Laure MANDEVILLE: Niezrozumienie natury Rosji może doprowadzić do tragedii

Niezrozumienie natury Rosji może doprowadzić do tragedii

Photo of Laure MANDEVILLE

Laure MANDEVILLE

Pisarka. Grand reporter „Le Figaro”, szefowa biura „Le Figaro” w Moskwie (1997-2008) a następnie w Waszyngtonie (2009-2016), obecnie dział opinii „Le Figaro”. Współorganizatorka Conversations Toqueville. Ostatnio wydała „Les Révoltés d’Occident”.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

Jedność, którą staraliśmy się zademonstrować na początku tej wojny, rozbija się o coraz więcej podziałów frakcyjnych, gier interesy i sporów między sojusznikami – pisze Laure MANDEVILLE

Obserwacja stosunków między Francją a Rosją z zewnątrz może sprawiać mylne wrażenie. W rzeczywistości są one bardziej złożone niż to, co w Warszawie przedstawia się jako „postawę proputinowską”. We Francji jest bardzo wiele osób, które rozumieją skalę zagrożenia, jakie Rosja stwarza dla Europy i świata. Wielu ludzi zdaje sobie sprawę, że źródło tego zagrożenia jest głęboko zakorzenione w ruinach komunizmu. Na tych ruinach wyrosła Rosja Putina, zwierzę polityczne będące nową wersją Rosji imperialnej, którą znamy z kart historii i która jest kontynuacją Rosji bolszewickiej. Stanowi ona zagrożenie dla porządku międzynarodowego i nie ma wątpliwości, że we Francji zdajemy sobie z tego sprawę.

Od wielu lat obserwuję Rosję i Europę Środkowo-Wschodnią. W 1982 r. mieszkałam w Warszawie i uczyłam się języka polskiego. Był to jeszcze czas stanu wojennego. Ten moment w historii pozwolił mi poznać i zrozumieć spojrzenie Polaków i Polski na wiele spraw, w tym na zagrożenie rosyjskie. Jeśli jednak chcemy w pełni zrozumieć to, co dzieje się obecnie we francuskiej polityce zagranicznej, należy wziąć pod uwagę kilka elementów.

Przede wszystkim – historyczną bliskość Francji i Rosji i to, na czym ona właściwie polega. Pamiętamy, że Rosja była faktycznym sojusznikiem Francji w wielu trudnych momentach historycznych. Razem z Francją Rosja występowała przeciwko potędze niemieckiej.

Wydarzenia z 1914 r. wciąż mają swoje miejsce w pamięci i mentalności Francuzów. Przecież to właśnie wtedy Rosjanie w rekordowym czasie zmobilizowali swoją armię, aby pomóc Francuzom, organizując słynną ofensywę Samsonowa, by dać nam czas na zorganizowanie obrony. Takie wydarzenia historyczne można znaleźć wielokrotnie na kartach historii. Sojusz ten został sformalizowany pod koniec XIX wieku i określany był jako „sojusz odwrotu” (fr. „alliance de revers”); miał stanowić przeciwwagę dla potęgi Niemiec. De Gaulle nieustannie pragnął go odtworzyć, nawet w czasach komunizmu, dążąc do zrównoważenia swoich stosunków z Ameryką.

Stosunki z Moskwą były zawsze postrzegane jako sposób na ograniczenie wpływów amerykańskich w Europie. Francuzi tradycyjnie obawiali się, czasem z uzasadnionych powodów (Irak 2003), a czasem nie, amerykańskiego procesu decyzyjnego.

Fascynacja Rosją we Francji wynika również z siły oddziaływania i znaczenia kultury rosyjskiej, która jest postrzegana jako integralna część kultury zachodniej. Postrzeganie Rosji jest niestety często (zbyt często) romantyzowane przez nasz uzasadniony podziw dla pism i dzieł Dostojewskiego czy Tołstoja, dla kultury rosyjskiej w ogóle. Nie rozumiemy, że o ile rosyjska kultura ma twarz Anny Kareniny, o tyle rosyjska władza ma twarz Dżyngis-chana.

Mamy więc do czynienia z relatywną ignorancją i brakiem rzeczywistej, pogłębionej wiedzy szerszych francuskich elit politycznych, naukowych i kulturalnych na temat tego, czym naprawdę jest Rosja, gdy opadnie jej romantyczna maska. Jest to paradoksalne, ponieważ z jednej strony mamy w środowisku akademickim i dziennikarskim znakomitych znawców problematyki rosyjskiej, z drugiej jednak strony często nie znajdujemy bezpośredniego związku między ich pracą a światem władzy.

Żeby było jasne: nie mam wątpliwości, że francuscy dziennikarze są świadomi tego, co dzieje się w putinowskiej Rosji. A przynajmniej tak było w przeszłości. W ostatnich latach jednak to zainteresowanie i specjalizacja ukierunkowane na badanie natury i spraw Rosji słabną. Coraz mniej jest dziennikarzy, którzy przynajmniej znają język i kulturę rosyjską. Ich analizy stają się więc coraz bardziej powierzchowne. W konsekwencji prowadzą do błędów. Ale i tak w kręgach politycznych jest znacznie gorzej…

Nie można też nie doceniać wpływu rewolucji francuskiej na Rosję, a następnie wpływu rewolucji rosyjskiej na intelektualistów francuskich, którzy po II wojnie światowej zostali w znacznej części zdominowani przez ideologię lewicową.

Co więcej, istnieje zjawisko, które nazwałabym solidarnością imperiów. Francja była imperium. Rosja nadal nim jest. I jest to imperium bezwzględne. Bardzo możliwe, że w pewnych kręgach Francuzi, nawet podświadomie, sympatyzują z rosyjskim imperializmem i jego symbolicznym końcem po 1991 r., ponieważ uważają, że oni również przeszli traumę utraty imperium. W ten sposób należy rozumieć wezwanie, by nie podcinać i nie upokarzać Rosji. W działaniach dyplomatów francuskich w ciągu ostatnich 20–30 lat dominowało postrzeganie Rosji jako kraju, który utracił imperium, który przeżywa traumę z tego powodu i który jest de facto kruchym odpowiednikiem swojej dawnej potęgi.

Jakie to może mieć konsekwencje? Znajdujemy się w niebezpiecznym momencie historii, w którym niezrozumienie natury Rosji może doprowadzić do tragedii. I tak na przykład jest teraz z bezwzględną wojną, którą rozpętano przeciwko Ukrainie.

Wreszcie są trzy tematy, które wyznaczają bieg naszej dzisiejszej historii. Nie są to kwestie ograniczone do naszego kontynentu, Europy, ale mają znaczenie dla całego świata.

Walczymy z imperialnym huraganem, którego jak dotąd nic nie powstrzymało pomimo miesięcy wojny, sankcji wobec Rosji i jej ogromnych strat. W czwartek, 9 czerwca, Władimir Putin porównał podbój Szwecji przez Piotra Wielkiego do obecnej wojny toczącej się na Ukrainie. Jego imperializm, wyrażający się w przekonaniu, że terytoria, o które Rosja toczy wojny, nie są obiektami podboju, lecz tym, co pierwotnie należało do Rosji, jest niezwykle niebezpieczny i niepokojący. Brzmi to jak ostrzeżenie; niepokojąca jest również niedawna sugestia rosyjskiego parlamentarzysty, aby Duma odwołała uznanie niepodległości Litwy. Putin wykazał się rażącą arogancją, podważając państwowość Ukrainy, ale jego słów nie można zamieść pod dywan, ponieważ stanowią one poważne zagrożenie dla całego świata.

Ukraina sama stawia opór tej idei. Jej historyczna droga narodowa i państwowość zostały w ostatnich miesiącach wyraźnie podkreślone. Jest to fascynujące zjawisko, ponieważ z kraju, o którym na Zachodzie wiedzieliśmy stosunkowo niewiele, stała się ona krajem o największym znaczeniu dla bezpieczeństwa w Europie. A więc wszystko się zmieniło.

Niebezpieczeństwo podziału Europy nadal istnieje. Jedność, którą staraliśmy się zademonstrować na początku tej wojny, rozbija się o dzisiejsze podziały frakcyjne, interesy i spory między sojusznikami. Dzieje się to w szerszym kontekście głębokiego kryzysu demokracji, który ma miejsce w krajach Zachodu. I nie ogranicza się to tylko do Europy, ale obejmuje także Stany Zjednoczone.

Duża część naszych społeczeństw nie chce w pełni zrozumieć wyzwania, jakie stawia przed światem Federacja Rosyjska. Nie ufa elitom rządzącym i kieruje swoją uwagę na bardziej trywialne, krótkoterminowe sprawy gospodarcze lub inne długoterminowe kwestie egzystencjalne. Dotyczy to przede wszystkim prawicowej części spektrum politycznego na Zachodzie oraz segmentu nacjonalistycznego, który nie potrafi nawet zrozumieć problemu rosyjskiego. Problem ten istnieje we Francji na bardzo poważnym poziomie. To, co nas dzieli, to przede wszystkim rozumienie zagrożenia. Wielu ekspertów ds. bezpieczeństwa nadal koncentruje swoją uwagę na zagrożeniu islamskim. Są tym tak zaabsorbowani, że nie dostrzegają zagrożenia ze strony Rosji, a nawet widzą w niej potencjalnego partnera w walce z islamizmem. Jest to dziś jeden z największych problemów francuskiego społeczeństwa, elit, polityków i dziennikarzy: rosnąca liczba ludzi pozbawionych woli i empatii, aby zrozumieć, co dzieje się w Europie Wschodniej. Putin liczy na ten segment społeczeństwa, aby stworzyć podziały i wygrać długoterminową grę.

.Rząd Macrona, mimo wahań i zastrzeżeń, pomaga Ukrainie militarnie i prowadzi działania w kwestii sankcji gospodarczych. Pytanie brzmi, jak długo to stanowisko się utrzyma, biorąc pod uwagę szersze nastroje społeczne. Niepokojące są dobre wyniki skrajnej lewicy, która depcze po piętach partii Macrona i chce pokoju za wszelką cenę, a także postępy skrajnej prawicy, która również chce pokoju z Putinem.

Laure Mandeville
Tekst wystąpienia na Kongresie Polska Wielki Projekt został opublikowany w nr 42 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 lipca 2022
Fot. Alexander ERMOCHENKO / Reuters / Forum