Przeciwstawiajcie się złu i bądźcie solidarni [Kard. Grzegorz RYŚ]

Kard. Ryś apelował w Wielki Piątek do wiernych w Kalwarii Zebrzydowskiej, by przeciwstawiali się złu, odkrywali w Jezusie człowieka, który został królem, oraz by byli solidarni z innymi, szczególnie gdy upadają. – Te postawy są miarą człowieczeństwa – mówił kard. Grzegorz Ryś.

Kard. Ryś apelował w Wielki Piątek do wiernych w Kalwarii Zebrzydowskiej, by przeciwstawiali się złu, odkrywali w Jezusie człowieka, który został królem, oraz by byli solidarni z innymi, szczególnie gdy upadają. – Te postawy są miarą człowieczeństwa – mówił kard. Grzegorz Ryś.

Wielki Piątek w kościele katolickim

.Metropolita krakowski kard. Ryś swoje słowo pasterskie skierował do dziesiątków tysięcy wiernych uczestniczących w misterium Męki Pańskiej na kalwaryjskich dróżkach. Kard. Ryś mówił o ewangelicznej scenie, gdy Jezus stanął przed Piłatem. Po ubiczowaniu Chrystusa rzymski namiestnik Judei postawił go przed tłumem i powiedział: „oto człowiek”! Jak zaznaczył duchowny, z tą sceną mierzyli się najwięksi myśliciele Kościoła.

– Mierzył się z tą sceną św. Augustyn. (…) Interpretował ją tak, jakby domyślał się, że Piłat chciał ocalić Jezusa. (…) Nie wiemy, czy Piłat tak myślał, ale Augustyn sądził, że musi być taki obraz zła, obraz cierpienia, upokorzenia, sponiewierania człowieka, który wreszcie zatrzyma naszą nienawiść – wskazał.

Kardynał pytał, czy współcześnie człowiek wyczuwa granice, które należy postawić złu?

– Niestety jest tak, że nas prawie nic nie zatrzymuje. Przesuwamy (…) granice zła, nienawiści, niechęci. (…) To, co dzisiaj w życiu publicznym uznaliśmy za normę (…), jeszcze 20 lat temu dla naszych rodziców (…) było kompletnie niewyobrażalne. (…) Zatrzymajcie się! Niech zamarznie wasza nienawiść! – apelował.

Metropolita przytoczył interpretację św. Tomasza z Akwinu.

– Mówił on, że Piłat wyprowadził Jezusa ukoronowanego cierniem, ubranego na drwinę w purpurę, z trzciną w ręce, bo chciał zadrwić z Żydów; chciał im (…) zademonstrować swoją władzę. (…) Jednocześnie (…), patrząc na tę scenę, mamy poczucie, że Piłat wobec Jezusa czuje się mały. (…) Chociaż tak brutalnie pokazuje swoją władzę i siłę, to jednak w spotkaniu z Jezusem odkrywa kompletnie inną wielkość – mówił. Wyjaśnił zarazem, że prawdziwa władza jest wtedy, gdy roztacza się nad sercem człowieka.

– Przemoc, siła, gwałt mogą człowieka na zewnątrz zniszczyć, nawet zabić, ale nie potrafią uzyskać władzy nad jego sercem. (…) Jeśli nie masz władzy nad czyimś sercem, nie masz nad nim żadnej władzy – podkreślił.

Hierarcha przywołał także nauki św. Jana Pawła II. W kontekście Piłatowych słów „Oto człowiek” pytał, co jest miarą człowieczeństwa.

– Papież odpowiadał: „Człowieka mierzy się solidarnością; relacją z innymi” – wskazał kard. Ryś. Dodał, że łatwo jest być przy drugim, gdy jest się człowiekiem sukcesu, świętym, ale też łatwo zapomnieć o solidarności, gdy ktoś jest grzesznikiem.

– Łatwo go zostawić, łatwo powiedzieć mu: to twoja sprawa – mówił duchowny.

Kardynał apelował – nawiązując do wcześniejszych słów – by wierni postawili granicę złu. By odkrywali w Jezusie człowieka, który został królem, i „wchodzili w jedyny model władzy; ten górujący nad sercami, który nigdy nie opiera się na przemocy, gwałcie i sile”. Prosił, by byli solidarni z człowiekiem wtedy, kiedy grzeszy i upada. – Nie zostawiajmy go samego. Nie mówmy: nie moja sprawa. Te trzy postawy są miarą naszego człowieczeństwa – podkreślił.

Piątkowa część misterium pasyjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej rozpoczęła się o świcie przed Domem Kajfasza. Dziesiątki tysięcy wiernych przypatrywało się inscenizacji męki Zbawiciela, przygotowanej przez bernardynów oraz świeckich. Dróżkami Męki Pańskiej przeszli do Ratusza Piłata, gdzie został odczytany „Dekret skazujący Jezusa na śmierć”, a kard. Ryś wygłosił słowo pasterskie.

Wierni w drodze krzyżowej przeszli na Wzgórze Ukrzyżowania, gdzie odprawiona została liturgia Wielkiego Piątku. Ciało Chrystusa w Eucharystii przeniesiono do Kaplicy Grobu na szczycie góry. Do niedzieli będzie trwała Jego adoracja. Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej ufundowała na początku XVII w. rodzina Zebrzydowskich. Jednocześnie powstały wokół niego Dróżki Męki Pańskiej przypominające miejsca święte w Jerozolimie.

Jan Paweł II w Łodzi. Tej wizyty nie mogło nie być

.Profetyczny rys miały słowa jakie Jan Paweł II zostawił w Łodzi. Papieska homilia z łódzkiego lotniska, krótki adres do świata nauki i kultury w katedrze, wreszcie przemówienie w hali fabrycznej do włókniarek o „geniuszu kobiety” były drogowskazem na czas obecny. Ich moce nie wyczerpały się wraz z upływem czasu – pisze abp Władysław ZIÓŁEK na łamach „Wszystko co Najważniejsze”

Wizyta papieża Jana Pawła II była wielkim wydarzeniem nie tylko dla Kościoła w Łodzi, ale też dla całego miasta i regionu. 13 czerwca 1987 roku Ojciec Święty odprawił Mszę świętą na lotnisku, udzielił I Komunii Świętej, spotkał się z z przedstawicielami nauki i kultury w katedrze i włókniarkami w zakładach „Uniontex”. Ta pielgrzymka była dla nas wielką inspiracją do pracy duszpasterskiej na kolejne lata.

O wizytę Ojca Świętego w Łodzi w 1987 roku w Łodzi trzeba było bardzo zabiegać. Myśl o zaproszeniu papieża-Polaka do drugiego co do wielkości miasta w Polsce, pojawiła się już po pierwszej, a tym bardziej po drugiej wizycie Jana Pawła II w Polsce. W połowie lat 80. w naszym łódzkim środowisku było wielkie oczekiwanie, żeby papież, gdyby jeszcze raz przyjechał do Polski, bo przecież nikt wówczas nie wiedział, że będą i kolejne pielgrzymki, odwiedził Łódź.

Gdy zatem było już wiadomo, że Ojciec Święty odwiedzi ojczyznę, podjąłem starania, aby Łódź została włączona na trasę papieskiej pielgrzymki. Ale Łodzi na tym szlaku nie było. Oczywiście rozumiałem tę sytuację – wielu biskupów zabiegało o obecność papieża w swojej diecezji, to jest zupełnie zrozumiałe. Byłem wtedy biskupem młodym stażem, dopiero zaczynałem swoją posługę. Dlatego inni biskupi podkreślali, że biskup Ziółek może jeszcze poczekać. Rozumiałem to, ale jednocześnie przecież nie chodziło o mnie, ale chodziło o Łódź, o nasze środowisko – robotnicze i akademickie, o te wszystkie problemy, które oczekiwały na umocnienie słowem i błogosławieństwem Ojca Świętego. Nie chodziło przecież, żeby papież był u mnie i dla mnie, ale u nas i dla naszej wspólnoty.

Postanowiłem zatem podjąć działania, trochę poza oficjalnym komitetem kościelnym, kierując prośbę do naszego przyjaciela, który pracował wtedy w Sekretariacie Stanu, do ks. prałata Janusza Bolonka. Wysłałem do niego obszerny list, prosząc o interwencję u Ojca Świętego. Zawarłem w nim szeroką argumentację za odwiedzeniem Łodzi, ale nie liczyłem, że ten list trafi do rąk Jana Pawła II. Okazało się jednak, że list znalazł się na biurku Ojca Świętego. Papież zapoznał się z jego treścią 8 września 1986 roku i – ku mojej wielkiej radości – już 12 września otrzymałem wiadomość, że Jan Paweł II polecił wpisać Łódź na trasę jego przyszłej pielgrzymki.

Zaczęły się intensywne przygotowania. Spotykaliśmy się w ich trakcie – niestety – z wieloma trudnościami ze strony ówczesnych władz. Działo się tak, mimo tego, iż decyzja o wizycie papieża w Łodzi zapadła podczas spotkania Konferencji Episkopatu Polski z rządem. Wielu decydentów podkreślało wprawdzie, że taka wizyta będzie nobilitacją dla Łodzi i regionu, ale w praktyce na wielu etapach rzucano nam kłody pod nogi. Trudnych sytuacji było na tyle dużo, że dopiero podczas posiedzenia specjalnej komisji rządowo-kościelnej, która przyjechała do Łodzi, udało się wreszcie ustalić, jak będzie wyglądać ostatecznie trasa pobytu Ojca Świętego w Łodzi. Stało się to 21 maja 1987 roku – zaledwie na 3 tygodnie przed wizytą papieża!

Nie był to jednak koniec utrudnień, które napotykaliśmy nawet w dniu wizyty. Choćby podczas Mszy na lotnisku Lublinek, kiedy pana Jerzego Kropiwnickiego, wówczas działacza jeszcze nielegalnej „Solidarności”, nie chciano dopuścić do modlitwy powszechnej. Czy wcześniej, gdy bezskutecznie staraliśmy się uzyskać zgodę władz na nagłośnienie przemówienia papieskiego wygłoszonego w zakładach „Uniontex”. Wiele było takich momentów.

Przy okazji spotkania z ludźmi kultury i nauki w katedrze, władze domagały się od nas imiennej listy zaproszonych gości, a na to nie mogliśmy się absolutnie zgodzić. Do końca trwała zatem walka o to, by katedra była dostępna dla wszystkich, przede wszystkim dla tych, dla których to spotkanie z Ojcem Świętym jest przewidziane. I – niejako w rewanżu za naszą wytrwałość – w ostatnim momencie pojawiła się dodatkowa trudność. Wcześniej ustalono, że rektorzy i przedstawiciele uczelni spotkają się w rektoracie Politechniki Łódzkiej, znajdującym się 300 metrów od katedry. Naukowcy mieli przejść prostą drogą obok budynku seminarium. Kiedy jednak orszak dotarł do ulicy Wólczańskiej, władze nie zgodziły się na przejście. Sugerowały okrężną drogę, która z uwagi na dystans (prawie kilometr) byłaby trudna do przejścia w togach, szczególnie w tak słoneczny i upalny dzień. Musiał interweniować kanclerz kurii, po raz kolejny zresztą tego dnia. Skutecznie – droga była wolna. Niestety – gdy rektorzy dotarli do katedry, okazało się, że ich miejsca są już zajęte, a katedra jest prawie pełna. Okazało się też, że – jakimś dziwnym trafem – znaleźli się w niej nie ci ludzie, na których czekaliśmy. Widać to było choćby podczas przemówienia Ojca Świętego, gdy część z nich zaczęła wychodzić. Później dowiedzieliśmy się, że właśnie nimi usiłowano wypełnić katedrę.

I wreszcie – bardzo zabiegałem o to, żeby – po wyjściu z rezydencji biskupiej – papież mógł przejechać papamobilem ulicami wokół katedry. Było tam przecież tak wielu ludzi, którzy chcieli się z nim zobaczyć. Niestety – na to również nie było zgody.

Mimo wszystko pielgrzymka szczęśliwie się odbyła. A być może te trudności pomogły nam lepiej przygotować się od strony duchowej do spotkania z Janem Pawłem II? On przecież przyjechał do nas nie jako głowa Państwa Watykańskiego, ale jako Namiestnik Chrystusa na Ziemi. Przygotowywaliśmy się zatem jako diecezja poprzez specjalny program duszpasterski, adresowany do wszystkich wiernych. Muszę powiedzieć, że zarówno księża, jak i wierni świeccy, którzy głębiej czyli sprawy Kościoła, byli w tych przygotowaniach żywo obecni.

Kiedy zatem Ojciec Święty wylądował na lotnisku Lublinek, wszyscy przeżyliśmy to bardzo głęboko. Właśnie tu Ojciec Święty sprawował Eucharystię. Warto powiedzieć, że w tym czasie w Polsce odbywał się II Krajowy Kongres Eucharystyczny, a Łódź stała się jedną z jego stacji. I tylko w naszym mieście Ojciec Święty rozpoczął swoje przemówienie mówiąc „W imię Eucharystii, która jest źródłem życia, pozdrawiam ten Kościół, miasto, diecezję”.

Kilka godzin, które papież spędził w Łodzi, było wyjątkowych nie tylko dla naszego miasta i regionu. Przecież właśnie tutaj, papież udzielił pierwszej Komunii Świętej dzieciom, a potem zrobił sobie z nimi wielkie zdjęcie (w jednym kadrze zebrało się ponad 1500 maluchów – sam papież żartował podczas jego wykonywania, że sam nie wie, jak fotografowie wszystkich obejmą – „ale to już ich problem”). Niezwykłe było także spotkanie z włókniarkami w zakładach „Uniontex”. Wcześniej, podczas pielgrzymek po Italii, Ojciec Święty odwiedzał wprawdzie zakłady pracy, ale wizyta w przedsiębiorstwie, które zatrudniało tylko kobiety, w dodatku w kraju realnego socjalizmu, była czymś wyjątkowym.

Jak to się stało, że w tak krótkim czasie doszło w Łodzi do dwóch tak niespotykanych wydarzeń. Ojciec Święty nie zawsze, ale niekiedy, podawał organizatorom pielgrzymki pewne sugestie. W przypadku Łodzi od samego początku zaproponował Pierwszą Komunię Świętą dzieci i spotkanie z włókniarkami w ich miejscu pracy. To była inicjatywa Jana Pawła II.

Dlaczego właśnie I Komunia Święta? Ojciec Święty w swoim przemówieniu nawiązał do działalności w  Łodzi, w okresie międzywojennym matki Urszuli Ledóchowskiej, która w Łodzi zakładała Dziecięce Krucjaty Eucharystyczne. Dlatego chciał, żeby tu – w Łodzi – ten akcent eucharystyczny był szczególnie podkreślony.

A drugi temat, to było spotkanie z ludźmi pracy. Sam powiedział, że spotykał się w zakładach pracy w innych miejscach, tzn. głównie we Włoszech. Ale znał też łódzką sytuację, tych kobiet zapracowanych na 3 zmiany, co rzutowało przecież na życie rodzinne i małżeńskie. Chciał pokazać, że jest z nimi, że rozumie ich sytuację, że chce je pokrzepić i umocnić, podkreślając ich godność, ten geniusz kobiety, matki i wychowawczyni.

Mam głębokie przekonanie, że spotkanie z papieżem podniosło na duchu nasze włókniarki, matki, wychowawczynie. Ojciec Święty mówił do nich także o swojej matce i trudno było wielu kobietom ukryć wzruszenie – widać je było w ich oczach. One poczuły, że jest z nimi ktoś, kto widzi, szanuje, upomina się o ich prawa i mówi w ich imieniu, kiedy one same do końca mówić nie mogą. To było wyjątkowe i niepowtarzalne.

PAP/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 kwietnia 2026