Wybory w Quebecu 2026. Suwereniści blisko władzy

Wybory w Quebecu 2026 mogą przywrócić władzę partii, która chce niepodległości tej francuskojęzycznej prowincji Kanady. Parti Québécois prowadzi w ostatnim sondażu, jednak jego możliwego zwycięstwa nie należy utożsamiać z mandatem do opuszczenia federacji. Dla mieszkańców równie istotne są koszty życia i stan usług publicznych, a dla rządu w Ottawie stawką pozostaje jedność kraju poddanego presji Stanów Zjednoczonych.
.Po ponad dwunastu latach od utraty władzy Parti Québécois może ponownie utworzyć rząd Quebecu, otwierając kolejny rozdział sporu o przyszłość Kanady. W korespondencji z Montrealu „Le Figaro” opisuje Paula St-Pierre’a Plamondona, lidera ugrupowania niepodległościowego, jako faworyta wyborów rozpisanych na 5 października. Jego ewentualny sukces oznaczałby zmianę znacznie wykraczającą poza wymianę rządu jednej prowincji, ponieważ do władzy wróciłaby partia, której celem pozostaje własne państwo.
Jeszcze cztery lata temu perspektywa takiego powrotu wydawała się odległa, co pokazują oficjalne wyniki wyborów z 3 października 2022 r. Parti Québécois uzyskał wówczas 14,61 proc. głosów i zaledwie trzy mandaty, podczas gdy Coalition Avenir Québec François Legaulta zdobyła 40,98 proc. oraz dziewięćdziesiąt miejsc w parlamencie. Konserwatyści Érica Duhaime’a otrzymali 12,91 proc. głosów, ale nie wprowadzili ani jednego posła, co dobrze ilustruje znaczenie geograficznego rozkładu poparcia w quebeckiej polityce.
W ostatnim badaniu Léger/Le Journal/TVA, opublikowanym 3 października, PQ prowadzi z wynikiem 29 proc., przed liberałami Charles’a Milliarda z 25 proc. i konserwatystami Duhaime’a z 20 proc. Rządząca CAQ, kierowana obecnie przez Christine Fréchette, ma 14 proc., a Québec solidaire 11 proc. Badanie przeprowadzono przez internet od 30 września do 1 października na tysiącu uprawnionych do głosowania mieszkańców; przytaczane poparcie partyjne dotyczy wyborców zdecydowanych, a nie całej próby.
Najbardziej wymowny jest jednak wynik pytania o zmianę władzy, której chce 77 proc. respondentów, wobec 74 proc. w poprzednim pomiarze. To rozróżnienie pomaga zrozumieć sytuację Plamondona, ponieważ sprzeciw wobec dotychczasowego rządu może skupiać ludzi o różnych poglądach na przyszłość federacji. PQ ma szansę skorzystać z tego niezadowolenia, lecz poparcie dla jego kandydatów nie jest odpowiedzią na pytanie referendalne o niepodległość.
Wybory w Quebecu 2026 rozstrzygną się w okręgach
O wyniku nie zdecyduje wyłącznie kolejność partii w sondażu dla całej prowincji, ponieważ Quebec stosuje ordynację większościową w jednomandatowych okręgach i jednej turze. Mandat zdobywa kandydat z największą liczbą głosów, nawet jeżeli znacznie więcej wyborców łącznie poparło jego konkurentów. Przy rozdrobnieniu sceny politycznej ugrupowanie może więc uzyskać większość miejsc bez większości głosów, choć ogólnoprowincjonalny wynik 29 proc. sam w sobie niczego jeszcze nie przesądza.
W tych wyborach mieszkańcy obsadzają 127 mandatów, a więc większość wymaga co najmniej 64 miejsc. Liczba okręgów wzrosła z dotychczasowych 125 po zmianie mapy wyborczej, co należy uwzględnić przy porównywaniu obecnego głosowania z poprzednimi. Odpowiedź na pytanie, czy Plamondon otrzyma swobodę samodzielnego rządzenia, przyniosą zatem zwycięstwa w poszczególnych okręgach, a nie proste przeliczenie sondażowych procentów.
Za ambicją państwową PQ stoi także program odnoszący się do codziennych problemów mieszkańców, przedstawiony 3 października jako plan pierwszych stu dni rządzenia. Partia zapowiada między innymi obniżenie podatku od paliwa o równowartość siedmiu centów kanadyjskich na litrze, pomoc dla osób bezdomnych i organizacji zapewniających żywność oraz ograniczenie biurokracji. Deklaruje również zamrożenie wynagrodzeń posłów, ministrów i szefów głównych przedsiębiorstw państwowych do czasu przywrócenia równowagi budżetowej, starając się przekonać wyborców, że jest przygotowana do zarządzania prowincją.
Ten program pozwala odczytać kampanię jako próbę połączenia projektu narodowego z obietnicą sprawniejszego państwa, choć skuteczność proponowanych rozwiązań będzie można ocenić dopiero po ich wdrożeniu. Agencja Reuters podaje, że w sondażach poparcie dla oddzielenia Quebecu wynosi około 30 proc. Tak duży dystans do większości pokazuje, dlaczego możliwy mandat do rządzenia i przyszły mandat do secesji trzeba rozpatrywać oddzielnie.
Referendum dopiero po Trumpie. Długa droga do niepodległości
Plamondon nie zrezygnował z referendum, lecz wyznaczył polityczny warunek jego przeprowadzenia, który jest bardziej konkretny niż bezterminowe odłożenie sprawy. W komunikacie z 18 sierpnia PQ zobowiązał się, że głosowanie nie odbędzie się, dopóki Donald Trump pozostaje prezydentem Stanów Zjednoczonych, wskazując datę 20 stycznia 2029 r. jako najwcześniejszą granicę. Ugrupowanie uzasadnia tę decyzję potrzebą spokojnej debaty, której nie powinny podporządkowywać sobie nieprzewidywalne działania administracji amerykańskiej, a pierwszą część kadencji chce poświęcić rządzeniu.
Historia pokazuje, jak trudno przełożyć aspiracje niepodległościowe na większość przy urnach, ponieważ Quebec dwukrotnie odrzucił projekty zmiany swojego statusu. W referendum z 20 maja 1980 r., dotyczącym mandatu do negocjowania suwerenności połączonej z gospodarcznym stowarzyszeniem z Kanadą, przeciw opowiedziało się 59,56 proc. głosujących. Piętnaście lat później, 30 października 1995 r., przeciwnicy suwerenności zwyciężyli wynikiem 50,58 proc., a przewaga wyniosła zaledwie 54 288 głosów.
Nawet wygrane referendum nie oznaczałoby jednak automatycznego powstania państwa, ponieważ kanadyjski porządek konstytucyjny nie przyznaje prowincji prawa do jednostronnej secesji. Opinia Sądu Najwyższego z 1998 r. powiązała obowiązek podjęcia negocjacji z wyraźną większością udzielającą odpowiedzi na jednoznaczne pytanie, a federalna ustawa Clarity Act z 2000 r. określiła rolę Izby Gmin w ocenie obu tych warunków. Zgodne z prawem oddzielenie prowincji wymagałoby negocjacji i zmiany konstytucji, przy czym ustawa nie sprowadza pojęcia wyraźnej większości do z góry ustalonego progu procentowego.
Do uzgodnienia pozostawałyby kwestie podziału majątku i zobowiązań, granic, ochrony mniejszości oraz praw i roszczeń terytorialnych ludów rdzennych, które Clarity Act wymienia wprost. Przyszłość Quebecu nie mogłaby więc zostać rozstrzygnięta wyłącznie między liderem PQ a premierem Kanady. Proces dotyczyłby także innych prowincji i społeczności, których prawa nie zniknęłyby wskutek zwycięstwa jednego obozu w referendum.
Nie zmienia to faktu, że polityczny konflikt z Ottawą może rozpocząć się wcześniej, co „Le Figaro” ilustruje sporem o monarchię i kolej dużych prędkości. Zapowiadanego usunięcia monarchii z Quebecu nie można traktować jako zwykłej decyzji administracyjnej, ponieważ art. 41 ustawy konstytucyjnej z 1982 r. obejmuje urząd monarchy, gubernatora generalnego i gubernatorów prowincji procedurą wymagającą zgody wszystkich prowincji oraz parlamentu federalnego. Jednostronna próba zmiany tych podstaw ustroju wywołałaby spór konstytucyjny, lecz sama zapowiedź takiego działania nie czyni Quebecu państwem niepodległym.
Podobne znaczenie symboliczne zyskuje projekt Alto, wobec którego Plamondon zgłasza sprzeciw, widząc w nim narzędzie wzmacniania kanadyjskiej jedności. Rząd federalny przedstawia go jako pierwszą kanadyjską kolej dużych prędkości, planowaną na około tysiącu kilometrów między Toronto a miastem Quebec, z pociągami osiągającymi do 300 km/h. Spór pokazuje, że infrastruktura łącząca prowincje może być oceniana jednocześnie przez pryzmat korzyści transportowych i przyszłości wspólnego państwa.
Odrębność językowa Quebecu pozostaje przy tym sprawą istotną również dla władz federalnych, co komplikuje prosty podział na obrońców francuskiej kultury i zwolenników Kanady. „Wszystko co Najważniejsze” opisywało już spór z Waszyngtonem o ochronę francuskiego, w którym Mark Carney uznawał język i kulturę za prawa podstawowe. W tym sensie kampania dotyczy także pytania, czy bezpieczeństwo francuskojęzycznej wspólnoty skuteczniej zapewni własne państwo, czy federacja zdolna bronić jej interesów wobec zewnętrznej presji.
W wystąpieniu w Davos, opublikowanym przez „Wszystko co Najważniejsze”, Carney przedstawiał świat, w którym państwa średniej wielkości muszą budować współpracę wobec coraz silniejszej presji mocarstw. Możliwy powrót PQ do władzy można w tym kontekście odczytać jako dodatkowe wyzwanie dla jego polityki, ponieważ obok sporów międzynarodowych Ottawa musiałaby zarządzać odnowionym konfliktem o przyszłość federacji. Skala tego wyzwania zależy jednak od wyniku głosowania, większości parlamentarnej i decyzji przyszłego rządu Quebecu, których przed zamknięciem urn nie można przesądzać.
Sebastian Nizio



