
Jak wychować córkę na silną kobietę
Wszyscy potrzebujemy nadziei na przyszłość – a nadzieja jest czymś, na co czasami trzeba zapracować – pisze Meg MEEKER
Odpowiedz na jej cztery najważniejsze pytania
.Każda dziewczynka rodzi się z głębokim instynktem poszukiwania odpowiedzi na cztery pytania egzystencjalne. Gdy otrzymuje na nie odpowiedzi, żyje w poczuciu bezpieczeństwa, stabilności i szczęścia.
Pytania te brzmią:
- Skąd się wzięłam?
- Czy jestem wartościowa i coś znaczę (zwłaszcza dla rodziców)?
- Czy istnieje standard moralny?
- Dokąd zmierzam?
Potrzeba znalezienia odpowiedzi na te pytania jest tak silna, że dziewczynka będzie ich poszukiwać wszędzie.
Prawdopodobnie zapyta ciebie, przyjaciół, nauczycieli, a nawet – osoby, których nie lubi. Kieruje ją ku temu wrodzona potrzeba potwierdzenia własnej wartości – zrozumienia na podstawowym poziomie, że jest kimś cennym, że zasługuje na miłość i że ma jakiś cel.
My, rodzice, wiemy, że tak jest u naszych córek, ale nie zawsze wiemy, jak na to reagować. Chcemy, aby córki czuły się dobrze z samymi sobą, i chcemy wzmocnić ich poczucie własnej wartości. Lecz często bierzemy się do tego w niewłaściwy sposób i zapisujemy je na różne zajęcia. Myślimy, że jeśli pomożemy córce zostać pianistką koncertową, wówczas będzie się czuć kimś wartościowym. Ufamy, że jeśli córki będą wybitne w piłce nożnej, staną się gwiazdami w zespole debatowym albo zmiażdżą męską drużynę bejsbolową, udowadniając, że są lepsze od swoich rówieśników, wówczas będą czuć się dobrze z samymi sobą.
Zbyt wielu rodziców dziewczynek tak myśli. Lecz nie – nie chodzi o to, aby współzawodniczyć i wygrywać z chłopcami. Stanie się dobrą zawodniczką piłki nożnej, uczestniczką debaty czy pianistką – choć cele same w sobie są wartościowe – nie sprawi, że twoja córka będzie się czuła wartościową osobą. Zresztą nie chcesz chyba usidlić swej córki przekonaniem, że jej wrodzona wartość zależy od dobrego wykonywania jakiejś umiejętności czy konkurencji.
Dzieci nie cierpią uczucia, gdy rodzice poświęcają im uwagę tylko wówczas, jeśli odnoszą sukcesy w szkole czy na zajęciach dodatkowych. Kiedy tak się dzieje, często czują się puste, wykorzystane i zazwyczaj przed pierwszym czy drugim rokiem szkoły średniej doznają uczucia wypalenia. Paradoksalnie, zmagają się także z niską samooceną, ponieważ wyczuwają, że rodzice tak naprawdę nie wiedzą, kim one są – wiedzą tylko, co robią – i jeśli poniosą porażkę w grze, przedstawieniu czy na egzaminie, wówczas porażka jest całkowita. Istnieją o wiele lepsze sposoby, by nauczyć córkę, że posiada przyrodzoną wartość.
Zapomnij o gonitwie z zajęć na zajęcia i od jednego przedsięwzięcia do drugiego – chyba że i ty, i ona lubicie i cenicie je za to, czym są: sposobnością do rozwijania umiejętności i talentów wartych wykorzystywania – a skup się na jednej rzeczy: uczeniu swej córki, że stworzył ją kochający Bóg. Wiem, że w dzisiejszych świeckich czasach taka wypowiedź może zostać uznana za kontrowersyjną, ale to prawda.
Nic nie da twojej córce głębszego poczucia własnej wartości i znaczenia niż zapewnienie, że Bóg stworzył ją w określonym celu – i mówię to jako lekarka pediatra, która widziała to niezliczoną ilość razy w ciągu swej praktyki. Dziewczęta z takim poczuciem wiary są o wiele zdrowsze i szczęśliwsze.
A twoja córka może się tego nauczyć już w wieku trzech lat. Więc od czego zaczynamy?
Pytanie #1: Skąd się wzięłam?
.Dzieci zwłaszcza, a tak naprawdę my wszyscy, mamy palące pragnienie poznania, skąd się wzięliśmy. Małe dzieci zawsze zadają podstawowe pytania „dlaczego” i „jak”. Jak księżyc wspiął się na niebo? Dlaczego mam włosy blond, a nie czarne? Czy anioły latają? Dzieci nie są cyniczne ani zblazowane. Są ciekawe i otwarte. Kochają baśnie, bo widzą siebie w opowieściach, i wewnątrz opowieści mogą rowiązywać konflikty i dramaty i uczyć się, jakie jest życie. Instynktownie pojmują, że życie jest opowieścią, i chcą wiedzieć, jak zaczęła się ich własna opowieść.
Głęboka potrzeba twego dziecka, by się dowiedzieć, skąd się wzięło, jest nie tylko realna – jest także rozsądna. Wielu z nas formułowało odpowiedzi bez namysłu, w oparciu o coś tak lichego jak pobieżny komentarz kolegi lub nauczyciela, albo coś, co mgliście pamiętamy z książki czy filmu. Często w natłoku zajęć nie zastanawiamy się już nad ważnymi pytaniami i zadowalamy się pobieżnie przemyślanymi odpowiedziami.
Ale twojej córce to nie wystarcza. Potrzebuje więcej niż prostych, powierzchownych odpowiedzi, ponieważ zrozumienie, skąd się wzięła, jest dla niej podstawą do zrozumienia całego świata. Gdy otrzyma dobrze przemyślaną odpowiedź, widzi swoich przyjaciół, siebie, swoje zmagania, radości i cały świat wokół zupełnie inaczej. Gdy ma głębokie przekonanie co do swego pochodzenia, zyskuje mocny fundament dla życia. Jest bezpieczna. Głęboko docenia wartość swoją i innych. Żyje z pokorą i wdzięcznością. Co najważniejsze, żyje z głębokim poczuciem, że została stworzona w konkretnym celu. Nie jest przypadkiem ani zbiorem cząsteczek, które zaczęły istnieć dzięki przypadkowi. Jest, ponieważ ma znaczenie. Jakże inny byłby nasz świat, gdyby wszyscy rozumieli, że zaczęli istnieć dzięki intencji, nie przez przypadek.
To dosyć dziwne, ale uczenie dziecka o jego początkach jest niełatwe dla rodziców. Najpierw trzeba zebrać odwagę, aby przeprowadzić odpowiednią do wieku rozmowę na temat rozrodczości człowieka. Lecz tak naprawdę jest to ta łatwa część. Znacznie trudniej przeprowadzić inną rozmowę – o jej pierwotnym początku i wartości. Zanim o tym, co najlepiej się sprawdza – z mojego doświadczenia – słowo o tym, co się nie sprawdza. Na pewno nie sprawdza się poinformowanie córki, że jest skutkie przypadkowego zderzenia się genów i że to wszystko na ten temat. Jeśli chcesz, by twoja córka stała się nihilistką, to sądzę, że możesz tak rozpocząć.
Lecz jeśli chcesz, by miała poczucie własnej wartości, piękna i nieodłącznej tajemnicy swojego początku, musisz powiedzieć coś jeszcze; redukcjonistyczny ewolucjonizm tego nie zapewni. Genetyka ma swoją wagę, ale nie stanowi wystarczającego wyjaśnienia. Jak pisał Clive Staples Lewis:
Przypomnijcie sobie starą zagadkę: co było pierwsze, jajko czy kura? Współczesny poklask dla powszechnego ewolucjonizmu to swego rodzaju złudzenie optyczne wywołane opowiedzeniem się jednoznacznie za tym, że pierwsze było jajko. Od dziecka jesteśmy uczeni obserwowania, jak piękny dąb wyrasta z żołędzia, i zapominania, że sam żołądź wcześniej spadł z pięknego dębu. Stale nam się przypomina, że dorosły człowiek był kiedyś embrionem, a nigdy – że życie w embrionie wzięło się od dorosłych ludzi. Uwielbiamy podkreślać, iż silnik współczesnego pociągu wywodzi się od pierwszego parowozu „Rakiety”, ale nie pamiętamy już, że owa „Rakieta” nie powstała z jakiegoś jeszcze bardziej prymitywnego silnika, lecz stworzyło ją coś o wiele bardziej idealnego i skomplikowanego niż ona – a mianowicie ludzki geniusz2.
Oryginalny cytat, jak podaje Meeker, pochodzi ze zbioru God in the Dock. Polskie wydanie, Bóg na ławie oskarżonych, nie zawiera w ogóle Dwóch wykładów, z których cytat oryginalny pochodzi. Znalazłam bardzo podobnie brzmiący cytat w jednym z tych wykładów: Czy teologia jest poezją, w Brzemieniu chwały właśnie, i tenże tu przytaczam (przyp. tłum.).
Zachęcam rodziców, którzy wierzą w Boga, aby wyjaśnili swojej córce, że została starannie i misternie ukształtowana przez kochającego Boga, którego może poznać, choć nie może zobaczyć. Nie zaczęła istnieć wskutek przypadku czy błędu. Przeciwnie, była chciana, była oczekiwana, miała być twoją córką. Czy dzięki narodzinom, adopcji, czy pieczy zastępczej, twoja córka została zaprojektowana z osobowością niepodobną do żadnej innej żyjącej dziewczyny, i jesteś zachwycony, że jest twoja. Trzyletnie dziewczynki potrafią zrozumieć tę myśl i odnosić z niej korzyści. Tak samo dziewczynki w wieku lat dziesięciu, kobiety trzydziestoletnie czy nawet pięćdziesięciolatki. Daje im ona nie tylko głębokie poczucie wartości i znaczenia, lecz także nadziei na przyszłość. Zauważyłam, że o ile niektórzy rodzice mogą być przeczuleni w kwestii istnienia i miłości Boga lub mieć co do niej wątpliwości, reakcje dzieci są inne. Jeśli chcesz, aby twoje dzieci dorosły, zanim zdecydują same, czy wierzyć w Boga, czy nie – w porządku. Ale najpierw naucz je, kim On jest, a potem pozwól im wybierać. One i tak dokonają własnego wyboru w odpowiednim czasie, ale przedtem ty wskażesz im zdrowe podejście. Jest to najważniejsze pytanie w życiu i odkładanie go na później i pozostawianie dziecka bez wychowania w wierze i wiedzy religijnej oznacza pozostawianie go w niebezpiecznej ignorancji.
Gdy Cassie miała pięć lat, odebrano ją od rodziców i umieszczono w pieczy zastępczej, ponieważ jej mama, samotnie ją wychowująca, zaczęła zażywać narkotyki, przestała spełniać obowiązki rodzicielskie i przyprowadzała do domu kolejnych chłopaków, a jeden z nich kilka razy wykorzystał seksualnie Cassie. Dziewczynka przeszła przez kilka rodzin zastępczych, ostatecznie znajdując dom u rodziny, w której matka była dobra, ale ojciec zimny emocjonalnie i zapewne okrutny. Nigdy nie skrzywdził jej fizycznie, ale sprawiał, że czuła się umniejszona, zawstydzona, jak „zła” dziewczyna. Cassie ciepło wyrażała się o swej przybranej matce:
– Postępowała jak mogła najlepiej. I kochała mnie. Uczyła mnie o Bogu. Mówiła, że jestem kimś szczególnym.
Ten prosty przekaz przeniknął serce Cassie i napełnił ją nadzieją.
– Pamiętam, że kiedy miałam jakieś szesnaście lat, zaszła we mnie jakaś głęboka zmiana. Szczerze mówiąc, nie potrafię powiedzieć, co to było, ale myślę, że poznałam w sercu, że zostałam stworzona do czegoś lepszego, niż to, czego zaznałam. Nie jestem pewna, ale myślę, że to był Bóg. Wiedziałam, że życie stanie się lepsze. I że coś się zmieni. I rzeczywiście się zmieniło. Cassie była wybitna w sporcie. Otrzymała stypendium w piłce nożnej w pierwszej lidze uniwersyteckiej. Dobrze radziła sobie na uczelni; studia były jak nowy start. Powiedziała mi:
– Nadal nie mogę w pełni wyjaśnić, co odmieniło moje życie, ale naprawdę uważam, że słowa mojej przybranej mamy, że zostałam stworzona do czegoś lepszego, że jestem kimś szczególnym, wniknęły we mnie i dokonały zmiany, i uwierzyłam, że Bóg istnieje i że mi pomoże. I tak się stało. Obecnie Cassie to szczęśliwa, dorosła kobieta. Ma własną rodzinę i jest wspaniałą matką, a wszystko zaczęło się od zdania sobie sprawy, że została stworzona przez kochającego Boga. Dało jej to poczucie własnej wartości i nadzieję – co jest dobrym początkiem dla każdej dziewczyny.
Pytanie #2: Czy jestem wartościowa i coś znaczę?
.Może ci się wydaje, że to oczywiste, że twoja córka jest wartościowa, ponieważ jest istotą ludzką. Ale ona podchodzi do tego pytania z większą szczerością niż większość dorosłych, ponieważ gdy przychodzi co do czego, wielu z nas wcale nie wierzy, że posiadamy wrodzoną wartość. Wierzymy natomiast, że nasza wartość zależy od tego, co robimy: sukcesu, osiągnięć, dobrego charakteru, zdolności do czynienia dobra i kochania innych. Owszem, są to istotne i godne pochwały zalety, ale ostatecznie nasza wartość – i poczucie wartości twojej córki – nie powinna zależeć od tego, co robimy lub co inni o nas myślą. Nie powinna być czymś z zewnątrz – powinna być czymś wewnętrznym.
Oczywiście dobrze się czujemy, przynajmniej przez jakiś czas, jeśli jesteśmy lubiani, odnosimy sukcesy w uzyskiwaniu dobrych stopni, zarabiamy pieniądze, zdobywamy dobrą pracę. Jeśli, jeśli… I nawet jeśli wszystkie te warunki się spełniają, wielu ludzi sukcesu pozostaje nieszczęśliwych pod względem uczuciowym. Niezależnie od tego, jak duże sukcesy osiągamy, nie wystarczają nam one, ponieważ łakniemy głębszego i bardziej satysfakcjonującego sposobu na zrozumienie swojego znaczenia. Na pewno twoja córka tego pragnie.
Jednym z jej największych pragnień jest akceptacja tego, kim jest, potwierdzenie, że ma wewnętrzną wartość dlatego, że po prostu jest – niezależnie od tego, co robi w świecie. Wielu z nas jest bardzo trudno to przyjąć, ponieważ wszyscy – nauczyciele, przyjaciele, rodzice – myślimy w kategoriach działań i osiągnięć, skłaniania dzieci, by robiły więcej, by były w czymś lepsze. Wielu z nas nabywa tego odruchu w istocie dlatego, że nigdy nie czuliśmy się akceptowani przez naszych rodziców. Więc krążymy nad córkami, by upewnić się, że mają wysoką samoocenę, i mylnie sądzimy, że zdobędą ją z powodu swoich osiągnięć. Tak się nie stanie. Wiem, że niektórym rodzicom niełatwo to przyjąć, ale wpajanie córce, że ma wewnętrzną wartość, ponieważ stworzył ją kochający Bóg, przyczyni się bardziej do budowania poczucia własnej wartości niż jakakolwiek miara światowego sukcesu.
Nie zrozum mnie źle – pomoc córkom w wybiciu się w jakiejś dziedzinie, zachęcanie ich do zawarcia dobrych przyjaźni, uczenie ich, aby być dobrymi dla innych i doradzanie im, jak kształtować dobry charakter są ważnymi celami. Lecz jeśli jest to wszystko, co dajemy naszym córkom, sprawiamy im zawód. Dlaczego? Choć dokonania mogą budować pewność siebie i wyrabiać dyscyplinę, ostatecznie nie stanowią pociechy w nieuchronnych frustracjach, okazjonalnych porażkach, lub najgłębszych tęsknotach naszych serc.
Twoja córka potrzebuje przede wszystkim twojej miłości; potrzebuje przekonania, że twoja miłość jest bezwarunkowa. Jeśli będziesz ją uczyć, że została stworzona w konkretnym celu przez kochającego Boga, odnajdzie w tym największą pociechę w każdym trudzie życia. Zostanie zaszczepiona przeciw niektórym destrukcyjnym przekazom naszej kultury – mówiącym, że musi być szczupła, piękna, ogólnie lubiana, seksowna; albo że musi iść na jedną z ośmiu elitarnych uczelni należących do Ivy League; albo przebić szklany sufit i stać się dyrektorem generalnym, aby posiąść jakąkolwiek realną wartość. Nie. Jej wartość pochodzi z prostej rzeczywistości, że jest istotą ludzką stworzoną na Boży obraz. Naucz ją tego, a reszta jej życiowych osiągnięć będzie, czym ma być, ze wszystkimi korzyściami dobrze przeżytego życia.
Lecz tym, co się liczy, jest samo życie. Nauka tej lekcji może być trudniejsza, niż się zdaje, ponieważ przeciwko twoim opiniom będzie siła rówieśników, czasopism, filmów, ekranów oraz poradników, co robić, aby być atrakcyjną i popularną. Może to być niebezpieczne – poczynając od ekstremalnych diet, po aktywność seksualną czy (w obecnych czasach) robienie sobie tatuaży. Świat bywa groźnym miejscem dla dzieci – ty to wiesz i ja to wiem. Pamiętam koleżankę, która w latach osiemdziesiątych XX wieku powiedziała mi, że nie zamierza mieć dzieci. „Świat jest zbyt niebezpieczny i boję się, co mógłby im zrobić” – argumentowała. To samo słyszę dzisiaj od pokolenia millenialsów. Ale zrobić można wiele. Sam fakt, że jesteś mamą czy ojcem swej córki czyni cię największym influencerem jej życia. Jesteś bezcenny, jeśli chodzi o zaszczepianie i podtrzymywanie jej poczucia własnej wartości.
Gdy w gabinecie pytam starsze dziewczynki i nastolatki, jakie są dwa największe wyzwania, jakie mają przed sobą, odpowiadają szybko: być odpowiednio szczupłą i odpowiednio seksowną. Odczuwają presję, by tracić na wadze i być seksowną lub aktywną seksualnie, ponieważ są przekonane, że to zapewni im popularność. Wiele dziewcząt sądzi, że nie są wystarczająco dobre takie, jakie są, więc chwytają się wszystkiego, co obiecuje im lepiej się poczuć we własnej skórze. W życiu naszych córek nie brakuje bolesnych doświadczeń.
Oprócz zwyczajnych wyzwań – od presji rówieśniczej po zawody miłosne – żyją w toksycznej kulturze pełnej pornografii, zamętu i dyskusji wokół tego, czym jest zdrowa seksualność, a nawet, być może zaszczepianych poprzez edukację, wątpliwości co do swojej „tożsamości”. Można kontrolować niektóre zagrożenia związane z dobrostanem córek, ale nie wszystkie. Lecz ich wspólnym wątkiem jest poczucie wrodzonej wartości, które stanowi dla twej córki najlepszą obronę przed złą presją rówieśniczą, niską samooceną, depresją i rozpaczą.
Rozważ taką sytuację: gdy twoja ośmioletnia córka zakończy wyścig szkolny jako ostatnia z grupki biegaczy, może czuć zażenowanie i spadek pewności siebie albo – jeśli ma odpowiednie poczucie własnej wrodzonej wartości – powiedzieć optymistycznie i nad wiek dojrzale: „To tylko wyścig; następnym razem bardziej się postaram”. Albo taka sytuacja: twoja córka w piątej klasie ma pisać test z matematyki. Dużo się uczyła, ale nadal nie rozumie pewnych podstawowych pojęć. Jeśli się boi, że wyjdzie na głupią, może próbować oszukiwać na teście, ściągając odpowiedzi od sąsiada, który jest dobry z matematyki, i niemal na pewno dokona złego wyboru, kłamiąc na ten temat. Wie, że ściąganie jest czymś złym, i czuje się winna. Nie chce oszukiwać i kłamać, ale nie chce też rozczarować cię, zdobywając złą ocenę. Lecz jeśli usłyszała w domu, że jej wartość nie leży w byciu geniuszem matematycznym (choć chcesz, by starała się najlepiej, jak się da), to istnieje większe prawdopodobieństwo, że postąpi zgodnie z sumieniem i nie będzie oszukiwać, ponieważ wie, że nie musi się wstydzić czy obwiniać, jeśli robi, co się da, uznając, że matematyka jest dla niej trudna. Mając właściwe poczucie własnej wartości, twoja córka wie, że takie słabości czy zniechęcenie nie umniejszają jej jako istoty i nie zagrażają relacji z tobą czy z Bogiem.
Gdy będzie nastolatką, stawka pewnie pójdzie w górę. Jeżeli zabraknie jej poczucia wrodzonej wartości, może wyrosnąć między wami podział, ponieważ będzie się starała znaleźć potwierdzenie własnej wartości na zewnątrz. Przez wiele dni możesz rzadko ją widywać, ponieważ wychodzi do szkoły o siódmej rano, ma próbę chóru po szkole albo lekcję gry na fortepianie, albo zajęcia sportowe, albo mecz. W weekendy też zdarzają się zawody i przedstawienia. Czasami możesz z nią pójść, ale czasami nie. A nawet gdy jest w domu, większość czasu spędza w swoim pokoju. Myślisz, że to jest w porządku, ponieważ tak robią nastolatki, więc zostawiasz ją w spokoju, aby pisała z przyjaciółmi.
Wybuch może nastąpić w niedzielny wieczór – jedyny, w który twoja rodzina może zjeść razem kolację. Córka nie chce jeść z wami, oskarża was o próbę kontrolowania jej i wychodzi do koleżanki. Niestety, staje się to zwyczajem i ona coraz bardziej się oddala, jest nadąsana, rozmawia tylko z przyjaciółmi – nie z tobą. Pojawia się chłopak – dokładnie ten typ, przed którym jako rodzice ją ostrzegaliście – i spędzają ze sobą cały wolny czas. Czujesz, że się wymyka, smucisz się i martwisz, ale przyjaciele zapewniają cię, że to jest normalne zachowanie nastolatki i że z tego wyrośnie. Ale coś ci mówi, że się mylą. Masz być może przyprawiające o mdłości uczucie, że twojej córce brakuje poczucia własnej wartości i że poszukuje jej potwierdzenia nie u ciebie, ale u innych – i to jest niebezpieczne.
I masz rację. Taki scenariusz widziałam niezliczoną ilość razy na przestrzeni lat – i nie miało znaczenia, czy nastolatki, o których mowa, były uważane za dobre, czy za kłopotliwe dzieciaki, czy były to dobre, czy złe uczennice, bogate czy biedne. Zasadniczą kwestią jest to, że gdy córka nie chce spędzać czasu z tobą lub z rodziną albo z rodzeństwem, ma kłopot ze swym sercem. Ona to wie, ty to wiesz, ale żadne z was nie wie, co z tym zrobić.
A tak się to zwykle zaczyna: nie ma poczucia bezpieczeństwa, myśli, że w porównaniu z koleżankami jest porażką. Nie czuje się dobrze sama ze sobą i przestaje czuć się dobrze z tobą, może cię nawet obwinia za swoje domniemane niedoskonałości w wyglądzie czy niedobory popularności. Jest lekko zagubiona w swoim napiętym grafiku i odczuwa obawy, bo każda lekcja, każdy występ, każdy mecz może ukazać, że jest porażką – że nie jest tak dobra, jak jej przyjaciele. A co, jeśli zaczną się z niej śmiać? Czuje się przytłoczona, ale nie chce się do tego przyznać, bo wie, że ekscytujesz się tym, co robi, i chce cię zadowolić. Lecz ponieważ napięty grafik powoduje, że mało czasu spędza w domu, próbuje umocnić więzi z przyjaciółmi – w ten sposób rośnie dystans między nią, tobą i rodzeństwem. Ma świadomość, że to nie jest dobre: chce mieć bliski związek z rodziną i chce, żeby za nią tęskniono, gdy jej nie ma – jednak przez brak poczucia wrodzonej wartości i skupienie się na zewnętrznych osiągnięciach koncentruje się coraz bardziej na zdobyciu aprobaty u innych. Osiągnięcia przejęły jej życie do tego stopnia, że traci łączność z tobą.
Aby zyskać twoją uwagę, myśli, że musi stale działać – zdobywać dobre stopnie, strzelać gole, grać na koncertach, być lubianą przez odpowiednich przyjaciół. A jeśli spotka ją niepowodzenie, czuje, że w domu – czy gdzie indziej – może nie być chciana. Czy naprawdę ktoś pragnie jej towarzystwa? Na półmetku szkoły średniej czuje się wyczerpana i wie, że życie musi polegać na czymś więcej niż tylko na robieniu wielu rzeczy. Rzadko spędza czas w domu, rzadko je posiłki z rodziną, rozmowy, które z tobą prowadzi, są prawie wyłącznie bardzo powierzchowne, i zwraca się do rówieśników: kumpli od piłki nożnej, kolegów z klasy, chłopaka, który na nią zwraca uwagę.
Problem w tym, że uwaga rówieśników nie jest tym, czego twoja córka chce. Głęboko w sercu, nawet jeśli się do tego nie przyznaje, tęskni za pozytywną uwagą z twojej strony. Tęskni, by ponownie z tobą zbudować więź. Jeśli jesteś matką, tak samo jak twoja córka pragniesz komunikacji, miłości, bycia kochaną, więc możesz ponownie zacząć z nią rozmawiać. Jeśli jesteś ojcem i spędzasz z nią czas, możesz stać się jej tarczą. Jeśli masz dobre relacje z córką i nauczyłeś ją, że posiada wewnętrzną wartość, istnieje bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że zaangażuje się w ryzykowne zachowania czy aktywność seksualną w szkole średniej.
Faktem jest, że większość dziewcząt rozpoczyna życie seksualne nie dlatego, że chcą przyjemności, jaką daje seks, ale dlatego, że pragną męskiej uwagi i intymności i brakuje im dobrej relacji z ojcem. Walka o serce nastoletniej córki może być intensywna. Potrzebny jest twój czas i uwaga; córce brakuje obiadów z rodziną, przejażdżek samochodem, spacerów i rozmów. Jeśli córka się oddala, ma ku temu powód. Każda cierpiąca nastolatka, jaką widziałam przez ostatnie trzydzieści lat, uważa, że nikomu nie zależy na niej na tyle, by jej słuchać czy okazywać jej uwagę. To przekonanie często wzrasta, gdy nadmiernie zaangażuje się w aktywności, które odciągają ją od domu – nabiera wtedy przekonania, że jej rodzinę bardziej interesuje, jakie ma wyniki w różnych działaniach, niż spędzanie z nią czasu.
.Wiem, że my, rodzice, możemy się w tym pogubić. Staramy się robić to, co uznajemy za najlepsze dla naszych dzieci. Słuchamy innych rodziców, nauczycieli, trenerów. Chcemy, by nasze córki miały wysokie poczucie własnej wartości (wierzymy, że bierze się ono ze świetnych wyników w szkole i na zajęciach poza nią), i chcemy, aby odniosły sukces, by dostały dobrą pracę, aby zarabiały dużo pieniędzy i żyły wygodnie. Ale zapominamy o tym, co dla nich jest najważniejsze; zapominamy, że tym, czego pragną i potrzebują od nas otrzymać, jest nasz czas i uwaga. Gdy od nas tego nie dostają, dochodzą do wniosku, że coś jest z nimi nie tak – że nie da się ich kochać, a nawet lubić.
Pamiętaj, że twoja córka, jak wszystkie dzieci i nastolatki, bywa egocentryczna i uważa, że jest odpowiedzialna za wszystko, co zdarza się w jej życiu. Nawet jeśli w złości obwinia ciebie, naprawdę będzie uznawać, że w pewnym sensie to ona jest winna. Trzeba o tym pamiętać z kilku powodów, a jednym z nich jest to, że jakkolwiek bardzo łaknie ona aprobaty swoich rówieśników, to wiedz, że tak naprawdę łaknie ona twojej aprobaty. Twoja uwaga i miłość mogą wszystko odmienić. Jeśli martwi się swoją wagą – jak tyle innych dziewcząt – możesz ją zapewnić, że jej ciało będzie się zmieniać w okresie wzrostu, że równowaga i umiar są zasadą w diecie i ćwiczeniach fizycznych i że jej wartość w twoich oczach nie ma nic wspólnego z liczbami na wadze.
Ekstremalne diety mogą stanowić niebezpieczeństwo (pomówimy o tym później), ale przedwczesna aktywność seksualna jest jeszcze bardziej niebezpieczna. Są one niestety ze sobą związane, bo dziewczęta, które nie uważają siebie za szczupłe i ponętne, często sądzą, że w ogóle nie mają żadnej wartości – na pewno nie w oczach chłopców – i szukają okazji, by odnaleźć tę brakującą wartość poprzez aktywność seksualną. Młodzi ludzie uważają, że większość ich rówieśników jest aktywna seksualnie. To straszliwie błędne mniemanie, ale jest propagowane, ponieważ dziewczęta, które nie są aktywne seksualnie, nie mówią na ten temat, a te, które są, chełpią się, by przyciągnąć jeszcze większą uwagę i podkreślić, jakie pożądanie wzbudzają.
Jeśli twoja córka ma niską samoocenę, może być podatna na kpiny rówieśniczek, które zarzucą jej, że jest pruderyjna, niepopularna, niefajna, niewystarczająco dorosła. Jeśli poczucie własnej wartości dziewczyny zależy od jej rówieśników – a kto nie chce być powszechnie lubiany i akceptowany? – będzie odczuwać potrzebę, by postępować tak jak oni. Dobra wiadomość jest taka, że możesz mieć znaczny wpływ na dobór przyjaciół swojej córki, a to może mieć bardzo istotne znaczenie. Dziewczęta, które mają dobrych przyjaciół, czują się znacznie bardziej bezpieczne, i jest dużo bardziej prawdopodobne, że będą się trzymać z daleka od palenia papierosów czy marihuany, omijać nieodpowiednie imprezy i stronić od randek z chłopakami, którzy chcą tylko seksu.
Krótko mówiąc, pomoc córce w dobraniu odpowiednich przyjaciół jest najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić, aby uchronić ją od złych wpływów i kłopotów, poprawić jej samoocenę, utrzymać poczucie osobistej wartości. Ostatnio była u mnie bardzo radosna siedemnastoletnia pacjentka. Miała bardzo dobre relacje ze swoją mamą, tatą, a nawet młodszym bratem. Chciała się dostać na uczelnię wyższą i była bardzo rozmowna. Zanim wyszła z gabinetu, zapytałam ją, jaki jest sekret jej szczęścia i sukcesu. Pomyślała przez chwilę i powiedziała:
– Wspaniali rodzice i odpowiedni przyjaciele. Nigdy właściwie nie czułam presji, by robić coś głupiego, ponieważ wraz z przyjaciółmi trzymamy się zasady, aby unikać złych rzeczy. Dajemy sobie dużo wsparcia.
Dobrzy przyjaciele potrafią wzmocnić u twojej córki poczucie, że jest powszechnie lubiana, i wesprzeć dążenie do kształtowania dobrych nawyków i podejmowania mądrych decyzji. Natomiast niedobre przyjaźnie mogą poprowadzić dziewczęta w katastrofalną stronę. Jednym z miejsc, gdzie często spotyka się nieodpowiednich przyjaciół są media społecznościowe.
Akceptacja: wabik mediów społecznościowych Niezależnie od wszelkich korzyści, jakie czerpią z nich niektóre dziewczęta, wiele innych przekonuje się, że platformy społecznościowe wnoszą ból i spustoszenie w życie.
Często mówię moim pacjentom, że Instagram, Facebook czy Snapchat są platformami do pokazywania się. Nie służą do komunikowania się, ale do chełpienia się swoim życiem, licytowania się, o ile życie jednej dziewczyny jest lepsze od drugiej – przez co dziewczęta czują się niepełnowartościowe, niezadowolone i przygnębione.
Co zatem może zrobić rodzic? Możemy powiedzieć córkom, że popularność w mediach społecznościowych nie jest prawdziwą popularnością, że miejsce dziecka w sercu rodzica nie ma nic wspólnego z mediami społecznościowymi, że tweety i wpisy, gdzie ludzie pokazują swoje życie, są płytkie, a przykładanie do nich wagi to strata czasu, i że prawdziwa wartość istnienia polega na dobrym życiu w prawdziwym, nie wirtualnym świecie. Ze względu na media społecznościowe jeszcze ważniejsza staje się twoja nauka o przyrodzonej godności kobiety stworzonej przez Boga i kochanej przez rodziców. Powiedz jej to – zwłaszcza zanim jeszcze zacznie korzystać z mediów społecznościowych – a będzie to dla niej wielka korzyść. Stanie się to jej tarczą w świecie mediów pełnych prześladowania i fałszywych wartości.
Dziewczęta, które wpadają w kłopoty w mediach społecznościowych, nie znają prostej prawdy o przyrodzonej godności i wartości. Są to te dziewczyny, które nie czują się bezpiecznie, boją się, że są niekochane, i wpadają w spiralę negatywnych zachowań, żeby po prostu zwrócić na siebie uwagę albo, na próżno, zyskać aprobatę, której im gdzie indziej brakuje. Gdy nastoletnie dziewczęta są nieszczęśliwe, nie mają więzi z rodziną i zachowują się w sposób autodestrukcyjny, czasem ich rodzice przychodzą do mnie i chcą je wysłać w jakieś miejsce, gdzie zostaną „naprawione”. Szukają programów, które zapewniają pomoc psychologów i umożliwiają robienie rzeczy, których do tej pory nie próbowały – takich jak zjeżdżanie po linie ze zbocza góry czy zjazd kolejką tyrolską nad wąwozem – po to, by podnieść samoocenę dziewcząt. Dwa miesiące, myślą sobie, i może moja córka wróci do domu i przyjmie bardziej pozytywny stosunek do życia.
Oczywiście, istnieją wspaniałe programy i nie zamierzam umniejszać ich ważności. Lecz każdy dobry psycholog potwierdzi, że leczenie zranień córki zaczyna się od was, jej rodziców. Poczucie odrzucenia, depresja i niepokój mają z wami związek. Zdrowienie zacznie się, gdy zaangażujecie się w ten proces, np. spędzając z córką czas i wysłuchując jej. Słuchając, zrozumiecie, w którym momencie wasza więź się popsuła lub została zerwana, i dojdziecie do tego, jak można ją naprawić. Dopiero wówczas można rozpocząć proces leczenia, zapewniając córkę, że dla ciebie i dla Boga posiada przyrodzoną wartość – i to nie tylko w słowach, ale i w gestach, na różne subtelne sposoby.
Mam żywe wspomnienie o moim tacie, który upierał się – mimo moich sprzeciwów, gdy byłam nastolatką – żebyśmy spędzali wspólnie każdego lata dwa tygodnie w Maine na wędrówkach i obozowaniu. Wraz z rodzeństwem narzekaliśmy, że żaden z ojców naszych kolegów nie zmuszał ich do czegoś tak głupiego, i czasem nawet nie odzywaliśmy się do rodziców „za karę”. Lecz wkrótce potem, jak wyjechałam z domu na uczelnię, zdałam sobie sprawę, jak mądry był mój ojciec. Wiedział, że podczas pobytu w lasach tworzyły się między nami więzi. Wspólne wspomnienia, długie pogawędki – wszystko to nas wzmacniało, a nawet leczyło presję, jaką wywierała na nas reszta życia. Te dwa tygodnie stale mi przypominały, że gdzieś przynależę, że jestem chciana i oczekiwana. Niezależnie od tego, czy byłam wybitna w jakiejś dziedzinie, czy nie, należałam do rodziny i należeliśmy do siebie nawzajem. Dzisiaj tęsknię za moim tatą i mamą – oboje odeszli – ale trójka mojego rodzeństwa i ja jesteśmy niezwykle blisko. Moi bracia, podobnie jak mąż, są mężczyznami, na których mogę polegać. A moja siostra i ja jesteśmy pokrewnymi duszami. Rozmawiamy ze sobą kilka razy w tygodniu i gdy dzieje się coś ważnego, jest pierwszą osobą, do której dzwonię. Mój tata poprzez swój upór, by razem spędzać wakacje, przyczynił się do umocnienia bliskich więzi między nami, a tym samym pomógł nam zrozumieć, że wszyscy jesteśmy bezcennymi cząstkami większej całości – i że zostaliśmy stworzeni, aby być radosnymi i pewnymi siebie.
Łatwo jest czasem zapomnieć, że mamy niezatarty wpływ na nasze dzieci. Tożsamość twojej córki kształtuje się wcześnie przez obserwację was, jej rodziców. Widzi, czy się do niej uśmiechacie, czy marszczycie brwi. Życie domowe nadal ją kształtuje; każda forma akceptacji i każda krytyka zostaje zarejestrowana. Dzieci i nastolatki są egocentryczne. Uważają, że życie kręci się wokół nich, są wrażliwe na aprobatę i dezaprobatę rodziców, czują się odpowiedzialne za ich nastroje (dlatego dzieci tak często się obwiniają, gdy rodzice się rozwodzą).
My, rodzice, kształtujemy tożsamość naszych dzieci o wiele bardziej niż kultura. Powinieneś mniej się martwić programami telewizyjnymi, jakie ogląda twoja córka, a dużo bardziej się starać, aby spędzać z nią wartościowo czas – czas jest najpotężniejszym narzędziem, by kształtować jej przyszłość. Twoja córka będzie łaknąć aprobaty, ale puste pochlebstwa nie przejdą. Pozna, kiedy będziesz szczery, a kiedy nie. Jeśli powiesz córce, że jest dobra w grze na pianinie, a tak nie jest, ona będzie wiedziała, że kłamiesz. Więc nie rób tego. Pozna, kiedy jesteś nieustannie nią zawiedziony, niezależnie od tego, jak często będziesz twierdzić coś przeciwnego.
Sam fakt, że dziewczyna przejawia wrodzoną zdolność rozróżniania prawdy od kłamstwa, to kolejny powód, dla którego musi wiedzieć, że ma przyrodzoną wartość – pomimo tych wszystkich niepowodzeń, talentów, których nie ma, nieuchronnych sytuacji, gdy cię zawiedzie na polu naukowym czy jakimś innym. Dlatego jest tak ważne, by wszystkie matki i ojcowie przyswoili parę kwestii. Jeśli mamy odnieść sukces w nauczeniu córki, że to, jakie ma osiągnięcia nie determinuje jej wartości w naszych oczach, naprawdę musimy w to wierzyć. Niestety, wielu z nas nie ma tej pewności. My też jesteśmy wplątani w pułapkę osiągnięć. Nieuchronnie wnosimy własne doświadczenia z dzieciństwa, złe czy dobre, w nową dla nas rolę rodziców. Dlatego też przyda się nieco wybadać własną duszę. Można rozpocząć w następujący sposób. Najpierw zapisz sobie, jak czułeś się we własnej skórze, gdy byłeś dzieckiem. Czy czułeś się kochany, wspierany, silny i ważny? Czy żyłeś w chronicznym wstydzie, strachu lub obrzydzeniu do siebie? Musisz to wiedzieć, bo są duże szanse, że będziesz projektować niektóre lub wszystkie te uczucia na swoją córkę.
Bądź uczciwy wobec uczuć i sądów, jakie masz na temat swojej córki. Także one mogą być znacznie obciążone twoimi sądami wobec siebie, gdy byłeś dzieckiem. Jeśli uważasz, że nie wyrośnie z niej nic dobrego, tak się stanie. Jeśli wierzysz, że jest darem danym tobie i twoim zadaniem jest się nią opiekować, troszczyć się o nią i być przewodnikiem w jej drodze do odkrywania, kim jest, wówczas ona uwierzy, że jest kimś cennym. Zobaczy w sobie dar, a w tobie strażnika tego daru. A gwarantuję, że każda dziewczyna chce czuć, że jest darem dla swych rodziców. Niestety, codziennie nasze córki są bombardowane toksycznym przekazem. Przywodzi się je do przekonania, że ich wartość wyznacza liczba polubień w mediach społecznościowych i ocena, na ile są seksowne. A zaczyna się to w szkole podstawowej. Ostatnio pewien ojciec powiedział mi, że jego córka w przedszkolu otrzymała karteczkę od kolegi, gdzie było napisane, że jest „gorącą laską”. W tym kierunku zmierza nasza kultura. Naszym zadaniem, zadaniem rodziców, jest nie pozwolić, by ta kultura zagarnęła nasze dzieci. Zbyt wielu rodziców zakłada, że ich córki wiedzą, na czym polega ich prawdziwa wartość – ale tak nie jest. Muszą być tego uczone, a uczenie jest zadaniem rodziców.
Oto prawdy, których każdy z nas musi nauczyć swoje córki:
– jesteś cenna, ponieważ jesteś moją córką;
– posiadasz znaczenie jako istota ludzka i jesteś kochana przeze mnie i przez Boga, który nas stworzył;
– jesteś cenna, ponieważ potrafisz kochać;
– jesteś cenna, ponieważ jesteś wyjątkową istotą, posiadającą wrodzone dary (i twoja wartość leży w posiadaniu ich, a nie w tym, jaki użytek z nich robisz).
Twoja wartość NIE zależy od tego, czy:
– jesteś popularna, albo ilu znajomych obserwuje cię czy ile masz polubień, albo co inni mówią lub myślą o tobie;
– jak wyglądasz albo czy jesteś seksowna.
Aby to wykonać, zachowuj się naturalnie jako matka czy ojciec – bądź czuły dla swojej córki. Skup się także na jej charakterze: odwadze, cierpliwości, wytrwałości, życzliwości i empatii, zamiast na uzdolnieniach w grze na pianinie, występach w recitalu czy na lekcjach baletu. Ćwicz się w mówieniu jej komplementów na temat jej charakteru, zamiast skupiać się na tym, jak dobrze wypadła albo nie wypadła w tych czynnościach. Nie dopuść, by miała jakąkolwiek wątpliwość co do twojej – i Boga – bezinteresownej miłości do niej. Twoja córka chce komunikatów od ciebie; ceni to, co mówisz. Musimy zrobić tylko jedno – mieć na tyle odwagi, by przekazać córkom prawdę: są ważne, ponieważ są naszymi córkami – istotami ludzkimi posiadającymi wrodzoną, wewnętrzną wartość, stworzonymi przez Boga i dzięki rodzicom w określonym celu.
Pytanie #3: Czy istnieje moralność?
.Wyrzucając za burtę tradycyjne standardy moralne i zastępując je relatywizmem moralnym, wyświadczyliśmy naszym córkom bardzo złą przysługę. Córki przychodzą na świat z wrodzonym poczuciem dobra i zła, co nie oznacza, że zawsze będą robić to, co wiedzą, że jest dobre. Wyzwaniem dla sumienia może być wola i czasami zaczyna ona działać zaraz po tym, jak dziecko doświadcza poczucia winy (na przykład gdy jedenastomiesięczne dziecko, drepcząc, potknie się i uderzy zabawką w głowę psa rodziny, i pojawia się żal, bo pies zaskomli i ucieknie). Konflikt między sumieniem i wolą może się wydawać perwersyjny, ale z psychologicznego punktu widzenia ma sens. Zdrowy rozwój dziewczynki wymaga przejścia od zależności do niezależności w czasie dojrzewania. Walkę łatwo zaobserwować w takich zjawiskach, jak napady złości.
Gdy wola dziecka wchodzi w konflikt z jej ograniczeniem, doznaje ono frustracji. Może później odczuwać winę z tego powodu, ale w chwili, gdy frustracja przytłacza rozwijające się sumienie, urządza awanturę. Nastolatki doznają napadów złości w większości z tych samych powodów. Gdy zawodzi je przekonanie, że same potrafią ustalić czas udania się na spoczynek, dyscyplinować się do nauki, dojrzale kierować przyjaźniami i zachowywać się odpowiedzialnie, doznają frustracji i gniewu wobec własnej osoby. Więc eksplodują do wewnątrz – oczywiście przy tobie, bo jesteś osobą bezpieczną. Jesteś osobą, która nie nazwie ich wariatkami i psycholami, jak zrobiliby przyjaciele.
Frustracja i złość na siebie może sprawić, że będą wrzeszczeć, płakać, wybiegać z domu, trzaskać drzwiami. Nie bierz tego do siebie i nie obwiniaj się, ponieważ tak, jak dzieci sądzą, że świat kręci się wokół nich, tak rodzice często w złym zachowaniu dziecka widzą dowód na porażkę w roli rodzicielskiej. Ale to często nie jest prawdą. Wiele z tych wewnętrznych bitew nie ma z nami nic wspólnego; są po prostu częścią dorastania i rozwoju rozumienia swoich możliwości i ograniczeń u naszych córek. A im silniejszą wolę ma twoja córka, tym większe będą wyzwania.
Ostatnio rozmawiałam z matką, która nie wie, co począć ze swoją wyjątkowo upartą dwuletnią córeczką. Nie cierpi ona jazdy w foteliku samochodowym, nauczyła się luzować zapięcie i upiera się, by siedzieć, gdzie chce. Jej mama zatrzymywała się na skraju drogi, upominała ją, przypinała jeszcze raz i jechała dalej – a córka na nowo uwalniała się z fotelika. To jest uparte dziecko – osobiście kocham uparte dzieci, ponieważ to one dokądś w życiu zmierzają. Wyzwaniem dla ich rodziców jest zapewnienie im bezpieczeństwa i czuwanie, by się nie zgubiły, zanim pójdą swoją drogą, a także przekierowanie ich uporu, aby pracował na ich korzyść, a nie przeciwko nim.
Co się dzieje w głowie tej małej dziewczynki, gdy odpina sprzączkę przy foteliku? Ona wie, że nie ma tego robić, i że jeśli to zrobi, będzie kłopot. Ale nie dba o to. Jej wola dominuje nad sumieniem. Niemądra i bezsensowna byłaby próba przemówienia jej do rozsądku słowami w rodzaju:
„Rachel, jesteś grzeczną dziewczynką, ale musisz mnie słuchać. Wiem, co jest dla ciebie najlepsze, więc musisz przestać odpinać pas”. Trzeba raczej być praktyczną i znaleźć
inny sposób, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Kupić inny fotelik. Dodać jeszcze jedną szelkę czy sprzączkę. A potem najtrudniejsza część: pozwolić jej wrzeszczeć, gdy nie będzie mogła wydostać się z fotelika. Włożyć do uszu zatyczki i jechać dalej. Lub nastawić głośniej radio. Wytrzymać napad złości, aż przejdzie. Wygrać teraz bitwę za nią, a nauczy się wygrywać ją sama, gdy będzie starsza. Gdy córka będzie dorastać, rozum zacznie odgrywać większą rolę. Rozmawiaj z nią o wewnętrznych zmaganiach pomiędzy wiedzą o tym, co jest dobre, a czynieniem czasami tego, co jest złe. Pokaż jej, że gdy pozwala zwyciężyć złym instynktom, dzieją się złe rzeczy, nie zawsze natychmiast, ale na dłuższą metę. Przy okazji tych rozmów możesz złożyć na jej ramiona większą odpowiedzialność.
Co do zmiany zachowania, często taka metoda działa lepiej, niż gdy się po prostu przykręci śrubę, stosując surową dyscyplinę. Czasami trzeba zrobić i to, ale najpierw zaprzęgnij jej umysł i wolę w działanie, o którym wie, że jest dobre. Mój przyjaciel, dr Henry Cloud, współautor książki Sztuka mówienia „nie”3, jest psychologiem i ojcem. Robi ze swymi nastoletnimi córkami coś fantastycznego. Co tydzień mają spotkanie rodzinne, na którym omawiają rzeczy takie jak nauka w szkole, godziny powrotu do domu wieczorem, przyjaźnie, oczekiwania, dobre i złe wybory i ich skutki. Nakłada na córki odpowiedzialność. „Możesz wyjść wieczorem, ale pamiętaj, by stosować się do zasad” – mówi. „Jeśli wrócisz później, niż jest ustalone, postawisz mnie w niezręcznej sytuacji. Nie będę miał wyboru, będę musiał nałożyć konsekwencje, a wolałbym tego uniknąć”.
Jest to wspaniały sposób na nauczenie córek odpowiedzialności i podejmowania właściwych decyzji. Nakłada na nie zobowiązanie, a zarazem daje jasną wskazówkę, co jest dobre, a co nie. Ich poczucie własnej wartości wzrasta, gdy widzą, że same podejmują decyzje dobre moralnie. Poczucie moralności u dziecka jest intuicyjne, ale brak mu doświadczenia. Dziecko kompensuje to sobie obserwując ciebie. Uważaj zatem, co mu pokazujesz, ponieważ będzie iść w twoje ślady – przynajmniej z początku. Jeśli zobaczy, że wyrażasz frustrację poprzez krzyk, prawdopodobnie będzie krzyczeć, gdy się rozzłości. Jeśli zobaczy, że lubisz „białe kłamstewka”, będzie robić tak samo. Jeśli zobaczy, że zachowujesz się opryskliwie, pomyśli, że w ten sposób dodajesz sobie pewności siebie.
Ostatnio zdarzyło mi się, że jedenastoletnia dziewczynka kazała mi „się zamknąć”, a jej mama posłała jej dziwny uśmiech. Żadna z nich nie wydawała się zakłopotana. Inna matka pewnie wyszłaby z dzieckiem z gabinetu, powiedziała parę słów, a następnie skłoniła ją do przeprosin. Ale ta mama sprawiała wrażenie, że aprobuje zachowanie córki. Innym razem badałam sześcioletnią dziewczynkę, a w gabinecie był też jej ojciec. Powiedział coś nieistotnego i nie do zapamiętania, ale córka dała mu gniewną reprymendę:
– Tato, zamknij się, to jest takie okropne! Nigdy więcej tak do mnie nie mów!
– Przykro mi, że cię to rozzłościło i że musiałaś tak się do mnie odezwać – zareagował rodzic.
Osłupiałam. Nie powinniśmy akceptować u dzieci opryskliwości – i oczywiście sami nie powinniśmy być opryskliwi.
Obawiam się jednak, że wśród wielu dorosłych już nie ma zgodności co do tego, jakie zachowanie jest do przyjęcia, a jakie nie, nie mówiąc już o tym, co jest moralne, a co niemoralne – i to jest wielki problem dla naszych córek. To, co nas jedynie irytuje, naszym córkom mąci w głowie. Zaczyna się od tego, że dzieci zakładają, że to, co mówią dorośli, jest prawdą. Jeśli twoja córka widzi na placu zabaw dziecko, które się źle zachowuje, i mówi o tym nauczycielowi, a nauczyciel uznaje takie zachowanie za nieistotne, ona jest zdezorientowana, ponieważ niepodjęcie działania przez nauczyciela kłóci się z jej własnym wrodzonym poczuciem tego, co słuszne, a co nie. Ale przyjmuje werdykt nauczyciela. Dzisiaj dzieci często są zdezorientowane oficjalnym przyzwoleniem na „transpłciowość”, która stoi w sprzeczności z ich własnym poczuciem rzeczywistości – nie mówiąc już o tym, co słuszne i niesłuszne. Gdy w wieku nastoletnim przekonają się, że dorośli mają różne zdania od tego, które uważały za pewnik, ich zdolność do oceny moralnej może zostać zachwiana.
Z tego powodu tak ważne jest zapewnienie córce zdrowego fundamentu moralnego. Nie tylko dlatego, że uchroni on ją przed ludźmi, którzy mogliby sprowadzić ją na złą drogę, lecz także dlatego, że moralność (a mówię o tej, którą znam: tradycyjnej moralności judeochrześcijańskiej) uznaje godność i świętość życia ludzkiego. Zgodnie z nią powinniśmy kochać bliźniego jak siebie samych, opiekować się tymi, którzy mają mniej szczęścia w życiu, i trzymać się standardów moralnych, których nie wynaleźliśmy my, lecz zostały nam dane przez kochającego Boga. On daje naszemu życiu znaczenie, wartość i cel. Nikt nie może nadać nam większej wartości niż ta, że jesteśmy stworzeni na obraz Boży.
Jeśli damy przyzwolenie na niższe standardy zachowania i moralności, to gdy nasze dzieci dorosną i zaczną dokonywać bardzo złych wyborów życiowych, mogą pojawić się poważne problemy. Zachęcanie do ustalenia własnych standardów moralnych także nie będzie dobrym rozwiązaniem, bo żadna subiektywna moralność nie nauczy córki, że ma ona najwyższą wartość – niezależną od dokonań, porażek czy odmienności. Nie uczyni nic, aby złagodzić nieuchronne rozczarowania. Natomiast wpojenie córce obiektywnego standardu moralnego przypomni jej, że powstała z miłości rodziców i miłości Boga. Jest to najlepsze przewodnie światło, jakie możesz jej dać.
Pytanie #4: Dokąd zmierzam?
.Wszyscy zastanawiamy się nad kolejnymi dniami i latami naszego życia. U podstaw tych myśli leży nadzieja, że życie stanie się lepsze. Nasze córki, które mają mniej doświadczenia niż my, mogą niepokoić się o przyszłość. Wiele wyzwań, z którymi się zmierzą (zawieranie nowych przyjaźni, zmiana szkoły, randki), spotka je po raz pierwszy. Dziewczęta, którym brakuje pewności siebie, doznają niekiedy obsesji na punkcie tego, co przyniosą kolejne dni i miesiące, i takiego niepokoju, że nie mogą w pełni i szczęśliwie przeżywać chwili obecnej. Musimy je zapewnić, że można przejść przez złośliwe komentarze, odrzucenie przez przyjaciół, niezdane sprawdziany, lub niedostanie się do drużyny pływackiej. Wielu z nas, mając dobre intencje, denerwuje się, gdy córce dzieje się coś złego, i obwinia złych nauczycieli czy trenerów. Ale przecież każdy z nas doświadczył niepowodzenia lub stał się ofiarą okrucieństwa – i nie inaczej będzie w przypadku naszych córek.
Jednym z największych darów, jakie możemy dać swoim córkom, jest przekonanie, że niezależnie od tego, co otrzymają od życia, dadzą sobie z tym radę. Gdy nieustannie reagujemy na ich kłopoty tak, jak gdyby były niewinnymi ofiarami, czynimy z nich kaleki. Tak, mogą stać się ofiarami strasznych wydarzeń, ale pokazywanie, że ich nam żal, wiedzie je do przekonania, że są słabe i bezsilne. Lepiej im pokazywać, że wydarzają się złe rzeczy, na które nie mają wpływu, i tak jest dobrze.
Jeden z moich przyjaciół, John O’Leary, jako dziewięcioletni chłopiec przeżył okropny pożar domu. Ponad dziewięćdziesiąt procent jego ciała uległo poparzeniu i nie powinien przeżyć. Wyszedł z tego w cudowny sposób po spędzeniu miesięcy w szpitalu. Gdy wrócił do domu, mama przygotowała jego ulubiony posiłek. Wspólnie zasiedli do uroczystego obiadu. Johnowi w pożarze spaliły się dłonie. Na końcach nadgarstków miał wypukłości, ale choć udało mu się zatknąć widelec pomiędzy nimi, na próżno próbował nadziać jedzenie z talerza. Na widok tego siostrze zrobiło się go żal i schyliła się, żeby mu pomóc, nabijając jedzenie na swój widelec. Mama Johna zawołała:
– Przestań! On to może zrobić sam!
John poczuł się upokorzony i zły na matkę, ponieważ trudno mu było przystosować się do wyzwań tak bardzo zmieniających jego życie. Matka natomiast nie chciała go żałować, ponieważ wiedziała, że to go jeszcze bardziej okaleczy. Zależało jej, by nauczył się dbać o siebie, choć będzie to trudne. Zadziałała jej nieustępliwość i wiara w Johna – i teraz syn przypisuje jej pomoc w parciu naprzód i osiągnięciu wielkiego sukcesu w życiu.
Wszyscy potrzebujemy nadziei na przyszłość – a nadzieja jest czymś, na co czasami trzeba zapracować. Pracujemy na nią poprzez własny wysiłek, tak jak John, poprzez pewność, że damy radę ze wszystkim, co życie nam przyniesie (co potwierdzają rodzice, co daje nam doświadczenie), i poprzez wiarę, że na końcu Bóg zbawi nas, ponieważ nas kocha i chce, abyśmy z Nim byli. Bądź gotów na ważne pytania, które postawi ci córka, ponieważ dzięki słusznym odpowiedziom dasz jej nadzieję i pewność, której potrzebuje.

.Ten poradnik podpowiada, w jaki sposób wychować córkę w świecie mediów społecznościowych, presji i fałszywych wzorców. Meg Meeker, doświadczona pediatra i mama, pokazuje, jak budować z dziewczynką relację pełną miłości, ale również opartą na jasnych zasadach i wartościach. W 11 praktycznych krokach uczy, w jaki sposób wzmacniać poczucie własnej wartości, odporność psychiczną i odpowiedzialność córki. Książka, pełna prawdziwych historii oraz konkretnych wskazówek, pomaga wychować pewną siebie, mądrą i silną młodą kobietę, gotową stawić czoła wyzwaniom współczesnego świata.
Fragment książki: „Jak wychować córkę na silną kobietę” wyd. W Drodze, Poznań 2026 r. [LINK]


