
Prywatna sprawa? Nie za publiczne pieniądze
Mandat poselski daje sporo przywilejów, ale nakłada też szczególny obowiązek. Poseł musi być uczciwy nie tylko w odniesieniu do kodeksu karnego. Powinien też działać tak, żeby obywatele nie musieli zastanawiać się, co właściwie ukrywa się za kolejną fakturą, umową czy odmową odpowiedzi. Bo jeśli muszą dopytywać i sytuacja nie jest jasna, to uczciwość takiego polityka jest – delikatnie mówiąc – wystawiona na dużą próbę – pisze Paulina MATYSIAK
.Praca posła opiera się na zaufaniu. Zarówno wtedy, gdy głosuje nad ustawą albo przemawia z sejmowej mównicy, jak i w sytuacji, kiedy wydaje pieniądze przeznaczone na biuro poselskie, wynajmuje samochód czy korzysta ze środków na mieszkanie w stolicy. I musi pamiętać, że to nie są jego własne pieniądze, które może wydatkować według własnego widzimisię, bo ma obowiązek się z nich jasno rozliczyć. Ale teoria swoje, a życie swoje, o czym co jakiś czas przekonuje się opinia publiczna.
I tu konkretny przykład posła Adama Gomoły, wokół wydatków którego w ostatnich miesiącach pojawia się zaskakująco dużo pytań. Za 2025 rok wykazał prawie 40 tys. zł na wynajem samochodu. Kiedy Kancelaria Sejmu skontrolowała jego biuro, początkowo brakowało umowy najmu i części faktur. Poseł później dostarczył dokumenty, skorygował sprawozdanie, a Kancelaria zaakceptowała zdecydowaną większość wydatków. Kwota najmu spadła przy tym o kilka tysięcy złotych. To ważne fakty, bo kontrola nie zakończyła się zawiadomieniem do prokuratury ani zakwestionowaniem całego najmu.
Ale na tym pytania się nie kończą. Samochód był wynajmowany m.in. od spółki QMP, z którą związana jest Barbara Łabędzka, a ta z kolei – jak donoszą media – jest osobą prywatnie związaną z posłem. Gomoła zaprzeczał, aby przy zawieraniu umowy pozostawał w relacji osobistej z udziałowcem firmy. Kancelaria Sejmu z kolei przyznała, że bada przede wszystkim formalną poprawność dokumentacji i nie ma narzędzi do sprawdzania prywatnych relacji posła z kontrahentami.
Teraz pojawiło się kolejne pytanie, tym razem o mieszkanie w Warszawie. Dziennikarz TVN24 zapytał Gomołę wprost, czy wynajmuje je od własnych rodziców i czy płaci za to pieniędzmi otrzymywanymi z Kancelarii Sejmu. Poseł nie odpowiedział, że tak albo nie. Odesłał dziennikarza do Kancelarii i stwierdził, że „prywatna kwatera jest prywatną sferą”.
I właśnie tutaj mam problem. Jeśli pytanie dotyczy naprawdę prywatnej sprawy, poseł ma oczywiście prawo powiedzieć, że nic państwu do tego. Ale jeżeli w grę wchodzą publiczne pieniądze, to taka odpowiedź po prostu nie załatwia tematu. Zasady są zresztą zapisane czarno na białym. W uchwale Sejmu o Zasadach Etyki Poselskiej czytamy o bezinteresowności, jawności, rzetelności i odpowiedzialności, o tym, że poseł powinien ujawniać związek interesu osobistego z podejmowanymi decyzjami i nie wykorzystywać funkcji do uzyskiwania korzyści dla siebie lub bliskich.
Nie przesądzam, że Adam Gomoła złamał te zasady. W sprawie samochodu Kancelaria Sejmu po uzupełnieniu dokumentacji zaakceptowała niemal całe rozliczenie. Nie ma też dziś potwierdzenia, że poseł rzeczywiście wynajmuje mieszkanie w Warszawie od rodziców – jest tylko pytanie dziennikarza, na które nie udzielił jasnej odpowiedzi. Warto te rozróżnienia zachować, bo uczciwość wymaga również tego, żeby nikogo nie skazywać na podstawie medialnych nagłówków.
Tylko chciałabym przy tym podkreślić jedną ważną rzecz. Wyznacznikiem uczciwości w polityce nie jest brak wyroku czy pieczątka na dokumencie, że wszystko gra. To przede wszystkim gotowość do powiedzenia obywatelom: komu zapłaciłem publicznymi pieniędzmi, za co i dlaczego. Zwłaszcza gdy pojawia się potencjalny związek osobisty. Poseł nie powinien potrzebować serii wniosków o dostęp do informacji publicznej i dziennikarskiego śledztwa, żeby podstawowe informacje o jego wydatkach stały się jasne.
W przypadku Gomoły jest jeszcze wcześniejszy kontekst. W 2024 roku ujawniono nagranie rozmowy dotyczącej 20 tys. zł, prywatnej firmy i miejsca na liście w wyborach samorządowych. Gomoła zaprzeczał, że handlował miejscami na listach, i przedstawiał sprawę jako prowokację. Trzeba też jasno powiedzieć, że w prowadzonym postępowaniu zarzuty postawiono trzem innym osobom, a nie jemu. Poseł był przesłuchiwany jako świadek.
Tym bardziej dziwi mnie, że po takiej historii odpowiedzi na kolejne pytania finansowe bywają wymijające. Najprostszą obroną przed podejrzeniami jest przecież transparentność. Pokaż dokumenty, wyjaśnij relacje, odpowiedz na pytania i zamknij temat. Bez opowieści o prywatnej sferze tam, gdzie rachunek ostatecznie płaci podatnik.
.Mandat poselski daje sporo przywilejów, ale nakłada też szczególny obowiązek. Poseł musi być uczciwy nie tylko w odniesieniu do kodeksu karnego. Powinien też działać tak, żeby obywatele nie musieli zastanawiać się, co właściwie ukrywa się za kolejną fakturą, umową czy odmową odpowiedzi. Bo jeśli muszą dopytywać i sytuacja nie jest jasna, to uczciwość takiego polityka jest – delikatnie mówiąc – wystawiona na dużą próbę.




