Jan ŚLIWA: Wielki reset

TSF Jazz Radio


Wielki reset

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Wielu obawia się Wielkiego Spisku, który pozwoli możnym tego świata przypieczętować swoją dominację nad prostym ludem. Niektóre z tych wizji brzmią szaleńczo. Problem w tym, że wiele już widzieliśmy, a historia się nie skończyła. Czemu dziś nie miałby być wprowadzany Nowy Porządek Świata? – pisze Jan ŚLIWA

Raz po raz słychać o wielkim resecie. Co to jest? Dla jednych to genialna koncepcja przebudowy świata, dla innych to prawdziwy spisek prowadzący do przejęcia władzy nad światem, dla jeszcze innych to teoria spiskowa. Skądinąd wiemy, że spiski najlepiej przykryć niepoważnymi teoriami spiskowymi: szczepionka na COVID-19 będzie zawierała nanochipy 5G, pozwalające Billowi Gatesowi na sterowanie naszymi mózgami i odczytywanie naszych myśli. W wyniku ciemne siły uzyskają kontrolę nad światem, doprowadzając przy okazji do depopulacji.

A trochę bardziej serio? Wiadomo, że pandemia będzie miała daleko idące skutki. Na początku zanosiło się na kilkutygodniowy lockdown i tarcze finansowe, które obronią gospodarkę. Mówiono o drugiej fali, ale w lecie odetchnęliśmy z ulgą. Niesłusznie. Szpitale znowu są na granicy możliwości, ograniczenia są coraz ostrzejsze, a ich efekty takie sobie. Długo to trwa. Na samą myśl o długu lepiej zamknąć oczy. Co robić?

Można uważnie obserwować sytuację i wyciągać wnioski. Można też wykorzystać tę sytuację na świadome przeorganizowanie świata – z dobrą i złą wolą.

Podobnie, gdy odsuwam szafę, mogę wreszcie doczyścić podłogę. Ale mogę też wyjąć spod bielizny zaskórniak współmałżonka. Więc jeżeli ktoś mówi, że COVID-19 to szansa, to jest to dobroczyńca czy oszust? Jak to coraz częściej ostatnio, jeden mówi to, drugi tamto. Kto mówi prawdę, a kto kłamie? Kto myśli mądrze, a kto mimo dobrych chęci jest naiwny? Nie wiadomo. A co wyjdzie na końcu – insza’Allah.

Samo pojęcie pochodzi z kręgów World Economic Forum w Davos, twórcami są spiritus movens tego forum Klaus Schwab oraz brytyjski książę Karol. Schwab rozmawia z najpotężniejszymi ludźmi tej planety, powinien dobrze widzieć obecne i nadchodzące trendy. Wraz z ekonomistą Thierrym Malleretem opublikował w połowie 2020 książkę „COVID-19: The Great Reset”. Twierdzi tam, że ludzkość zostanie przeorana tak głęboko, jak podczas innych pandemii czy kryzysów, lecz w specyficzny sposób. Szczegółowo opisuje zmiany w skali makro (ekonomia, społeczeństwo, geopolityka, środowisko, technologia) i mikro (przemysł i biznes) oraz w sferze indywidualnej (zachowania, sposób myślenia). Kilka punktów wzbudzi dyskusję i kontrowersje, jak uwagi o globalnym zarządzaniu. W kinie ludzkość się jednoczy na widok nadlatującej asteroidy. W życiu nawet to nie jest pewne. Globalny kryzys powinien doprowadzić do połączenia sił, ale antagonizmy raczej wzrosły. Decydujący jest konflikt Stanów z Chinami. Schwab rozpatruje opcje zwycięstwa jednej ze stron lub remisu, z oboma stronami osłabionymi, próbującymi zachować swoje strefy wpływów. Pisze też o monitorowaniu epidemii, mogącym prowadzić do powszechnej inwigilacji, ale jest to raczej ostrzeżenie przed dystopią niż pochwała takiego stanu rzeczy.

Tezy samej książki nie są szczególnie szokujące, ciekawsza jest otoczka, która się wokół niej wytworzyła. Wielu obawia się Wielkiego Spisku, który pozwoli możnym tego świata przypieczętować swoją dominację nad prostym ludem. Niektóre z tych wizji brzmią szaleńczo. Problem w tym, że wiele już widzieliśmy, a historia się nie skończyła. Używając przykładu ekstremalnego – obawę przed komorami gazowymi uznano by w 1930 r. za sen wariata, a przecież do tego doszło. Więc czemu dziś nie miałby być wprowadzany Nowy Porządek Świata? Według jednych byłby ukoronowaniem rozwoju ludzkości, dla innych horrorem.

Postępuje demonetyzacja gospodarki – czemu nie miałaby być całkowita? Pieniądz staje się zapisem na cudzych serwerach. Kto nim zarządza, może obniżyć jego wartość, przykręcić kurek politycznie niepoprawnym, zezwalać tylko na określone zakupy. W czasie kolejnego lockdownu lub zamieszek nie pozwalać na kupno biletu określonym osobom, na określone trasy. Identyfikacja biometryczna lub implantowany chip uniemożliwia podanie się za kogoś innego. Pojęcie incognito nie istnieje. Wygląda to na Chiny lub gorzej?

Twitter już dziś jawnie oznajmia, którą opcję popiera i których informacji nie poda dalej. Od kontroli informacji do kontroli osób, ich ruchów i kontaktów tylko jeden krok.

W 2011 opublikowałem artykuł „Do We Need a Global Brain”. Była to wtedy futurologiczna fantazja. Obawiano się szkodliwej inwigilacji przez agencje rządowe. Równocześnie panował entuzjazm co do inteligentnych, skomunikowanych urządzeń medycznych. EKG wysyłane do szpitala, automatyczne wykrywanie stanów przedzawałowych, karetka wysyłana, zanim coś się stanie. Pomyślałem, że można tak obserwować, czy osobnik pije, pali i prowadzi zdrowy tryb życia. Inaczej szkodzi sobie i obciąża budżet, żyje na koszt innych. Wobec tego opiekuńcze państwo może go sprowadzać na dobrą drogę, najpierw dobrowolnie, potem pod przymusem. Opiekuńcze państwo, gdzie eksperci wiedzą, jak szczęśliwie żyć, może sprowadzić życie społeczne do hodowli. Wszystko dla wspólnego dobra.

Pod osłoną COVID-19 zdecydowani gracze mogą skutecznie osiągać swoje cele. Strach, ścisk, pośpiech i półmrok służą szulerom. Zobaczmy, jak miała być przeprowadzona operacja UE „praworządność za fundusze”. Silnie zadłużone kraje potrzebują wsparcia, możliwie hojnie i szybko. Pod finansową i czasową presją dopisuje się niezwiązane ze sprawą warunki. Pomijając naruszenie traktatów, nie jest to uczciwe. Jeżeli rzucam linę alpiniście wiszącemu na ścianie, to będę go pytał o deklarację podatkową? Szlachetnie jest płacić podatki, ale w tej chwili nie ma to związku. Zrobiono też wszystko, by dwa kraje obrzydzić innym: że ledwo (16 lat temu) je z łaski wpuszczono do klubu, żyją na naszym garnuszku, a nie potrafią się zachować. Ta nagonka zasugerowała bardziej naiwnym premierom, że ten potężny mechanizm nacisku ich nie dotyczy. Gra toczy się dalej – przez chwilę słyszeliśmy o kompromisie, dziś okazuje się, że Rada Unii zgłosiła rozporządzenie w sprawie „OCHRONY BUDŻETU Unii”, a w agendzie Parlamentu znalazł się warunek „OGÓLNYCH UCHYBIEŃ RZĄDÓW PRAWA w krajach członkowskich”. Nie można tego na chwilę spuścić z oczu.

Prawdziwe (i podkręcane) poczucie zagrożenia pozwala na wprowadzenie ustaw, które w innych warunkach byłyby niemożliwe. Na ogół wiele z nich pozostaje, nawet gdy zagrożenie ustanie lub się zmniejszy.

Wojenna gospodarka prezydenta Wilsona, potem New Deal Roosevelta i kolejna wojna doprowadziły do przesunięcia władzy od wybieralnych delegatów do rozbudowanej administracji. Patriot Act po zamachach na Bliźniacze Wieże w 2001 trwale spowodował rozszerzenie nadzoru. Po zamachach w 2015 we Francji został wprowadzony stan wyjątkowy, który trwał do listopada 2017, po czym część jego przepisów została przeniesiona do normalnego prawa. Nie twierdzę, że kroki te były niepotrzebne, ale ostatnio zmiany idą tylko w jedną stronę. Nawet w Szwajcarii krytycy twierdzą, że w rządzie (Bundesracie) podczas pandemii niektórzy polubili ręczne sterowanie.

Wprowadzane są również aplikacje namierzające kontakty – w celu wykrywania potencjalnych zarażeń. Rozwiązanie szwajcarskie jest anonimowe, o kontakcie z zakażonym powiadamiane są tylko zagrożone osoby, do danych nie ma dostępu żaden urząd. Wątpię, żeby tak było zawsze i wszędzie. Społeczny dystans był nadzorowany z dronów. Wiem, mamy tu liberalne demokracje, ale metody są coraz bardziej chińskie. A raz zbudowana infrastruktura pozostaje. Również zmienia się nastawienie, ludzie się przyzwyczajają. Stawiający opór mają się za ostatnich bojowników o wolność, przez media przedstawiani są jako awanturnicy, w Niemczech dorzucani do prawicowych radykałów. Z jednej strony spójność społeczna jest kapitałem, z drugiej – zachowania stadne wyłączają myślenie. Gdyby tylko było wiadomo, co aktualnie jest ważniejsze…

Do największych zapomnianych czynników może należeć ekonomia. Nikt jej nas nie uczy. Czytamy o ideach, wodzach i bitwach, a kto w kontekście bitwy pod Waterloo słyszał o Rothschildzie? Na końcu się okaże, kto ma coś, a kto ma tylko pętlę długów na szyi. Prosty człowiek, jak autor tych słów, nie rozumie współczesnych finansów. Myśli, że pracuje lub produkuje i otrzymuje za to pieniądze, za które z kolei może sobie kupić coś prawdziwego. Coś, czego można dotknąć. Tymczasem pieniądz jest dość dokładnie oddzielony od obiektów materialnych, banki (zwłaszcza centralne) mogą dawać kredyty, mając zabezpieczenie na minimalną ich część – czyli drukować pieniądze z powietrza. W optymalnej sytuacji są kraje drukujące pożądaną walutę, np. taką jak dolar. Mogą też za pomocą inflacji przerzucać swoje długi na innych. Dla spłacenia długów państwo zaciąga kolejne. O przyszłych pokoleniach lepiej nie myśleć. Maszynka ta funkcjonuje od kilku dekad i zwiększa tempo.

Dziś są gigantyczne pieniądze „z Europy”, wydrukowane z niczego. Dobry to pomysł czy zły? Odruchowa jest reakcja: dają, to brać. Ale jak się wzięło, to trzeba oddać. Pożycza wspólnota – jeden płaci, inny korzysta. Kto brał kredyt wspólnie z kolegą, wie, że to skuteczny sposób na zerwanie starej przyjaźni.

Mówi się tu o „momencie Hamiltonowskim”, nawiązując do Alexandra Hamiltona, który w 1790 wprowadził pożyczki federalne, które miały dodatkowo scementować zjednoczone stany. Łatwy pieniądz powodował rozrzutność, nikt nie chciał kupować obligacji, a kłótnie przy zwrocie długu prawie doprowadziły do eksplozji. Ucząc się na cudzym doświadczeniu, Unia Europejska w art. 311 traktatu zakazała zaciągania wspólnych długów – co się właśnie dokonało. Umiejący liczyć Niemcy, jak Markus Krall czy Hans-Werner Sinn, pokazują, że to się nie spina, zwłaszcza że już wcześniej były zapowiedzi kryzysu.

W ekonomii wiele procesów zachodzi tak, że przyjęta zostaje ustawa, z wieloma paragrafami „drobnym drukiem”, które mało kto rozumie, a które mają dalekosiężne konsekwencje. Nie wchodząc w szczegóły, wprowadzenie euro było inicjatywą francuską w celu ograniczenia potęgi niemieckiej marki, a wyszło dokładnie na odwrót. Możliwość kreowania pieniądza, również przez banki komercyjne, poprzez udzielanie kredytów, na które bank nie ma pokrycia, do tego przy zerowym lub ujemnym oprocentowaniu, powoduje, że system staje się zbiorowym szaleństwem, przy którym zdrowo myślący człowiek dostaje zawrotu głowy. Jednak kredytobiorca ma prawdziwy dług i jeżeli nie może go spłacić, może stracić to, czym go zabezpiecza. Jak na obrazach z XIX wieku, gdzie smutna rodzina chłopska musi opuścić gospodarstwo, a zadowolony wierzyciel zaciera ręce. Jeżeli dłużnikiem jest państwo, wierzyciele mogą mu narzucić dyscyplinę finansową i zmusić je do „wybrania” rządu, który wyegzekwuje należność. Tak już było w przypadku Włoch i Grecji. W ten sposób instytucje finansowe otrzymują olbrzymią władzę, której im świadomie nikt nie przekazał. Łatwo się domyślić, że wielka firma prędzej przetrwa, a mniejsza padnie. Wielkiej firmie łatwiej też się zabezpieczyć przed epidemią, np. poprzez telepracę. Mała firma budowlana tej możliwości nie ma. A jeżeli ta wielka sama tworzy narzędzia dla telepracy, to jest wielkim wygranym.

Kilka gigantów, które zarządzają naszymi danymi, przetwarzają je i cenzurują, uzyskują potęgę, której im też tak właściwie nikt nie chciał dać.

Efektem jest koncentracja kapitału, a to ma konsekwencje społeczne. W powojennej Ameryce i Europie naturalnym celem wydawało się społeczeństwo obfitości, z rosnącą klasą średnią. Klasa ta, zabezpieczona majątkiem, dbająca o wykształcenie, miała być naturalnym zapleczem demokracji. Miała też potomstwo, które miało oczywiście żyć lepiej od rodziców. Tymczasem na Zachodzie od dekad postępuje erozja klasy średniej, a młodego pokolenia albo nie ma, albo popada w prekariat. W Ameryce studia kosztują, dług studencki to gigantyczna pozycja w skali kraju.

Gdy niegdyś młody człowiek studiował medycynę, prawo lub rocket science, to zdobywał pracę, dzięki której mógł zwrócić dług, założyć rodzinę i kupić dom. Dziś z dyplomem gender studies może najwyżej rzucać kamieniami, spontanicznie lub wynagradzany przez pewnego filantropa, marzącego o nowym społeczeństwie.

Gdy obecnie ludzie pracujący bankrutują, za to zrzucane są „pieniądze z helikoptera”, zaczyna to przypominać starożytny Rzym z bezproduktywnym plebsem żądającym chleba i igrzysk. Teraz Europa dostanie zastrzyk pieniędzy, ale trzeba uważać, by spożytkować je rozsądnie, pamiętając, że długi prowadzą do utraty wolności. Nie ma przy tym swobody, część funduszy związana jest przez „zielony ład”, przy czym do darowanych pieniędzy trzeba dołożyć swoje. To wszystko się kumuluje, a w przyrodzie nic się nie kumuluje w nieskończoność.

.Omówiłem tu kilka możliwych konsekwencji pandemii. Chciałem poruszyć kilka wybranych, o których mniej się mówi. Bo zostały jeszcze szczepionka, geopolityka, łańcuchy dostaw, bankructwa, samobójstwa, bunty, zmiany społeczne i psychiczne oraz wiele, wiele innych. Zakończmy więc tu. Obserwujmy sytuację i dbajmy o siebie.

Jan Śliwa

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam