Nowa fala prześladowań wobec chińskich chrześcijan

Uzbrojeni funkcjonariusze wkroczyli w trakcie nabożeństwa, zatrzymali liderów wspólnoty, wywieźli wiernych na przesłuchania, a pozostałych – w tym dzieci i osoby starsze – poddali kontroli i próbom wymuszenia podpisów. To tak wygląda nowa fala prześladowań wobec chrześcijan w Chinach. Niedawna akcja przeciw protestanckiemu kościołowi Early Rain Covenant pokazuje, że współczesne prześladowania chrześcijan w Chinach nie mają już charakteru ukrytego nacisku. Coraz częściej przybierają formę otwartej demonstracji siły państwa wobec niezależnej religii.

Xi Jinping planuje całkowite podporządkowanie religii państwu i partii

.Według relacji samej wspólnoty nalot przeprowadzono w czasie niedzielnego nabożeństwa na południowym zachodzie Chin. Do sali wkroczyli uzbrojeni policjanci, a ponad 30 członków kościoła i jego liderów zostało siłą wywiezionych na przesłuchania. Pozostali wierni zostali zamknięci na miejscu, poddani sprawdzaniu tożsamości i presji ze strony służb. Z przekazanych nagrań wynika, że nawet w trakcie interwencji wierni próbowali modlić się i śpiewać hymny, mimo prób ich uciszania.

Ten przypadek nie jest odosobniony. W ostatnich latach chińskie władze coraz częściej traktują pokojowe wspólnoty chrześcijańskie nie jak legalne grupy religijne, ale jak struktury potencjalnie niebezpieczne dla państwa. Założyciel Early Rain Covenant został wcześniej skazany na wieloletnie więzienie pod zarzutem „podżegania do obalenia władzy państwowej” i „nielegalnej działalności gospodarczej”. Sam język takich oskarżeń pokazuje, jak działa ten system: praktyki religijne, które w normalnym państwie należałyby do sfery wolności sumienia, w Chinach przedstawiane są jako problem polityczny i bezpieczeństwa.

Ten policyjny nalot na protestancki kościół nie był tylko lokalnym incydentem, lecz kolejnym elementem polityki, którą Pekin rozwija od lat. Chodzi o całkowite podporządkowanie religii państwu i partii. Chińskie władze nie chcą religii niezależnej. Chcą religii nadzorowanej, sterowanej i ideologicznie użytecznej.

Komunistyczna Partia Chin prowadzi politykę tak zwanej „sinizacji” religii. Oficjalnie ma ona oznaczać dostosowanie wspólnot wyznaniowych do chińskich warunków kulturowych. W praktyce oznacza podporządkowanie religii marksistowskiej wizji państwa i socjalistycznemu reżimowi. Komisja Stanów Zjednoczonych ds. Międzynarodowej Wolności Religijnej alarmuje, że polityka ta narusza gwarantowaną przez prawo międzynarodowe wolność religijną.

W modelu narzucanym przez Pekin wiara nie może istnieć jako autonomiczna sfera życia społecznego. Może funkcjonować tylko wtedy, gdy akceptuje zwierzchnictwo partii i wpisuje się w jej polityczne cele. Właśnie dlatego chińskie władze próbują przejąć pełną kontrolę nad Kościołem katolickim, ale także nad wspólnotami protestanckimi. Przymusowe „wykorzenianie” elementów religijnych uznanych za sprzeczne z programem partii staje się dziś jednym z centralnych narzędzi tej polityki.

Według licznych relacji urzędnicy nakazywali usuwanie krzyży z kościołów, zastępowanie wizerunków Chrystusa i Matki Boskiej portretami Xi Jinpinga, eksponowanie partyjnych haseł w świątyniach, cenzurowanie tekstów religijnych oraz zmuszanie duchownych do głoszenia treści zgodnych z linią Komunistycznej Partii Chin. To nie jest zwykły nadzór administracyjny. To próba przebudowy religii od środka.

W przypadku katolicyzmu mechanizm ten ma szczególnie wyraźny charakter instytucjonalny. Religia ma funkcjonować wyłącznie w ramach struktur zatwierdzonych przez państwo i związanych z oficjalnymi organizacjami kontrolowanymi przez aparat władzy. Kościół katolicki został zmuszony do funkcjonowania w obrębie systemu podporządkowanego państwowej administracji do spraw religii i partyjnemu Departamentowi Pracy Zjednoczonego Frontu.

Każdy, kto praktykuje religię poza zatwierdzonymi przez partię stowarzyszeniami, ryzykuje uznanie za członka „sekty” i objęcie przepisami antysektowymi. W praktyce prowadzi to do masowych aresztowań, zatrzymań i zastraszania. Szczególnie często przepisy te stosowane są wobec katolików, którzy nie chcą uznać autorytetu duchowieństwa wspieranego przez rząd, a także wobec protestantów działających w ramach niezależnych kościołów domowych.

Takie „legalne” praktykowanie wiary w ramach kontrolowanych przez państwo struktur nie oznacza więc realnej wolności. Wierni i duchowni mogą funkcjonować wyłącznie pod warunkiem akceptacji daleko idącej ingerencji partii w sprawy doktryny, organizacji i życia religijnego. Religia pozostaje dozwolona tylko w takim stopniu, w jakim rezygnuje z autonomii.

Kościoły domowe i podziemne wspólnoty katolickie są dla Pekinu szczególnie niewygodne. Nie dlatego, że stanowią realną siłę polityczną w sensie klasycznej opozycji, ale dlatego, że pokazują możliwość istnienia wspólnoty poza kontrolą państwa. W ustroju opartym na ideologicznym monopolu to już wystarczy, by uznać je za zagrożenie.

Dlatego współczesne prześladowania chrześcijan w Chinach nie ograniczają się do zamykania świątyń czy zatrzymań duchownych. Coraz częściej pojawiają się także doniesienia o tajnych, mobilnych ośrodkach „transformacji”, w których wiernych ma się zmuszać do wyrzekania się wiary. Według relacji cytowanych przez Radio Free Asia takie miejsca mogą działać w ukrytych lokalizacjach, a stosowane metody obejmują izolację, groźby, przemoc psychiczną i fizyczną oraz długotrwałą presję mającą złamać człowieka.

Choć każda taka relacja wymaga osobnej weryfikacji, sam ich charakter wpisuje się w znany już model chińskich represji wobec innych grup religijnych i etnicznych. Mechanizm jest ten sam: pozbawić wspólnotę niezależności, odciąć jednostkę od zaplecza społecznego, wywrzeć ideologiczną presję i zmusić do podporządkowania.

Wybór stawiany dziś wielu chińskim chrześcijanom jest niestety „bardzo prosty”. Albo wiara podporządkowana partii i funkcjonowanie pod stałym nadzorem, albo wiara praktykowana niezależnie – ale za cenę ryzyka nalotów, przesłuchań, zatrzymań i dalszych represji. Nalot na protestancki kościół pokazał tylko najbardziej widoczną część tego systemu. Jego prawdziwym celem jest znacznie więcej niż zamknięcie jednej wspólnoty. Chodzi o to, by w Chinach nie pozostała żadna religia, która nie uzna partii za najwyższy autorytet.

Maciej Bzura

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 czerwca 2026