Moja Warszawa (4)

Anna BIAŁOSZEWSKA

Prawniczka. Zakochana w lotnictwie i Warszawie.

Ryc. Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Uwielbiam słuchać opowieści mojego Taty o Warszawie przedwojennej, szczególnie o Trakcie Królewskim i spacerach Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem. Dziadkowie zabierali go na spacery niedzielne właśnie tam, gdzie spotykała się ówczesna Warszawa, tętniło życie kulturalne i intelektualne. We wspomnieniach Taty, wówczas paroletniego berbecia, wystawa u Bliklego jest ogromna i magiczna, a pani Zofia jak dobra wróżka, obdarowująca łakociami wystraszonego chłopczyka, który zapuścił się na zaplecze korzystając z chwili nieuwagi rodziców. Ale też Pasaż Italia z kawiarnią Frassatti, niezwykłymi świetlikami, gdzie można było siedzieć godzinami patrząc w niebo. Jest tajemniczy i zakazany owoc ukryty za drzwiami do lokalu Paradiso, którego jedynym śladem jest teraz neon “dancing” widoczny dla tych nielicznych przechodniów podnoszących wzrok ku niebu, spoglądających na “nieparzystą” stronę Nowego Światu ku placowi Trzech Krzyży. Jest też salon kapeluszy damskich, w którym panie przeglądały się w tremach, przymierzając najnowsze fasony “prosto z samego Paryża, szanowna Pani”… Tędy wędrowało się do cyrku Staniewskich na Ordynacką, założonego przez panią Ciniselli, cyrku który był wyjątkowy nie tylko ze względu na występujących ale też fantastyczny budynek. Nad Nowym Światem z tych opowieści unosi się gwar rozmów dziennikarzy, intelektualistów, polityków ale też zwykłych mieszkańców Warszawy owego czasu, którzy potrafili spędzić wiele godzin dyskutując na najważniejsze tematy przy stolikach kawiarnianych. Są kwiaciarki wędrujące pomiędzy stolikami i oferujące “różyczkę dla wybranki”…

Ten Nowy Świat jest wyjątkowy, jedyny taki, tygiel warszawski, z pępkiem miasta na skrzyżowaniu z Chmielną.

Biegłam na Nowy Świat gnana też swoimi wspomnieniami podobnych spacerów, jakie w dzieciństwie odbywałam z Tatą. Choć wtedy było mniej magicznie niż przed wojną, bo lata 80. w Warszawie, jak i w całej Polsce były naznaczone szarzyzną… Mimo to mam swoje zakątki na Foksal, tonące w zieleni i z widokiem na Powiśle, tzw “zaplecze” Nowego Światu gdzie kiedyś było Kino Skarpa, parę podwórek, który jeszcze nie zostały ujednolicone na obecnie obowiązującą modłę.

A jednak nie lubię tego Nowego Światu. Zastanawiałam się przez pewien czas dlaczego – skąd ta podskórna niechęć, mimo że ulica została wyremontowana, fasady kamienic odnowione, zimą zawieszane są piękne dekoracje świetlne a latem jest mnóstwo kwiatów, które dają trochę zieleni i barw ulicy.

Czuję, że to nie jest prawdziwy Nowy Świat, że stracił swoją wyjątkowość, stał się po prostu jeszcze jedną wielką galerią handlową. Na domiar złego nie jest to nawet “prawie jak w Mediolanie”, lecz raczej taka wersja dla uboższych, a wszystko co tu można teraz znaleźć można też dostać w dowolnym innym mieście, nie tyle nawet Europy ale Polski. Praktycznie na każdym kroku spotykamy”sieciówki” niezależnie od tego czy chodzi o ubrania czy kawiarnie. Znikły małe sklepiki rodzinne, bo niemożliwym było ich utrzymanie przy “jednej z 50 najdroższych ulic Europy”. Poznikały nie wiadomo kiedy lokale, które nadawały wyjątkowego charakteru. Zaś ciastka Bliklego można kupić w dowolnej galerii handlowej w Polsce, ba już nawet w zwyczajnym blaszaku w rodzaju Centrum Handlowe Targówek czy M1. Ostatnio zapowiadanym wydarzeniem ma być otwarcie “ekskluzywnego lokalu dla panów” – tyle że to jeden z wielu takich samych. Nie, pozostaje nieuchwytny żal.

Nie ma teraz nic autentycznie warszawskiego w tej ulicy, jest po prostu nudna i nijaka. Bezładna, upstrzona reklamami, zasłaniającymi piękne elewacje kamienic,  których skrawki historii można wyczytać na tablicach upchanych pośród wielu innych tabliczek szpecących bramy. Zresztą informacje tam zawarte są tak ogólne i mało ciekawe że turyści a nawet mieszkańcy nie zwracają na nie uwagi.

Nie ma teraz nic autentycznie warszawskiego w tej ulicy, jest po prostu nudna i nijaka. Bezładna, upstrzona reklamami, zasłaniającymi piękne elewacje kamienic.

Nowy Świat przypomina trochę wieś potiomkinowską, bo gdy wejdziesz w większość z podwórek masz ochotę zawrócić na pięcie i uciec, no chyba że mieszczą się tam biura którejś z licznych kancelarii, ale te podwórka są z reguły zagrodzone bramą.

Nowy Świat nie zatrzymuje przechodnia, nie wciąga i nie zaciekawia, po prostu przebiega się nim w drodze do lub z. I nie zmienia tego nawet nadanie mu charakteru deptaka w okresach świątecznych i wakacyjnych.

Zaś co ciekawsze dyskusje z kawiarni Nowego Światu przeniosły się w najlepszym razie do Pałacu Staszica lub na Wydział Dziennikarstwa, w Domu Interesów Zamojskiego, z którego okien kiedyś “ideał sięgnął bruku”.

Zabito – nie z premedytacją, raczej z przypadku, bo tak wyszło – jedną z piękniejszych niegdyś ulic Warszawy.

Anna Białoszewska

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

  • Emil

    A ja bardzo lubię chodzić po Nowym Świecie. Zawsze tam zachodzę jak odwiedzam Warszawę.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi