Karol NAWROCKI alarmuje w sprawie finansów publicznych Polski

Karol Nawrocki finanse publiczne

„Finanse publiczne idą na ścianę” – powiedział w Stargardzie prezydent Karol Nawrocki, zarzucając rządowi Donalda Tuska niszczenie dorobku 36 lat pracy Polaków. Ostrzeżenie pada w momencie obniżenia ratingu Polski przez Moody’s, wzrostu zadłużenia i przygotowywania budżetu z ponad 281 mld zł deficytu. Dług całego sektora instytucji rządowych i samorządowych odpowiada już niemal 70 tys. zł na mieszkańca. 

.Podczas spotkania z mieszkańcami Stargardu 2 października 2026 r. prezydent Karol Nawrocki zestawił pozycję Polski jako dwudziestej gospodarki świata z pogarszającym się stanem finansów państwa. „Panie premierze, niszczycie dorobek 36 lat ciężkiej pracy Polek i Polaków” – powiedział, zwracając się do Donalda Tuska. Prezydent wskazywał na bilion złotych dodatkowego zadłużenia w cztery lata, 107 mld zł kosztów obsługi długu w 2027 r. oraz zadłużanie kraju w tempie 900 mln zł dziennie.

Prezydent Karol Nawrocki domagał się politycznej odpowiedzialności ministra finansów Andrzeja Domańskiego, przekonując, że przy takiej skali zadłużenia i deficytu premier powinien go odwołać. Apelował również o wywieranie presji na rząd, aby skoncentrował się na finansach publicznych. Wypowiedź w Stargardzie rozwija ostrzeżenia z orędzia wygłoszonego dzień wcześniej, którego pełny tekst opublikowało „Wszystko co Najważniejsze”. W wystąpieniu z 1 października prezydent połączył problemy budżetu z kosztami życia, cenami paliw i ryzykiem kolejnych podwyżek podatków. 

Finanse publiczne Polski i budżet bez wystarczającego pokrycia w dochodach

Rządowy projekt przyjęty 29 września przewiduje na 2027 r. 696,4 mld zł dochodów, 977,6 mld zł wydatków i maksymalnie 281,2 mld zł deficytu. Oznacza to, według obliczeń na podstawie tych wielkości, że niemal 29 proc. wydatków budżetu państwa nie ma pokrycia w jego dochodach. Na każde 100 zł dochodów zaplanowano około 140 zł wydatków, a sam roczny deficyt odpowiada przeciętnie około 770 mln zł dziennie. 

Po ośmiu miesiącach 2026 r. budżet odnotował 387,2 mld zł dochodów i 538,3 mld zł wydatków, co według szacunku Ministerstwa Finansów oznacza 151,1 mld zł deficytu. Dochody z VAT rosły w tym okresie zaledwie o 2 proc. rok do roku, a wpływy z aukcji uprawnień do emisji gazów cieplarnianych spadły o około 23 proc. Z kolei wydatki na obsługę długu Skarbu Państwa sięgnęły już 49,4 mld zł, o 7,8 mld zł więcej niż rok wcześniej. 

Presję na przyszłoroczny budżet zwiększa słabsza od pierwotnie zakładanej realizacja dochodów w 2026 r. Z wrześniowego komunikatu MF wynika przewidywane wykonanie na poziomie około 627,1 mld zł, czyli o około 20,1 mld zł poniżej kwoty zapisanej w ustawie budżetowej; jest to obliczenie na podstawie danych resortu. Jednocześnie na 2027 r. założono wzrost dochodów o 11,1 proc., a wpływów z VAT o 10,2 proc., do 363,7 mld zł. Taki plan wymaga silnej poprawy wpływów, ponieważ każde istotne niewykonanie prognozy zwiększa presję na pożyczanie albo ograniczanie wydatków. 

Deficyt samego budżetu państwa nie obejmuje całego obrazu finansów publicznych. W projekcie na 2027 r. deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wynieść 7,1 proc. PKB, jak odnotowuje w analizie Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska. To ponad dwukrotność unijnej wartości referencyjnej wynoszącej 3 proc. PKB, przy czym Polska pozostaje objęta procedurą nadmiernego deficytu od 2024 r. Utrzymywanie tak dużej nierównowagi w okresie wzrostu gospodarczego ogranicza przestrzeń do reagowania na przyszłe spowolnienie. 

Niemal 70 tys. zł długu publicznego na mieszkańca

Na koniec czerwca 2026 r. dług sektora instytucji rządowych i samorządowych, liczony według definicji unijnej, wyniósł 2 bln 598,3 mld zł. W pierwszym półroczu zwiększył się o 263,2 mld zł, czyli o 11,3 proc., co odpowiada średniemu przyrostowi około 1,45 mld zł na dobę. To przeliczenie zmiany stanu długu, obejmującej także inne operacje finansowe, a nie dzienna miara deficytu budżetowego. 

Przy szacowanej przez GUS liczbie 37,243 mln mieszkańców na koniec czerwca daje to około 69,8 tys. zł długu na osobę, a statystycznie około 279 tys. zł na czteroosobową rodzinę. Według węższej definicji krajowej państwowy dług publiczny wynosił 2 bln 147,8 mld zł, czyli około 57,7 tys. zł na mieszkańca. Są to redakcyjne przeliczenia pokazujące skalę zobowiązań publicznych, nie indywidualne należności rodzin. Bilion złotych dodatkowego długu, o którym mówi prezydent, odpowiada przy tej liczbie ludności około 26,9 tys. zł na osobę, jednak czteroletni rachunek obejmujący 2027 r. zawiera również okres prognozowany. 

Różnica między unijnym a krajowym ujęciem zadłużenia wynosi około 450,5 mld zł, a relacje do PKB na koniec czerwca sięgały odpowiednio 64,5 proc. i 53,3 proc. Szersza miara obejmuje również zobowiązania funduszy i podmiotów nieuwzględnianych w krajowym państwowym długu publicznym. Przekroczenie przez miarę unijną 60 proc. PKB nie oznacza automatycznie naruszenia konstytucyjnego limitu, odnoszącego się do krajowej definicji długu. Rozbieżność ma jednak znaczenie dla oceny całkowitego ciężaru zobowiązań państwa.

Obsługa długu i rating Polski wysyłają sygnały ostrzegawcze

Na obsługę długu Skarbu Państwa w 2027 r. zaplanowano 107 mld zł, a rządowa strategia przewiduje wzrost zadłużenia według definicji UE do 69,3 proc. PKB w 2027 r. i aż 76,6 proc. w 2030 r. Koszty obsługi długu mają w tym czasie zbliżyć się do 3 proc. PKB. Dokument przyjęty 29 września zakłada też przekroczenie w 2028 r. obu krajowych relacji istotnych dla progu ostrożnościowego 55 proc. PKB, co uruchamiałoby procedury ostrożnościowe w 2030 r. Jest to ścieżka przewidywana w oficjalnej strategii rządu.

Kwota 107 mld zł odpowiada około 293 mln zł dziennie oraz około 2,9 tys. zł rocznie na mieszkańca, według obliczeń redakcyjnych. Stanowi też ponad 15 proc. planowanych dochodów budżetu państwa, a dotyczy kosztów obsługi długu, nie spłaty całego kapitału. Dodatkowym sygnałem jest cena nowego finansowania: w komentarzu z 30 września DM BOŚ podawał rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich na poziomie około 6,45 proc. Taka rentowność konkretnego instrumentu nie jest oprocentowaniem całego długu, pokazuje jednak warunki rynkowe, w których państwo musi pozyskiwać pieniądze.

18 września Moody’s obniżyła długoterminowy rating Polski z A2 do A3, zmieniając jednocześnie perspektywę z negatywnej na stabilną. Agencja oceniła, że skuteczność polityki fiskalnej osłabła, a dobre warunki gospodarcze nie zostały wykorzystane do odbudowy rezerw bezpieczeństwa. Wskazała także na rosnącą część zadłużenia poza zakresem krajowej reguły długu i ograniczoną zdolność do zmniejszania deficytu. Stabilna perspektywa dotyczy już niższej oceny wiarygodności kredytowej Polski.

Ostrzeżenie formułuje również Fitch, która 21 sierpnia utrzymała rating A– i jego negatywną perspektywę. W ocenie agencji brakuje wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej, a ryzyko dodatkowych wydatków przed wyborami osłabia zaufanie do możliwości ograniczenia deficytów. Fitch prognozuje wzrost długu sektora do 72,7 proc. PKB w 2028 r., przy medianie 58,1 proc. dla państw z grupy ratingowej A. To sygnał, że problemem staje się zarówno poziom zadłużenia, jak i kierunek jego zmian.

Ryzyka dla szpitali i gospodarstw domowych

Rada Fiskalna w opinii do sierpniowego projektu budżetu wskazała bardzo wysokie ryzyko przekroczenia krajowego progu ostrożnościowego w 2027 r. oraz niewystarczający margines bezpieczeństwa. Jak wyjaśniał jej przewodniczący Sławomir Dudek w wywiadzie opublikowanym pod koniec września, analiza obejmowała około 15 mld zł ryzyka dochodów zależnych od nieuchwalonych zmian prawa oraz około 16 mld zł niedoszacowania dotacji dla NFZ. Ostrzegał również, że niezrealizowanie zakładanych oszczędności mogłoby podnieść deficyt sektora z 7,1 do 7,9 proc. PKB. Są to oceny i scenariusze ryzyka dotyczące wcześniejszej wersji projektu, które pokazują skalę wrażliwości budżetu na niespełnienie założeń.

Przenoszenie kosztów państwa w przyszłość analizował na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Marcin Zarzecki w tekście „Państwo, które ukrywa rachunek. Anatomia polskiej iluzji fiskalnej” . Autor opisuje mechanizm, w którym społeczeństwo widzi korzyści z wydatków, podczas gdy ich pełna cena rozprasza się w długu, odsetkach i przyszłych podatkach. W przypadku ochrony zdrowia niedoszacowanie potrzeb oznacza ryzyko kolejnych dopłat z budżetu, przesuwania rozliczeń albo presji na dostępność świadczeń. Dlatego ocena finansów publicznych musi obejmować również zobowiązania, których nie widać w pojedynczej kwocie deficytu budżetu państwa. 

Do zagrożeń budżetowych dochodzi ponowne przyspieszenie wzrostu cen. Według szybkiego szacunku GUS inflacja we wrześniu wyniosła 4 proc. rok do roku, a ceny w ciągu miesiąca zwiększyły się o 0,7 proc. Bank Pocztowy w analizie tych danych wskazał na wzrost cen paliw o 9,2 proc. w stosunku do sierpnia oraz powrót inflacji ponad górną granicę pasma odchyleń od celu NBP. To wymierne obciążenie domowych budżetów, które nawiązuje do problemów kosztów życia przedstawionych przez prezydenta w orędziu.

Kolejnym sygnałem ostrzegawczym jest spadek przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw o 0,8 proc. rok do roku w sierpniu, do około 6,368 mln etatów, według GUS. W dłuższej perspektywie finanse państwa obciąża również demografia: w końcu czerwca Polska miała o około 159 tys. mieszkańców mniej niż rok wcześniej. Spadek zatrudnienia może osłabiać bazę podatkową i składkową, a ubytek ludności zwiększa znaczenie pytania o przyszłych płatników zobowiązań państwa. Są to odrębne procesy gospodarcze i demograficzne, które dodatkowo utrudniają finansowanie długu oraz utrzymanie systemów emerytalnego i ochrony zdrowia.

.Ostrzeżenie prezydenta Karola Nawrockiego ma zatem konkretne punkty odniesienia w dokumentach instytucji publicznych i ocenach agencji ratingowych. Rosnący dług, trwały deficyt, drożejąca obsługa zobowiązań i niewielki margines bezpieczeństwa ograniczają przyszłe możliwości państwa. Odpowiedzialność rządu obejmuje przedstawienie wiarygodnego sposobu zahamowania tej tendencji, ponieważ każde kolejne zobowiązanie będzie finansowane z przyszłych dochodów publicznych. Polityczny spór o słowa prezydenta nie usuwa rachunku, który pozostaje do zapłacenia.

Sebastian Nizio/PAP

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 października 2026