Michał BONI: "Waszyngton latem"

TSF Jazz Radio

Waszyngton latem

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Jest koszmarnie gorąco, 35 stopni Celsjusza, a my przebiegamy między budynkami Kapitolu i Biblioteki Kongresu, żeby wejść do klimatyzowanych pomieszczeń i uniknąć duchoty. Tydzień transatlantycki organizowany jest już od dobrych kilku lat. Służy otwartej, niekiedy ostrej wymianie opinii, informacji i doświadczeń między kongresmenami, senatorami Stanów Zjednoczonych a posłami do Parlamentu Europejskiego. W spotkaniach uczestniczą dyplomaci, przedstawiciele instytucji rządowych i Komisji Europejskiej, biznes amerykański i europejski. Wszystko to daje dobre impulsy do współpracy i rozwoju.

.Waszyngton zmienia się w ostatnich latach. Jest wiele nowych budynków w centrum: biur, hoteli, apartamentowców. Widać inwestycje. Jeszcze 10 – 15 lat temu słynna ulica U gromadziła biedniejących afroamerykańskich mieszkańców Waszyngtonu. Dzisiaj oni tam dalej są, ale przemieszani z innymi grupami, lepiej wykształceni, tworzący profesjonalną klasę średnią. Są dzielnice, jak Petworth, które były zniszczone, zaniedbane, przeniknięte przestępczością — a dziś kwitną. A młodzi różnych ras i kolorów skóry wieczorami siedzą w najmodniejszych knajpkach — byłem w takiej restauracji ze smakami tak francuskimi, że nie tylko Bruksela, ale i Paryż mógłby pozazdrościć. W starych domach afroamerykańskie babcie zarabiają spore pieniądze za wynajem mieszkań w tej modnej części miasta.

W tym roku w oczywisty sposób rozmowy dotyczyły TTIP, umowy handlowej i inwestycyjnej między Unią Europejską a USA. Wyjaśnialiśmy sobie wiele trudnych politycznie kwestii. Podkreślaliśmy wagę dobrej i przejrzystej komunikacji, analizowaliśmy korzyści i zagrożenia. Także te, które dotyczą konkretnych sektorów, jak energetyka, rolnictwo, przemysł, handel. Czuło się, że oprócz wsparcia dla tej umowy rosną także emocje negatywne — często po obu stronach i bez żadnego uzasadnienia merytorycznego.

Otwarcie dyskutowaliśmy o różnych przejawach antyamerykanizmu w Europie. Przecież podobna do TTIP umowa podpisywana z Japonią w ogóle nie wywołuje żadnych emocji społecznych.

Ale podjęliśmy również sprawy cyfrowe. Są one ważne, bo to istotna część amerykańskiej gospodarki, a w Europie jesteśmy w trakcie debaty o Jednolitym Rynku Cyfrowym.

To dobry moment, by mówiąc o potrzebie harmonizacji warunków dla impetu cyfrowego w Europie, o konieczności pokonania bariery rozwojowej, jaką jest fragmentaryzacja europejskiego rynku i zmora 28 reżymów prawnych tam, gdzie powinien być jeden — dyskutować także o szansach na transatlantycki rynek cyfrowy. Co miałby on oznaczać? Skalę oddziaływania na przeszło 800 milionów użytkowników, nieźle już zaawansowanych w uczestnictwie w gospodarce cyfrowej. Uproszczenie ram dla rozwoju handlu elektronicznego, przesyłu i analizy danych, wspólnoty budowania internetu rzeczy, zbliżonych ram dla rozwoju rynku telekomunikacyjnego i dostępu do internetu.

Czy byłaby możliwa transatlantycka, partnerska inwestycja w 5G, szybki internet nowej generacji pozwalający na przesył danych w czasie realnym, w milisekundach? Z tego płynąć może wielka wartość dodana. Wsparta ponadto wspólnotą rozumienia istoty internetu — że jest wolny, że jest otwarty, że daje równy dostęp, że zmienia świat tak szybko, że nie możemy za tym nadążyć. I jak powiedział profesor West z Wielkiej Brytanii — nie można zamykać w sztywnych regulacjach czegoś, czego nie potrafimy jeszcze do końca zrozumieć.

.Trzeba pamiętać, jak wielkie zmiany szykują się w gospodarce światowej do 2030 roku. Jeśli dzisiaj wkład do globalnego PKB Europa przekazuje w skali 23,1%, Stany — na poziomie 21,9%, a Chiny — 11,5%, to za 15 lat: Europa (Unia Europejska) włoży do światowego PKB — 15,5%, USA — 14,7%, a Chiny — 24,9%. Przepływy handlowe między Unią Europejską a Stanami wzrosną o 30%, z 500 mld na 670 mld euro, ale między USA a Chinami o 75%, a Europą a Chinami o prawie 80% — z 478 mld euro do 892. To wszystko bez zmiany scenariusza, czyli bez umowy handlowo-inwestycyjnej oraz transatlantyckiego rynku cyfrowego. Żeby w tej grze o przewagi i siłę wygrywać albo nie przegrywać radykalnie — Unia Europejska i USA powinny dążyć do stworzenia wspólnoty rynkowej.

