Malarstwo jako pole bitwy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Zdaniem kuratorki Natalii Sielewicz Maria Jarema i Julie Mehretu to silne postaci kobiece, które traktują malarstwo jako pole bitwy. 20 marca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie otwierają się dwie monumentalne wystawy – „Maria Jarema. Pęknięty modernizm” i „Kairos / Wariacje duchologiczne”.

„Jej prace często są opisywane jako wielowarstwowe”

.Dnia 20 marca warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej otworzy monumentalne wystawy dwóch artystek czerpiących z nurtu abstrakcji – nowoczesnej ikony sztuki awangardowej Marii Jaremy i współczesnej malarki Julie Mehretu. Tego samego dnia zaprezentowana zostanie także wielkoskalowa malarska instalacja „Rdzeń” Minh Lan Tran w przestrzeni muzealnej klatki schodowej. Wszystkie wyrażają zaangażowaną postawę wobec świata naznaczonego przemocą i nieustanną zmianą.

Kuratorka Natalia Sielewicz podkreśliła, że Maria Jarema i Julie Mehretu to „dwie silne postaci kobiece, które, każda z osobna, z własną wrażliwością traktują malarstwo jako pole bitwy”. – To słowa Marii Jaremy, pod którymi, jak sądzę, podpisałaby się Mehretu – dodała. Obie artystki doświadczyły wojen i kryzysu oraz polemizują z dziedzictwem abstrakcji, którą na swój sposób ucieleśniają i poddają eksperymentom.

– Jarema, choć nigdy nie porzuciła ech figuracji, uważała, że sztuka to maszyna szyfrująca rzeczywistość, Mehretu – mówi o abstrakcji jako strategii oporu przeciwko spłaszczaniu, odrzuceniu opisu, języka, ograniczeniom, szufladkowaniu – powiedziała Sielewicz.

Wystawy „Maria Jarema. Pęknięty modernizm” i „Kairos / Wariacje duchologiczne” pozostają w otwartym dialogu. To dwugłos, który bada napięcia między tym, co widzialne i osadzone w rzeczywistości społeczno-politycznej, a tym, co trudno nazwać i dotyczy ludzkich, egzystencjalnych przeżyć.

Nazywana kobietą-awangardą Maria Jarema była współzałożycielką awangardowej Grupy Krakowskiej, której członkowie inspirowali się m.in. ekspresjonizmem, kubizmem i surrealizmem. Jako scenografka i kostiumografka współpracowała z Teatrem Cricot, jednym z najważniejszych ośrodków polskiej awangardy. Przyjaźniła się i współpracowała z Tadeuszem Kantorem w Cricot 2. Studiowała rzeźbę w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w pracowni Xawerego Dunikowskiego. Powtarzała, że sztuki nie można planować, ważny jest eksperyment i nie bała się o tym mówić głośno.

Wyróżniała się niepokornym charakterem, eksperymentowała artystycznie. Bezkompromisowość w jej twórczości ujawniała się w przekształceniu języka modernizmu zgodnie z jej osobnym poczuciem wolności i niezależności. Maria Jarema była artystką awangardową tworzącą abstrakcję organiczną, dynamiczną – jej prace często wywodziły się z obserwacji ruchu i ludzkiej postaci. Znana jest z prac tworzonych metodą monotypii – techniką graficzną z pogranicza malarstwa i rysunku, pozwalającą na uzyskanie tylko jednej, niepowtarzalnej odbitki. Jej twórczość wymyka się łatwym definicjom, polemizowała z międzynarodowym nurtem modernizmu.

„Maria Jarema. Pęknięty modernizm” to nie typowa, chronologiczna monografia. Znajdują się na niej prace z każdego etapu jej twórczości – rzeźby zarówno z lat 30., jak i powojenne, rysunki, akwarele, gwasze oraz słynne dzieła wykonane techniką monotypii. Można oglądać zarówno jej pierwsze próby z monotypią, które rozpoczęły się w 1949 roku, głównie z farbą drukarską, jak i te późniejsze, do których stopniowo wprowadzała kolor, używając tempery, np. „Wyrazy”, „Godziny”.

Wystawa została zaaranżowana według rosnącej skali: od jednostki, przez parę i rodzinę, po zbiorowość. – Taka logika pozwala przyjrzeć się, jak Jarema myślała o podmiocie, egzystencjalnej i cielesnej kondycji człowieka. Można też zobaczyć, że sama artystka była rozdarta, „pęknięta” między tym, co lokalne a dużymi ambicjami międzynarodowymi oraz zaangażowaniem lewicowym przed wojną a frustracją związaną z wprowadzeniem socrealizmu i zawiedzionymi nadziejami związanymi z komunizmem – powiedzieli jej kuratorzy Éric de Chassey i Natalia Sielewicz.

Julie Mehretu jest etiopsko-amerykańską artystką. Tworzy wielkoformatowe, wielowarstwowe abstrakcje odwołujące się do kartografii, poezji i literatury, historii sztuki i muzyki, obrazów medialnych, a także konkretnych wydarzeń polityczno-społecznych. Od ponad dwóch dekad jej wielowątkowa twórczość należy do najważniejszych punktów odniesienia we współczesnym malarstwie abstrakcyjnym.

Punktem wyjścia do jej najnowszych abstrakcyjnych kompozycji są konkretne wydarzenia, np. pandemia COVID-19, szturm na Kapitol po przegranych wyborach prezydenckich w USA przez Donalda Trumpa w 2021 roku i pożar Muzeum Narodowego Brazylii w Rio de Janeiro w 2018 roku, w którym spłonęło 20 mln obiektów. Powracającymi tematami w jej twórczości są kapitalizm, globalizm, migracje i przesiedlenia.

Jej prace często są opisywane jako wielowarstwowe. Można to wytłumaczyć na przykładzie obrazu „Trifle with Constant”. Pierwsza warstwa skonstruowana jest za pomocą plam namalowanych akwarelą na papierze. Na to nałożona jest druga zrobiona z technicznej folii Mylar, na której tuszem narysowane są linie. Razem tworzą całość z dwóch przeciwstawnych materiałów – organicznego papieru i syntetycznej folii.

Zdarza jej się nawiązywać do architektury. W „Black City” za pomocą rzutnika przeniosła tuszem i ołówkiem na płótno m.in. architektoniczny plan Nowego Jorku. Na tę plątaninę linii, rzutów i przekrojów ekspresyjnym ruchem pędzla naniosła swoją „malarską odpowiedź”.

Wystawę „Maria Jarema. Pęknięty modernizm” można oglądać do 28 czerwca, a „Kairos / Wariacje duchologiczne” i pracę „Rdzeń” od 20 marca do 30 sierpnia

.Punkt zaczepienia w rzeczywistości zmieniał się podczas jej twórczej drogi. Skupiała się na planach architektonicznych, po czym przyjęła inną perspektywę patrzenia na miasto – z poziomu ulicy. Potem zainteresowała się śladami obecności ludzkiej ekspresji na ścianach – od prehistorycznych malunków po dzisiejsze graffiti. Następnie zwróciła się w stronę zdjęć dokumentujących bieżące wydarzenia. Zaczęła przekształcać je cyfrowo, ale robi to inaczej niż fotograf, któremu zależy, aby zdjęcie było ostre i wyraźne. Mehretu obraz rozmazuje, zaciera kontury, a następnie na nich maluje. Przykładem takiej pracy jest „SUN SHIP (J.C.)”, której tytuł nawiązuje do kompozycji Johna Coltrane’a z 1965 roku.

Jak powiedział kurator Szymon Żydek jej wczesne obrazy „odzwierciedlają charakterystyczny dla przełomu wieków optymizm, związany z rozwojem sieci informacyjnych, połączeń i globalizacji, natomiast jej najnowsze prace konfrontują nas z konsekwencjami napięć, wojen i konfliktów, które są efektem rozpadu tamtej obietnicy”. Kuratorka podkreśliła, że Mehretu stała się symbolem, zaistniała w nurcie, związanym z silną męską reprezentacją osadzoną w kontekście powojennej, amerykańskiej sztuki abstrakcji.

Urodzona w Hongkongu Minh Lan Tran przygotowała dla MSN 19-metrową malarską instalację „Rdzeń”. Używając ciała, malowała nim na gęstym, półprzezroczystym lateksie głównie naturalnymi pigmentami, a także kredą, węglem i szelakiem, naturalną żywicą pozyskiwaną z wydzielin owadów (czerwców). Odwołuje się do historii kolonialnej Wietnamu, gdzie znajdują się plantacje kauczuku, z którego pozyskuje się lateks. Żywica wydobywana poprzez nacięcie kory drzewa jest metaforą rany, ekstrakcji.

Jak tłumaczyła Natalia Sielewicz, Minh Lan Tran w swojej praktyce porusza temat momentów przejściowych, granicznych między materią a tym co ulotne, śmiercią a życiem. – Jej sztuka, podobnie jak Jaremy i Mehretu jest pełna pęknięć, rozdarć, znaków i rys, które artystka tworzy na tym delikatnym materiale – uzupełniła. Dodatkowym wymiarem pracy jest światło wpadające przez świetlik w dachu. Wprowadza inną dynamikę odbioru pracy.

Wystawę „Maria Jarema. Pęknięty modernizm” można oglądać od 20 marca do 28 czerwca, a „Kairos / Wariacje duchologiczne” i pracę „Rdzeń” od 20 marca do 30 sierpnia w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Kuratorami wystawy „Maria Jarema. Pęknięty modernizm” są Natalia Sielewicz i Éric de Chassey, a „Kairos / Wariacje duchologiczne” Szymon Żydek na podstawie koncepcji kuratorskiej Susanne Gaensheimer i Sebastiana Petera (Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen, Düsseldorf).

Dwie wystawy. Malarstwo kobiet

.Lubelska wystawa przemówiła z wielką siłą i zachwyciła, a ta warszawska zainteresuje i poruszy przede wszystkim feministyczne aktywistki – pisze prof. Piotr CZAUDERNA.

Miałem okazję obejrzeć dwie polskie wystawy poświęcone malarstwu kobiet (można tu dostrzec trawestację tytułu słynnego opus magnum Waldemara Łysiaka), zeszłoroczną, „»Co babie do pędzla?!« Artystki polskie 1850–1950” na Zamku Lubelskim, i tegoroczną, „Kwestia kobieca 1550–2025” w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Co je łączy oprócz tego, że obejmują dzieła stworzone przez kobiety? Pojęcie malarstwa kobiecego wprowadziła amerykańska krytyk sztuki Linda Nochlin, wskazując po raz pierwszy na historyczne i kulturowe uwarunkowania męskiej dominacji w historii sztuki. Jednak istotnie odróżniało ją od dzisiejszego, silnie zideologizowanego pokolenia kuratorek i kobiet zajmujących się krytyką sztuki to, że nie zalecała tworzenia alternatywnej historii sztuki czy też nowego kanonu jej twórców. To jej zawdzięczamy pierwszą ważną wystawę poświęconą kobietom w sztuce, zatytułowaną „Women Artists: 1550–1950”. Odbyła się ona w USA w roku 1976, natomiast w naszym kraju pierwsza wystawa poświęcona temu tematowi miała miejsce w roku 1991 w Muzeum Narodowym w Warszawie.

WLublinie wystawiono ponad 500 prac 133 polskich artystek wybranych przez Bożenę Kasperowicz. W Warszawie z kolei pokazano ok. 200 prac z Polski i zagranicy, w tym malarek tak słynnych jak renesansowa Sofonisba Anguissola (1522–1625) czy współczesna Caravaggiowi Artemisia Gentileschi (1593–1654), której życiorys był niezwykle burzliwy.

Zwiedzający mogą obejrzeć także autoportret innej słynnej malarki, Angeliki Kauffmann (1741–1807), nazywanej „kobiecym Rafaelem sztuki” oraz autoportret pędzla Élisabeth Vigée Le Brun (1755–1842).

Obie te malarki mają pewne polskie związki. W kolekcji obrazów Stanisława Augusta znalazły się dwa dzieła Angeliki Kauffmann: Portret księżnej Giuliany Pubblicola Santacroce oraz Wergiliusz czytający „Eneidę” Oktawianowi Augustowi w obecności Oktawii.

Ten ostatni obraz Stanisław August zamówił u malarki za pośrednictwem swojego rzymskiego agenta, Tommasa Anticiego. Po śmierci Stanisława Augusta zabrał go z Łazienek książę Józef i umieścił w swoich apartamentach w Pałacu pod Blachą. W 1816 r. obraz został skradziony i tajemniczo wszedł do zbiorów Ermitażu w roku 1902 – jak podano, trafił tam wprost z Łazienek Królewskich. Natomiast Élisabeth Vigée Le Brun namalowała dwa ostatnie portrety króla Stanisława Augusta Poniatowskiego: Portret Stanisława Augusta Poniatowskiego w stroju à la Henryk IV (należący do zbiorów kijowskiego Narodowego Muzeum Sztuki im. Bohdana i Warwary Chanenków, a obecnie w związku z wojną na Ukrainie prezentowany w Polsce) oraz Portret Stanisława Augusta w płaszczu gronostajowym, który znajduje się w Wersalu.

Co ciekawe, ten ostatni portret artystka namalowała dla siebie i aż do jej śmierci był on częścią jej własnych zbiorów. Król Stanisław August bardzo chciał mieć w swojej warszawskiej kolekcji jej obrazy, jednak artystka zażądała od niego zbyt dużej kwoty. Kiedy obydwoje znaleźli się na carskim dworze w Petersburgu – Elisabeth jako portrecistka nieszczęsnej królowej Marii Antoniny musiała uciekać z Francji po wybuchu rewolucji – zawiązała się między nimi przyjaźń. Może dlatego artystka namalowała portret króla (ten w gronostajach) całkowicie za darmo, a miało to miejsce rok przed jego śmiercią.

Z pewnością najsłynniejszą obecnie nestorką polskiego malarstwa kobiecego jest Olga Boznańska (1865–1940). Jej twórczość jest dziś szeroko znana i ceniona. Spopularyzowało ją wiele książek i wystaw monograficznych. Nawet teraz w placówkach muzeów narodowych w Warszawie oraz w Gdańsku trwają poświęcone jej wystawy. I to właśnie zadedykowane jej słowa stały się mottem lubelskiej wystawy i jednocześnie jej tytułem. Wygłosił je profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a jednocześnie młodopolski artysta malarz, Kazimierz Sichulski (1879–1942), który oceniając twórczość artystki, stwierdził: „Nie cierpię malujących bab! Dłubie, nudzi, jakby pończochę robiła. Co babie do pędzla?!”, choć talentu artystce nie odmawiał i twierdził, że znakomicie potrafi rysować, zna swoje rzemiosło i „wszystko wypatrzy to babsko”.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-czauderna-dwie-wystawy-malarstwo-kobiet/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 marca 2026