Ewa K. CZACZKOWSKA: Kardynał Wyszyński. Doradca "Solidarności" czy mediator? Ewa K. CZACZKOWSKA: Kardynał Wyszyński. Doradca "Solidarności" czy mediator?

Kardynał Wyszyński. Doradca "Solidarności" czy mediator?

Photo of Ewa K. CZACZKOWSKA

Ewa K. CZACZKOWSKA

Dziennikarka, historyk. Przez wiele lat pracowała w „Rzeczpospolitej”. Adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW. Autorka książek m.in. „Kardynał Wyszyński. Biografia”, „Siostra Faustyna. Biografia Świętej”, „Cuda Świętej Faustyny”. Laureatka nagrody dziennikarskiej im. Biskupa Chrapka „Ślad” oraz czterech Feniksów - nagrody Wydawców Katolickich.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Prymas Wyszyński kilkadziesiąt lat umacniał w Polakach wewnętrzną wolność, poczucie godności i domagał się od komunistycznych władz respektowania praw człowieka. Wyprowadzając ludzi na ulice, uczył w wolności manifestować swe poglądy religijne, przełamywać wzajemną nieufność – pisze Ewa K. CZACZKOWSKA

.Tylko dwa razy w ciągu 33 lat prymasostwa nastroje i oczekiwania społeczne rozeszły się z ocenami kard. Wyszyńskiego. Po raz pierwszy w 1965 roku, gdy większość Polaków nie była przygotowana duchowo na słowa przebaczenia wobec Niemców, skierowane przez biskupów polskich do niemieckich. Po raz drugi – w sierpniu 1980 roku. Robotnicy strajkujący na Wybrzeżu zamiast słów wsparcia, by trwać w proteście aż do momentu zgody władz na utworzenie wolnych związków zawodowych,  usłyszeli słowa nawołujące do spokoju i dialogu społecznego.

Prymas nie od razu wyczuł, jak potężna jest siła sierpniowego zrywu robotników Wybrzeża i jaki jest charakter rodzącego się ruchu. Gdy to zrozumiał, poparł „Solidarność”. Stał się doradcą przywódców związku. Jednocześnie do końca życia bardzo dbał o to, by  nie podsycać, ale łagodzić napięcia między „Solidarnością” a władzami państwowymi po to, by nie doszło do rozlewu krwi.

Prymas Wyszyński kilkadziesiąt lat umacniał w Polakach wewnętrzną wolność, poczucie godności i domagał się od komunistycznych władz respektowania praw człowieka. Kiedy wreszcie robotnicy sami się o nie upomnieli – do czego potężnym impulsem była pielgrzymka do Polski Jana Pawła II w 1979 roku –  zdawał się tym zaskoczony. W roku milenium mówił, że kiedy Polska „się uchrześcijani”, upadnie komunizm. Wyprowadzając ludzi na ulice, uczył w wolności manifestować swe poglądy religijne, przełamywać wzajemną nieufność. Modlił się nieustannie „o ducha wolności i pokoju” dla wszystkich narodów Europy Środkowo-Wschodniej, o wyzwolenie „z udręki i niewoli”. Nie przypuszczał jednak, że może się to stać już teraz, w ówczesnych warunkach geopolitycznych i w wyniku wydarzeń zapoczątkowanych na polskim Wybrzeżu w sierpniu 1980 roku.

Prymas od początku strajków, których pierwsza fala przeszła przez kraj już w lipcu, starał się rozeznać ich charakter i odpowiedzieć na pytanie: czy jest to protest robotniczy o podłożu ekonomicznym, jak w 1970 i 1976 roku, czy wynik walk frakcyjnych w partii, czy może bunt o szerszym znaczeniu – jako efekt budzącego się sumienia Polaków. Z dziennika prymasa wynika, że te odpowiedzi się zmieniały, prawdopodobnie pod wpływem informacji przynoszonych przez kolejnych rozmówców. Najważniejsze dla prymasa pytanie się nie zmieniało. Brzmiało: jak zareaguje Moskwa?

14 sierpnia 1980 roku rozpoczął się protest robotników w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Dwa dni później zawiązał się Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z Lechem Wałęsą na czele[1].Tego dnia prymas Wyszyński był we Wrocławiu. Mówił w homilii, że to, czego teraz Polsce i Polakom potrzeba, to duch „równowagi, spokoju, dojrzałości, miłości, przebaczenia, zapomnienia i mobilizowania wszystkich duchowych energii”. Prymas uspokajał nastroje, podobnie jak czynił to w przeszłości, gdy napięcie społeczne sięgało zenitu. „Największym dobrem, łaską jest to, że jesteśmy u siebie, mówimy mową ojczystą, możemy modlić się w świątyniach, wołać do Boga. Możemy pracować nie jako niewolnicy, ale jako wolni, we własnej Ojczyźnie!”[2], mówił do rolników w Czerniejewie. Natomiast w Wambierzycach na Dolnym Śląsku 17 sierpnia 1980 roku wymieniał to, co jest potrzebne, aby w kraju zapanował spokój. Trzeba – mówił prymas –  rzetelniej pracować, nie trwonić, ale oszczędzać, mniej pożyczać, nie wywozić towarów, lepiej zaspokajać potrzeby ludzi. Ale poparł też „starania o należne narodowi prawa społeczne, moralne, ekonomiczne i kulturalne”[3].

Prymas, głosząc tę homilię, nie znał jeszcze 21 postulatów, które tego dnia ogłosił zawiązany w stoczni dzień  wcześniej Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z Lechem Wałęsą na czele. Do MKS w ciągu kilku dni przystąpiło 400 zakładów, w których trwały strajki.  Najważniejszy postulat Komitetu dotyczył powstania „niezależnych od partii i pracodawców” wolnych związków zawodowych. Robotnicy żądali też prawa do strajku, uwolnienia więźniów politycznych, zniesienia cenzury, podwyżek płac, wszystkich sobót wolnych od pracy, wprowadzenia kartek na mięso do czasu opanowania kryzysu na rynku żywnościowym. Był też postulat natury religijnej – udostępnienie środków masowego przekazu przedstawicielom wszystkich wyznań. Strajkujący czekali na rozpoczęcie rozmów  z rządem i głos wsparcia najważniejszego autorytetu w państwie – prymasa Stefana Wyszyńskiego.  Rząd był zmuszony rozpocząć negocjacje,  gdyż z powodu strajków Polsce groził paraliż. Rozmowy między MKS a rządem reprezentowanym przez wicepremiera Mieczysława Jagielskiego momentami przebiegały dramatycznie. W każdej chwili groziło ich zerwanie.

Gdy prymas 18 sierpnia wrócił ze Śląska do Warszawy, po rozmowie z ks. Alojzym Orszulikiem, który referował mu m.in. telewizyjne przemówienie Edwarda Gierka, zapisał w Pro memoria: „Ale p. E.G. pozwolił sobie na pogróżki wobec robotników. Byłaby to najgorsza przysługa dla rozwiązania sprawy”. A także uwagę, że gdy przed rokiem  ostrzegał Gierka przed skutkami działań, ten „koloryzował” sytuację ekonomiczną. „Dziś – notował prymas 18 sierpnia – szuka rozwiązań, ale ich nie widać. Liczą na Kościół, ale ludzie Kościoła nie mogą stanąć okoniem przeciw postulatom robotników, gdyż te postulaty są słuszne. Dziś idzie już nie tylko o przysłowiową »kiełbasę«, ale o postulaty społeczne (związki zawodowe – przyp. red.) i polityczne – strajk ogarnia coraz większą ilość zespołów zakładowych (…)”[4].

Trzy dni  później prymas otrzymał list datowany 20 sierpnia od Jana Pawła II, w którym papież solidaryzował się z protestującymi robotnikami. Pisał, że modli się, aby episkopat z kardynałem Wyszyńskim mógł również i tym razem pomóc Polakom „w ciężkim zmaganiu się o chleb powszedni, o sprawiedliwość społeczną i zabezpieczenie jego nienaruszalnego prawa do własnego życia i rozwoju”[5]. Papież i prymas,  jak pokazuje zapis Pro memoria z 18 sierpnia,  podobnie oceniali sytuację społeczną, ale inaczej rozkładali akcenty. Ujawni się to kilka dni później, 26 sierpnia na Jasnej Górze, gdzie w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej przemawiał prymas. W przeddzień, przypomnijmy, prymas spotkał się z Edwardem Gierkiem. Czy ich wieczorne spotkanie miało wpływ na treść homilii w Częstochowie?

Zdania są podzielone. „Prymas wrócił do domu na Miodową mocno zaniepokojony. Cały wieczór zastanawiał się nad swoim wystąpieniem na Jasnej Górze. Chodziło tu o los narodu. Prymas naszkicował kierunek swojego kazania”[6], pisał Peter Raina, który jako jeden z nielicznych miał dostęp do dużej części dzienników prymasa. W przekonaniu biskupa Orszulika prymas nic nie zmienił w opracowanym już konspekcie wystąpienia.

26 sierpnia kard. Wyszyński zjawił się w Częstochowie o godz. 9.30. Przed rozpoczęciem mszy św. na wałach jasnogórskich zdążył jeszcze z bp. Bronisławem Dąbrowskim wymienić opinie na temat sytuacji w kraju i wspomnieć o rozmowie z Gierkiem.  Kazanie w całości poświęcił sprawie odpowiedzialności za naród. „W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku sumienia. Jeżeli budzi się w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa”. Kazanie prymasa było wyjątkowo długie. Kładł w nim nacisk na kwestię współodpowiedzialności za państwo i na związek między powinnościami a  prawami. „Odpowiedzialność jest (…) wspólna. Dlaczego? Bo wspólna jest i wina. Nikt z nas nie jest bez grzechu, nikt nie jest bez winy”, choć różny jest jej stopień. Prymas jakby przypominał w tym kazaniu to,  o czym mówił od lat, że kryzys państwa to kryzys jego moralności, na którą składa się poziom moralny poszczególnych ludzi, gdyż każdy grzech ma wymiar społeczny. Teraz jednak nie czas było szukać winnych.  Nie przyszliśmy do Matki Bożej – mówił – „ by jątrzyć, niepokoić, ale by przypominać (…) o tym, jakie wartości trzeba uszanować, i co należy wypełnić, aby w Ojczyźnie naszej powrócił spokój i ład”. Warunkiem pokoju – wymieniał – są m.in.: poszanowanie porządku religijno-moralnego, wolność Kościoła, prymat rodziny, a także prawo człowieka do zrzeszania się. Prymas nie wspomniał ani słowem o  robotnikach strajkujących na Wybrzeżu, chociaż upomnienie się o prawo do zrzeszania było w istocie poparciem ich głównego postulatu: zgody władz na utworzenie niezależnych samorządnych związków zawodowych. Ale prymas mówił też, że chociaż „żądania mogą być słuszne i na ogół są słuszne, ale nie jest tak, aby mogły być spełnione od razu, dziś. Ich wykonanie musi być rozłożone na raty”. Całe kazanie prymasa było apelem o  lepsze wypełnianie różnego typu obowiązków osobistych, rodzinnych, społecznych, zawodowych, kulturalnych, religijnych. Bo gdy „je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”[7].

Prymas o swoim kazaniu – jak je nazwał ad defensionem populi Polonici, czyli do obrony narodu polskiego  – napisał w dzienniku  wyjątkowo mało. Tylko tyle, że jest to „program dla przyszłości, co należy robić, by doprowadzić do pokoju społecznego”[8].

Czy ta skąpość relacji wynikała z tego, że prymas szybko zorientował się, iż w niezwykle napiętej atmosferze tamtych dni, w której euforia społeczeństwa przemawiającego wreszcie własnym głosem była silniejsza od niepokojów o reakcję Moskwy, jego homilia brzmiała obco? Przez robotników kazanie prymasa zostało odczytane jako apel o przerwanie strajków i powrót do pracy. I spotkało się z bardzo krytycznym przyjęciem zarówno strajkujących, jak i sympatyzującej z nimi ogromnej części Polaków.

Tadeusz Mazowiecki, szef komisji ekspertów wpierających strajkujących robotników w Stoczni Gdańskiej: – Byłem w stoczni i widziałem reakcje robotników. Byli bardzo rozżaleni wezwaniem prymasa, mówili, że prymas ich nie rozumie.

Aleksander Hall: – Uważałem, że w tym kazaniu prymas się myli. Zachowałem szacunek dla kardynała , ale w moim środowisku padały bardzo ostre słowa, czasami niesprawiedliwe.

Bp Tadeusz Pieronek: – Z ks. Dziwiszem byłem akurat na wycieczce w Tatrach. Słuchaliśmy tego przemówienia i ogarniał nas popłoch. Ks. Dziwisz natychmiast telefonował do Watykanu.

Bp Bronisław Dembowski: – Moje wrażenie było pozytywne. Przez lata, kiedy wszyscy mówili o obowiązkach, prymas mówił o prawach, a teraz, kiedy zaczęto mówić o prawach, on przypomniał o obowiązkach.

Ks. Henryk Jankowski, kapelan strajkujących w Gdańsku stoczniowców, natychmiast wydał rozkolportowane wśród robotników oświadczenie, że kazanie prymasa zostało zmanipulowane. Przyznał później, że nie znał całej treści kazania, ale zrobił to, bo widział rozczarowanych robotników, którzy mówili: „jak  prymas mógł coś takiego powiedzieć”. Bał się jakiegoś wybuchu z ich strony[9].

Tadeusz Mazowiecki, szef komisji ekspertów wpierających strajkujących robotników w Stoczni Gdańskiej: – Byłem w stoczni i widziałem reakcje robotników. Byli bardzo rozżaleni wezwaniem prymasa, mówili, że prymas ich nie rozumie.

Aleksander Hall: – Uważałem, że w tym kazaniu prymas się myli. Zachowałem szacunek dla kardynała , ale w moim środowisku padały bardzo ostre słowa, czasami niesprawiedliwe.

Bp Tadeusz Pieronek: – Z ks. Dziwiszem byłem akurat na wycieczce w Tatrach. Słuchaliśmy tego przemówienia i ogarniał nas popłoch. Ks. Dziwisz natychmiast telefonował do Watykanu.

Bp Bronisław Dembowski: – Moje wrażenie było pozytywne. Przez lata, kiedy wszyscy mówili o obowiązkach, prymas mówił o prawach, a teraz, kiedy zaczęto mówić o prawach, on przypomniał o obowiązkach.

Ks. Henryk Jankowski, kapelan strajkujących w Gdańsku stoczniowców, natychmiast wydał rozkolportowane wśród robotników oświadczenie, że kazanie prymasa zostało zmanipulowane. Przyznał później,że nie znał całej treści kazania, ale zrobił to, bo widział rozczarowanych robotników, którzy mówili: „jak  prymas mógł coś takiego powiedzieć”. Bał się jakiegoś wybuchu z ich strony[10].(…)”.

Ewa K. Czaczkowska
Fragment książki: „Kardynał Wyszyński. Biografia”, Kraków 2013.


[1] J. Eisler, „Polskie miesiące”,dz. cyt., s. 50–54. [2] M.P. Romaniuk, Życie, twórczość…, t. 4, dz. cyt., s. 641, 642. [3] Tamże, s. 643. [4] APP, S.Wyszyński, Pro memoria, 18 VIII 1980 r., mps. [5] P. Raina, Kardynał Wyszyński i…, dz. cyt.,  s. 33, 34. [6] Tamże,  s. 40. [7] S. Wyszyński, Nauczanie społeczne…, dz. cyt., s. 948–954. [8] APP, S. Wyszyński, Pro memoria, 26 VIII 1980 rok, mps. [9] P. Raina, Kardynał Wyszyński i…, dz. cyt.,  s. 50, 51. [10]Tamże.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 lipca 2021
Fot. Jan MOREK / Forum

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam