Nec Herkules contra plures, czyli dlaczego niebezpiecznie jest walczyć ze wszystkimi

Kazimierz KRUPA

Polski dziennikarz ekonomiczny. W latach 1994–1998 był redaktorem naczelnym gazety Parkiet, następnie felietonistą Pulsu Biznesu, a także komentatorem wydarzeń ekonomiczno-gospodarczych Radia TOK FM. W latach 2007-2014 redaktor naczelny Forbes'a, następnie miesięcznika Manager. Partner w Kancelarii Drawbridge.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Nie będę udawał, że znam się na polityce więc jeszcze niedawno myślałem sobie: ot, brutalna bo brutalna, brzydka bo brzydka, ale to przecież tylko walka polityczna w której wszystkie chwyty są dozwolone, byleby prowadziły do zwycięstwa. Ale teraz myślę: nie, coś jest nie tak.


Tekst dostępny jedynie w wariancie PREMIUM. Aby założyć Konto PREMIUM - [TUTAJ]. Obecnie Konto PREMIUM jest kontem BEZPŁATNYM.

Jeśli posiadasz już konto PREMIUM, zaloguj się.

Na ścianie, przed biurkiem Marka, skądinąd bardzo dobrego grafika komputerowego, w redakcji Gazety Giełdy „Parkiet”, którą notabene w owym czasie kierowałem, wisiał plakat. Skromny plakat wobec którego nie można było jednak przejść obojętnie. Odzwierciedlał on trudny charakter grafika Marka, który miał wyjątkową umiejętność przysparzania sobie wrogów, mimo że – jako już się rzekło – był naprawdę dobrym grafikiem, ale nie tylko…

Na plakacie był narysowany Kaczor Donald, a w zasadzie czarno-biały obrys sylwetki bohatera Disneya, za to cały oklejony skrzyżowanymi plasterkami, takimi jakie nakłada się na drobne urazy i zadrapania. Już to było intrygujące bo sugerowało, że Kaczor Donald jest „po przejściach”, ale kluczowy był oczywiście podpis pod rysunkiem, który brzmiał: „każdego dnia przybywa ludzi, którzy mogą mnie pocałować w d…”.

Obserwując bez większych emocji polską scenę polityczną sądzę, że nie od rzeczy byłoby, gdyby taki plakat zawisł na poczesnych miejscach w gabinetach najbardziej prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, a może wystarczy by zawisł w jednym, tym naważniejszym, u prezesa Kaczyńskiego. Politykom innych partii być może taki plakat też by się przydał, ale oni są w tym momencie mniej istotni, bo to przecież PiS rządzi, jest odpowiedzialnym za porządek i kształtowanie relacji międzyludzkich „kierownikiem lodowiska”. Tymczasem liczba ludzi, którzy mogą „pocałować w d…” prezesa Kaczyńskiego, tego czy innego działacza partii rządzącej, a w konsekwencji cały PiS i licznych jego zwolenników, rośnie w postępie geometrycznym.

Jednym z pierwszych personalnie „zgrilowanych” (poza oczywistą walką polityczną z liderami innych ugrupowań) był profesor Władysław Bartoszewski. Do połowy pierwszej dekady XXI wieku bohater, kombatant, autorytet… Pan Profesor, to prawda, miał bardzo cięty język i potrafił z niego korzystać, formułując wielobarwne określenia, zwroty i sentencje, ale czy naprawdę można mu mieć za złe np. porównanie Polski do panny – za co wylała się na niego niewyobrażalna fala hejtu. Przypomnijmy myśl Pana Profesora: „jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona”. My naszą Polskę widzimy najpiękniejszą, bo to nasza Ojczyzna, ale jak ktoś patrzy z zewnątrz, bez uczucia które osłabia wzrok, to może rzeczywiście wydać mu się nie taka znowu piękna (i nie ma się co na niego o to obrażać); no, a że nie jest posażna – to już i sami wiemy. Ale ja, w pełni zgadzając się z tą sentencją, powiem więcej: nawet gdyby panna (Polska) obiektywnie była i piękna i posażna, to i tak warto by była sympatyczna. Bo sympatycznym, co dowiedziono i naukowo i empirycznie, łatwiej cokolwiek osiągnąć, łatwiej, i dłużej, żyć – a przecież o to chyba chodzi. Póżniej były słynne „dyplomatołki” profesora, które do żywego dotknęły polityków PiS, za które, w rewanżu, został „finansowanym przez Niemców sługą ich interesów w naszym kraju”, a na koniec – po uruchomieniu nagonki – „żydem, kolaborantem i zdrajcą”. Niebywałe, ale prawdziwe: bo „sieć” nie zna umiaru ani granic! I nie bierze jeńców!

