Czy kino wciąż potrafi łączyć ludzi? [Lee Chang-dong]

„Możliwa miłość” to rezultat pytań, czy po pandemii kino wciąż potrafi łączyć ludzi i co oznacza dzisiaj tworzenie filmów – powiedział Lee Chang-dong. Nowy obraz twórcy „Płomieni” oraz „Miętowego cukierka” ubiega się o Złotego Lwa podczas 83. festiwalu w Wenecji.
„Możliwa miłość”
„Możliwa miłość” jest kolejną po „Historiach równoległych” Asghara Farhadiego częścią międzynarodowego cyklu inspirowanego „Dekalogiem” Krzysztofa Kieślowskiego, którego producentami zostali Maciej Musiał i zmarły w maju tego roku Krzysztof Piesiewicz. Fabuła śledzi losy dwóch małżeństw, których drogi nieoczekiwanie splatają się. Mi-ok (w tej roli Jeon Do-yeon) wiedzie skromne życie u boku Ho-seoka (Sul Kyung-gu), który niedawno stracił pracę. Wspólnie wychowują kilkuletniego syna. Pewnego dnia para nawiązuje kontakt z zamożną reżyserką kina dokumentalnego Ye-ji (Cho Yeo-jeong) i jej mężem Sang-woo (Zo In-sung). Mi-ok zgadza się wziąć udział w projekcie Ye-ji poświęconym zwolnieniom. Przebywając w towarzystwie dokumentalistki, zaczyna odczuwać dziwną fascynację jej stylem życia i osobą Sang-woo.
To pierwszy obraz Lee Chang-donga od 2018 r., gdy odebrał w Cannes Nagrodę FIPRESCI za „Płomienie”. Od tego czasu w branży zmieniło się wiele. Wybuch pandemii koronawirusa wymusił zamknięcie kin i wstrzymanie produkcji kolejnych dzieł. – Fundamentalnym przemianom uległy również relacje międzyludzkie. Wszystko to nasuwało pytanie, co oznacza dzisiaj tworzenie filmów? Czy kino wciąż potrafi łączyć ludzi, budować więzi? Razem ze współscenarzystką Oh Jung-mi sporo o tym dyskutowaliśmy. Prowadziliśmy pogłębione rozmowy, zastanawialiśmy się, jakie filmy powinniśmy robić. „Możliwa miłość” jest rezultatem tych pytań – powiedział Lee Chang-dong podczas niedzielnej konferencji prasowej w Wenecji.
Fabuła w środowisku robotniczym
Południowokoreański reżyser już wiele lat temu myślał o fabule, której akcja rozgrywałaby się w środowisku robotniczym. Nie był jednak przekonany do tej koncepcji i porzucił projekt. Dopiero Oh Jung-mi podsunęła mu pomysł, by połączyć wątek robotnika z historią dokumentalistki.
– Sposób, w jaki Ye-ji patrzy na ludzi stojących w kadrze, mówi wszystko o jej podejściu do pracy. Ta postać jest najbliższa mojej tożsamości jako twórcy. Nawet gdy w młodości zajmowałem się powieściopisarstwem, myślałem o tym, jaka relacja łączy mnie z bohaterami. Nieważne, czy chodziło o robotników, osoby zepchnięte na margines czy studentów walczących o demokrację – zastanawiałem się, czy uczciwie przedstawiam ich sytuację lub postawę. To pytanie do dziś mnie nie opuszcza. W „Możliwej miłości” ukazujemy dokumentalistkę, ale równie dobrze mogłaby to być historia dziennikarki lub każdej innej osoby snującej opowieści o innych – zwrócił uwagę twórca.
Balans między muzyką i ciszą w kinie
Lee Chang-dong był pytany również o balans między muzyką i ciszą w jego kinie. – Nie lubię nadużywać muzyki. Uważam, że emocje, które uwypukla, nie są częścią dzieła. Tymczasem tempo i rytm muszą wynikać z samego filmu. Lubię osiągać ten efekt, ograniczając ścieżkę dźwiękową. W „Możliwej miłości” zależało mi na wykorzystaniu muzyki w minimalnym stopniu. Chciałem, by powściągliwe, oszczędne dźwięki odzwierciedlały strukturę fabuły. Długo omawiałem tę kwestię z kompozytorem. Na szczęście udało nam się wypracować wspólne stanowisko. Uważam, że praca Junga Jae-ila spełniła wszystkie założenia – podkreślił.
Sula Kyung-gu, który wcielił się w postać Ho-seoka, łączy szczególna więź z kinem Lee Chang-donga. Rola Yongho w „Miętowym cukierku” z 1999 r. okazała się przełomem w jego karierze. Później można go było oglądać jako byłego więźnia w „Oazie”.
Premiera na początku listopada
Od tamtego spotkania minęły 23 lata. Byłem wzruszony, że mogłem ponownie z nim współpracować. Nie wydaje mi się, by nasze podejście do sztuki filmowej było inne niż kiedyś. Jeśli coś się zmieniło, to raczej mój stan ducha. Na planie „Miętowego cukierka” bardzo się stresowałem. Czułem presję i – szczerze mówiąc – miałem ochotę uciec. Z dzisiejszej perspektywy tęsknię za tymi odczuciami. W języku koreańskim mamy specjalne słowo określające uczucie towarzyszące początkom. Na planie często po nie sięgałem, próbując wskrzesić w sobie dawne emocje. To się udało. Nazywam to magią Lee Chang-donga – wspomniał aktor.
Dystrybutorem „Możliwej miłości” jest Netflix. Jej premierę w serwisie streamingowym zaplanowano na początek listopada. Obecnie film rywalizuje o Złotego Lwa podczas 83. festiwalu w Wenecji m.in. z „Dzikim Koniem Dziewięć” Martina McDonagha, „INK” Danny’ego Boyle’a, „Bucking Fastard” Wernera Herzoga oraz „It Will Happen Tonight” Nanniego Morettiego. Zwycięzcę poznamy w sobotę 12 września. Wyłoni go jury pod przewodnictwem amerykańskiej aktorki i reżyserki Maggie Gyllenhaal.
PAP/NZ