Żeby jednak naprawdę wystartować ze wspólnym transatlantyckim rynkiem cyfrowym — Europa musi wdrożyć swój pakiet cyfrowy. A ze Stanami Zjednoczonymi już teraz zacząć silną współpracę w sprawach cyfrowych, bez niepotrzebnych uprzedzeń i ataków. Zresztą jest ona realnie odczuwana. Widać, jak w ostatnich latach zbliżyły się stanowiska w sprawie ochrony danych osobowych. I choć Amerykanie, mając inną filozofię prawa, w Privacy Act i Consumers’ Rights Act robią to inaczej niż Europejczycy — z większą elastycznością i odpowiedzialnością firm za wypełnienie standardów ochrony prywatności w ich politykach prywatności — to akceptacja celu i uznanie ochrony prywatności za fundament jest podobne. Tylko dzięki temu można budować kluczowe dla rozwoju gospodarki cyfrowej — zaufanie.

.Ale postawiliśmy w tej debacie także kwestię tego, kto i na jakich zasadach jest właścicielem danych, różnych zresztą. Kiedy są to użytkownicy, kiedy firmy, kiedy władze publiczne? I jak się dzielić i wymieniać danymi w całym łańcuchu wartości danych — chroniąc je i zarazem pozwalając na rozwój gospodarki i działań opartych na przetwarzaniu danych.

Dzięki przetwarzaniu danych mamy coś, czego w historii ludzkości i historii gospodarki nigdy nie było — wielki rozwój personalizacji usług, dóbr i powstających produktów.

Z jednej strony otwieranie zasobów publicznych, jeśli chodzi o dane publiczne — z drugiej szybkość wymiany danych i ich przetwarzanie tworzą przesłanki do skoku w cyfrowej rewolucji służącej człowiekowi. Bo sprawom cyfrowym — to był wniosek jednej z dyskusji — potrzebna jest pozytywna, optymistyczna narracja. Co nie znaczy, że nie powinny być dostrzegane obszary „darknetu” czy ciemne strony władzy w internecie i poprzez internet — trzeba się z tymi problemami także zacząć wspólnie mierzyć.

Kontekstem dyskusji był dyplomatyczny i merytoryczny sukces rozmów z Iranem na temat radykalnego ograniczenia prac nad budową irańskiej bomby atomowej. To sukces, który przekłada się na wzrost bezpieczeństwa w Azji i na Bliskim Wschodzie, ale też na geostrategiczne zmiany na rynku ropy naftowej i innych zasobów naturalnych. Nie mówiąc już o otwarciu rynku irańskiego dla firm europejskich po zniesieniu sankcji — amerykański biznes ma trudniej, bo sankcje i ograniczenia są głębsze.

Ale oprócz tego pozytywnego kontekstu był i negatywny, i to dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, napięcia związane z umową między USA a krajami Pacyfiku — na ulicach waszyngtońskich wielkie plakaty przeciwko tej umowie. Po drugie, po ostatnich atakach hakerskich o niespotykanej skali, w których wyniku ukradziono wiele danych personalnych osób pracujących w administracji, ekipa Obamy bardzo delikatnie odcinała się jednak od wyjaśnienia, że zrobili to Chińczycy.

Badania pokazały, że 60% Amerykanów uważa problem bezpieczeństwa w sieci i sieci za kluczowy dla nich, gdy w Chinach to wskazanie jest na poziomie 10%.

Prywatność i bezpieczeństwo to dwa oblicza tej samej twarzy, twarzy obywatela współczesnego świata. Obywatel potrzebuje wolności i ochrony prywatności, ale zarazem potrzebuje bezpieczeństwa.

O nowych formach bezpieczeństwa sieci i w sieci — warto rozmawiać w transatlantyckim formacie.

Akurat w tych dniach na pierwsze strony gazet dostały się informacje o atakach hakerskich na coraz bardziej skomputeryzowane samochody. W ostatnich latach poziom elektronicznego zarządzania samochodem wzrósł radykalnie: w Toyocie Prius to już 40%, w Fordzie Fusion wzrost od 15% w 2006 do 52% obecnie, w Range Rover Sport to 41%. Kiedy rozpoczyna się dyskusja o zdalnym samochodzie, samosterującym się, wymieniającym informacje z innymi samochodami i analizującym dane przychodzące do niego poprzez sensory wykrywające obecność innych obiektów — to z jednej strony widzimy olbrzymie szanse, z drugiej zaś rośnie ranga odpowiedniego bezpieczeństwa. 

.Jeszcze jeden kontekst waszyngtońskich dyskusji był ważny, bo widać było konfuzję na twarzach szanowanych kongresmenów. Powodem stała się nagła erupcja kampanii Donalda Trumpa na kandydata na prezydenta z ramienia republikanów. Uzyskał dwucyfrowe poparcie w badaniach opinii, wyprzedzając innych republikanów. Promuje książkę: „TrumpNation — The Art of Being Donald”, wokół niego hasła: „Make America great again”. Jedzie na granicę z Meksykiem, po tym, jak zaatakował politykę wobec migrantów, choć mówi tam, że tysiące Hispanoamerykanów pracuje dla niego i że liczy na ich głosy — a cała relacja jest w CNN jako „breaking news”! Publicznie obraża weterana wojny wietnamskiej Johna McCaina. W dwugodzinnej audycji w CNN, w rozmowie z Andersonem Cooperem mówi wprost: „Zadajesz mi pytanie, dostajesz odpowiedź”. I to jest motto tej kampanii: proste odpowiedzi na wiele skomplikowanych pytań wsparte przekonaniem: „I know the issues better than anybody” (Znam rozwiązania lepiej niż ktokolwiek). Jest w tej kampanii też wątek, który trafia do ludzi — „Nie potrzebuję żadnych pieniędzy na kampanię, mam swoje i je wydam”. Trump ujawnił i upublicznił dane o swoim 10-miliardowym majątku. Zachowuje się jak instytucja publiczna, dzwoni do ludzi poszkodowanych w trakcie strzelaniny w Chattanooga, na swoich budynkach opuścił flagi do połowy na znak żałoby w tym samym momencie, w którym polecił to zrobić Obama.

Jest spoza elity politycznej, „Washington Post” nazywa go celebrytą i zamieszcza informacje o nim na trzeciej stronie. Jest jak kolejny polityk, która gra na antysystemowości, zjednuje ludzi. I stwarza fakty dokonane — szybkimi akcjami zdobywa popularność, za chwilę republikanie nie będą mieli wyjścia tylko go nominować. Choć badania pokazują, że gdyby wystartował jako niezależny, to uzyskałby dziś 20% poparcia, a Hilary Clinton — 46% (pośrodku Jeb Bush — 32%). Jest więc w świecie współczesnej polityki jakiś wielki głód odpartyjnienia, odejścia od dotychczasowych elit.

Różnica między Trumpem a włoskim Beppe Grillem czy Kukizem polega na tym, że w Ameryce można budować pozycję antysystemową, będąc bogatym i nie wstydząc się tego.

Kongresmeni mówią, że to chwilowy, wakacyjny szczyt popularności, ale zobaczymy, jak będzie naprawdę. Szczególnie po publicznej debacie 10 kandydatów republikańskich ubiegających się o nominację, jaka odbędzie się 6 sierpnia. Moi przyjaciele z Departamentu Stanu mówią, że na razie nie widać żadnego polityka wielkiej klasy, który miałby szanse wystartować w amerykańskich wyborach prezydenckich. Nawet o Hillary Clinton mówi się, że jest bardziej menedżerem politycznym niż politykiem… Bardziej jednak martwią się tym, co może zrobić Putin w sierpniu i czy szykuje jakąś niedobrą niespodziankę, jak kiedyś latem w Gruzji.

.Nie zmienia to faktu, że Ameryka jest Ameryką. I ma olbrzymi potencjał rozwojowy — ciągle. I ma też coś niesłychanie cennego — przy wielkiej temperaturze sporów politycznych, ma szacunek dla demokracji i osób tworzących instytucjonalną pamięć publiczną. Gdy się spaceruje wokół Międzynarodowego Centrum Handlu i trochę monumentalnego The Reagan Building, to po drodze jest Memoriał Wilsona i Audytorium Mellona, a tuż obok Narodowego Muzeum Amerykańskiej Historii (gdzie znowu nie zobaczyłem kuchni Julii Child) jest Muzeum Historii Afroamerykańskiej. Amerykanie zawsze byli i są nastawieni na przyszłość — i nigdy im w tym nie przeszkadzał szacunek dla własnej przeszłości, dla wszystkich, którzy ją tworzyli, bez żadnych wykluczeń. Warto się tego uczyć.

Dlatego też warto myśleć w kategoriach transatlantyckiej wspólnoty.

Michał Boni
24 lipca 2015

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam