowy i skrajnie lewicowy antysemityzm powrócił na pierwszy plan. „Powrócił”, ponieważ w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu nie był widoczny, a nawet zanikł. Nie należy zapominać, że Karol Marks napisał tekst o bezprecedensowej przemocy wobec Żydów, oskarżając ich o bycie przeszkodą w rozprzestrzenianiu się rewolucyjnych idei. Kierując się tą logiką, Sowieci deportowali dziesiątki tysięcy Żydów z okupowanych terytoriów Polski i krajów bałtyckich w latach 1939-1941, nazywając ich „wrogami rewolucji”. Sam Stalin gardził nimi i odmówił uznania ich szczególnego losu podczas II wojny światowej.

Lewica, która widziała, jak jej historyczny elektorat (klasa robotnicza) kurczy się, a następnie przesuwa w kierunku Rassemblement National, musiała wpaść w panikę i znaleźć elektorat zastępczy: imigrantów. Aby przyciągnąć tę część populacji, która w niewielkim stopniu angażuje się we francuską politykę, liderzy skrajnie lewicowych ugrupowań zradykalizowali swój dyskurs, zwłaszcza na temat Izraela. Antysyjonizm stał się argumentem wyborczym jak każdy inny. Krytyka państwa żydowskiego została naturalnie dobrze przyjęta przez ludzi wrażliwych na kwestię palestyńską. Dziś 69 proc. muzułmanów głosuje na La France Insoumise, co jest dowodem na to, że projekt zadziałał.

Możemy zatem zaobserwować interesującą polaryzację głosów religijnych: głosy muzułmanów przesuwają się w lewo, w odpowiedzi na co głosy żydowskie (bardzo marginalne pod względem liczby) przesuwają się w prawo. Jest to tym łatwiejsze, że Marine le Pen oczyściła swoją partię z kontrowersyjnych elementów i wielokrotnie deklarowała, że jej polityka zwiększy bezpieczeństwo Żydów, którzy zostali dotknięci falą niezwykle brutalnej przemocy w latach 2010. Nie należy również lekceważyć roli Erica Zemmoura. Przyciągnął on do siebie dużą liczbę żydowskich wyborców, którzy wciąż wahali się, czy głosować na Le Pen, ale odmawiali dalszego głosowania na lewicę lub centroprawicę. Wezwanie przewodniczącego Reconquête do głosowania na Marine le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2022 r. było sygnałem dla tego elektoratu.

.Dwa lata później antysyjonistyczna retoryka La France Insoumise przybrała niepokojący obrót, zwłaszcza po ataku terrorystycznym Hamasu z 7 października 2023 r., podobnie jak tolerancja dla „przedmiejskiego antysemityzmu”. Zmusiło to kilka znanych postaci z francuskiej społeczności żydowskiej, w tym Serge’a Klarsfelda, jego syna Arno (który udzielił wywiadu na ten temat „Wszystko co Najwazniejsze”) i Alaina Finkielkrauta, do publicznego rozważenia głosowania na RN w przypadku pojedynku z LFI. Inni liderzy gminy wyznaniowej, którzy zawsze byli zagorzałymi przeciwnikami „skrajnej prawicy”, teraz stawiają Melenchonistów na równi z Lepénistami.

Deklaracje te należy uznać za gest politycznej odwagi, gdyż jeszcze kilka miesięcy temu wydawałoby się to niemożliwe. Prawica może tylko żałować, że ekscesy Jean-Marie le Pena nie doprowadziły do tego wyjaśnienia trzydzieści lat wcześniej, co niewątpliwie oszczędziłoby Francji wielu tragedii.

Nathaniel Garstecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 lipca 2024