Prof. Piotr CZAUDERNA: „Groch z kapustą, czyli cicer cum caule” – rzecz o współczesnych muzeach i sztuce

„Groch z kapustą, czyli cicer cum caule” – rzecz o współczesnych muzeach i sztuce

Photo of Prof. Piotr CZAUDERNA

Prof. Piotr CZAUDERNA

Doradca Prezydenta RP Karola Nawrockiego ds. zdrowia publicznego. Lekarz, chirurg dziecięcy, profesor nauk medycznych, w 2019 r. prezes Agencji Badań Medycznych. Członek Narodowej Rady Rozwoju.

ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Z pewnością samo muzeum Depot poprzez swoje nawiązanie do wieży Babel jest nieświadomą i raczej niezamierzoną alegorią sztuki współczesnej, z której znikły idee Piękna i Dobra oraz odwzorowania Prawdy, a nawet poczucie Sensu – pisze prof. Piotr CZAUDERNA

„Krytyk jest jak samochód: im gorszy, tym więcej robi szumu”.

Julian Tuwim

.W latach 1949–1953 polski poeta Julian Tuwim publikował w kolejnych numerach miesięcznika „Problemy” zebrane przez siebie bardzo różne ciekawostki i anegdoty pod tytułem Cicer cum caule, czyli groch z kapustą: panopticum i archiwum kultury, które następnie w formie książkowej wydała oficyna Czytelnik. Zebrane anegdoty, opowiastki i żarciki są tak różnej proweniencji, że łączy je chyba tylko osoba autora i jego poczucie humoru oraz zaciekawienie światem.

Zbiór ten i przyświecająca mu naczelna idea przypomniały mi się, gdy niedawno odwiedziłem nowy budynek muzealny w Museumpark w Rotterdamie, tzw. Depot Muzeum Boijmans Van Beuningen, czyli zgodnie z nazwą – rodzaj muzealnego magazynu albo raczej składnicy. Jak chwali się ta instytucja muzealna na swej stronie internetowej, Depot Boijmans van Beuningen jest pierwszym na świecie dostępnym publicznie magazynem sztuki.

Depot znajduje się obok głównego budynku muzeum, które od wielu lat jest w gruntownym remoncie, mającym się zakończyć dopiero w roku 2026. W budynku Depot można zobaczyć efekt zbierania dzieł sztuki przez ponad 170 lat, samo muzeum bowiem powstało w roku 1849. Zebrano w nim łącznie ponad 151 000 eksponatów, ułożonych w czternastu tzw. przedziałach pamięci, z pięcioma różnymi strefami klimatycznymi, co ma na celu zapewnienie optymalnych warunków przechowywania dzieł sztuki.

.Kolekcja zawiera zarówno wybitne dzieła dawnych mistrzów, jak i obiekty całkiem współczesne, od Jana van Eycka, poprzez Fra Angelico, Hieronima Boscha, Pietera Bruegla, Rembrandta van Rijn, Pietera Paulusa Rubensa, Antoniego Van Dycka, Tycjana, do Eugène’a Delacroix. Są tam także dzieła wybitnych impresjonistów (Monet, Cézanne, Pissarro, Renoir i Degas czy van Gogh) oraz ekspresjonistów (Kandinsky, Jawlensky, Kokoschka, Van Dongen, Munch i Beckmann), a także surrealistów (Dalí, Magritte i Ernst). Jest wreszcie sztuka całkowicie współczesna, pochodząca z XX i XXI wieku.

Obok obiektów sztuki można również obserwować wszystkie działania, które wchodzą w skład renowacji, konserwacji i zarządzania kolekcją. Na pewno zaskakują bogactwo i różnorodność zbiorów, zwłaszcza to ostatnie – różnorodność. Co ciekawe i nie do końca typowe dla wielkich muzeów, jest to zasługa ok. 1700 prywatnych kolekcjonerów, którzy podarowali muzeum nie mniej niż 50 000 obiektów, począwszy od momentu jego powstania. Zresztą sama nazwa muzeum pochodzi od nazwisk dwóch wybitnych kolekcjonerów: Fransa Boijmansa i Daniela George’a van Beuningena.

Wprawdzie w materiałach dla zwiedzających zastrzeżono, że Depot nie jest muzeum, jednak moim zdaniem nie jest to do końca prawda. Budynek jest nawet reklamowany jako pierwszy zakład magazynowania sztuki na świecie, który oferuje publiczności dostęp do pełnej kolekcji muzeum.

Można po nim wędrować samodzielnie lub z przewodnikiem, co pozwala zajrzeć za kulisy i podejrzeć proces konserwacji zabytków. Depot pełni więc niewątpliwie funkcję swego rodzaju muzeum i jako takie jest odwiedzane przez publiczność. W pewien sposób doskonale egzemplifikuje ono współczesne trendy pojmowania i wystawiania sztuki. W 45-sekundowym internetowym spocie reklamującym wizytę w Depot możemy usłyszeć następujące hasła: „Wszystko może się zdarzyć”, „Wszystko jest możliwe i prawdopodobne”, „Czas i przestrzeń nie istnieją”, „Rzeczywistość jest tylko kruchą ramą”, „Wyobraźnia wiruje, tkając nowe patenty” (Anything can happen. Everything is possible and probable. Time and space do not exist. Only a flimsy framework of reality. The imagination spins weaving new patents).

.Sam budynek Depot, muszę przyznać, jest imponujący architektonicznie. Otwarto go uroczyście w roku 2021, a autorem projektu był holenderski architekt i wykładowca akademicki Winy Maas. Nazwał on swoją budowlę „demokratycznym archiwum”. Przypomina ona nieco gigantyczną filiżankę czy też miseczkę pokrytą lustrzaną powłoką, zaprojektowaną tak, aby odbijała panoramę Rotterdamu.

Na dachu budynku Depot, a więc na wysokości 35 metrów, znajdują się restauracja i ogród, w którym rośnie aż 75 wielopniowych kilkumetrowych drzew, sosen i brzóz, są też liczne trawy. Służą one zresztą utrzymaniu wody w budynku i jego chłodzeniu. Ponieważ restauracja ma także zwierciadlane ściany, las wygląda na większy, niż jest w rzeczywistości. Widok na Rotterdam z dachu budynku naprawdę robi wrażenie.

Budynek jest lekko uniesiony względem gruntu, co jest ledwo widoczne, gdyż stoi on na betonowych palach, ale pozwala to na przepływ pod nim wody. Na elewację składa się blisko 7 tysięcy metrów kwadratowych szkła podzielonego na 1664 lustrzane panele, dzięki czemu odbija się w nich całe otoczenie: od przechodzących ludzi i zieleni Museumparku po otaczające budynki i przesuwające się po niebie chmury. Zgodnie z zamierzeniem architekta dzięki temu efektowi zwierciadła budynek jest w pełni zintegrowany ze swoim otoczeniem, pomimo niemałej powierzchni 15 000 m kw.

Winy Maas nazywa swoje dzieło przykładem tzw. greenifikacji Rotterdamu, miasta, które niesłychanie rozwinęło się w wiekach XIX i XX, a potem zostało kompletnie zniszczone wskutek nalotu bombowego Luftwaffe w roku 1940, co spowodowało błyskawiczną kapitulację Holandii przed Hitlerem. Dodatkowo budynek Depot i jego otoczenie ożywia wieczorem psychodeliczna projekcja stworzona przez gwiazdę instalacji wideo, Pipilotti Rist.

Do Depot wchodzi się przez podwójne przesuwne drzwi, które celowo otwierają się z opóźnieniem, gdyż według zamysłu architekta ma to wchodzącemu dać czas na refleksję i namysł nad tym, że przekracza bramy świątyni sztuki. Wewnątrz Depot wzrok przyciąga wąskie pionowe atrium z krzyżującymi się zygzakowato schodami i zwieszającymi się nad widzem szklanymi podestami oraz piętnastoma olbrzymimi gablotami, w których prezentowane są prace wybrane przez kuratorów muzeum. Winy Maas nazywa to atrium pionową aleją. Stamtąd można dostać się do sal wystawowych oraz pracowni konserwacji sztuki, które dla architekta są jakby uliczkami.

.Wnętrze Depot ze swoim głębokim jak studnia atrium, pełnym wiszących gablot, schodów i wind, zdaniem niektórych przypomina trochę mroczne labirynty z więziennych fantazji architektonicznych XVIII-wiecznego włoskiego artysty Giovanniego Battisty Piranesiego, pochodzących z jego słynnego cyklu rycin Carceri d’invenzione („Więzienia wyobrażone”).

Architektura budynku naprawdę imponuje; nic więc dziwnego, że zyskał on sobie przydomek „symfonii sztuki i architektury”, jednak sposób pokazania kolekcji dzieł sztuki głęboko mnie zszokował, przypominając ów tytułowy „groch z kapustą”. Obiekty nie są bowiem przechowywane i eksponowane zgodnie z kierunkami artystycznymi lub epoką. Kluczem jest zupełnie co innego, czyli organizacja przestrzeni w pięciu różnych strefach klimatycznych, uporządkowanych według materiałów, z których wykonano dzieła sztuki od: metalu, przez plastik, po materiały organiczne i nieorganiczne, wreszcie fotografie.

Depot Muzeum Boijmans Van Beuningen poświęcono nawet film dokumentalny autorstwa Sonii Herman Dolz DEPOT – Reflecting Boijmans. Budynek stał się w pewien sposób ikoną Rotterdamu, a więc wypełnił rolę, której nie udało się osiągnąć w przypadku warszawskiego Muzeum Sztuki Współczesnej mimo ambitnych zamierzeń.

Warto zauważyć, że również remontowany obecnie, oryginalny budynek Boijmans Museum, pochodzący z lat 30. ubiegłego wieku, którego charakterystyczna wieża jest doskonale widoczna z dachu Depot, był wybitnym dziełem architektury tamtych czasów i znakomitym przykładem holenderskiej architektury modernistycznej, należącej do tzw. szkoły amsterdamskiej. Zaprojektował go architekt z Rotterdamu, Adrian van der Steur, a projektowanie muzeum poprzedził wcześniejszą ogólnoeuropejską podróżą badawczą.

Wcześniej muzeum prześladował jednak pech. W pożarze, który miał miejsce 15 lutego 1864 r., utracono znaczną część kolekcji, w tym ponad połowę ówcześnie zebranych obrazów i jedną czwartą rysunków. Akcję ratunkową utrudnił fakt, że woda w pobliskim kanale zamarzła, a na domiar złego nie udało się znaleźć klucza do pomieszczenia, w którym przechowywano dzieła sztuki (sic!). Ubezpieczenie kolekcji pozwoliło jednak na nowe zakupy. Kolekcja była później systematycznie powiększana dzięki darowiznom. Jednak pech dalej prześladował muzeum, np. w roku 1869 odrzucono możliwość zakupu dziedzictwa po znanym kolekcjonerze sztuki z Rotterdamu, Dirku Vis Blokhuyzenie, które obejmowało między innymi słynny obraz Johannesa Vermeera Koronczarka.

Moim zdaniem mimo ambitnych zamierzeń i wspaniałego budynku pech prześladuje muzeum i dziś. Dowodzi tego nie tylko przedłużający się remont, ale i sposób prezentacji dzieł w budynku Depot, który jest w pewnym sensie emblematyczny dla tego, co dzieje się ze współczesną sztuką.

.Celem powstania budynku Depot była podobno całkowita dostępność muzealnej kolekcji i dlatego umieszczono ją w mobilnym systemie magazynowym, a obrazy są zawieszone na przesuwnych kratach, pozwalających na ich eksponowane w przedziwnych kombinacjach, często pozbawionych logiki, przez co agresywnie atakują one widza.

W centralnym szybie muzealnego atrium umieszczono hiperrealistyczną rzeźbę mężczyzny wyglądającego przez dziurę w podłodze, zatytułowaną Manhole, stworzoną przez współczesnego artystę Maurizia Cattelana, pamiętanego w Polsce jako twórca kontrowersyjnej rzeźby przedstawiającej meteoryt przygniatający Jana Pawła II.

Jak już pisałem, kolekcja muzealna Depot obejmuje niemal wszystko, od Boscha i van Eycka po Basquiata i Rothko, a nawet dzisiejszych artystów. Obok siebie wiszą dzieła nie tylko w dwóch wymiarach. Przeplatają się swobodnie, co według kuratorów ma wywołać poczucie artystycznej nieskończoności – podobnie jak idea biblioteki w książkach Jorgego Luisa Borgesa czy wieża Babel na rotterdamskim obrazie Pietera Bruegela Starszego. Mnie jednak pozostało dojmujące i męczące poczucie wielkiego chaosu, owego tytułowego „grochu z kapustą”, w którym wszystko zrównano ze wszystkim, uznając je za jednakowo ważne.

W kolekcji znalazł się na przykład tradycyjny telefon ze słuchawką w kształcie homara, a dzieło współczesnego tureckiego artysty, czyli rower pokryty piórami, zostało umieszczone w tej samej gablocie co średniowieczne rzeźby Matki Boskiej i świętych. Z kolei wspaniały obraz Guercina Dawid z głową Goliata umieszczony został tuż obok współczesnej wielowymiarowej instalacji wideo przedstawiającej jakiegoś kolorowego stworka na modłę dinozaura; cudowny portret syna Tytusa, dzieło Rembrandta, znalazł się niemal obok bazgroła Królowie Egiptu autorstwa Basquiata, a wspaniale namalowane płótna zrównano z ich rewersami – podobraziami – zwłaszcza że opisy obrazów znalazły się z ich tyłu. Dokonano tego poprzez umieszczenie obrazów w pleksiglasowych, obustronnie przeziernych ściankach, zamiast tradycyjnie powiesić je na ścianach. Jest to zresztą kolejne artystyczne „dokonanie”, którym szczyci się rotterdamskie muzeum.

.Przypomniało mi to zeszłoroczną wystawę w Muzeum del Prado w Madrycie, którą zatytułowano Reversos. Jak napisał jej kurator, chodziło o podjęcie podróży, która wykracza poza powierzchnię arcydzieł sztuki, aby umożliwić kontemplację fascynującej rzeczywistości, czyli ukrytej strony dzieła sztuki, jego odwrotnej strony, a więc tytułowego Reversos.

Hm, czy naprawdę o to chodzi, by zrównać ze sobą awers i rewers dzieła sztuki? Również i tam zaprezentowano dzieła w sposób pozbawiony jakiejkolwiek hierarchii lub chronologicznego uporządkowania, przy czym potraktowano w taki sam sposób obrazy dawnych mistrzów, np. słynne Las Meninas Velázqueza, portret Kosmy Medyceusza Bronzina czy Studio artysty Rembrandta, jak dokonania współczesnych artystów, np. trzy książki-pudełka z cyklu Biblioteka Lasu Miguela Ángela Blanco, kuratora wystawy.

Co ciekawe, gdy niedawno Museo del Prado zdjęło ze ściany wielki obraz Przemienienie Pańskie pędzla Giovanniego Francesca Penniego, pozwolono Miguelowi Ángelowi Blanco zebrać część kurzu nagromadzonego na jego odwrocie, którego użył on następnie do wykonania właśnie tych trzech książek-pudełek do swojej Biblioteki Lasu.

Aby przygotować wystawę, Muzeum Prado nie tylko przeprowadziło ponowną ocenę tylnych stron dzieł w swoich zbiorach, ale i zlokalizowało odpowiednie przykłady z niektórych wiodących muzeów świata, które pokazują zdaniem kuratora, jak docenianie dzieł sztuki może być wzbogacone, gdy ich kontemplacja nie ogranicza się do ich przedniej strony.

Jak napisano w katalogu wystawy, łatwo jest sprowadzić doświadczenie „patrzenia w twarz” obrazu do kwestii frontów: dzieła i widza. Patrzenie na obraz oznacza umiejscowienie się przed nim naszą „stroną przednią”, gdzie znajdują się nasze oczy. Jednak od jakiegoś czasu doświadczenie sztuki jest rozumiane jako coś bardziej fizycznego; uczestniczy w nim całe nasze ciało we wszystkich wymiarach.

Hm… Zdaniem kuratora madryckiej wystawy, który sam jest artystą, odwrócenie dzieł sztuki miało zachęcić zwiedzających do nawiązania nowej i pełniejszej relacji z artystami. Liczy się bowiem sam proces twórczy, którego ślady mogły pozostać na tylnej stronie obrazu, na przykład w formie rysunków, wzorów geometrycznych lub ekspresyjnych kaprysów.

.Sposób pokazania kolekcji w rotterdamskim Depot przypomniał mi trochę, w alegoryczny sposób, obraz Wieża Babel autorstwa Pietera Bruegela, który przecież jest tam eksponowany. Pieter Bruegel malował w swoim życiu motyw wieży Babel kilkakrotnie.

Najsłynniejsze są dwie wersje obrazu, datowane na 1563 rok i namalowane w Antwerpii. Pierwsza znajduje się obecnie w Muzeum Sztuk Pięknych w Wiedniu, a druga, zwana też Małą wieżą Babel z racji mniejszych rozmiarów obrazu, właśnie w Rotterdamie. Obie wersje obrazu nieco się różnią także w sensie malarskim, choć na obu szczyt wieży wznosi się ponad chmury. Niektórzy uważają nawet, że bardziej ponura kolorystycznie wersja rotterdamska namalowana została później, a potem malarz ją antydatował.

W wersji wiedeńskiej wyraźna jest aluzja do pychy człowieka poprzez umieszczenie w kompozycji epizodu z królem Nemrodem wizytującym budowę, przed którym robotnicy padają na twarz. Odpowiada to biblijnej interpretacji opowieści o wieży Babel jako wyrazie nieograniczonych ludzkich ambicji i chęci okazania własnej wszechmocy, które nie potrzebują ani Boskiego błogosławieństwa, ani w ogóle odniesienia do Boga.

Czy nam to czegoś aby nie przypomina? Jak napisał Cyprian Kamil Norwid: „Nowa epoka nie chce zeszłego natchnienia”. Dziś te słowa są bardziej aktualne niż kiedykolwiek.

.We wznoszącym się ku górze budynku Depot odbijają się rotterdamskie chmury, między którymi widać też portowe dźwigi, trochę tak jak na obrazie Bruegela, gdzie także widać dźwigi, kołowroty i żurawie służące budowie wieży Babel. Z pewnością samo Depot poprzez swoje nawiązanie do wieży Babel jest nieświadomą i raczej niezamierzoną alegorią sztuki współczesnej, z której znikły idee Piękna i Dobra oraz odwzorowania Prawdy, a nawet poczucie Sensu.

Jak powiedział niegdyś Pablo Picasso, który przecież swoją twórczością przyczynił się do przewrócenia sztuki do góry nogami: „Nikt nie może wyjaśnić moich obrazów. Ja sam nie mogę ich wyjaśnić. Wydobywanie »sensu« z kubistycznego obrazu jest całkowicie niesłuszne”. I taka jest właśnie ekspozycja muzealna w Depot Muzeum Boijmans van Beuningen w Rotterdamie.

Piotr Czauderna

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 lutego 2025