Igor MERTYN: "Symbol Katalonii? Pracowity i uparty, dążący do celu osioł. A Hiszpanii? Głupi, ale silny byk"

TSF Jazz Radio

Symbol Katalonii? Pracowity i uparty, dążący do celu osioł. A Hiszpanii? Głupi, ale silny byk

Igor MERTYN

Socjolog, autor scenariuszy filmowych, kierownik produkcji filmowej. Absolwent Socjologii Kultury Uniwersytetu Łódzkiego oraz PWSFTViT w Łodzi.

zobacz inne teksty autora

.Z balkonu mojego pokoju w hotelu Can Fisa („can” oznacza „dom, siedlisko”) w Corberze widać Tibidabo, Barcelonę i Morze Śródziemne. 4 września 2015 roku pada drobny deszcz, jest pochmurno. Nie ma szans na to, by wyjrzało słońce. Jolanda odwraca się do mnie zagadnięta sekundę wcześniej:

— Tak, faktycznie, pogoda jest kiepska. Ale my się cieszymy. Sam wiesz, jak było w lipcu. O sierpniu nie wspomnę.

— No wiesz, to w Polsce jest już cieplej, a liczyłem, że będzie odwrotnie, że się jeszcze trochę wygrzeję przed naszymi chłodami — odpowiedziałem.

— Że w Hiszpanii będzie taka pogoda, to się nie spodziewałam — dodała moja koleżanka z Polski, która zaczęła przy bufecie nakładać sobie croissanty z serem manchego.

Jolanda popatrzyła na nią swoimi wielkimi oczami, jakby chciała powiedzieć: „Co ty mówisz, dziewczyno?”.

— Ona pierwszy raz — szybko zainterweniowałem.

Jolanda westchnęła z wyrozumiałością.

.Jadę busem z Corbery do Palau Macaya w Barcelonie. Dziś biorę udział w międzynarodowej konferencji na temat polityki społecznej, szczególnie interesujący mnie temat to kondycja psychiczna i fizyczna osób długotrwale bezrobotnych i korzystających z pomocy społecznej. Wysiadam z autobusu. Żegnam się z miłym kierowcą, który nas wiózł:

— Adeu!

Kierowca patrzy na mnie z uśmiechem:

— Gracias!

— Za co mi dziękujesz? — pytam.

— „Adeu” to po katalońsku.

— Tak, wiem — mówię.

— Dlatego dziękuję ci, bo powiedziałeś po katalońsku. Jestem Katalończykiem!

zdjęcie2-1024x1024

 

— Bon dia! — witam się ze znajomym niewidzianym od dawna. — Poznaj, to jest…

— Witam, cieszę się, że możemy razem pracować w tym projekcie.

— Mnie również miło — odpowiadam.

— Jestem Katalończykiem — wyznaje nieznajomy.

— Tak, wiem.

— Poznaje pan po mowie?

— Niestety, nie znam katalońskiego. Poznaję po fladze w klapie pana marynarki.

El Puig, dom w Castellnou de Bages — mała wioska w środkowej Katalonii. Z tarasu domu widać rozciągające się Pireneje. Do Vic, większego miasta, jest 15 minut drogi samochodem. Montse obchodzi urodziny (współpracujemy w projektach międzynarodowych od dziewięciu lat). Z tej okazji w ciągu czterech dni maja 2014 roku przez wynajęty dom dla przyjaciół z Katalonii i innych miejsc Europy przewinie się 150 osób. Będą przyjeżdżać i wyjeżdżać, nocować, rozmawiać, jeść, pić, tańczyć, grać na gitarach i śpiewać, chodzić po okolicznych szlakach pieszych.

Piękny dom z kamienia polnego, z brunatną dachówką, a w salach drewniane belki w ścianach. Siedzimy w sali jadalnej.

Luis i Victor tłumaczą mi: — Wiesz, to nie jest rewolucja! Tak po prostu nie można. Popatrz, wytwarzamy ponad 20% PKB kraju, a dostajemy ochłapy z madryckiego stołu. Utrzymujemy ich!

Luis jest radnym w swoim mieście. W radzie miasta jego ugrupowanie, które jest za niepodległością, ma większość. Ale nawet opozycja jest za całkowitą samodzielnością regionu. Victor również pracuje w samorządzie i ma takie samo zdanie na temat samodzielności Katalonii jak Luis.

— Mam dosyć Barcelony w okresie letnim. Jednego dnia z takiego jednego statku potrafi się wysypać 10 000 turystów. To jest nie do wytrzymania — narzeka znajoma.

Siedzimy na lunchu w jednym z budynków stoczni królewskich z XIII wieku przy Museu Maritim de Barcelona, gdzie jedna z barcelońskich spółdzielni socjalnych zorganizowała i prowadzi świetną restaurację.

— Wygrywacie na turystyce — zauważam. — Katalonia jest najlepiej rozwijającym się regionem, szczególnie w sektorze turystycznym.

— Ale co my z tego mamy?! Nie żartuj, zabierają nam większą część przychodów. Zobaczysz, to się skończy już wkrótce — mówi pewna swego.

— Co, jeśli Madryt nie uzna wyniku referendum? Może znaleźć jakieś kruczki prawne — pytam Luisa, kiedy ten nalewa do szklanek Estrellę. Dochodzi północ w El Puig.

BARCE

.Referendum odbyło się w listopadzie 2014 roku. Zdecydowana większość Katalończyków opowiedziała się za oderwaniem Katalonii od Hiszpanii. Rząd w Madrycie wydał oświadczenie — referendum nie ma mocy prawnej, szczególnie w tej formule, w jakiej zostało przeprowadzone, uważa je za nielegalne. Formuła głosowania była kilkakrotnie zmieniana właśnie z przyczyn prawnych. Władze Katalonii szukały wszelkich sposobów, by ominąć wniosek rządu hiszpańskiego o jego odwołanie. Początkowo w Katalonii planowano nawet już wiążące referendum w sprawie niepodległości. Prawnicy z Madrytu uzasadnili, że będzie ono niezgodne z prawem i niekonstytucyjne.

Co wymyślono? Konsultacje. Politycy katalońscy postanowili przeprowadzić konsultacje w formie głosowania w sprawie niepodległości ich regionu. Trybunał konstytucyjny w Madrycie tę formę również zakwestionował. Zawieszono możliwość przeprowadzenia nawet tych konsultacji, ale i tak Katalończycy postanowili je przeprowadzić. „Hola, Igor! Odpiszę na Twojego e-maila, ale dopiero po referendum. Musimy organizować punkty do głosowania” — napisała koleżanka.

Zabawa w kruczki prawne na linii Madryt – Barcelona trwa na dobre. Katalończycy co chwila testują rząd w Madrycie, na co jeszcze mogą sobie pozwolić. Ale politycy w Madrycie są w kropce. Nie można przecież zarżnąć dojnej krowy na wołowinę. Trzeba grać na zwłokę, trzeba lawirować i wykorzystywać niuanse prawa administracyjnego.

DSCF7997

.W lipcowe przedpołudnie pociąg Renfe wjeżdża na stację kolejową w Mataro, 25 minut drogi od Barcelony. Do pociągu wchodzi brunet o śniadej cerze. Ciągnie za sobą na dwukołowym wózku głośnik ze wzmacniaczem. Bierze do ręki mikrofon. Wita pasażerów pociągu, puszcza podkład muzyczny. „O nie — myślę sobie — znowu Bajlando”.

— Tak dokładnie, to o czym jest ta piosenka? — pytam kolegę z Katalonii.

Jedziemy wspólnie do Barcelony, mamy się spotkać z profesorem z Uniwersytetu Barcelońskiego i rozmawiać na temat modeli polityki społecznej.

— Ciągle ją śpiewają, gdy jeżdżę na tej trasie — narzekam.

— Nie wiem, nie mam pojęcia. To po hiszpańsku, w dodatku śpiewa to Rumun z jakimś dziwnym akcentem — odpowiada zirytowany kolega.

— A ty nie rozumiesz hiszpańskiego? — dziwię się.

— Oczywiście, że tak… Przepraszam. Nie chce mi się tego po prostu słuchać.

Luis nalewa jeszcze Estrelli.

— Widzisz, nawet spożycie Cruzcampo jest tutaj znacznie mniejsze. My mamy swoje piwo: Estrellę. To jest nasz browar, kataloński. Z tradycjami. Powstał w tysiąc osiemset którymś roku.

— Siedemdziesiątym szóstym! — dodaje Victor.

.Katalonia jest najbardziej uprzemysłowionym i najbogatszym regionem w Hiszpanii (przemysł samochodowy, włókienniczy i turystyczny, świetnie zorganizowane rolnictwo). Wywalczyła szeroką autonomię języka katalońskiego, zabronionego w czasach Franco; dzieci uczą się go w szkołach, jest też językiem urzędowym. Podatnik kataloński wpłaca najwięcej do budżetu krajowego ze wszystkich obywateli Hiszpanii.

Kto wypuści z klatki taką złotą kurę jak my? — pyta Victor. — Madryt nie będzie chciał się zgodzić na naszą secesję. Jeżeli nie uznają listopadowego referendum, będziemy dalej walczyć, innymi metodami, ale zaznaczam, legalnymi — na drodze negocjacji i na drodze prawnej.

Gdyby Katalonia oderwała się od Hiszpanii, byłby to w Unii Europejskiej (i nie tylko) niebezpieczny precedens. W grudniu i styczniu Katalończycy leczyli kaca, bo jak twierdzili, „Madryt sztuczkami prawnymi znów nas wykiwał”. Ale już w marcu na placu Katalońskim w Barcelonie, który jest wspanialszy niż Hiszpański, aktywiści katalońscy rozstawiali namioty i rozkładali na stolikach informatory, wyjaśniające, dlaczego w dalszym ciągu trzeba walczyć o oderwanie się od Hiszpanii.

— Visca! Visca! Visca! — krzyczy rozentuzjazmowana starsza kobieta, sopranistka w amatorskim chórze w Corberze, po odśpiewaniu pieśni katalońskiej.

Jest słoneczne lipcowe popołudnie. Zaczęliśmy wspólny obiad o godzinie 14.00. Na początku typowe katalońskie tapas. W tym fantastyczne krokiety, kalmary, jamon, krewetki… i tak jeszcze można wymieniać. Kończymy o godzinie 18.00. Kava — musujące białe wino katalońskie — uderza już do głowy. Za dwa miesiące wybory do parlamentu Katalonii. Pytam Montse:

— Co znaczy „visca” po katalońsku?

— Brawo, brawo my — odpowiada z uśmiechem.

zdjęcie3-1024x768

.Czy Katalonia to Hiszpania? Dla Polaków nie ma różnicy. Hiszpania to gdzieś za górami. Z naszej perspektywy, polskiej — daleko. Nie odróżniamy Katalonii od Hiszpanii. „Jadę na Costa Brava”. „Aaa, to w Hiszpanii” — wymieniają się wiedzą Polacy o miejscach planowanych wakacji. Dobrze, w Polsce można tak powiedzieć. Ale nie mów tak w Katalonii. Chyba że nie zależy ci na miłej obsłudze w restauracjach, „cervezariach” i hotelach. Wszystko, co katalońskie, traktujemy jak hiszpańskie i chyba nie ma się czemu dziwić. Nie wymagam, by przeciętny obywatel Hiszpanii odróżniał kulturę śląską od mazowieckiej.

Dotychczas przedstawiano Hiszpanię jako monokulturę, jako jeden kraj, wakacyjny raj dla turystów, kraj sangrii, tapas, paelli i pięknych plaż. I tak jest wygodnie. Kogo interesują różnice kulturowe?

Autonomię Katalonii przywrócono w 1978 roku, a dopiero w 2005 obecny statut autonomii został uchwalony przez parlament kataloński. Po długich sporach został zatwierdzony przez Kortezy Generalne Hiszpanii. Pełzający dotychczas proces separacji nabrał rozpędu dwa lata temu. „Chyba już dosyć upokorzeń” — mówią jedni Katalończycy. „Sami sobie poradzimy — dodają inni. — Nie potrzebujemy, by Unia Europejska mówiła nam, co mamy robić”.

„To wewnętrzna sprawa Hiszpanii!” — czytam komentarze. Czy kogoś poza granicami naszego kraju będzie obchodzić autonomia Śląska? „Głosowanie twojego życia” — w Katalonii rozwieszono plakaty niepodległościowej koalicji. Prawica zawiązała koalicję z lewicą i prawdopodobnie zdobędzie większość. Pomimo różnic ideologicznych obie największe partie w Katalonii zjednoczyły się wokół jednej idei — niepodległości.

Kiedy widzę ich entuzjazm i pracę wkładaną w zorganizowanie spotkań, punktów informacyjnych, rozklejanie plakatów, roznoszenie ulotek, czuję się, jakbym wrócił do pamiętnego dla nas Czerwca ’89.

„Junts pel Si” — „Razem na tak”. „Tak” dla wolności i niepodległości — tłumaczą mi znajomi nazwę koalicji.

— Jadłeś już patatas bravas i croquetas, które zrobiła moja mama? Jeszcze nie? Spróbuj! Takie tylko u nas, u nas są najlepsze! I paella! Też nasza! — zachęca Pepo.

— To są wariaci!

— Kto?!

— Hiszpanie w Madrycie! — krzyczy Pepo, który zaraz idzie na zebranie stowarzyszenia Gigantos. Lekki wiatr porusza flagę (żółto-czerwone pasy z niebieskim trójkątem i białą gwiazdą na nim) wywieszoną na balkonie.

Oddolny ruch niepodległościowy w Katalonii zapoczątkowany został przez bardzo dobrze zorganizowane społeczeństwo obywatelskie. Moja przyjaciółka jest członkiem pięciu stowarzyszeń. Każde używa przymiotnika „kataloński” w nazwie lub barw Katalonii w logo. Dla Katalończyków głównym motorem dążeń niepodległościowych są sentymenty narodowe i kulturowe. Ale jest nim również możliwość wprowadzenia nowej polityki podatkowej. Niesprawiedliwość społeczna, dyktatura ekonomiczna — tak Katalończycy często określają rządy w Madrycie.

Wojska Franco zdobyły Barcelonę w styczniu 1939 roku. Rząd kataloński, który wcześniej opowiedział się po stronie republiki i udzielił schronienia rządowi republikańskiemu, musiał emigrować do Francji. W 1939 roku Sagrada Familia była bombardowana, również przez lotnictwo niemieckie. Jeszcze przed ostatecznym zwycięstwem wojsk frankistowskich, w 1938 roku, generał Franco wydaje dekret znoszący autonomię Katalonii. Zabroniono publicznego używania języka katalońskiego i katalońskich symboli narodowych. Demonstracje Katalończyków w obronie praw kulturalnych i politycznych były brutalnie rozpędzane z użyciem policji i wojska. To poniżenie Katalończycy pamiętają do dziś.

— „Polacos”, tak nas nazywają. Twierdzą, że mówimy jak Polacos i że jesteśmy jak Polacos. Więc ty nas chyba rozumiesz? — pyta Pepo. — Chcieli nas pozbawić naszej kultury i języka. Wy to rozumiecie! — przygląda mi się badawczo.

Polacy walczyli po stronie republikanów, szczególnie w Katalonii. W oddziałach republikańskich można było usłyszeć język polski wcale nie tak rzadko. Powiedzenie, że Katalończycy są „jak Polacos”, oznacza, że posługują się nie tylko językiem niezrozumiałym dla Hiszpanów, ale mają zupełnie inną mentalność i kulturę.

zdjęcie6-1024x1024

.FC Barcelona to nie tylko drużyna piłkarska ze szczytów rankingów europejskich i światowych. To drużyna wojowników, walczących za idee republiki i o niepodległość Katalonii. Upokorzenie na boisku piłkarskim drużyn z Kastylii, a szczególnie Królewskich, było powodem do dwudniowej fiesty. FC Barcelona była Katalonią, to był stan umysłu. Kibicując Barcelonie podczas meczów w czasach Franco i po jego śmierci, można było manifestować odrębność regionu. Dziś to jeszcze jeden przykład rozwoju ekonomicznego Katalonii. To produkt komercyjny.

— Gdzie jest stadion Espanyolu? — pytam.

— A skąd ja mam to wiedzieć? Co mnie to interesuje!? — oburza się Pepo.

.Katalonia ma szeroką autonomię, ale wiele kwestii jest nieuregulowanych lub spornych. Opóźnia się przekazanie sieci kolejowej, wprowadzenie prawa do ustalania udziałów państwa hiszpańskiego i Katalonii w podatkach i wydatkach, prawa do posiadania własnych przedstawicielstw zagranicznych. Brakuje regulacji związanych z kontrolą nad barcelońskim lotniskiem El Prat. To potęguje poczucie niesprawiedliwości wśród Katalończyków.

Podczas realizacji międzynarodowego projektu innowacji społecznych spotykam Joana. Siedzimy w holu jednego z łódzkich hoteli, rozmawiamy dobre pół godziny. Okropnie zimno jest w listopadzie w Polsce. Zimno i deszcz. Za pięć lat Joan będzie jednym z wolontariuszy pomagających przy organizacji referendum w sprawie niepodległości Katalonii.

— Wiesz, co jest symbolem Katalonii? — pyta nagle.

— Osioł — odpowiadam.

— No właśnie, pracowity i uparty, dążący do celu. A Hiszpanii — byk. Głupi, ale silny byk.

Igor Mertyn

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam