
O tajemnicach rodziny Mannów
Rodzina Mannów, której historia pozostaje nierozerwalnie związana z dramatami XX wieku, znalazła się w centrum filmu „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego oraz książki Andrei Weiss poświęconej Erice i Klausowi Mannom. Oba dzieła przypominają o skomplikowanych relacjach między Thomasem Mannem a jego najstarszymi dziećmi, ich wyborach politycznych, doświadczeniu emigracji i sporach światopoglądowych. Z polskiej perspektywy równie interesujące okazuje się jednak to, czego w tych opowieściach zabrakło – pisze Witold SPIRYDOWICZ
Rodzina Mannów w filmie Pawła Pawlikowskiego
Dziełem wybitnym jest ostatni film Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna” o dramacie wielkiego intelektualisty, pisarza i myśliciela Thomasa Manna, który nie może odnaleźć się w Niemczech, a szerzej – w świecie, po tragedii II wojny światowej, która burzy całą aksjologię, której był wierny i którą opisywał w swoich wspaniałych powieściach na czele z „Czarodziejską górą” czy „Doktorem Faustusem”. Film jest, jak sądzę, dziełem zupełnym: obraz, dźwięk i gra aktorska osiągają absolutne wyżyny. Wspaniała scenografia sprawia, że można „Ojczyznę” oglądać niemal jak historyczny dokument z powojennych Niemiec.
Moim zdaniem nie sposób przejść obojętnie nad sceną finałową filmu, gdy Mann, znakomicie grany przez Hannsa Zischlera, wraz z córką Eriką (graną przez znakomitą Sandrę Hüller) słucha chorału Bacha w zrujnowanym kościele, gdzieś na wschodzie Niemiec. Scena ta pewnie przejdzie do historii polskich dokonań filmowych, podobnie jak kultowy obraz z kieliszkami w „Popiele i diamencie” Andrzeja Wajdy.
Tym bardziej dziwią głosy krytyczne wobec tego obrazu, które pojawiły się w Polsce zwłaszcza po prawej stronie sceny politycznej. Zgoła kuriozalnie zabrzmiały zarzuty, że twórca w swym filmie nie opowiada o Polsce. Warto więc w tym miejscu przypomnieć, że niektóre z najwybitniejszych dzieł literatury polskiej, które zdobyły uznanie na świecie, także nie dotyczyły polskiej tematyki. Myślę tu o „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, „Faraonie” Bolesława Prusa czy „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Jana Potockiego.
Polski twórca miał pełne prawo do wyboru tematu swego dzieła filmowego. Ale oczywiście bolesny jest brak kontekstu polskiego w publikowanych na świecie książkach, w których tło historyczne wydaje się nam oczywiste.
Thomas Mann oraz jego dzieci Erika i Klaus
Na fali wywołanego filmem ponownego zainteresowania rodziną Mannów sięgnąłem po niedawno wydaną książkę Andrei Weiss „In the Shadow of the Magic Mountain: The Erika and Klaus Mann Story”. Autorka jest profesorem na wydziale filmowym w City College of New York, a jednocześnie zaangażowaną działaczką ruchu LGBT. To drugie zaangażowanie niestety mocno rzutuje na kierunek jej poszukiwań dotyczących odkrywania skomplikowanych relacji między Thomasem Mannem a dwojgiem jego najstarszych dzieci: Eriką i Klausem.
Autorka już na wstępie przyjmuje kuriozalne założenie, że twórczość „postępowa”, a także światopogląd liberalny mają być nieodłącznie kojarzone z orientacją homoseksualną. Uwstecznienie zaś w różnych obszarach i reakcyjne myślenie to domena osób heteronormatywnych. Liberalnie myślący w młodości i związany romansem z malarzem Paulem Ehrenbergiem Thomas Mann „kapituluje i zawiera małżeństwo, ulegając obowiązującym konwenansom” – jak twierdzi autorka. Wybierając za żonę Katię Pringsheim, córkę profesora matematyki Alfreda Pringsheima, który odziedziczył po ojcu, przedsiębiorcy z branży kolejowej, prawdziwą fortunę, pisarz ugruntowuje swoją pozycję w zamożnym mieszczańskim środowisku Monachium. Jak zauważa Weiss z przekąsem, Thomas nigdy nie stał się ulubieńcem teścia, ale zyskał jego aprobatę jako pretendent do ręki córki ze względu na „wspólną fascynację obu panów muzyką Wagnera”. Ta przemiana Manna miała skutkować jego reorientacją polityczną. Stał się zwolennikiem cesarza Wilhelma i popierał wojnę.
Rodzeństwo za to cieszy się nieukrywaną sympatią Andrei Weiss. Klaus, zdeklarowany homoseksualista, jakoby poszukujący całe dorosłe życie prawdziwej miłości, ale zmieniający stale partnerów i niestroniący od przypadkowych związków, a w dodatku uzależniony od narkotyków, ma konsekwentnie „słuszne” lewicowe poglądy. Erika, osoba biseksualna, również sytuuje się zawsze po „właściwej” politycznie stronie, co jest źródłem stałych animozji z ojcem, który po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech wyemigrował do USA, lecz rodzeństwu nadal wydaje się niedostatecznie „postępowy”.
Polska nieobecna w opowieści o rodzinie Mannów
Jak pisałem na wstępie, dla polskiego czytelnika uderzający może być całkowity brak odniesień do Polski. Cytując Klausa Manna, autorka pisze o rewanżystowskich dążeniach nazistów: „Alzacja i Lotaryngia były niemieckie, Szwajcaria była niemiecka, Holandia, Dania i Czechosłowacja także, a również Ukraina (sic!) i Austria”. Gdy jest mowa o genezie II wojny światowej, również i tu Polska jest nieobecna jako pierwszy kraj zaatakowany przez III Rzeszę. Odnotowane zostają kryzys sudecki i rozbiór Czechosłowacji oraz, oczywiście, wojna domowa w Hiszpanii.
Jedyną miłą dla nas wzmianką o Polsce jest fragment z dziennika Klausa Manna, gdy rodzeństwo powraca z wielomiesięcznej wyprawy po świecie pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku: „Po Moskwie Warszawa była jak grzesznie luksusowy raj z rzęsiście oświetlonymi kawiarniami i bulwarami z setkami przechodniów. Głęboko poruszeni i wdzięczni, cieszyliśmy się komfortem Hotelu Europejskiego. Poczuliśmy, że stara, dobra Europa bierze nas w objęcia. Mniej radosne było pierwsze spotkanie z Prusami. Kiedy o poranku personel pociągu zmienił się na stacji granicznej, znaleźliśmy się w pełnym znaczeniu tego słowa pod batem policji niemieckiej, zgodnie ze stereotypowym wyobrażeniem, jakie mają cudzoziemcy”.
Nieustannie dziwimy się, że kolejne rocznice września 1939 roku mijają w mediach zachodnich właściwie bez echa. Jest to wynik konsekwentnie realizowanej polityki intelektualnego i publicystycznego mainstreamu w USA i w Europie Zachodniej. Działo się tak wcześniej, w latach II wojny światowej, po jej zakończeniu, i dzieje się tak również obecnie. Europa to Francja, Włochy, Niemcy, Wielka Brytania i oczywiście Rosja.
Dlatego, z mojej perspektywy, tak ważne były wieloletnie wysiłki Państwa redakcji na rzecz informowania o ważnych wydarzeniach z historii Polski poprzez publikowanie rzetelnych artykułów w mediach światowych.
Witold Spirydowicz




