Charlotte FILLOL: 2019 - rok neurotyczny, nowe podatki, protesty i brak pomysłu

TSF Jazz Radio

2019 - rok neurotyczny, nowe podatki, protesty i brak pomysłu

Charlotte FILLOL

Wykłada zarządzanie na Université Paris Dauphine. Przez wiele lat kierowaąa strategią edukacyjną jednej z francuskich firm z branzy EdTech. Obecnie jest związana z Instytutem Sapiens.

Mimo zapowiedzi ze strony francuskiego rządu przeprowadzenia wielkiej narodowej debaty, początek 2019 roku nie przyniósł uspokojenia nastrojów. Co weekend powtarzają się te same gorszące sceny w tonacji żółtych kamizelek – pisze Charlotte FILLOL

Od niedawna ten stan rozgardiaszu objął również uniwersytety: najpierw zaczęli burzyć się studenci z Nanterre, Tuluzy, Rennes, Aix-en-Provence, a w końcu cały, dotąd wyjątkowo spokojny studencki światek przyłączył się do kontestacji. Z jednej strony studenci nie zgadzają się na podniesienie wpisowego dla studentów zagranicznych, a z drugiej chodzi im po prostu o to, żeby nie odstawać od reszty i żeby ich głos również stał się słyszalny w tej powszechnej kontestatorskiej kakofonii. Na horyzoncie rysuje się więc „biały” rok, bez sesji i egzaminów.

I choć reforma sposobu zapisu na studia jest jednym z rzadkich i namacalnych sukcesów obecnego rządu, ten w przypływie paniki postanawia uciec do przodu, czyniąc z kształcenia wyższego nośny symbol swej odpowiedzi na ogarniające cały kraj protesty. Na przekór wszelkiej racjonalności. Rząd zdecydował bowiem o wprowadzeniu minimalnego dochodu studenckiego (RME), równego płacy minimalnej (SMIC), dla wszystkich studentów, niezależnie od ich statusu materialnego. W założeniu pomysłodawców pieniądze te mają na celu zarówno uspokojenie studenckiej frondy, jak i uzmysłowienie protestującym, że skoro nie da się pomóc wszystkim, to inwestujmy chociaż w młodzież. W szumnych zapowiedziach brakowało informacji, skąd będą pochodzić środki na jego sfinansowanie.

Ponieważ rozwiązania zapowiedziane do tej pory przez rząd francuski już windują deficyt powyżej granicznych 3%, przed swoimi europejskimi kolegami (Niemcy marszczą brwi, Włosi śmieją się do rozpuku…) rząd musi zachowywać twarz. Tak oto w głowach urzędników ministerstwa finansów rodzi się genialna myśl…

Ponieważ postępująca automatyzacja prowadzi do spadku liczby ofert pracy, to opodatkujmy sztuczną inteligencję. I tak oto powstał TIAR – podatek od sztucznej inteligencji i robotyki. Mają być nim obłożone wszelkie interakcje człowiek-maszyna.

Co ciekawe, administracja fiskalna przy analizie danych i przeliczania ich interakcji na wartości księgowe sama korzysta z pomocy takich gigantów technologicznych jak Google. Olivier Babeau opisał absurdalność takiego podejścia w ostrym felietonie opublikowanym w „Le Figaro” („O fortunatos nimium sua si bona norint” – „Zdusić inteligencję, opodatkować przyszłość”).

Na katastrofalne efekty nie trzeba długo czekać: cały sektor branży technologicznej, który próbuje budować swój wzrost na automatyzacji usług i interakcji z użytkownikami (wyszukiwarki danych, AdTech, FinTech), załamuje się. Internetowy „Ruch Gołębi”, który federował protestujących przeciwko ustawie budżetowej z 2013 roku (określanej jako antystartupowej), odradza się i robi wszystko, by rząd odszedł od tego rozwiązania, a przed ministerstwem finansów od ponad dwudziestu dni trwa protest głodowy założycieli jednego z francuskich startupów. W reakcji na protesty rząd postanawia utworzyć specjalny asekuracyjny fundusz gwarancyjny (FGCR), którego celem ma być wypłacanie odszkodowania założycielom startupów w kłopotach. Zarządzać nim ma pilotażowy osiemdziesięcioosobowy komitet, złożony z posłów, senatorów oraz ekspertów.

Fikcja? Karykatura? Oczywiście, że tak. Ale choć ten scenariusz należy do tych z gatunku political fiction, to odwołuje się do mechanizmów, których doświadczamy we Francji od bardzo wielu lat (we wszystkich znaczeniach słowa „doświadczać”). Rozwiązanie przyjęte pod presją okoliczności, niedopracowane, finansowane z jednego, nigdy niewyczerpanego źródła, czyli z wyobraźni urzędników administracji podatkowej…

Gra toczy się jednak o naprawdę dużą stawkę. Rząd musi pochylić się nad tą kwestią i zaproponować właściwe rozwiązania na przyszłość.

Edukacja, nauka zawodu, innowacje – to ten tryptyk umożliwi powstanie Francji jutra. Do dzisiejszej Francji, tej z 2019 roku, należy natomiast nadanie temu tryptykowi kształtu.

Od lat, by nie powiedzieć od dziesięcioleci, mamy we Francji do czynienia z pewnym paradoksem: podczas gdy setki tysięcy miejsc pracy pozostają nieobsadzone (przedsiębiorcy skarżą się m.in. na brak kompetencji u kandydatów), krzywa bezrobocia nie przestaje piąć się w górę. Cyfrowa eksplozja, która odcisnęła swoje piętno na wszystkich aspektach ludzkiego życia, wydaje się wciąż niezrozumiała lub niedostrzegana przez system edukacji i kształcenia zawodowego w naszym kraju mimo coraz to nowych reform. Szacunki mogą przyprawiać o ból głowy: w perspektywie najbliższych dwudziestu lat może zniknąć 30% zawodów, będzie też odczuwalny brak wykwalifikowanych pracowników, nawet do 1,5 miliona do 2030 roku. Tymczasem roczne nakłady na edukację ogólną wciąż przewyższają nakłady na szkolnictwo zawodowe: odpowiednio 150 miliardów i 32 miliardy euro.

Dysproporcja liczbowa, ale i jakościowa jest więc ogromna. Kształcenie tak wielkiej liczby studentów nijak się ma do potrzeb rynku. Już daje się odczuć brak inżynierów i programistów, podczas gdy kształcimy za dużo marketingowców. Trwa dyskusja nad zmianą zasad przyjmowania studentów na kierunki medyczne (zwiększenie numerus clausus). Dzisiejsze szkolnictwo zawodowe wciąż jest niewystarczająco przystosowane do potrzeb przedsiębiorstw: praktyki rozwiązują co prawda część problemów, ale wciąż jest tak, że młodych po studiach trzeba „przyuczać do zawodu”, aby mogli podjąć pierwszą pracę. I w końcu osławione kompetencje „miękkie”. Ich znaczenie w dobie sztucznej inteligencji i kształcenia przez całe życie będzie coraz większe, a tymczasem są one wciąż słabo doceniane.

Za tymi wszystkimi kwestiami toczy się gra o edukację jutra i „pojutrza”. Czego powinniśmy się uczyć, a czego maszyny nigdy nie będą potrafiły robić? Im szybciej znajdziemy odpowiedź na to pytanie, tym mniej będziemy skazani na świat opisany przez Herberta George’a Wellsa w wielkiej i zapomnianej dziś powieści Kiedy śpiący budzi się. Świat, w którym edukacja zarezerwowana będzie dla wybrańców i w którym znakomita większość zredukowana będzie do roli bezrozumnych maszyn, wykonujących powtarzalne czynności.

Nasza odpowiedzią na to pytanie powinno być tworzenie trwałej wartości wobec rewolucji cyfrowej oraz wprowadzenie koniecznych zmian w systemie edukacji wokół nowej definicji kompetencji. Powinna nią być również refleksja nad działaniami władzy publicznej, począwszy od kwestii podatkowych, a na przemodelowaniu systemu edukacji skończywszy, tak aby wspomniany wyżej tryptyk „edukacja, nauka zawodu, innowacje” mógł rzeczywiście skutecznie funkcjonować.

.Nasza odpowiedź powinna być wolna od przeszłych nawyków i teraźniejszych lęków, w pełni świadoma stawki, o jaką toczy się gra. Połóżmy w 2019 roku fundamenty pod czekającą nas nową erę.

Charlotte Fillol
Przekład: Andrzej Stańczyk

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam