Bieda. Co piąty Polak wyda mniej na Wielkanoc

Z Barometru Providenta wynika, że 20,4 proc. Polaków planuje wydać na Wielkanoc 2026 mniej niż w 2025 roku, a 45,9 proc. zakłada wydatki podobne jak w 2025 r. Przeznaczenia większych kwot nie wyklucza 5,8 proc. ankietowanych.
Co piąty Polak wyda mniej na Wielkanoc
.Wskazując planowany budżet na Wielkanoc, najwięcej, bo 21,6 proc. osób podało przedział 201-450 zł, a 21 proc. 451-600 zł. Respondenci w wieku od 18 do 34 lat chcą wydać najmniej, do 200 zł – taką kwotę na organizację świąt wskazuje 26-27 proc. osób. Polacy powyżej 65. roku życia najczęściej wymieniali najwyższe sumy, przekraczające 1500 zł.
Osoby, które zamierzają zmniejszyć świąteczne wydatki, chcą ograniczyć marnowanie żywności (wskazało na to 34 proc. respondentów) lub zmienić swoje podejście na mniej konsumpcyjne (30,8 proc.). Po to, by zmniejszyć koszty przygotowań, 26 proc. osób planuje korzystać z promocji, a 24,4 proc. myśli o zaproszeniu mniejszej liczby gości.
Jajka – najpopularniejsza potrawa na Wielkanoc
.Jednocześnie 15,2 proc. badanych chce ograniczyć spożywanie ciężkostrawnych potraw, a 13,8 proc. postawi na aktywność fizyczną – m.in. spacery; co dziesiąty Polak zamierza dostosować wielkanocne menu do diety. Z kolei 43 proc. badanych przyznało, że kwestie zdrowotne nie mają wpływu na organizację świąt.
Na pytanie o potrawę, bez której nie wyobrażają sobie świąt, Polacy na pierwszym miejscu wskazali jajka (71 proc.). Popularnością cieszy się również żurek lub barszcz biały, wymieniony przez 61,8 proc. osób, a także biała kiełbasa, którą preferuje 50,7 proc. Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, opisujące zachowania i decyzje finansowe konsumentów. Ostatnie zostało zrealizowane przez spółkę Danae metodą CAWI wśród 1000 dorosłych Polaków w lutym 2026 r.
Gdy skończyło się działanie tarcz, a państwo czeka, drastycznie rośnie ubóstwo
.Posłanka na Sejm IX i X kadencji, Paulina MATYSIAK, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” zaznacza, że: „Bieda i ubóstwo to nie tylko dramat rodzin. To dramat całego społeczeństwa. Przez wiele lat wydawało się, że podążamy w kierunku zlikwidowania tej patologii, jaką są głodne dzieci, rodziny niemogące sobie pozwolić na normalne zakupy, kupowanie na zeszyt i wszystkie pozostałe obrazki, z którymi kojarzymy najgorsze pod tym względem czasy”.
„Ale poza oczywistymi kwestiami moralnymi walka z rosnącym ubóstwem ma również inny aspekt działania na rzecz wspólnoty. W książce Czasy ostateczne. Elity, kontrelity i ścieżka dezintegracji politycznej, wydanej niedawno po polsku przez wydawnictwo Prześwity, Peter Turchin pokazuje, jak pauperyzacja społeczeństwa w połączeniu z rosnącą akumulacją bogactwa przez ludzi już bogatych prowadzi do kryzysów społecznych, na których końcu jest nawet wojna domowa. Po drodze do niej zaś paraliż polityczny państwa, zamieszki, rozpad wspólnoty, chaos”.
.„A więc jeśli są ludzie obojętni na los najbiedniejszych i przekonani, że każdy powinien sobie radzić sam, powinni się zastanowić, czy na pewno na samej biedzie kończy się problem społeczny, czy od niej się dopiero zaczyna” – pisze Paulina MATYSIAK w tekście „Gdy skończyło się działanie tarcz, a państwo czeka, drastycznie rośnie ubóstwo” – cały artykuł [LINK]
PAP/MJ




