Co piąty Niemiec zagrożony ubóstwem

Co piąty Niemiec zagrożony ubóstwem

Co piąty mieszkaniec Niemiec zagrożony jest ubóstwem i wykluczeniem społecznym – podał w dniu 3 lutego 2026 r. Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden.

Co piąty Niemiec zagrożony ubóstwem

.Około 13,3 mln osób w Niemczech otrzymuje wynagrodzenie poniżej poziomu stanowiącego granicę zagrożenia ubóstwem – podał w dniu 3 lutego 2026 r. Federalny Urząd Statystyczny Destatis w Wiesbaden. Z przeprowadzonego w 2025 r. spisu wynika, że ubóstwem było zagrożone 16,1 proc. niemieckiego społeczeństwa, co oznacza niewielki wzrost w stosunku do roku poprzedniego – 15,5 proc.

Zagrożona ubóstwem jest zgodnie z definicją stosowaną przez Unię Europejską osoba, która ma do dyspozycji kwotę mniejszą od 60 proc. przeciętnego ekwiwalentnego dochodu. W roku 2025 dochód miesięczny netto dla samotnej osoby w Niemczech wynosił 1446 euro, a dla gospodarstwa domowego z dwoma osobami dorosłymi i dwójką dzieci poniżej 14 roku życia 3036 euro.

Kto jest najbardziej zagrożony ubóstwem w Niemczech?

.Szczególnie zagrożeni ubóstwem byli bezrobotni (64,9 proc.), inne osoby niepracujące (33,8 proc.) oraz emeryci (19,1 proc.), a także osoby samotne i samotnie wychowujące dzieci. Po uwzględnieniu oprócz dochodów także możliwości uczestniczenia w życiu społecznym odsetek osób zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem wzrósł do około 17,6 mln lub 21,2 proc.

Wyniki spisu opierają się na danych 47 444 gospodarstw domowych i 81 255 osób w wieku powyżej 16 lat. Destatis zastrzegł, że podane informacje są wynikami prowizorycznymi, wymagającymi bardziej pogłębionej analizy w terminie późniejszym.

Niemcy, chory człowiek czy hegemon?

.Idea Großdeutschland i niemieckiej Europy jest żywa, od lewej strony do prawej. Jest takie niemieckie słowo „Besserwisser” – ktoś, kto wszystko wie lepiej. Można mieć opinie o wszystkim. Ale jeżeli mówią to Niemcy o Polsce, do tego z wyraźną sugestią, że nie chcą zadowolić się obserwacją, ale chcą zmiany wymusić, to mamy problem – pisze Jan ŚLIWA.

Mniej więcej od cudu gospodarczego lat 50/60-tych Niemcy stały się szanowanym państwem w Europie. Z Izraelem zostało zawarte porozumienie: dobra opinia („biała kamizelka”, weiße Weste) w zamian za pomoc gospodarczą i wojskową. Byli oficerowie ubrali garnitury i założyli szkoły managementu, Niemcy tańczyli rock and rolla i jeździli na wakacje do Włoch. Boom gospodarczy potrzebował rąk do pracy, Niemcy stały się atrakcyjnym pracodawcą dla mieszkańców z ubogiego południa, a potem wschodu Europy. Czy się lubiło, czy nie, opłacało się przyjechać.

Przez wiele lat Niemcy były lokomotywą gospodarczą Europy. Niemieckie znaczyło solidne. Miasteczka bawarskie zachwycały schludnością. Czystość, porządek, punktualność, pracowitość. Dziś jest inaczej. To z Polski Niemcy wysyłają filmiki o tym, jak jest czysto, smacznie, porządnie i bezpiecznie. Co się zmieniło? Niemieckie pociągi są tak niepunktualne, że szwajcarskie na granicy nie czekają na nie, bo by im się zawalił rozkład jazdy. Codziennie słyszy się o atakach nożowników, gwałtach i wojnach gangów. Cały model gospodarczy i społeczny zaczyna się sypać. Upadek Niemiec stał się modnym tematem książek.

Wolfgang Münchau w dostępnej po polsku książce „Kaput” przedstawia przyczyny załamania Niemiec, koncentrując się na sprawach gospodarczych. Spory fragment poświęcony jest bankom – muszę go zostawić specjalistom. Dalej autor pisze, jak uśpione dawnym cudem gospodarczym Niemcy zaniedbały nowe technologie. Nawet kompletne pokrycie kraju szybką siecią komórkową nie wydawało się dość ważne, mimo że ma ono podstawowe znaczenie dla nowoczesnej gospodarki, jest jednym z warunków dla przyciągnięcia inwestycji. Dla dyrektorów Siemensa prywatne telefoniki wydawały się niepoważną zabawką. Jeszcze w 2013 Angela Merkel określiła technologię cyfrową jako Neuland – nowe, nieznane ziemie. Ma ona doktorat, ale z chemii kwantowej. Autor twierdzi, że w Niemczech oddźwięk znajduje technofobia. Wymienia tu książkę Manfreda Spitzera „Cyfrowa demencja: W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci”. Nie jestem pewien, czy autor ma rację. Przed negatywnymi skutkami używanie smartfonów wśród młodzieży ostrzega Jonathan Haidt w „The Anxious Generation”.

.Technofobia spowodowała też bezsensowne i dogmatyczne odejście od energii atomowej. Hamulcem rozwoju jest ciągle stawianie na sprawdzone warianty i niechęć do ryzyka. Startupy mają trudności ze zdobyciem kapitału, dlatego w nowoczesnych technologiach Niemcy wyraźnie odstają. Hamulcem jest też według autora obawa przed budżetowym deficytem. Według mnie patrzenie na wydatki jest jednak cnotą. To zależy zresztą, o jakie wydatki chodzi. Nawet duże inwestycje z jasnym celem i planem, z przejrzystą kontrolą mają sens. Ale jeżeli tylko otworzy się tamę i da do dyspozycji setki miliardów nie wiadomo na co według zasady „hulaj dusza, piekła nie ma”, to co innego. Podobne mam wrażenie przy polskim KPO. Co jakiś czas „spływają” jakieś pieniądze i zostają na coś tam wydawane. Chętnie bym widział, czy za tymi wydatkami jest jakaś koncepcja, zwłaszcza że są one do oddania. Przejmowanie przez Polskę nadmiarowej niemieckiej produkcji nie powinno być celem.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 lutego 2026