Póżniej już było z górki w myśl zasady: kto nie z nami ten przeciw nam. No a jak przeciw nam to trzeba go zniszczyć, zszargać, zlustrować, ochlapać błotem, może coś się przyklei… Czy był jakiś klucz? Sądząc po efektach: nie. Wystarczyło, że ktoś powiedział coś, co zostało odebrane jako nieprzychylne dla Prawa i Sprawiedliwości, jej Prezesa, czy – nie daj Boże – katastrofy smoleńskiej, która odegrała w tym procesie kluczową rolę. Dostało się więc i Krystynie Jandzie, Agnieszce Holland, Maciejowi Stuhrowi, Zbigniewowi Brzezińskiemu, ba, nawet senatorowi McCainowi, znanemu przyjacielowi Polski i Polaków, i wielu wielu innym w kraju i na świecie. Mógłbym tak wymieniać bez końca niemalże.

I tak z każdym dniem przybywało tych plasterków na obrysie Kaczora Donalda na plakacie, a przede wszystkim przybywało tych z podpisu pod rysunkiem.

.Nie będę udawał, że znam się na polityce więc myślałem sobie: ot, brutalna bo brutalna, brzydka bo brzydka, ale to przecież tylko walka polityczna w której wszystkie chwyty są dozwolone, byleby prowadziły do zwycięstwa. No i wreszcie przyszło zwycięstwo. Najpierw prezydenckie, po kampanii w trakcie której plasterków na plakacie przybyło bardzo, tych z podpisu pod plakatem jeszcze więcej; później parlamentarne (plasterków i tych od „całowania” znowu więcej i więcej). No, pomyślałem sobie, wreszcie koniec. Teraz jest wybrany „kierownik lodowiska”, weźmie to wszystko, ogarnie, uporządkuje, wyznaczy kierunek: jeździmy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, albo odwrotnie – żeby było inaczej niż dotychczas (to nie ma znaczenia dla tych rozważań) i wreszcie będzie jaki taki spokój. Nie wszyscy oczywiście od razu zaakceptują te zmiany, to oczywiste, ale przecież „kierownik” ma władzę, jest od tego, żeby im to wytłumaczyć, wyperswadować, opornych przekonać w taki czy inny sposób.

I tu niespodzianka. „Kierownik lodowiska” wcale nie miał i jak się wydaje nie ma zamiaru ani tłumaczyć, ani perswadować, ani tym bardziej przekonywać. Miast tego obwieścił: kto nie chce się w pełni podporządkować nowej organizacji ruchu na lodowisku jest z pewnością „komunistą i złodziejem” i w związku z tym „wypad z lodowiska”. I tak dostało się i sędziom, i nauczycielom, i prawnikom, i rolnikom, i samorządowcom, nie oszczędzono nawet wegetarian i cyklistów. I wielu wielu innym. A plasterków na plakacie przybywa i przybywa. A tych z podpisu przybywa i przybywa…

Ci oporni, którzy nie umieli bądź nie chcieli, albo spóźnili się na odprawę, podporządkować się nowej organizacji ruchu podnieśli larum: ale Panie kierowniku kochany, to przecież też nasze lodowisko jest. Nie tylko Pana i Pana zwolenników. Nie głosowaliśmy na Pana, to prawda, ale to lodowisko budowaliśmy wspólnymi siłami, tak jak kto umiał. Że nie wyszło za dobrze? Że niektórzy tylko przeszkadzali? Może i tak, no ale byli i są wśród nas. Co z nimi zrobić? Gdzie mają się ślizgać?

A na lodowisku bałagan (by nie powiedzieć dosadniej), że aż strach. Jedni jeżdżą w lewo, inni w prawo (co oczywiste muszą się zderzać); inni kręcą piruety lądując na tych, którzy się akurat wywalili bo dopiero się uczą jeździć, instruktorzy pouciekali lub zostali wyrzuceni, służby porządkowe miotają się, wygradzają strefy by za chwilę je likwidować… tylko radiowęzeł jest sprawny ale jedni go słuchają, inni nie, a do niektórych głos słabo dociera lub nie dociera wcale.

Zaniepokojone rozwojem spraw na naszym lodowisku głos zabrało międzynarodowe stowarzyszenie lodowisk, które przygląda się organizacji ruchu na wszystkich lodowiskach i próbuje je, co prawda bez jakichś większych osiągnięć, zunifikować. Sami zresztą, ustami jednego z podwładnych „kierownika lodowiska” (który albo chciał się pochwalić osiągnięciami we wprowadzaniu nowej organizacji ruchu albo sam już stracił orientację o co w tym wszystkim chodzi – nie wiadomo), o ten głos poprosiliśmy. Ale jak powiedzieli, że brzydko się bawimy, to „kierownik” im powiedział, że są głupi, nie znają się i wara im od naszego lodowiska, bo ono jest nasze i będziemy się na nim bawili tak jak chcemy. A plasterków i tych z podpisu przybywa i przybywa…

Tym razem już nie proszeni, ale zgorszeni stanem naszego lodowiska i kłótniami, miast zgodnego po nim jeżdżenia, głos zabrali też kierownicy innych lodowisk. No to się dowiedzieli… A to że niech się nie mądrzą bo to my ich uczyliśmy jeść nożem i widelcem, więc co oni mogą wiedzieć o urządzaniu lodowiska; a to, że kiedy my się już ślizgaliśmy po naszym lodowisku to oni co najwyżej po zamarzniętej rzece Hudson na witkach łozowych się wywalali; a to, że nie chcemy porad od takich, którzy niegdyś przyszli na nasze lodowisko i doszczętnie je zniszczyli – więc niech przeproszą i grzecznie milczą. Nawet zamilkli. Prawie wszyscy. No może poza tymi, którzy cieszą się z bałaganu na naszym lodowisku.

A tymczasem Kaczora Donalda już ledwie widać spod plasterków, a liczba tych, którzy „mogą go pocałować w d…” rośnie i rośnie, już się w tym podpisie nie mieści, wylewa się na wszystkie strony.

.Jak to się skończy? A mnie skąd to wiedzieć? Przecież ja polityką się nie zajmuję. Tak tylko przyglądam się z rosnącym niepokojem rozwojowi zdarzeń, bo to też moje lodowisko jest i też chciałbym mieć choć kawałek na którym mógłbym się w miarę spokojnie poślizgać. I właśnie podczas obserwowania tego wszystkiego przyszła mi do głowy historyjka, która ponoć miała miejsce (nie, nie ponoć, miała miejsce, bo to z opowieści rodzinnych – a może nie?) w międzywojniu. Otóż na lekcji łaciny, stary łacinnik poprosił o przetłumaczenie na język polski zawartej w tytule tego tekstu maksymy „Nec Herkules contra plures”. Nie była to chyba klasa zaawansowana w łacinie bo jakoś chętnych nie było. Poirytowany nieco łacinnik zapytał więc: a kto to Herkules wiecie? Wiemy, wiemy – odpowiedziała zgodnie dziatwa. Taki siłacz – dopowiedział rezolutny Staś. No, uspokoił się nieco nauczyciel, to na wasze potrzeby tę maksymę można spokojnie przetłumaczyć: i Herkules d… kiedy ludzi kupa.

Kazimierz Krupa

P.S. Jestem chyba jeszcze winien Państwu wyjaśnienie co z Markiem, grafikiem komputerowym z „Parkietu”, właścicielem trudnego charakteru i plakatu z Kaczorem Donaldem, który go ilustrował. Ano nic takiego niezwykłego. Już dawno go tam nie ma. Odszedł, wyrzucili go? Nieważne. Nie ma go i już.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi