Wybory w Niemczech. Friedrich Merz i AfD największymi wygranymi

Chadeckie CDU kanclerza Friedricha Merza wygrało wybory w kraju związkowym Nadrenia-Palatynat, uzyskując 30,5 proc. głosów – wynika z badania exit poll nadawcy ARD. Drugie w badaniu jest socjaldemokratyczne SPD z 27 proc., a trzecia Alternatywa dla Niemiec (AfD) z 20 proc.
To już drugi poważny cios dla SPD w tym roku
.Zgodnie z prognozami w parlamencie Nadrenii-Palatynatu w Moguncji znajdą się także Zieloni (7,5 proc.). Na mandaty nie może liczyć natomiast Lewica (4,5 proc.) oraz liberalne FDP (2,1 proc.), które nie przekroczyły progu.
27 proc. dla SPD w Nadrenii-Palatynacie to najgorszy wynik tej partii w tym landzie w historii. Poprzedni najniższy rezultat miał miejsce w 1955 roku, gdy ugrupowanie to uzyskało 31,7 proc. głosów. Po niezadawalającym wyniku socjaldemokratów w wyborach w Badenii-Wirtembergii na początku marca (5,5 proc.) to już drugi poważny cios dla SPD w tym roku. SPD rządzi w Nadrenii-Palatynacie od 1991 roku.
Pokonanie socjaldemokratów to dla CDU natomiast spory sukces po rozczarowującej dla chadeków porażce w wyborach w Badenii-Wirtembergii z Zielonymi na początku marca. Dzięki wygranej nowym premierem landu zostanie prawdopodobnie 50-letni główny kandydat CDU Gordon Schnieder.
Co udowodniły wybory w kraju związkowym Nadrenia-Palatynat?
.W porównaniu z poprzednimi wyborami w Nadrenii-Palatynacie w 2021 roku największe zyski uzyskała AfD. Cztery lata temu partia ta otrzymała tu 8,3 proc. głosów, teraz zgodnie z prognozą 20 proc. Byłby to najlepszy rezultat tego ugrupowania w wyborach do parlamentu krajowego na zachodzie kraju.
AfD nie ma jednak szans na wejście do koalicji rządzącej w Nadrenii-Palatynacie. Współpracę przed wyborami wykluczyły pozostałe ugrupowania.
W liczącej nieco ponad 4 mln mieszkańców Nadrenii-Palatynacie kampania dotyczyła głównie problemów gospodarczych oraz edukacji. Były to drugie z pięciu zaplanowanych na 2026 rok w Niemczech wyborów na poziomie kraju związkowego. Kolejne odbędą się we wrześniu w Saksonii-Anhalt, Berlinie oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim.
Niebezpieczne flirty z Chinami
.Niemcy i Francuzi pielgrzymują do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja? – pisze Jan ŚLIWA
Europa się rozczarowała Ameryką. Dokładnie mówiąc – stare jądro Unii Europejskiej. Głęboką przyczyną jest stara trauma – Niemcy zostały przez Amerykę dwukrotnie pokonane, co pokrzyżowało ich globalne plany. Francja została przez Amerykę dwukrotnie obroniona/wyzwolona, co dla „grande nation” było poniżające. Oba kraje mają za sobą wielkie ambicje, przy czym Francja je zrealizowała w postaci światowego imperium, a Niemcom się to nigdy nie udało, chyba żeby poczytać za sukces zniszczenie sporej części Europy w zaledwie 6 lat.
Kraje te mają też problem z asertywną Ameryką, która zachowuje się jak kowboj. Tak było za rządów George’a W. Busha i interwencji w Iraku, gdy jądro Unii dumnie powiedziało „nie”. Tak jest o wiele mocniej za prezydentury Donalda Trumpa, za pierwszej, która miała minąć jak zły sen, a zwłaszcza za drugiej, gdy ten koszmar jednak nastąpił.
Faktem jest, że Donald Trump ma specyficzną osobowość i styl, który wielu zraża. Ale oczekiwanie, że do władzy nad światowym hegemonem dojdą ludzie łagodni i pokornego serca, jest iluzoryczne. Owszem, tak bywa: Unia Europejska ma wielki talent w wysuwaniu na czoło osób zupełnie bezbarwnych, którzy latami wygłaszają szumne deklaracje i nic nie robią. Jak w operze – śpiewają „Uciekajmy!” i przez kwadrans stoją w miejscu. Ale czy to dobrze? Jak przechodzą do czynu (Mercosur, SAFE), zachowują się jak stado słoni w składzie porcelany. Podobnie iluzoryczne jest oczekiwanie, że stworzymy armię, która nas obroni przed brutalnym wrogiem, ale walczyć będą osoby żołnierskie 56+ płci, poszukujące strefy komfortu i przesycone ojkofobią. Ameryka i jej konserwatywni sojusznicy są tego przeciwieństwem, mają prawdziwą armię. Nie daje to gwarancji, ale jest o czym rozmawiać.
Jest niemiecką tradycją szukanie partnerów na wschodzie. Dawało to niegdyś wzmocnienie siły w konkurencji z mocarstwami zachodnimi: Anglią, Francją, a teraz Ameryką. Tak długo, jak w Moskwie rządzi Putin, otwarta współpraca z Rosją nie wchodzi w grę. Otwarta nie, dyskretna jak najbardziej. Rośnie również zmęczenie wojną na Ukrainie. Wielu uważa Zełenskiego za przeszkodę w zawarciu pokoju, tak jak Polska w XIX wieku zakłócała pokój w Europie. Karta rosyjska jest w rezerwie, może wejść do gry.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-niebezpieczne-flirty-z-chinami/
PAP/MB





