Prof. Łukasz A. TURSKI: Prezent na Gwiazdkę

TSF Jazz Radio

Prezent na Gwiazdkę

Prof. Łukasz A.TURSKI

Profesor zwyczajny nauk fizycznych, związany z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN i Centrum Nauki Kopernik.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Idą święta i wszyscy zastanawiamy się nad prezentami dla najbliższych. Szczególnie dla dzieci. Kolorowe wkładki do gazet reklamują najnowsze modele smartfonów i tabletów. Ceny tych urządzeń, nawet firm jeszcze rok temu uważanych na giełdach gimbazy za obciach, przekraczają wielokrotnie obiecywany miesięczny bonus dla wielodzietnej rodziny.

.Smartfon stał się symbolem wykorzystania technologii informatycznej w naszym życiu. Wraz z ogłuszającymi już nas od tygodni melodiami świątecznymi w stacjach radiowych i coraz częstszymi komiksami reklamowymi ze Świętym Mikołajem w telewizjach słyszę powtarzane wezwania, byśmy wszyscy uczyli się  programowania. Programowanie – coding – jest teraz cool  i ma zbawić świat.

W internecie wielkie firmy informatyczne udostępniają za darmo kursy programowania dla dzieci oparte na składaniu preprogramowanych fragmentów – takich klocków Lego – służących do pisania banalnych programików, np. prymitywnych gier.

.W połowie lat 80. ubiegłego stulecia pisaliśmy podobne dla komputera Sinclair lub Commodore w koszmarnym BASICU, posługując się dziś zapomnianymi rozkazami PEEK i POKE oraz tasiemcowymi listami danych. Inne firmy udostępniają oprogramowanie umożliwiające w sposób bardzo łatwy (nawet podczas świątecznego deseru) programowanie małych śmiesznych pingwinków do poruszania się po pokoju. W internecie znaleźć można dziesiątki reklam zachęcających do udziału w kursach uczących  „niezbędnego do życia programowania”.

Słyszę wypowiedzi „znamienitych ekspertów”, że nauka programowania powinna w szkołach zastąpić matematykę, co jest już patentowaną bzdurą.  Niestety ten zabawkowy charakter elementarnego programowania nie ma, w większości przypadków, przełożenia na nauczanie informatyki z prawdziwego zdarzenia. Dla większości naszych uczniów i dorosłych informatyka oraz programowanie utożsamiane są z  nauką obsługiwania komputera celem korzystania z programów biurowych, gier i, oczywiście, umiejętności uczestnictwa w subkulturze odpowiedniego programu społecznościowego.

Tymczasem programowanie to metoda rozwiązywania problemów realnego świata, opisywanego przez modele  fizyczne i matematyczne, za pomocą komputerów wykonujących numeryczne czy symboliczne obliczenia  i przetwarzające, o ile trzeba, wyniki w obrazy i dźwięki oraz zrozumiałe dla innych maszyn rozkazy sterujące.

Aby nauczyć się programować, trzeba najpierw wyodrębnić jakiś problem, potem go zrozumieć, a następnie potrafić podzielić go na fragmenty, których rozwiązanie musi następować sekwencyjnie. Potem trzeba przemyśleć, jak ma wyglądać realizacja rozwiązania problemu, czego do tego potrzebujemy, zebrać te potrzebne gadżety, właściwie połączyć, a następnie uruchomić na jakimś komputerze program tym wszystkim zarządzający.

Program komputerowy jest tu ważnym  elementem realizacji projektu,  ale tylko elementem. Przykładem może być projekt  automatycznego podlewania kwiatków na balkonie. Program komputerowy dla sterującego układem urządzenia nie będzie nic wart, o ile konstruktor nie będzie przedtem wiedział, jak działają czujniki wilgotności gleby, jak i  kiedy należy podlewać dany zestaw kwiatków etc.

.Dlatego na święta proponuję nie kupować dzieciom kolejnego smartfona z dostępem do lekcji programowania ruchu pingwinków, ale za ułamek ceny nabyć Raspberry Pi, komputerek wielkości karty kredytowej, ze wszystkimi użytecznymi elementami funkcjonalnymi. W najprostszej wersji dostępny też w Polsce za kilkadziesiąt złotych. System operacyjny tego komputera to Linux – a więc otwarte drzwi do sezamu darmowych i potężnych programów z realnego świata: arkuszy kalkulacyjnych, bazy danych, kompilatorów itd. Wielkie korporacje informatyczne udostępniają na  platformę Raspberry Pi profesjonalne oprogramowanie za darmo. Kosztujący tysiące złotych program tzw. komputerowej algebry Mathematica firmy Wolfram,służący do wykonywania symbolicznych (nie numerycznych) rachunków i wysokiej jakości grafiki, można pobrać na te urządzenia za darmo. Microsoft uznał platformę Raspberry Pi za podstawę projektu Internet of Things i udostępnia na nią,również nieodpłatnie, system operacyjny Windows 10.

Za grosze, wykorzystując stare klawiatury i porzucone monitory, możemy dostarczyć młodym ludziom prawdziwe narzędzia do nauki rozwiązywania problemów za pomocą technik informatycznych.

.W każdej szkole za jakiś ułamek planowanych wydatków na komputeryzację możemy zacząć  z młodzieżą budować prawdziwe – z realu – projekty informatyczne: w pełni profesjonalne stacje meteorologiczne czy urządzenia kontrolujące jakość wody w pobliskiej rzece. To niekoniecznie musi być Raspberry Pi, wspierany przez BBC, ale np. podobny komputer Arduino. Laptopy i smartfony, tablety i tak wcześniej czy później dotrą do plecaków gimbazy (nawet jak zamkniemy gimnazja!), warto, by ich właściciele wiedzieli, że można z komputerami robić coś więcej, niż wieszać focie na Instagramie. Komputer w XXI wieku to po prostu bardzo potrzebne i wspaniałe narzędzie. Narzędzia zaś służą do czegoś!

Jeżeli zaś macie już, drodzy czytelnicy, dzieci obeznane z informatyką, to proponuję, abyście poszukali w sieci, antykwariatach czy na strychach dziadków podręczników programowania w języku Cobol. To „rupieć” powstały w końcu lat 60. ubiegłego wieku za sprawą pani admirał Grace Hopper. Większość wydziałów informatyki nie oferuje już nawet kursów programowania w tym języku stworzonym do obsługi zastosowań biznesowych i administracyjnych, ale to Cobol utrzymuje sporą część naszej cywilizacji w ruchu. Szacuje się, że banki, linie lotnicze, administracje podatkowe na całym świecie wykorzystują ciągle 220 miliardów linii kodu napisanego w Cobolu i co rok przybywa niemal 2 miliardy linii tego oprogramowania. Przepisywanie oprogramowania w Cobolu na inne, współczesne języki (których cykl życia jest znacznie krótszy) jest zadaniem kosztownym i niebezpiecznym. Niektóre firmy obsługujące dla linii lotniczych tzw. programy lojalnościowe zaryzykowały – i o kilku z nich już nie słychać.  W USA stawka dla dobrego programisty, znawcy Cobola z jakim takim stażem pracy zaczyna się od 1500 dol. Średni wiek „cobolisty” to 55 lat. Już dziś nawet na polskich stronach ofert pracy „ci od Cobola” mogą przebierać w ofertach.

.Tak więc droga gimbazo, ucz się Cobola. Programujcie w tym języku, oczywiście w wolnych chwilach od tych spędzanych na FB czy Twitterze. Za dziesięć lat nie będziecie musieli zastanawiać się, czy istnieją umowy śmieciowe i czy są one ozusowane. Co innego ci od sterowania pingwinkami.

Łukasz A. Turski

logo sindicateTekst pochodzi z portalu Project Syndicate Polska, www.project-syndicate.pl publikującego opinie i analizy, których autorami są najbardziej wpływowi międzynarodowi intelektualiści, ekonomiści, mężowie stanu, naukowcy i liderzy biznesu.

1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wlalos pisze:

Mniej więcej do połowy tekst jest dość sensowny, chociaż nie wiem i w żaden sposób nie mogę odszukać w Internecie o co chodzi z pingwinkami. Nieważne. Jednak proponowanie by dzieci uczyły się Cobola, jest kuriozalny. Przede wszystkim: co ma na celu uczenie dzieci i młodzieży „informatyki”- czy ogólnego rozumienia, na czym polega programowanie, czy zawodowe przygotowanie do zarabiania pieniędzy na konserwacji przestarzałego oprogramowania bankowego? COBOL był językiem koszmarnym, występował w ponad trzystu niekompatybilnych dialektach, a napisanie na nim dłuższego programu o porządnej strukturze i czytelnego dla innych było właściwie niemożliwe. Przypominał pod tym względem skrytykowany przez prof. Turskiego Basic, tyle że był chyba jeszcze gorszy. Edsger Dijkstra napisał o COBOlu: używanie go kaleczy mózg, dlatego nauczanie go powinno być uznane za przestępstwo. To dlatego przede wszystkim współcześnie konserwatorzy programów w COBOLu zarabiają takie pieniądze – są jak stary majster, pan Zenek, który sam jeden na całym zakładzie wie gdzie przebiega i z czym łączy się jakiś położony przed trzydziestu laty drut i który zawór należy zakręcić, żeby zamknąć dopływ wody do kotła.

Na koniec – Arduino może być podobne do Raspberry Pi z wyglądu. Jednak Raspbery Pi to w pełni funkcjonalny komputer. Arduino to tylko mikrokontroler.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam