Mateusz MORAWIECKI: Polski plan dla Europy

TSF Jazz Radio

Polski plan dla Europy

Mateusz MORAWIECKI

Premier Rzeczpospolitej. Był członkiem zespołu, który negocjował warunki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Ukończył historię na Uniwersytecie Wrocławskim, studia Business Administration na Politechnice Wrocławskiej i Central Connecticut State University.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Europa doświadcza właśnie demokratycznego przebudzenia, które pokazuje, że musimy odnowić kontrakt społeczny, który stworzył ogromny sukces powojennej integracji – twierdzi Mateusz MORAWIECKI

.Parlament Europejski jest ważnym miejscem dla funkcjonowania Unii, nie tylko jako instytucja mająca ogromny wpływ na kształt unijnego prawa, ale również forum, gdzie prowadzona jest dyskusja o decyzjach, które wyznaczą kierunki integracji europejskiej. W tym roku Polska obchodzi 550. rocznicę zwołania pierwszego Sejmu i 100-lecie odzyskania niepodległości, kiedy też jako jeden z pierwszych krajów na świecie przyznaliśmy pełne prawa demokratyczne kobietom. To pokazuje, jak głęboko w polskiej kulturze politycznej zakorzeniona jest idea parlamentaryzmu, demokracji i rządów prawa. To właśnie parlamenty narodowe są wyrazem głosu suwerena i żywym symbolem demokracji.

Dyskusja o przyszłości Europy jest jedną z najważniejszych debat, które są przed nami. Zwłaszcza kiedy obchodzimy setną rocznicę zakończenia I wojny światowej, od której zaczęła się trudna historia XX-wiecznej Europy. To właśnie po kataklizmie dwóch wojen światowych i niewyobrażalnych zbrodniach ludobójstwa wolne narody Europy podjęły ponad 60 lat temu historyczną decyzję o rozpoczęciu integracji, żeby pomimo dzielących nas różnic poszukać tego, co nas łączy.

Gdyby nie żelazna kurtyna i tragiczny podział Europy po II wojnie światowej, Polska również byłaby jednym z państw założycielskich wspólnot europejskich, zgodnie z wolą polskiego rządu na uchodźstwie. Jednak tamten podział postawił polskie społeczeństwo poza nawiasem pierwszej fali integracji europejskiej, ale również poza nawiasem zrównoważonego rozwoju. Dlatego dziś tym bardziej, jako pełnoprawny członek Unii, chcemy jak najmocniej wpisać się w poszukiwanie konstruktywnego programu dla naszego kontynentu. Jak każdy naród Europy, mamy wobec niej swoje oczekiwania, ale też mamy wiele do zaoferowania.

Nie sposób zrozumieć ciągłości i istoty Europy bez uznania jej greckich, rzymskich i judeochrześcijańskich korzeni.

Bez chrześcijaństwa europejska różnorodność nigdy nie osiągnęłaby tak dziś cenionego poczucia uniwersalizmu, jedności w różnorodności. Ta dewiza Unii to nie są tylko puste słowa. Nasze narody zostały ukształtowane przez setki lat poprzez swoją kulturę i swoje instytucje. Uszanowanie tych narodowych tożsamości jest fundamentem zaufania w Unii. Pluralizm konstytucyjny, wpisany w artykuł czwarty traktatu, jest ogromną wartością i każdy kraj w Unii ma prawo do kształtowania swojego systemu prawnego zgodnie ze swoimi tradycjami.

Dla mnie idea europejska zawsze była polską racją stanu. Zarówno gdy jako młody chłopak uczestniczyłem w antykomunistycznej opozycji, walcząc o wolność i demokrację, jak i wtedy, gdy jako dyrektor do spraw negocjacji akcesyjnych w Komitecie Integracji Europejskiej w latach 90. pracowałem nad wejściem Polski do Unii. Dzisiaj, pomimo prawie 30 lat od upadku komunizmu, wciąż jesteśmy w trudnym procesie zszywania europejskiego doświadczenia, europejskiej pamięci. Dzielące nas różnice nie mogą jednak przesłaniać wspólnego celu, którym są bezpieczeństwo naszych obywateli i rozwój ekonomiczny.

Unia Europejska w ostatnich latach zmaga się z kryzysami egzystencjalnymi: kryzys bankowy, kryzys finansowy, kryzys strefy euro, kryzys migracyjny, brexit czy agresywna polityka Rosji, pięć przegranych referendów wspólnotowych w ostatnich latach, a także zmiana krajobrazu politycznego w państwach europejskich – to wszystko są dowody, że projekt europejski potrzebuje nowego otwarcia. Niektórzy twierdzą, że Unia zawsze przechodzi jakiś kryzys, że każda zmiana traktatów jest rezultatem takiego czy innego przesilenia. Nasza dzisiejsza sytuacja wydaje się jednak wyjątkowa, inna niż w latach 60., 80. czy w pierwszej dekadzie tego wieku. A to ze względu na to, że mamy do czynienia nie z jednym kryzysem, ale z wieloma skumulowanymi kryzysami jednocześnie.

Wszyscy widzimy, że wielu Europejczyków nie okazuje już dziś entuzjazmu dla integracji. Część z nich wyraża otwarty sprzeciw. Możemy się na to oburzać, możemy zamykać oczy i udawać, że to tylko margines, ale to nie zmieni rzeczywistości – to nie jest margines. To jest realny sygnał, że popełniliśmy błędy, i okazja, żeby te błędy naprawić.

Zamiast załamywać ręce nad groźnym populizmem, powinniśmy więc raczej zastanowić się, dlaczego doszło do takich sytuacji, że tak wielu Europejczykom nie podoba się kierunek, w którym od lat podąża Unia.

Odpowiedź na to pytanie była udzielana wielokrotnie i na różne sposoby, ale myślę, że najtrafniejsza jest ta, która stała u źródła wszystkich wielkich przemian w naszej historii. Ludzie mają w sobie gen wolności i chcą sami decydować o swoim życiu, o tym, jak będzie wyglądało życie ich rodzin, ich społeczeństw. Kiedy widzą, że ten wpływ tracą, że nie mają realnego wpływu na losy Europy i świata, naturalnym odruchem jest sprzeciw wobec tej sytuacji. Myślę, że wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej przekonani, że europejska integracja to jedna z najlepszych idei w historii nie tylko Europy, ale i świata. Ale jeśli tego przekonania nie będą podzielać nasi obywatele, żadnej dalszej integracji po prostu nie będzie. Dlatego dalszy rozwój Unii musi uwzględniać ich głos.

Innymi słowy, aby europejski projekt mógł iść naprzód, trzeba wzmocnić jego demokratyczną legitymację. Można nazywać to populizmem, ale prędzej czy później trzeba sobie zadać pytanie, czy odpowiedź na oczekiwania obywateli to rzeczywiście populizm, czy może raczej istota demokracji. Europa doświadcza właśnie demokratycznego przebudzenia, które pokazuje, że musimy odnowić kontrakt społeczny, który stworzył ogromny sukces powojennej integracji. Ten kontrakt polegał na odbudowie poczucia bezpieczeństwa oraz polityce gospodarczej oferującej względny dobrobyt dla wszystkich. Dziś musimy aneksować ten kontrakt poprzez przywrócenie poczucia bezpieczeństwa i nadziei na to, że naszym dzieciom będzie żyło się lepiej niż nam samym. Tylko to może odbudować zaufanie do europejskiego projektu.

Jak więc odpowiedzieć na to demokratyczne przebudzenie? Odpowiedzią jest wspólnota, która dostosowuje się do wyzwań współczesności, nie rezygnując jednocześnie z dotychczasowych obowiązków wobec swoich obywateli. Żeby sobie z tymi wszystkimi wyzwaniami poradzić, trzeba na nowo zdefiniować równowagę między państwami narodowymi a współpracą na poziomie europejskim. Na tym właśnie powinna polegać „Unia Narodów 2.0”, wizja de Gaulle’a dostosowana do wyzwań współczesności. To jest wizja Unii, którą chce zaproponować Polska. W ramach takiej inteligentnej adaptacji proponujemy skupienie się przede wszystkim na trzech punktach. Pierwszy to Unia 4.0, czyli Unia Europejska jako forpoczta rewolucji przemysłowej i pogłębiony wspólny rynek. Drugi punkt to Unia bezpieczna, czyli zdająca sobie sprawę z geopolitycznych wyzwań przed nią stojących i gotowa na nie odpowiadać jednym, solidarnym głosem. I trzeci punkt to Unia obywatelska, czyli Unia społecznie wrażliwa, wspierająca swoich obywateli przed siłą globalnych korporacji. Unia solidarna.

Nie mam wątpliwości, że więcej współpracy trzeba przede wszystkim w zakresie wyzwań zmieniającej się natury globalnej gospodarki.

Unia powinna stawiać sobie ambitne cele i skupić się dziś na odważnym budżecie i dalszej integracji gospodarczej w ramach rynku wewnętrznego.

Dokończenie budowy rynku wewnętrznego i wzrost produktywności mogą dokonać się tylko poprzez wzrost konkurencji w ramach w pełni zintegrowanego rynku wewnętrznego. Według analizy Parlamentu Europejskiego tylko przez ostatnich 14 lat od momentu utworzenia rynek wewnętrzny przyczynił się do wzrostu PKB, ceteris paribus, powyżej domniemanego wzrostu o dodatkowe 250 miliardów euro. Potrzebujemy więc więcej wspólnego rynku, zwłaszcza w usługach. Sektor usług jest odpowiedzialny za mniej więcej 70 procent PKB Unii, a jednocześnie stanowi tylko 20 – 25 procent handlu wewnątrzunijnego. Dyrektywa usługowa z 2006 roku potrzebuje zdecydowanej rewizji, tak żeby wreszcie urzeczywistnić swobodę świadczenia usług.

Ale nie będzie też naprawdę jednolitego wspólnego rynku bez dalszej ambitnej walki z nierównościami i bez aktywnej polityki spójności. Ta polityka nie jest jednostronną, bezzwrotną pomocą dla krajów niżej rozwiniętych. Polityka spójności to przede wszystkim inwestycja w rozwój wspólnego rynku, która przynosi olbrzymie korzyści handlowe również tym, którzy dziś najgłośniej domagają się jej ograniczenia. Zgodnie z unijnymi i naszymi obliczeniami około 70 – 75 procent eurocentów wraca z każdego euro do płatników netto w formie zamówień i zleceń. O podobnych proporcjach mówił niedawno komisarz Oettinger.

Trzeba to powiedzieć jasno: próby ograniczenia polityki spójności to populizm, i nie jest ważne, czy to populizm antyeuropejski, czy rzekomo proeuropejski, głoszony pod flagą unijną. Polityka spójności, ambitna walka z nierównościami to sytuacja „win-win” i dla krajów założycielskich Unii i dla wszystkich innych członków. Ta walka z nierównościami może dokonać się nie tylko poprzez transfery w ramach polityki spójności, ale także poprzez uszczelnienie naszych systemów podatkowych. Trzeba podjąć realną walkę z luką w podatku VAT, a także przeciwdziałać rajom podatkowym na poziomie Unii Europejskiej. Dochody z VAT to przecież również dochody Unii. Przypomnę, że z wyliczenia Komisji wynika, że straty w wyniku unikania opodatkowania wynoszą w Unii nawet do 200 miliardów euro rocznie, a nadużycia i straty w VAT to dodatkowe 150 miliardów euro rocznie. Jeśli to nie jest właśnie ten słoń w pokoju, „the elephant in the room”, to nie wiem, co miałoby nim być.

W Polsce nam się udało. Poradziliśmy sobie z przestępcami wyłudzającymi zwrot podatku, z oszustami, którzy okradali naszych obywateli. Tych przestępców stać było na najlepsze kancelarie prawne, udawało im się przez lata przedłużać postępowania, ukrywać pieniądze, unikać odpowiedzialności, uciekać przed słabym wymiarem sprawiedliwości. Był zresztą ten wymiar sprawiedliwości wyjątkowo mało sprawny i pobłażliwy dla tych oszustów. W sądach zapadały wyroki skazujące na śmiesznie niskie kary, często w zawieszeniu. I zewsząd słyszeliśmy, że tak musi być, że z tym nic nie da się zrobić. A my właśnie pokazaliśmy, że się da. Przysporzyliśmy tym samym przychodów Unii Europejskiej i również Polsce, polskiemu społeczeństwu. Tylko trzeba było determinacji, określenia celu, a potem sprawnego działania, żeby go osiągnąć. To jest także nasza oferta dla Europy – skuteczne, sprawdzone w praktyce rozwiązania prawne. O tym często rozmawiamy na posiedzeniach Rady Europejskiej.

Państwo i społeczeństwo okradane przez bandytów, przez mafie, terrorystów, państwo bezskutecznego aparatu sprawiedliwości było częściowo fikcyjne. My zaś od dwóch i pół roku pokazujemy, że skuteczne państwo może niemal zlikwidować skrajne ubóstwo wśród dzieci i młodzieży. To są nasze bardzo realne osiągnięcia społeczne. Niezbędne jest również, byśmy w ramach Unii Europejskiej bardzo ściśle współpracowali w obszarze unikania podatków, w tym digital tax i rajów podatkowych. Raje nie funkcjonują przeciw jednemu czy drugiemu krajowi. Ich istnienie zagraża całej naszej gospodarce. Pozwala, aby miliardy euro co roku wyciekały z naszych systemów podatkowych, aby te pieniądze nie trafiały do naszych obywateli. Tak jak ścigamy podatkowych przestępców, którzy dopuszczają się działań na skalę indywidualną, tak razem musimy przeciwstawić się działaniom zorganizowanym, pozwalającym na systemową, a niekiedy nawet państwową nieuczciwość.

Nowoczesna gospodarka wymaga też nowego podejścia do prawa konkurencji. Wydaje się racjonalne, że na poziomie unijnym trzeba powołać europejski urząd antymonopolowy na miarę wyzwań dzisiejszej gospodarki cyfrowej. Potrzeba też nowych reguł konkurencji, a być może nawet regulacji sektorowych, dostosowanych do epoki cyfrowej.

Czy Google i Facebook nie stały się dzisiaj elementami infrastruktury krytycznej, essential facilities, podobnie jak infrastruktura przesyłowa w energetyce?

Żaden z nas w tej sali, a przede wszystkim żaden z naszych obywateli nie wyobraża sobie codziennego funkcjonowania bez tych narzędzi. One są niezbędne do funkcjonowania w nowoczesnym społeczeństwie cyfrowym i regulacje prawne muszą za tymi zmianami nadążać. Nowy plan inwestycyjny dla Europy, zaproponowany przez przewodniczącego Junckera, okazał się sukcesem. Wzrost gospodarczy przyspieszył, a Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych wygenerował dodatkowe inwestycje w wysokości 300 miliardów euro. Ten fundusz nie powinien zostać rozwiązany w 2020 roku, lecz przekształcony w nowe, ambitne narzędzie.

Potrzeba dalszych inwestycji strategicznych wynika dzisiaj nie z konieczności wychodzenia z kryzysu, ale z konieczności zapewnienia Europie konkurencyjności. Europejski Bank Inwestycyjny alarmuje, że Unia cierpi na chroniczny brak inwestycji infrastrukturalnych. Te wydatki są obecnie najniższe od wielu lat. Luka inwestycyjna to ponad 600 miliardów euro rocznie. Dopóki jej nie zapełnimy, nie będziemy w stanie konkurować z innymi globalnymi potęgami. Jednym z takich strategicznych celów jest europejska transformacja energetyczna, która wymaga połączenia konkurencyjności cen z realizmem geopolitycznym. Czego więc potrzeba? Przede wszystkim inwestycji w innowacyjność. Europa powinna stworzyć największy na świecie clean-tech fund i mocniej postawić na prorynkowe mechanizmy zwiększania racjonalności transformacji energetycznej dla europejskich firm i obywateli. Przecież konkurencyjne ceny energii są kluczowe dla konkurencyjności gospodarek narodowych.

Droga obrana przez Unię Europejską, wiodąca do gospodarki niskoemisyjnej, a kiedyś może nawet zeroemisyjnej, jest z pewnością drogą słuszną. To droga do czystego środowiska i lepszego stanu zdrowia naszych obywateli. W Polsce świetnie zdajemy sobie sprawę z wagi tych wyzwań. Dlatego w tym roku podjęliśmy zdecydowaną walkę ze smogiem i wprowadzamy pakiet rozwiązań, które zagwarantują polepszenie stanu powietrza. Jednakże stawiając przed Unią kolejne cele redukcyjne, musimy pamiętać o tym, że nasze państwa startują z kompletnie różnych poziomów. Do czasu transformacji gospodarczej w 1989 roku polska gospodarka opierała się na przemyśle ciężkim i energetyce węglowej. Mimo to Polska podjęła ogromny wysiłek, redukując zgodnie z protokołem z Kioto poziom emisji CO2 aż o 30 procent przy naszym zobowiązaniu do 5 procent. Przekroczyliśmy sześciokrotnie nasz cel. Polska jest gotowa i chce uczestniczyć w europejskiej transformacji energetycznej. Musi ona jednak opierać się na równości szans i w większym stopniu uwzględniać różnice pomiędzy naszymi gospodarkami oraz wspierać wysiłki państw różnymi instrumentami.

Polska przez lata nie miała możliwości przestawienia swojej energetyki na gaz ziemny, gdyż mogła pozyskiwać ten surowiec tylko z jednego kierunku – z Rosji. Tym samym wszelkie próby zwiększenia zużycia błękitnego paliwa prowadziłyby do zachwiania naszego bezpieczeństwa. Wszystkie nasze wysiłki w Europie Środkowej mogą być jednak przekreślone przez Nord Stream 2, który – trzeba to sobie jasno powiedzieć – nie jest projektem gospodarczym, tylko projektem politycznym.

Unia Europejska nie potrzebuje Nord Stream 2, który zwiększa ryzyko destabilizacji Europy Środkowej i daje Rosji bardzo silne narzędzia wpływu nie tylko na europejską gospodarkę, ale i na europejską politykę.

To przemysł przyszłości zadecyduje o rzeczywistości globalnej gospodarki. Sztuczna inteligencja, machine learning, big data, przemysł 4.0 – to są drogi, które mogą dać nowy impuls naszej gospodarce, podobnie jak silnik spalinowy odegrał ogromną rolę w industrializacji Zachodu.

Dzięki współpracy europejskiej udało się zbudować Airbusa, który jest dziś globalnym liderem – obok Boeinga – w produkcji samolotów. Czas na nowe wspólne projekty w zakresie technologii. Polska chce odważnie brać udział w takich projektach. Dziś takim wehikułem reindustrializacyjnym na miarę XXI wieku może być elektromobilność. Ten rozwój jest już dynamiczny, ale wymaga istotniejszego wsparcia ze strony naszych krajów. Dziś nadal tylko około 1,5 procent samochodów w Europie to samochody elektryczne. Jeśli naprawdę chcemy zmniejszać emisję CO2 w naszej gospodarce, musimy wykonać tu zdecydowany krok naprzód. To nie science fiction, żeby za 10 lat na przykład 25 czy 30 proc. samochodów było w Unii Europejskiej samochodami elektrycznymi. Jeśli chcemy też, żeby te wszystkie technologie przyszłości mogły się rozwijać, musimy kontynuować budowę unii rynków kapitałowych; rynków kapitałowych zwłaszcza dla małych i średnich firm. Polska wspiera ten kierunek rozwoju rynku. Wzrost gospodarczy, wygenerowany dzięki inteligentnej adaptacji europejskiej gospodarki, wzmocni zaufanie do projektu europejskiego.

Drugim punktem powinien być filar bezpieczeństwa europejskiego. Ostatnie lata były okresem wyjątkowego wzmożenia zagrożeń geopolitycznych, takich jak terroryzm czy rosyjska wojna hybrydowa na Ukrainie i nie tylko, ingerencja w procesy demokratyczne państw Zachodu, a nawet bezpośrednie ataki na mieszkańców Unii – wszyscy pamiętamy Salisbury albo destabilizację w Syrii.

Agresja Rosji na Ukrainę zachwiała architekturą bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej, ale była też częścią większego planu destabilizacji Zachodu. Kilka lat wcześniej celem podobnego ataku stała się przecież Gruzja. To wyraźnie pokazuje, że działania Rosji nie są przypadkiem, ale elementem z góry założonej strategii. Jedyną winą tych państw był wybór europejskiego modelu gospodarczego i politycznego. To pokazuje, że bezpieczeństwo wschodniego partnerstwa Europy jest sprawą całej Unii – w tym samym stopniu co bezpieczeństwo naszego południowego sąsiedztwa. W naszym interesie są pokój i stabilny rozwój naszych granic. Dlatego Unia musi reagować wszystkimi dostępnymi środkami.

Ale nasze bezpieczeństwo to również budowanie naszego potencjału obronnego. Ten zaś równa się naszym wydatkom na politykę obronną i naszej zdolności do utrzymania sojuszu transatlantyckiego. Musimy dbać o te relacje.

Różnice zdań są rzeczą naturalną, ale trzeba pamiętać, że o sile Zachodu będzie zawsze stanowić nasza jedność.

Kwestie sporne należy rozwiązywać w duchu partnerskiej rozmowy. To przecież Ameryka też pomogła wygrać I i II wojnę zachodnim demokracjom i powstrzymała Związek Radziecki przed atakiem na Europę Zachodnią. Globalne nierównowagi, o których mówią nasi amerykańscy partnerzy, są faktem i musimy rozwiązywać związane z nimi problemy na poziomie globalnym. W tym kontekście cieszę się też ze stworzenia Europejskiego Funduszu Obronnego oraz całego programu PESCO, który będzie stanowił dodatkowe, ponadnarodowe źródło finansowania inwestycji w przemysł obronny. To droga do zacieśniania naszej współpracy i rozwoju nowych technologii.

Jednym z takich wyzwań jest cyberbezpieczeństwo. Wiemy już dzisiaj bardzo dobrze, że odgrywa ono kluczową rolę w procesie demokratycznym i że możemy być narażeni na ataki w czasie wyborów i referendów. Dziś żaden kraj w Unii Europejskiej nie jest zabezpieczony przed ingerencją w jego wewnętrzne sprawy. Bezpieczni nie są także nasi obywatele – zagrożone są ich rachunki bankowe, a w zasadzie cała ich cyfrowa tożsamość jest nieustannie narażona na cyberataki. Wspólnie musimy podjąć walkę o bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni.

Szczyt Rady Europejskiej pokazał również, że Unia jest zdolna do realizmu i odbudowy zaufania swoich obywateli, którzy chcą bezpiecznych i chronionych granic, a także prawa do tego, by mieć wpływ na decyzje w sprawach polityki migracyjnej. Unia zmaga się z napływem migrantów i uchodźców z różnych stron i tylko przez inteligentne i elastyczne podejście do wyzwania migracyjnego może przywrócić poczucie bezpieczeństwa europejskich obywateli. Polska jest nowym domem dla ponad półtora miliona obywateli Ukrainy, w tym tych, którzy uciekli z rodzinnych domów z powodu rosyjskiej agresji. Nie są oni u nas zarejestrowani jako uchodźcy, ale tylko dlatego, że nasze procedury umożliwiają im znacznie łatwiejsze uzyskanie pozwolenia na pracę i budowanie dobrobytu swojego i swoich rodzin, wspierając także naszą gospodarkę i gospodarkę Unii Europejskiej.

Presja demograficzna z zewnątrz, zwłaszcza ze strony Afryki i Bliskiego Wschodu, będzie się tylko nasilała. Dlatego Unia Europejska musi zaangażować się w stabilizację i rozwój tych regionów.

Dziś koniecznością jest nowy plan Marshalla dla Afryki, tak jak koniecznością jest walka z nielegalnym przemytem ludzi do Europy.

Wspieramy tworzenie nowych funduszy dla Afryki, jak europejski fundusz EU Emergency Trust Fund for Africa (EUTF for Africa). Ale proponujemy jeszcze więcej. Proponujemy stworzenie europejskiego funduszu rozwoju dla Afryki. I deklaruję, że Polska chce w takiej pomocy – w dawaniu wędki raczej niż ryby – brać udział bardziej, niżby to wynikało z proporcji naszego PKB. I to nie jest tylko deklaracja: tak zrobiliśmy w kontekście naszej partycypacji w European Resilience Initiative – zbudowanej przez Europejski Bank Inwestycyjny.

Nie możemy zapominać o jeszcze jednej fundamentalnej zasadzie, na której oparta jest nasza wspólnota – sprawiedliwości społecznej. Tę zasadę, jako naczelną regułę polityki państwa, ustanawiają – i to już w swoich początkowych artykułach – zarówno polska konstytucja, jak i traktat o Unii Europejskiej. To nie są tylko puste słowa. Nie może być mowy o rozwoju naszych społeczeństw bez walki z nierównościami, z wykluczeniem, z biedą. To także w walce z tymi nierównościami tak ważne jest, abyśmy prowadzili ambitną politykę społeczną.

To, co udało się osiągnąć w Polsce w ciągu ostatnich dwóch i pół roku, pokazuje, że zmiana paradygmatów jest możliwa, a implementacja skrojonej na miarę strategii rozwojowej przynosi dziś znakomite efekty. Dziś Polska ma najniższe w historii bezrobocie – poniżej 4 procent według Eurostatu, dług publiczny w ubiegłym roku spadł po raz pierwszy od 30 lat, deficyt budżetowy maleje, a jednocześnie prowadzimy najambitniejszą politykę społeczną od czasów zwycięstwa Solidarności i upadku komunizmu. W tym samym czasie zmniejszamy biurokrację dla przedsiębiorców i obywateli, obniżamy podatki, ale tylko dla małych i średnich firm, nie dla tych wielkich, i odbudowujemy skuteczną politykę finansową dzięki walce z mafiami oszustów podatkowych i dzięki skutecznemu uszczelnieniu systemu fiskalnego. Co więcej, stworzyliśmy największy publiczny system wsparcia innowacji w Europie Środkowej.

A zatem nowy, demokratyczny kapitalizm po polsku to innowacje plus solidarność. Globalizacja wraz z postępującą liberalizacją światowego handlu stała się motorem napędowym rozwoju gospodarczego i jako całość na pewno nie zasługuje na potępienie. Ale wzrost gospodarczy nie przekłada się proporcjonalnie na wzrost dochodów klasy średniej. Odpowiedzią nie jest zatem protekcjonizm. Właściwym instrumentem do walki z nierównościami są inwestycje w kapitał ludzki. Edukacja jest dzisiaj główną determinantą przyszłych zarobków.

Konieczność inwestowania w kapitał ludzki wiąże się bezpośrednio z drugim wyzwaniem, przed którym stoimy – automatyzacją i robotyzacją. Nie chcę tu oczywiście postulować nowego luddyzmu w wydaniu XXI-wiecznym i blokowania innowacji. Wręcz przeciwnie. Ale strach przed tym technologicznym bezrobociem jest i on musi być zaadresowany. Postęp technologiczny będzie oczywiście tworzył popyt na nowe zawody, ale będą one miały inny charakter niż te w przeszłości. Prawie we wszystkich przypadkach będą one wymagały wysokich umiejętności. Te zaś wymagają odpowiedniego poziomu edukacji. Co więcej, na skutek robotyzacji znaczenie kapitału jako środka produkcji niesłychanie wzrasta w porównaniu ze znaczeniem pracy. W efekcie przychody z kapitału są jeszcze mniej równomiernie dystrybuowane niż dochody z pracy. Na całym świecie udział płac w PKB spadł od lat 80. o 5 – 10 procent, czasami więcej. Jak pokazuje Piketty, majątek jest już skoncentrowany, a wskutek dalszych inwestycji jego koncentracja będzie się wzmagać. Dlatego technologie cyfrowe doprowadziły do powstania modelu dystrybucji „winner takes all”, polegającego na tym, że mniej beneficjentów przejmuje większą część zysków.

Wiek cyfrowy i gospodarka platform stworzyły niesamowity potencjał monopolizacji. Efekt sieciowy stał się dominującym czynnikiem, czego skutkiem jest powstanie globalnych gigantów, które nie mają żadnej konkurencji.

Konieczność przeciwstawiania się rosnącym nierównościom jest najsilniejszym argumentem w obecnej debacie nad budżetem Unii Europejskiej. Dlatego podkreślam – dostrzegamy znaczenie nowych polityk, wyzwań, ale ich finansowanie nie powinno odbywać się kosztem polityki spójności, która jest fundamentalną, traktatową polityką i esencją Unii Europejskiej. Polski przykład w ciągu ostatnich dwóch i pół roku pokazuje, że właściwa strategia potrafi zmienić rzeczywistość społeczną i gospodarczą. Unia Europejska może znów stać się symbolem europejskiego marzenia. Stanie się to jednak możliwe tylko wtedy, gdy dokonamy właściwego wyboru, gdy przezwyciężymy dzielące nas spory i zawsze będziemy pamiętać, że pomimo tych sporów łączy nas również europejska tożsamość.

Europa powinna być podmiotem w globalnej grze. Europa powinna być silna, by lepiej bronić naszych interesów. Jednak europejska suwerenność nie może oznaczać budowania Unii kosztem siły państw członkowskich, bo siła suwerennej Europy bierze się z siły tych państw.

Słabe państwa członkowskie, narody żyjące w poczuciu lekceważenia ich opinii i interesów to recepta na Unię, która nikogo nie będzie obchodziła, która staje się problemem, a nie rozwiązaniem naszych problemów. Polska zrobi wszystko, by nie doszło do realizacji takiego scenariusza.

Współpraca europejska jest dla nas wszystkich ważnym wymiarem budowania dobrobytu, solidarności i bezpieczeństwa. W słowach mojego wielkiego rodaka Jana Pawła II można odnaleźć to, co znajdowało się u źródła zjednoczonej Europy. To właśnie on mówił o dwóch płucach Europy i o tym, że oba te płuca – wschodnie i zachodnie – są równie ważne dla Starego Kontynentu.

Unia Europejska jest wciąż otwartą księgą. Każdy z nas ma w niej co najmniej jedną stronę do zapisania. Unia nie jest skończonym dziełem. Walter Hallstein, pierwszy szef Komisji Europejskiej, w swoim przemówieniu „Europa w budowie”, wygłoszonym w 1963 roku, porównał ówczesną wspólnotę do żywego organizmu, który wciąż się rozwija i ewoluuje. Idąc tym tropem, nie powinniśmy poddawać się jakimkolwiek formom determinizmu, który kazałby nam widzieć tylko jedną przyszłość Unii Europejskiej, zmuszając nas do prostego transferu kompetencji z poziomu narodowego aż do poziomu jakiegoś superpaństwa.

Unia jest prawno-międzynarodowym eksperymentem, który pozwala na poszukiwanie rozwiązań niedostępnych dotąd w ramach państw narodowych. Dyskusja, współpraca, koordynacja i negocjacja – to jest prawdziwe DNA projektu europejskiego. I w oparciu o takie reguły tworzyli właśnie podwaliny pod wspólnoty gospodarcze ich ojcowie założyciele: De Gasperi, Adenauer, Schuman czy Monnet. Dlatego nie powinniśmy uprawiać swoistej inżynierii genetycznej, zmieniającej istotę Unii, lecz stale szukać nowych metod współpracy, które zagwarantują bezpieczeństwo i rozwój naszych państw oraz dobrobyt naszych społeczeństw. Integracja europejska nigdy nie była celem samym w sobie – przecież ona ma zapewnić narodom Europy pokój, dobrobyt, rozwój, demokrację i sprawiedliwość.

.Wspólnota europejska znalazła się na zakręcie, na którym musi ponownie wsłuchać się w głos swoich obywateli. Musimy usłyszeć w tym głosie niepokój i zrozumieć jego przyczyny. Usłyszeć też nadzieję, którą ci obywatele w Europie wciąż pokładają, od której oczekują bezpieczeństwa, rozwoju, szacunku i solidarności. Chcą Europy otwartej na obywateli, dającej szansę rozwoju wszystkim i solidarnej wobec słabszych. Europy zjednoczonej wobec wspólnych zagrożeń i wyzwań, szanującej wolę narodów. Parlament Europejski jest najlepszą instytucją, by ten głos obywateli zrozumieć i wyrazić dla dobra wolnych narodów Europy i dla dobrej przyszłości Unii Europejskiej.

Mateusz Morawiecki
Tekst wystąpienia w Parlamencie Europejskim 4 lipca 2018 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam