Co drugi Niemiec chce natychmiastowego ograniczenia pomocy dla Ukrainy

Większość Niemców i Francuzów chce ograniczenia pomocy dla Ukrainy, podczas gdy Amerykanie, Brytyjczycy i Kanadyjczycy chcą ją zwiększyć lub utrzymać na obecnym poziomie – wykazał najnowszy sondaż Politico przeprowadzony w tych pięciu krajach i opublikowany 16 grudnia 2025 r.
Niemcy chcą ograniczenia pomocy dla Ukrainy – sondaż Politico
.Aż 45 proc. Niemców chce zmniejszenia wsparcia dla Kijowa, a tylko 20 proc. uważa, że należy je zwiększyć. We Francji 37 proc. respondentów opowiada się za ograniczeniem pomocy, a 24 proc. za jej zwiększeniem. W Wielkiej Brytanii 24 proc. osób uważa, że należy zmniejszyć to wsparcie, a jego zwiększenia chce 31 proc.
W USA 37 proc. ankietowanych popiera zwiększenie pomocy dla Ukrainy, a 24 proc. jest przeciwnego zdania. W Kanadzie 35 proc. uważa, że pomoc należy zwiększyć, a 22 proc. – że zmniejszyć. Wśród Amerykanów, którzy chcą wspierać Kijów dominują osoby, które głosowały w ostatnich wyborach prezydenckich na Kamalę Harris; ponadto 29 proc. jej wyborców deklaruje, że jednym z najważniejszych powodów, dla których USA powinny to robić, jest ochrona demokracji. Wśród wyborców prezydenta Donalda Trumpa tylko 17 proc. ankietowanych podziela taki pogląd.
Niemcy nie chcą więcej ukraińskich uchodźców
.Jeśli chodzi o pomoc wojskową, to blisko 40 proc. osób w USA, Wielkiej Brytanii i Kanadzie chce jej zwiększenia, a około 20 proc. respondentów jest temu przeciwnych. W Niemczech 26 proc. popiera zwiększenie tej pomocy, a 39 proc. jest odmiennego zdania. We Francji 31 proc. ankietowanych opowiada się za jej zwiększeniem, a 30 proc. jest przeciwnych.
Niemcy były jedynym krajem, w którym większość ankietowanych – 50 proc. – uznała, że rząd powinien ograniczyć przyjmowanie ukraińskich uchodźców. Również połowa pytanych Niemców uznała, że należy ograniczyć wsparcie dla Ukraińców, którzy już znaleźli się w Niemczech. We Francji 30 proc. ankietowanych uważa, że trzeba ograniczyć przyjmowanie ukraińskich uchodźców, a 25 proc. jest odmiennego zdania.
Jednak we wszystkich pięciu krajach respondenci uznali, że Rosję należy ukarać za agresję na Ukrainę i utrzymać nałożone na nią sankcje – pisze Politico. Badanie przeprowadzono przed szczytem UE, który odbędzie się w Brukseli 18 grudnia. Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa zapowiedział, że szczyt będzie trwać tak długo, aż liderzy znajdą porozumienie w sprawie finansowania Ukrainy na kolejne dwa lata. W ramach sondażu przebadano opinie 10 510 osób, w tym co najmniej 2 tys. w każdym kraju.
Obserwujemy wyraźny powrót do państwa narodowego
.Istnieje ryzyko, że Europa wkrótce zamieni się w cmentarzysko upadłych potęg. Ale jeszcze nim nie jest. I cały czas ma szansę zachować swoją pozycję – mówi prof. Andreas RÖDDER
Agaton KOZIŃSKI: Kanclerz Friedrich Merz chce stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie. O czym myślą Niemcy, gdy słyszą takie propozycje?
Andreas RÖDDER: Myślą o dziwnej kombinacji kilku czynników. Z jednej strony mamy niemiecką determinację, by przejąć przywództwo w demokratycznej Europie w celu obrony Unii Europejskiej, zachodnich wartości, praworządności. Tego wszystkiego, czym stała się Europa po 1990 r. Ale z drugiej strony – w ramach powojennego porządku światowego – Niemcy nie zdołały odegrać wiodącej roli. Nigdy nie stały się takim liderem, jakim powinny być według słów Radosława Sikorskiego z 2011 r.
– Szef polskiego MSZ podczas wystąpienia w Berlinie mówił wtedy, że mniej się boi niemieckiej hegemonii niż niemieckiej bezczynności. Te jego uwagi do dziś silnie rezonują politycznie. W Niemczech także?
– Tak, ten cytat zyskał w Niemczech status kultowego. Uważam też, że to absolutna prawda. Oddzielna sprawa, że każda osoba znająca historię będzie podchodzić do takiego oświadczenia z pewną ostrożnością. Chodzi także o twierdzenia, że Niemcy powinny mieć największą armię w Europie. Ale też uważam, że nie ma to takiego samego znaczenia jak 80 lat temu. To nie jest tak – jak mówił w 2011 r. polityk CDU/CSU Volker Kauder – że „Europa mówi po niemiecku”, tamto stwierdzenie było bardzo nieprzemyślane z jego strony. Niemcy są jednak czasami nieco nieostrożni, jeśli chodzi o to, jak ich słowa mogą zostać odebrane przez innych.
– Widzę dwie sprzeczności i jedną wątpliwość w tym, co Pan Profesor mówi. Pierwsza sprzeczność – czy trzeba budować armię, by bronić europejskich wartości? Druga – czy rzeczywiście można twierdzić, że wielka armia będzie się radykalnie różnić od tej sprzed 80 lat? I wątpliwość – czy Niemcy są w ogóle w stanie taką armię zbudować? Zapowiadał to już poprzedni kanclerz Olaf Scholz, ale ten proces nie wyszedł poza papierowe opracowania.
– Zacznę od końca, bo podzielam tę wątpliwość – nie ma żadnej pewności, że obecny rząd jest w stanie zrealizować ten projekt. Trzeba pamiętać, że partnerem koalicyjnym CDU/CSU jest SPD, a to partia nastawiona pacyfistycznie, sceptycznie podchodząca do zwiększania wydatków na obronność. Musimy poczekać, by przekonać się, na ile zapowiedzi kanclerza Merza będą realizowane. Choć też mam wrażenie, że w Niemczech pod tym względem sytuacja się zmieniła, jest dziś więcej woli politycznej do działania, niż było za czasów Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Na pewno Berlin wyraźniej formułuje wolę zdecydowanej samoobrony Niemiec i Europy.
.W odniesieniu do Pana kolejnego pytania o różnicę między armiami – obecną i tą z trzeciej dekady XX wieku. W tym wszystkim nie chodzi o samo wojsko, lecz o system polityczny, który za nim stoi. Dziś chodzi o samoobronę Niemiec, kraju szanującego i chroniącego prawa człowieka, demokrację, praworządność, przed dyktatorskim, ekspansywnym reżimem. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy w Berlinie rządził nazistowski reżim prowadzący imperialną politykę za pomocą siły. To naprawdę ma znaczenie. Ramy współczesnej niemieckiej polityki są oparte na twardych zasadach.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-andreas-rodder-obserwujemy-wyrazny-powrot-do-panstwa-narodowego/
PAP/MJ




