
Wojna z „szarlatanami”
Możliwe, że obecny obóz władzy wpadł w jakiś stan myślowego rozchwiania i czyni rzeczy aż tak nonsensowne i niebezpieczne, gdyż przestał sam rozumieć polityczny sens swoich działań. Tak można próbować wytłumaczyć fakt, iż premier Tusk oddaje się nagle bezwolnie we władzę potężnego lobby biznesowo-lekarskiego, nie od dziś dążącego do zniszczenia wszelkich niekontrolowanych przez nie innowacji w lecznictwie – pisze Jan ROKITA
.Muszę przyznać, że wpadłem w zdumienie, gdy przeczytałem odesłaną teraz przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego nowelę ustawy o prawach pacjenta. Najbardziej zdumiał mnie polityczny czy wręcz wyborczy kontekst nowego prawa forsowanego przez rząd Donalda Tuska.
Oto jesteśmy na rok przed wyborami parlamentarnymi, a najczęściej – i chyba nie bez racji – przywoływaną obawą związaną z tymi wyborami jest pojawienie się na scenie klasycznej „partii sekciarskiej”, jaką jest Konfederacja Korony. Wszyscy wiedzą, że dziwaczna to partia, gdyż konsoliduje różne i na pozór niemające ze sobą wiele wspólnego sekty, wyznające a to wiarę w tajny rząd światowy, a to w intencję podboju Polski przez Izrael, a to w plan zaczipowania ludzkości na wzór unijnego bydła, a to znów solidaryzujące się z ekskomunikowanymi przez Kościół religijnymi reakcjonistami. Wiadomo dobrze, iż cały ten ruch napędza także przekonanie, iż agresywne koncerny Big Pharma, w zmowie z dużą częścią oficjalnej medycyny, działają na szkodę zwykłych ludzi, na co jedynym ratunkiem jest sektor CAM, czyli tzw. medycyny komplementarnej i alternatywnej.
I oto właśnie teraz, w ostatnim roku swej kadencji, premier Tusk potwierdza najgorsze i najbardziej histeryczne strachy propagowane przez ów rosnący w siłę ruch, próbując zamachu na cały rozległy w dzisiejszej Polsce sektor CAM, który ma zostać zniszczony przez państwo, już nie tylko za pomocą szykan, ale przez uderzenie atomowe: prewencyjną cenzurę i milionowe grzywny. A to wszystko na dodatek w trybie zarządzeń policyjnych, bez procesu i bez prawa do apelacji.
W rozumiejącym politykę obserwatorze taka akcja, podjęta teraz przez gabinet Tuska, musi wywoływać efekt zdumienia. Są bowiem tylko dwie polityczne możliwości jej interpretacji. Możliwe, że obecny obóz władzy wpadł w jakiś stan myślowego rozchwiania i czyni rzeczy aż tak nonsensowne i niebezpieczne, gdyż przestał sam rozumieć polityczny sens swoich działań. Tak można próbować wytłumaczyć fakt, iż premier Tusk oddaje się nagle bezwolnie we władzę potężnego lobby biznesowo-lekarskiego, nie od dziś dążącego do zniszczenia wszelkich niekontrolowanych przez nie innowacji w lecznictwie, w tym zarówno medycyny CAM, jak i supernowoczesnych aplikacji cyfrowych o działaniu klinicznym. A to znaczy przecież – ni mniej, ni więcej – że tysiące myślących rozsądnie ludzi muszą sobie postawić pytanie: „Rany boskie! Czyż ci braunistowscy sekciarze nie mają choćby częściowej racji?”.
Przyznaję otwarcie: sam zostałem zmuszony do postawienia sobie takiego, zaskakującego dla mnie samego pytania. Bo przecież nawet w mrocznych snach nie przewidziałbym tego, że na koniec swoich rządów, po nieudanej kampanii represji politycznych skierowanych przeciw PiS, Tusk wymyśli policyjną wojnę przeciw kręgarzom, zielarzom, akupunkturzystom czy propagatorom różnych form zdrowego żywienia, jako groźnym „szarlatanom”. A wszystko po to, aby dać przed wyborami nowe paliwo ruchowi braunistów, który zaczął ostatnio popadać w kłopoty.
.No i tu właśnie nasuwa się ta druga interpretacja poczynań premiera Tuska. Od dawna można słyszeć pogłoski, wedle których Tusk ma z premedytacją podejmować kolejne kroki dla wzmocnienia na prawicy siły i wpływów Konfederacji Korony, do czego skłaniać by go miały dwojakie intencje.
Pierwsza ta, iż premier chciałby mieć jako swego głównego wroga w toku przyszłorocznych wyborów jak najskrajniejszych fanatyków i sekciarzy, bo to przecież najłatwiejszy i sprawdzony sposób na konsolidację „wielkiego obozu rozsądku” wokół samego Tuska, nawet jeśli nie ma on pomysłu na lepsze rządzenie.
A intencja druga byłaby tak „na wszelki wypadek”, aby w razie przegranych przez obecną władzę wyborów uniemożliwić powołanie jakiegokolwiek przyszłego prawicowego rządu bez udziału braunistowskich sekciarzy. Byłaby to stawka (wedle sławnej maksymy „po nas choćby potop”) na zanarchizowanie polskiej polityki do granic absurdu, tak by Polakom dowieść, iż żadna prawica nie jest w istocie zdolna do sprawowania władzy. I aby pod władzą jakiejkolwiek prawicy Polska jak najprędzej i jak najgoręcej zatęskniła za nieudolnymi, ale mimo wszystko mniej szalonymi rządami Tuska.
Jednak obok tego polityczno-wyborczego wątku jest jeszcze niebłahy wątek merytoryczny noweli ustawy o prawach pacjenta. Nie minęło wiele czasu, odkąd Karol Nawrocki zawetował rządową ustawę o cenzurze internetu, w której rząd Tuska, motywowany unijną dyrektywą DSA, usiłował przekształcić marginalną na pozór funkcję prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej w potężną, policyjno-śledczą instytucję od cenzury internetu, czyniąc z siedzącego tam urzędnika ober-prokuratora wyznaczającego granice wolności słowa. Prezydenckie weto uniemożliwiło przeprowadzenie tego szalonego planu, ale zdaje się, że nie definitywnie, bo w czerwcu 2026 rząd znów przyjął dwa projekty ustaw wracających do idei prewencyjnej cenzury sieci.
Lustrzanym odbiciem tamtej próby jest obecna nowela prawa o prawach pacjenta, wedle której to jeszcze bardziej marginalny urząd Rzecznika Praw Pacjenta miałby się stać (kompletnie wbrew swojej nazwie) instytucją policyjno-prokuratorsko-sądową, mogącą swobodnie nie tylko cenzurować sieć, eliminując z niej rzekomych „szarlatanów”, ale również gnębić i niszczyć ludzi oraz firmy zajmujące się medycyną CAM albo cyfrowymi technologiami klinicznymi.
Widać w tym trwały ustrojowy zamiar Tuska, aby pod różnymi pretekstami próbować tworzyć w Polsce dziwaczne, sprzeczne z porządkiem konstytucyjnym instytucje, które dysponowałyby w praktyce nieograniczoną możliwością reglamentowania swobód obywatelskich i gospodarczych. Raz pod pretekstem walki z kłamstwami i agresją propagowaną w sieci, drugi raz pod pretekstem wojny z „szarlatanami”. Oczywiście, wszyscy ci marginalni urzędnicy, deus ex machina obdarzani tak niebezpieczną władzą, są ludźmi mianowanymi przez premiera i podległymi premierowi.
.Przyznam, że mocno zdziwiłem się, kiedy sprawdziłem, iż w sejmie tylko Konfederacja głosowała przeciw tak niebezpiecznemu i autorytarnemu pomysłowi. Pogrążone w wewnętrznym zamęcie PiS potrafiło się tu zdobyć zaledwie na brak zdecydowania: wstrzymało się od głosu. Nie pojmuję ani przyczyn, ani celu takiego braku zdecydowania.



