Łukasz ROGOWSKI: "Nauka jakościowa i jakość nauki. Na marginesie III Transdyscyplinarnego Sympozjum Badań Jakościowych"

TSF Jazz Radio

Nauka jakościowa i jakość nauki. Na marginesie III Transdyscyplinarnego Sympozjum Badań Jakościowych

Łukasz ROGOWSKI

Doktor socjologii, adiunkt w Zakładzie Badań Kultury Wizualnej i Materialnej Instytutu Socjologii UAM w Poznaniu. Interesuje się kulturą wizualną, nowymi mediami, społecznymi aspektami wywierania wpływu. Laureat Nagrody Prezesa Rady Ministrów dla wyróżnionych rozpraw doktorskich. Publikował m.in. w „Kulturze i Społeczeństwie”, „Kulturze Współczesnej”, „Przeglądzie Socjologii Jakościowej”. Prywatnie: miłośnik piłki nożnej, yerba mate i coraz bardziej Twittera.

zobacz inne teksty autora

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka o to, czym zajmują się socjolodzy, najprawdopodobniej najczęstsza odpowiedź związana by była w jakiś sposób z sondażami i badaniami opinii publicznej. Jest to prawda, ale tylko częściowo. 

Bardzo widoczny jest współcześnie w Polsce trend dyskredytowania nauk humanistycznych i społecznych. Z wielu miejsc usłyszeć można wyświechtany już żart o tym, że najczęstsza rozmowa pomiędzy absolwentami rozpoczyna się od stwierdzenia „poproszę duże frytki”. Pracy – przynajmniej tej satysfakcjonującej – znaleźć rzekomo nie sposób, gdy studiuje się antropologię, filozofię, kulturoznawstwo czy socjologię. Bardzo często opinie takie wyrażają ci, którzy sami podczas własnych studiów wykazali niewiele inicjatywy przy zdobywaniu doświadczenia zawodowego. Oczekują magicznego działania dyplomu, który sam z siebie powinien zapewnić pracę.

* * *

Wspomniana krytyka przenika również do wewnątrz nauk humanistycznych i społecznych. Niektórzy naukowcy uważają, że celem nauki jest dostosowywanie się do potrzeb rynku pracy, przyjmując przy tym milczące założenie, że rynek funkcjonuje dobrze i stanowi punkt odniesienia dla działań podejmowanych w innych sferach życia. Tymczasem powinno być nieco inaczej: to właśnie nauka i naukowcy – w szczególności reprezentanci dyscyplin humanistycznych i społecznych – powinni funkcjonowanie rynku pracy oceniać w ramach myślenia krytycznego. A więc nie tylko dostosowywać się do jego potrzeb, lecz również wskazywać na jego ułomności, wady, wypaczenia i tym samym proponować nowe rozwiązania, które obecną sytuację mogą poprawić. A najlepszym sposobem na poprawę jest rozpoczęcie od samych siebie.

Trudna dla mnie do zrozumienia jest taka postawa badawcza, która dyskredytowanie nauk humanistycznych i społecznych próbuje zneutralizować poprzez udowadnianie własnej naukowości – tak jakby naukowcy sami w to wątpili

Dlatego też trudna dla mnie do zrozumienia jest taka postawa badawcza, która dyskredytowanie nauk humanistycznych i społecznych próbuje zneutralizować poprzez udowadnianie własnej naukowości – tak jakby naukowcy sami w to wątpili. Związane jest to z założeniem, że istnieje „prawdziwa nauka” – taka, która ma możliwość obiektywnego poznawania świata, opisywania go, tłumaczenia zjawisk i ich  przyczyn oraz przewidywania przyszłych stanów rzeczy. Obok niej istnieją z kolei „pseudonauki” – obarczone subiektywizmem, chętnie podejmujące romans ze sztuką czy literaturą, a w najlepszym przypadku posiadające nikły potencjał wyjaśniania świata.

To oczywiście spuścizna pozytywizmu, a sięgając jeszcze dalej: myślenia kartezjańskiego. Właśnie René Descartes zaproponował epistemologię opartą na trwałym rozróżnieniu podmiotu poznającego i przedmiotu poznawanego. W takim ujęciu człowiek ma możliwość spojrzenia z dystansu na otaczającą go rzeczywistość (przyrodniczą, społeczną) i opisania jej w sposób dokładny, a co najważniejsze: obiektywny. To założenie obecne było także w myśleniu pierwszych socjologów. Nie bez powodu „ojciec założyciel” August Comte za najlepszą technikę badawczą uważał obserwację. Wynikało to nie tylko z ówczesnych XIX-wiecznych ograniczeń technologicznych, lecz również z przekonania, że poznanie wzrokowe jest najlepszym z możliwych, gdyż dostępnym w taki sam sposób dla wszystkich, a więc powtarzalnym.

Takie myślenie jest bez wątpienia bardzo kuszące. Stanowi również, zdaniem niektórych, receptę na (rzekomy) kryzys nauk humanistyczno-społecznych. Najłatwiej bowiem dążyć do przeniesienia ich z pola „pseudonauki” do „nauki prawdziwej” poprzez stosowanie odpowiedniej metodologii – badań ilościowych, dzięki którym świat staje się policzalny, a tym samym przewidywalny. Na szczęście (lub niestety – w zależności od indywidualnych przekonań) nie jest to ani proste, ani sensowne i to z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, nigdy nie może być tak, że jeden sposób prowadzenia badań naukowych byłby uznany za najlepszy i uniwersalny. Nie chodzi tu tylko o to, że uprawianie nauki stałoby się wtedy potwornie nudne, a naukowiec zmieniłby się w rzemieślnika rutynowo powtarzającego swoje czynności, zmieniając jedynie wykorzystywany przy nich materiał (dane). Istotniejszy jest fakt, że punktem wyjścia w badaniach naukowych powinien być zawsze problem i tematyka badań, a nie założenia metodologiczne. Istnieją takie obszary badawcze (np. jakość życia, preferencje polityczne), które nadają się doskonale do badań i analiz ilościowych. Z kolei inne obszary (np. pamięć społeczna) mogą być efektywnie badane tylko z wykorzystaniem metodologii jakościowej. Warto o tym pamiętać, aby nieświadomie nie stać się fetyszystą metodologicznym.

Po drugie, jestem przekonany, że stosowana metodologia nauk społecznych jest w jakimś stopniu związana z ogólnym stanem życia społecznego, z jego zasadami i dokonującymi się w nich przemianami, jak również z założeniami teoretycznymi przyjmowanymi przez badaczy. Badania ilościowe doskonale wpasowują się w życie społeczne ujmowane z perspektywy holistycznej. Przyjmując, że społeczeństwo jest systemem składającym się z wielu powiązanych ze sobą części (rodzin, kultur, stylów życia, systemów wartości etc.) możliwe staje się badanie wzajemnych zależności pomiędzy nimi. Trochę na zasadzie przekonania, że zmiana w jednym z podsystemów wpływa na inne – tak jak usunięcie jednej śrubki może skutkować zmianą z pracy całej maszyny. Z kolei badania jakościowe w pełni ukazują swój potencjał wtedy, gdy chcemy poznawać społeczeństwo niejako od dołu, poszukując bardziej szczegółowych informacji, wnikając w głąb zjawisk. Nie bez powodu rzeczywisty rozwój podejścia jakościowego w socjologii – zarówno w kontekście metodologicznym, jak i teoretycznym – miał miejsce w latach 60. XX wieku. Ówczesne zmiany społeczne, rewolucje kulturowe, popularność ruchu hippisowskiego, protesty przeciwko wojnie w Wietnamie sprawiły, że badacze z większym dystansem podchodzili do postrzegania społeczeństwa jako całości. Sens życia społecznego przeniósł się gdzie indziej, zaczął nabierać charakteru bardziej lokalnego, a badacze – chcąc za nim nadążyć – musieli zmienić swoje nastawienie. To wtedy właśnie powstawały choćby doskonałe książki Ervinga Goffmana, który ludzi postrzegał jako aktorów odgrywających role w teatrze życia codziennego. To dwojakie nastawienie do badań jest zresztą odpowiednikiem dwóch największych tradycji teoretycznych w socjologii: koncepcji faktów społecznych Émile’a Durkheima z jednej strony oraz socjologii rozumiejącej Maxa Webera z drugiej.

Oczywiście prym w badaniach jakościowych wiodła – i zapewne nadal wiedzie – antropologia kulturowa. Socjologia i inne nauki powinny się wiele uczyć od tej swojej starszej siostry, bez niepotrzebnych kompleksów. Niezwykle ważne jest także to, że badania jakościowe coraz częściej wykorzystywane są również w kontekście pozaakademickim. Nie chodzi tu wyłącznie o stosowanie klasycznych już indywidualnych wywiadów pogłębionych czy zogniskowanych wywiadów grupowych. Jestem przekonany, że na rynku lepszą pozycję uzyskują te firmy, które są skłonne zainwestować pieniądze i czas w długotrwałe badania etnograficzne.

* * *

Okazją do poznania aktualnych nurtów w badaniach jakościowych w Polsce było III Transdyscyplinarne Sympozjum Badań Jakościowych, które odbyło się 8-10 września 2014 r. To coroczne spotkanie badaczy jakościowych z całej Polski, którego pomysłodawcami są profesorowie Krzysztof Konecki z Uniwersytetu Łódzkiego oraz Dariusz Kubinowski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Pierwsze spotkanie odbyło się w 2012 r. w Kazimierzu Dolnym, a drugie w 2013 r. w Łodzi. Tym razem badacze zgromadzili się w Zielonej Górze na Wydziale Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Od jakiegoś czasu jakość polskich konferencji naukowych pozostawia wiele do życzenia. Zamiast być miejscem dyskusji, wymiany poglądów, konstruktywnej krytyki, stają się one dla niektórych raczej wytwórnią punktów potrzebnych do późniejszych ocen, rozliczeń i awansów zawodowych. Na Transdyscyplinarnym Sympozjum Badań Jakościowych było inaczej.

Nie ukrywam, że jechałem na Sympozjum z mieszanymi uczuciami i lekkimi obawami. Od jakiegoś czasu jakość polskich konferencji naukowych pozostawia wiele do życzenia. Zamiast być miejscem dyskusji, wymiany poglądów, konstruktywnej krytyki, stają się one dla niektórych raczej wytwórnią punktów potrzebnych do późniejszych ocen, rozliczeń i awansów zawodowych. Coraz rzadziej można się też tam spotkać z realnym, acz uzasadnionym sporem naukowym, gdyż jest on traktowany – niesłusznie i zupełnie inaczej, niż jest to w innych państwach – nie jako dążenie do ulepszenia badań, lecz raczej jako ich krytykowanie i podważanie autorytetu ich twórców.

Na TSBJ było inaczej. Okazuje się, że podobne podejścia metodologiczne mogą w o wiele większym stopniu zbliżać do siebie badaczy, niż te same zainteresowania tematyczne, lecz uwzględniające bardzo zróżnicowane podejścia badawcze. Innymi słowy, przyjechali tam ludzie, którzy w podobny sposób myślą o naukach humanistycznych i społecznych, a w szerszym kontekście: podobnie postrzegają człowieka i życie społeczne, nawet jeżeli szczegółowe obszary ich pracy są dość odległe. Być może jest to również wskazówka dotycząca zasad tworzenia zespołów badawczych i doboru osób w nich uczestniczących.

Zakres tematyczny Sympozjum był bardzo szeroki, wśród poruszanych tematów wymienić można m.in.: badania biograficzne, badania nad przedsiębiorczością i organizacjami, badania pamięci zbiorowej, wykorzystywanie technologii w badaniach, badania nad niepełnosprawnością, badania edukacyjne, badania wizualne, rola badacza w badaniach jakościowych. Niektóre z grup tematycznych obradowały równolegle, przez co nie sposób było wysłuchać wszystkich wystąpień. Wspomniane zróżnicowanie wynikało z faktu wielości dyscyplin naukowych reprezentowanych przez uczestników. Obecni byli socjologowie, pedagodzy, kulturoznawcy, psychologowie, a także m.in. reprezentanci nauk medycznych czy pracownicy politechnik. Poniżej cztery krótkie refleksje, które przychodzą mi do głowy dzień po zakończeniu Sympozjum.

Po pierwsze, muszę przyznać, że jadąc na Sympozjum spodziewałem spotkać tam przede wszystkim przedstawicieli socjologii. Dobrze, że taki „socjologo-centryczny” stereotyp został u mnie złamany. W tym kontekście zainteresował mnie natomiast bardzo różny status badań jakościowych w różnych naukach. Można odnieść wrażenie, że w niektórych z nich jakościówka dopiero się instytucjonalizuje, dopiero zyskuje status naukowości, dopiero jest włączana jako pełnoprawny sposób prowadzenia badań. Podczas obrad pojawiały się kilkakrotnie pytania o to, czy ktoś nie boi się, że jakaś praca (doktorska, habilitacyjna) zostanie odrzucona właśnie ze względu na zastosowaną metodologię. Jest to o tyle dziwne, gdyż mam wrażenie, że znana mi najlepiej socjologia wchłonęła badania jakościowe już dość dawno temu.

Uczę studentów realizowania badań z wykorzystaniem technik wizualnych. I wiem dobrze, że tak jak do statystyki i technik ilościowych przywiązują oni większą wagę, tak techniki jakościowe traktują często nieco po macoszemu

Po drugie, bardzo żałuję, że tak mało czasu poświęcono nauczaniu metod jakościowych. Od dobrych kilku lat uczę studentów realizowania badań z wykorzystaniem technik wizualnych. I wiem dobrze, że tak jak do statystyki i technik ilościowych przywiązują oni większą wagę, tak techniki jakościowe traktują często nieco po macoszemu. Wynika to z przekonania, że te pierwsze – jako element „twardych kompetencji” – dadzą lepszą pozycję na rynku pracy. Na podstawie własnych spostrzeżeń mogę stwierdzić, że w dydaktyce mniej problemów sprawia nauka samych technik badawczych i sposobów realizacji badań, więcej natomiast – analiza uzyskanych danych i „wyciągnięcie” z nich czegoś ciekawego/nowego/sensownego. Dlatego też uważam, że również dydaktykom zaangażowanym w jakiś sposób w nauczanie metodologii jakościowej przydałby się kurs pokazujący, jak to dobrze robić, a przede wszystkim wzajemna wymiana doświadczeń w tym polu. Aczkolwiek należy zauważyć, że na TSBJ istniała także możliwość uczestniczenia w warsztatach, z o wiele bardziej praktycznym nastawieniem do tematu.

Po trzecie, coraz rzadziej mamy chyba do czynienia z sytuacją, w której badaniami jakościowymi zajmują się tylko ci, którzy nie znają się na statystyce (trochę na zasadzie opinii, że kierunki humanistyczno-społeczne studiują ci, którzy nie lubili matematyki w szkole). Nie oznacza to jednak, że z badań znikła pewna dowolność postępowania, zarówno na etapie doboru próby, realizacji badań, jak i analiz zebranych danych i prezentacji wyników. Być może wynika to z ograniczonego czasu prezentacji konferencyjnych, ale nierzadko miałem wrażenie, że prezentowanym badaniom towarzyszył brak przemyślanej, zestandaryzowanej metodyki postępowania. Trochę na zasadzie „zróbmy projekt, a potem zobaczymy co z tego wyjdzie”. Wydaje mi się, że jeżeli badania jakościowe chcą być faktycznie traktowane na równi z innymi podejściami metodologicznymi, to do tej kwestii należałoby przywiązywać większą wagę. Jednocześnie trzeba pamiętać o tym, aby z kolei nie przesadzić w drugą stronę. Coraz popularniejsze w analizach jakościowych stają się różnego rodzaju programy komputerowe ułatwiające opracowywanie danych. W żaden sposób nie chcę krytykować ich użytkowników, choć sam nie jestem miłośnikiem takich rozwiązań. Konieczne jest jednak, aby nie stać się zakładnikiem takich technologii, również w kontekście deprecjonowania badań i analiz, które ich nie wykorzystują.

Po czwarte, zauważalna jest zmiana statusu badań wizualnych w ramach badań jakościowych. Socjologia wizualna i badania wizualne to jeden z głównych obszarów moich zainteresowań naukowych, stąd miałem możliwość obserwowania ich rozwoju i recepcji przez co najmniej 8 lat. Przez ten okres socjologia wizualna przeszła z poczekalni na salony – dosłownie i w przenośni. Kilka lat temu badania wizualne traktowane były niekiedy jako dziwny wymysł znudzonych badaczy. Do prezentacji wizualnych podchodzono jednocześnie z zaciekawieniem i nieufnością – również w tym sensie, że miały one miejsce poza głównym czasem konferencji i spotkań, niekiedy podczas kolacji, przy winie, a wiec jako pewna forma rozrywki, a nie nauki. Z czasem to zmieniło się i dzisiaj już nikt naukowości badań wizualnych nie kwestionuje. Choć wciąż istnieje nie do końca słuszne przekonanie, że dobre badania wizualne to takie, gdzie można zobaczyć dużo zdjęć.

* * *

Kolejne Transdyscyplinarne Sympozjum Badań Jakościowych odbędzie się w 2015 r. w Poznaniu. Szczególnie ważne będzie tam włączenie do obrad tej tradycji badawczej, która związana jest z Florianem Znanieckim. To chyba najwybitniejszy z historii polski socjolog, twórca koncepcji współczynnika humanistycznego, niestety wciąż lepiej znany za granicą, niż w naszym kraju. Jako że to właśnie w Poznaniu był on założycielem pierwszej w Polsce katedry socjologii – związki z tym miastem i organizowaną tam konferencją o badaniach jakościowych wydają się oczywiste.

Ważne byłoby również poświęcenie większej uwagi badaniom dotyczącym internetu i nowych mediów. Co ciekawe, na tegorocznym Sympozjum te obszary tematyczne były praktycznie nieobecne i trudno mi jest znaleźć wytłumaczenie tego faktu. Jeżeli natomiast przyjmiemy, że podstawowym środowiskiem życia ludzi coraz częściej staje się przestrzeń wirtualna bądź przestrzeń hybrydowa, to badacze jakościowi muszą czym prędzej tam podążać. W innym przypadku oddadzą pole komuś innemu.

Łukasz Rogowski

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam