Orfeusz i Eurydyka wracają wśród ateńskich antyków

Orfeusz i Eurydyka powracają do Aten, aby przypomnieć o pytaniach, które antyk pozostawił kolejnym pokoleniom. Od 30 października 2026 roku do 24 stycznia 2027 roku Narodowe Muzeum Archeologiczne prezentuje wystawę Williama Kentridge’a „Imitate the Sleep of Stones”, łączącą współczesne obrazy z zabytkami starożytności. Spotkanie obu światów prowadzi ku opowieści o miłości, pamięci i granicy śmierci, a zarazem pokazuje, jak wiele zawdzięczamy greckiej wyobraźni.
.Wystawa południowoafrykańskiego artysty została pomyślana jako rozmowa prowadzona wśród dzieł należących do dziedzictwa starożytnej Grecji. W przestrzeniach muzeum, obok kurosów, sfinksów i pomników nagrobnych, pojawiają się stalowe figury, papierowe sylwety drzew oraz ruchome obrazy. Kurator Burcu Fikretoğlu zestawia je z przedmiotami związanymi z muzyką, miłością i przejściem między życiem a śmiercią. Antyczne zabytki uczestniczą w ten sposób w opowieści, której kolejną wersję tworzy artysta pracujący w Johannesburgu.
Takie spotkanie pozwala wrócić do argumentu prof. Chantal Delsol, przedstawionego na łamach Wszystko co Najważniejsze w tekście „Nasza kultura nic nie znaczy bez dorobku Greków i Rzymian”. Francuska filozof wskazuje, że europejska tożsamość i kultura chrześcijańska wzrastały w związku ze spuścizną starożytności. Dlatego sprzeciwia się usuwaniu antyku z edukacji, widząc w tym groźbę zerwania ciągłości kultury. Ateńska ekspozycja daje sposobność, by ten związek zobaczyć poprzez konkretne dzieła i jedną z najbardziej przejmujących opowieści odziedziczonych po starożytnych.
Orfeusz i Eurydyka wobec granicy śmierci
Grecki mit przetrwał między innymi dzięki poetom rzymskim, którzy nadali mu formy czytane przez następne stulecia. Wergiliusz opowiedział historię utraty Eurydyki w czwartej księdze „Georgik”, a Owidiusz powrócił do niej w dziesiątej księdze „Metamorfoz”. Już ta droga pokazuje, jak działała kultura klasyczna: przejmowała opowieści, przekształcała je i przekazywała dalej. Kolejne odczytania mitu są częścią jego historii.
Eurydyka umiera po ukąszeniu węża, a Orfeusz podejmuje wyprawę do świata zmarłych, aby odzyskać żonę. Jego śpiew porusza władców podziemia, którzy zgadzają się na jej powrót pod warunkiem, że podczas drogi ku życiu nie obejrzy się za siebie. Orfeusz narusza zakaz i traci ukochaną po raz drugi. U Owidiusza za spojrzeniem stoi lęk, że Eurydyka pozostaje w tyle, oraz pragnienie jej zobaczenia.
Siła tej sceny bierze się z rozpoznawalności gestu, który prowadzi do katastrofy. Pragnienie upewnienia się, że bliska osoba rzeczywiście jest obok, okazuje się silniejsze od nakazu powstrzymania spojrzenia. W tej historii miłość styka się z niepewnością, a nadzieja odzyskania utraconego człowieka zostaje wystawiona na próbę. Antyczna opowieść pozwala przyjrzeć się uczuciom, które trudno zamknąć w prostym pouczeniu o posłuszeństwie.
Orfeusz jest zarazem poetą i muzykiem, dlatego jego wyprawa od początku stawia pytanie o możliwości sztuki. Pieśń potrafi wzruszyć nawet mieszkańców podziemia i na pewien czas zmienić bieg wydarzeń. Ostateczne doświadczenie utraty pozostaje jednak częścią opowieści. Można w niej zobaczyć napięcie, które powraca w późniejszej kulturze: sztuka przywołuje obecność zmarłych, choć człowiek nadal musi żyć ze świadomością ich odejścia.
Do tego namysłu prowadzi również opublikowana w Wszystko co Najważniejsze rozmowa kardynała Gianfranca Ravasiego i prof. Ivano Dionigiego „Ateny i Jerozolima. Antropologia świata klasycznego i biblijnego”. Powraca w niej potrzeba rozumienia człowieka w całości oraz odzyskania pełnego wymiaru czasu, obejmującego pamięć i przyszłość. Życie teraźniejszych pokoleń pozostaje związane ze zmarłymi i z tymi, którzy dopiero przyjdą na świat. Odczytywany w takim kontekście mit Orfeusza dotyka jednego z podstawowych doświadczeń kultury, która przechowuje pamięć o nieobecnych.
Kamień, obraz i muzyka wobec przemijania
W Atenach te pytania otrzymują materialny punkt odniesienia. Wśród zabytków zestawionych z pracami Kentridge’a znajduje się koryncki krater czerwonofigurowy z około 400–375 roku przed Chrystusem, przedstawiający Orfeusza grającego na lirze. Pokazywane są również pozostałości liry z kości słoniowej z grobu kopułowego w Menidi, datowane na XIV–XIII wiek przed Chrystusem. Obraz mitycznego muzyka spotyka się z zachowanym śladem rzeczywistej kultury muzycznej starożytności.
Ważnym elementem ekspozycji jest diorama wykorzystująca dziewiętnastowieczną technikę teatralną znaną jako „Pepper’s Ghost”. Dzięki odbiciom ruchome obrazy pojawiają się w materialnej makiecie, łącząc rysunek, film i sceniczną iluzję. Pozwala to zestawić doświadczenie widzialnej obecności z jej ulotnością, tak istotną dla opowieści o Orfeuszu. W takim odczytaniu technika służy pytaniu, które towarzyszy mitowi od stuleci: co naprawdę możemy zatrzymać, gdy próbujemy przywołać utraconą osobę?
Papierowe drzewa odsyłają z kolei, jak wyjaśnia muzeum, do interpretacji Rainera Marii Rilkego, w której Eurydyka jest już związana z ziemią i przemianą dokonaną przez śmierć. Wystawa przywołuje więc także historię późniejszego czytania antyku. Między starożytną opowieścią a współczesną instalacją pojawia się poezja, która ponownie rozkłada jej akcenty. Dzięki temu można zobaczyć, że mit zachowuje żywotność również wtedy, gdy kolejni twórcy pytają o doświadczenie postaci pozostających wcześniej na dalszym planie.
Do tej samej historii powraca „L’Orfeo” Claudia Monteverdiego, wystawiany przez Grecką Operę Narodową w inscenizacji Kentridge’a od 30 października do 14 listopada 2026 roku. Dzieło miało premierę w Mantui w 1607 roku i należy do najważniejszych utworów wczesnej historii opery. Ateńska produkcja wykorzystuje opracowanie na współczesne instrumenty przygotowane przez Nica Muhly’ego. W jednej opowieści spotykają się zatem grecki mit, włoska tradycja muzyczna i dzisiejszy język teatru.
To ważny wymiar obecności Kentridge’a w Atenach, ponieważ Orfeusz przekracza granice pojedynczej dziedziny sztuki. Jego historia może być przedstawiona na naczyniu, opowiedziana w poemacie, zaśpiewana na scenie i przywołana w ruchomym obrazie. Każda z tych form pozwala uchwycić inny aspekt miłości, utraty i pamięci. Wspólny temat umożliwia rozmowę między dziełami, które dzielą języki, miejsca powstania i całe stulecia.
Antyk, który przemawia także po polsku
Polska kultura ma własną, rozległą historię takich powrotów. Prof. Jerzy Miziołek opisuje ją w tekście „Antyk grecko-rzymski w polskiej kulturze”, wskazując na kolejne fale inspiracji klasycznym dziedzictwem. Przywołuje między innymi Jana Pawła II recytującego w Wadowicach w 2001 roku fragment „Antygony” Sofoklesa. Antyczny utwór staje się w tym przykładzie częścią osobistej pamięci i publicznej wypowiedzi człowieka żyjącego na progu trzeciego tysiąclecia.
W niedawno opublikowanym artykule „Antyk alla polacca w Łazienkach Królewskich i u Mickiewicza” prof. Jerzy Miziołek pokazuje, jak antyczne wzory otrzymywały polskie znaczenia. Pisze o królewskim kolekcjonerstwie, kopiach rzeźb wykorzystywanych przez artystów i romantycznym odczytywaniu starożytnych dzieł. Klasyczne formy włączano w rozmowę o własnej wspólnocie i jej losie. Z takiej perspektywy współczesne spotkanie Kentridge’a z ateńskimi zbiorami można zobaczyć jako kolejne ogniwo długiej historii twórczego przyswajania antyku.
Trwałość tego dziedzictwa zależy również od umiejętności rozpoznawania jego znaczeń. Znajomość opowieści o Orfeuszu pozwala dostrzec w spojrzeniu za siebie dramat nadziei i zwątpienia, a w obrazie muzyka pytanie o siłę sztuki. Lektura dawnych tekstów poszerza w ten sposób doświadczenie współczesnego widza. Temu właśnie służy przekazywanie wiedzy o starożytności kolejnym pokoleniom.
Wystawa w Narodowym Muzeum Archeologicznym daje okazję, aby zobaczyć tę ciągłość w konkretnym miejscu i poprzez konkretne przedmioty. Zachowane naczynie, fragment instrumentu i współczesny obraz odsyłają do ludzkiej potrzeby nadawania formy doświadczeniu utraty. Orfeusz i Eurydyka powracają, ponieważ kolejne pokolenia rozpoznają w ich historii własne pytania. Antyk pozostaje obecny tam, gdzie podejmujemy trud ich zrozumienia.
Karolina Jaszowiecka




