Czym jest Narodowe Biuro Śledcze Policji?

Narodowe Biuro Śledcze Policji

Narodowe Biuro Śledcze Policji to nasza odpowiedź na współczesne zagrożenia – mówi w rozmowie komendant główny Policji gen. insp. Marek Boroń. Podkreśla, że konieczna jest budowa jednostki, która zmierzy się z rozpoznaniem przestępczości wśród cudzoziemców, aktami dywersji i handlem bronią.

Czym jest Narodowe Biuro Śledcze Policji?

.Marcin Chomiuk: Jakie powody stoją za decyzją o połączeniu Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) i Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) w zupełnie nową jednostkę – Narodowe Biuro Śledcze Policji?

Szef KGP, gen. insp. Marek Boroń: Przede wszystkim ekonomika, ale również wyzwania, które są przed nami. Poza tym, aby skutecznie rozpracowywać grupy zorganizowane, konieczny jest komponent cyber, a Centralne Biuro Śledcze Policji właściwie go nie posiada. Musimy też odtworzyć pion, który będzie rozpoznawał wszystkie sprawy mniejszej kategorii w komendach wojewódzkich i miejskich.

Na czym będzie polegać przebudowa struktur Policji?

Marek Boroń: Narodowe Biuro Śledcze połączy przede wszystkim komponent cyber z komponentem zwalczania przestępczości zorganizowanej. Jednocześnie zbudowany zostanie wydział do zwalczania aktów terroru, sabotażu i aktów dywersji. Mamy również świadomość, że po wojnie w Ukrainie być może będziemy musieli mierzyć się z nasileniem przestępczości związanej z handlem bronią. Zorganizowana przestępczość narkotykowa, którą identyfikujemy obecnie w Polsce, w Ukrainie i w ogóle w Europie, jest ogromna. Tym bardziej CBŚP, jako najważniejsza formacja zwalczająca przestępczość zorganizowaną, musi mieć wsparcie i rozpoznanie w sieci.

Zwykle, kiedy się coś zamyka lub przekształca, to oznacza, że dany podmiot nie działał jak należy. Ma pan jakieś zastrzeżenia do działalności CBZC, jednostki ze stosunkowo krótkim stażem?

Marek Boroń: To nie kwestia zarzutów do działań CBZC, a dążenia do wykorzystania w pełni jego możliwości.

Stworzyliśmy biuro, które pracuje w sieci, ale jest odizolowane od innych pionów w Policji, a one faktycznie potrzebują wsparcia w obszarze zwalczania cyberprzestępczości. Kiedy zaczynamy rozpracowywać zorganizowaną grupę przestępczą, czy nawet grupę w małej miejscowości, to konieczne jest również wykorzystanie informacji z sieci i połączenie ich z całością zebranego materiału. Absolutnie nie mam zarzutów do pracy policjantów CBZC, wręcz odwrotnie – potrzebuję ich tam, gdzie powinniśmy kłaść nacisk na dobre rozpoznanie.

Jak tak duża zmiana ma być przeprowadzona? Co z siedzibą NBŚP, kadrą, uposażeniem, dodatkami?

Marek Boroń: Pracuje nad tym zespół kierowany przez mojego zastępcę, nadinsp. Tomasza Michułkę. Określa, jakie komponenty stworzymy, co przeniesiemy do Narodowego Biura Śledczego Policji, a co zostanie w nowym biurze zwalczania cyberprzestępczości z wydziałami w komendach wojewódzkich.

One już funkcjonują.

Marek Boroń: Tak, od 1 marca powstały wydziały do zwalczania przestępczości cyfrowej, bo do tej pory tego nie było, a jest niezbędne dla policjantów pracujących w garnizonach, małych miastach i powiatach. Policjanci tych jednostek muszą mieć wsparcie ekspertów.

Ilu funkcjonariuszy zasili Narodowe Biuro Śledcze Policji? Obecnie liczba wakatów w CBZC jest dość duża.

Marek Boroń: Etaty, którymi dysponuje CBZC, w całości zostaną przekazane do tych komponentów, które nadal będą zajmowały się cyberprzestępczością. W części to będzie NBŚP, a w części Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości i wydziały w komendach wojewódzkich. Chcemy także przyjąć jak najwięcej nowych funkcjonariuszy, bo poziom wakatów w CBZC jest jeszcze bardzo duży.

Jaki?

Marek Boroń: W CBZC to ponad 40 proc., więc mamy jeszcze nad czym pracować.

Czy funkcjonariusze przechodzący do NBŚP zostaną przeniesieni na takich samych warunkach?

Marek Boroń: Nikt na tym nie straci. Zresztą także ustawa nakłada obowiązek, żeby te etaty były dobrze wykorzystywane i wspierały możliwość dodatkowego finansowania. Funkcjonariusze zajmujący się cyberbezpieczeństwem nie stracą dodatków.

Połączenie CBZC i CBŚP to zmiana, która znajdzie się w nowelizacji ustawy o Policji. Nie obawia się pan weta prezydenta? Jest „plan B” na taki scenariusz?

Marek Boroń: Oczywiście taki plan jest, ale przede wszystkim chciałbym, żeby efekty prac mojego zespołu zostały przekazane do MSWiA, gdzie zostaną ocenione legislacyjnie, a następnie przekazane do Sejmu po to, aby rozpocząć dyskusję zarówno na poziomie komisji sejmowych, ale również Kancelarii Prezydenta RP. Wszystkim powinno zależeć na tym, żeby zbudować takie piony, które będą odpowiadały na zagrożenia dzisiejszego świata.

Gdy budowaliśmy CBŚ – dziś CBŚP – łączyliśmy dwa komponenty: biuro zwalczania przestępczości zorganizowanej i biuro przestępczości narkotykowej. Wtedy także były dyskusje, w jaki sposób to zrobić, ale nasze działania przyniosły konkretny efekt. Mamy na uwadze doświadczenia i wiedzę na temat tego, co działo się po wojnie na Bałkanach i w Afganistanie; mamy też świadomość, że dzisiaj na Wschodzie jest bardzo dużo broni, która nie zniknie po wojnie i może zostać wykorzystana przez grupy zorganizowane. Musimy dopasować nasze struktury do zagrożeń dzisiejszego świata i zbudować jednostkę, która zmierzy się z rozpoznaniem przestępczości wśród cudzoziemców, z aktami dywersji, terroru i handlem bronią na dużą skalę. Nie chcemy powrotu lat dziewięćdziesiątych, a jeśli dziś nie podejmiemy niezbędnych działań, popełnimy grzech zaniechania.

Kiedy ustalenia zespołu pracującego nad połączeniem CBZC i CBŚP trafią do MSWiA i nowelizacja będzie mogła zostać skierowana do Sejmu?

Marek Boroń: Wszystkie nasze ustalenia, proponowaną strukturę, zadania poszczególnych komórek w nowej jednostce już w kwietniu chcemy przekazać do oceny szefowi MSWiA. Wtedy będziemy gotowi na szeroką dyskusję na temat planowanych zmian. Liczę, że w pierwszym półroczu tego roku ustawa zostanie przeprocedowana. Naprawdę nie mamy już czasu.

A jaki ma pan plan w związku z zawetowaniem przez prezydenta programu SAFE? Miał on dać 7,1 mld zł dla wszystkich służb podległych MSWiA, ale aż 3,3 mld zł z tej kwoty miało pójść na projekty policyjne. Liczy pan, że uda się jeszcze pozyskać te pieniądze?

Marek Boroń: MSWiA i MON pracują, by włączyć nas do tego programu w jego alternatywnej formie. Pieniądze z SAFE miały być uzupełnieniem programu modernizacji na lata 2026–2029, z którego Policja ma 7 mld zł, jednak są to pieniądze głównie na inwestycje. SAFE dawał nam dodatkowe prawie 3,5 mld zł, czyli połowę programu modernizacji Policji.

Zależało mi na tym, żeby przygotować polską Policję na czas powojenny, bo musimy brać pod uwagę zagrożenia, które mogą się z tym wiązać. Środki, które mieliśmy dostać w ramach programu SAFE na najbliższe dwa lata, chcieliśmy wykorzystać na to, co najważniejsze, czyli: kamizelki kuloodporne, kamizelki taktyczne z wkładami balistycznymi, broń maszynową, hełmy, maski przeciwgazowe. To niezbędne, aby nasza formacja mogła profesjonalnie reagować i dbać o bezpieczeństwo.

Przy okazji dyskusji o SAFE pojawiały się głosy, że skoro na zakup kamizelki trzeba programu SAFE, to znaczy, że policjanci nie są dobrze wyposażeni.

Marek Boroń: Policjanci mają ten sprzęt, ale jest przecież coś takiego jak resurs, określony okres pracy sprzętu, w którym zagwarantowane jest jego bezpieczeństwo i sprawność eksploatacji. Jeżeli w ciągu roku wycofujemy od tysiąca do pięciu tysięcy kamizelek, bo czas ich użytkowania się skończył, to musimy na bieżąco to uzupełniać. Przypomnijmy, że uzupełniamy również stan etatowy i dla tych funkcjonariuszy musimy kupić nowe wyposażenie. W ciągu 1,5 roku przyjęliśmy do Policji 15 tys. funkcjonariuszy i musimy być również dynamiczni w zakupach.

Gdzie jest obecnie największy problem z obsadą w Policji?

Marek Boroń: Cały czas dość dużą liczbę wakatów mamy jeszcze w Komendzie Stołecznej Policji, w garnizonie dolnośląskim i częściowo na Pomorzu, ale to się już zmienia, bo chętnych do Policji nie brakuje i to mnie bardzo cieszy.

Jakie znaczenie w redukcji wakatów mają klasy mundurowe?

Marek Boroń: Klasy mundurowe to przygotowanie dla nas narybku, który chcemy wykształcić. Mówię tu o wymaganiach dotyczących sprawności fizycznej, ale również o świadomości służby drugiemu człowiekowi, żeby trafiały do nas osoby, które faktycznie gotowe są na wyzwania. Za 3–4 lata to będzie naprawdę świetna grupa ludzi, która będzie świadomie przychodziła do formacji. Dajemy im możliwość zdawania testów sprawności fizycznej na etapie szkolenia w klasach mundurowych na czwartym roku, więc zostaje im już tylko badanie lekarskie.

Czy pracownicy cywilni w Policji, którzy od lat, niezależnie od władzy, czują się niedoceniani, mają szanse na podwyżki?

Marek Boroń: Rzeczywiście nie jest dobrze, jeżeli chodzi o płace pracowników cywilnych i chciałbym, żeby się to zmieniło. Wszyscy, którzy są zaangażowani w pracę i pomoc na stanowiskach cywilnych, to grupa ludzi, która powinna być doceniana. Jesteśmy w dialogu z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, żeby pracownik cywilny miał jak najlepsze warunki pracy, ale również płacy w naszych strukturach. Mamy pomysły, jednak musimy znaleźć na nie środki.

Rozmawiał: Marcin Chomiuk/PAP

Jak jednocześnie zachować bezpieczeństwo obywateli i stabilny rozwój?

.Przy mądrze prowadzonej polityce i ponoszonych obecnie i w przyszłości wydatkach na grożące nam wydarzenia możliwa będzie ochrona stabilnego rozwoju. Od krajowych i międzynarodowych decydentów powinniśmy domagać się głęboko przemyślanej polityki przewidującej zagrożenia i prowadzącej do podejmowania stosownych działań – pisze prof. Michał KLEIBER

Pojawia się coraz więcej politycznych i medialnych opinii, że znacznie zwiększone wydatki w państwach europejskich na obronność, walkę ze zmianami klimatu i ochronę środowiska naturalnego, zapobieganie pandemiom czy inne grożące nam problemy mogą drastycznie ograniczać wzrost gospodarczy mierzony za pomocą PKB i w konsekwencji powodować niekorzystny dla obywateli wzrost kosztów życia. Opinie te wygłaszane są nie tylko przez osoby generalnie odnoszące się krytycznie do konieczności ponoszenia tych wydatków, ale także przez osoby demonstrujące wiarę w potrzebę ich ponoszenia.

Zauważmy na wstępie, że tak formułowany dylemat wydatki vs PKB nie jest prawidłowo skonstruowany. Po pierwsze, PKB traktowany jest w nim jako najważniejszy bądź wręcz jedyny wskaźnik społecznego rozwoju, a nie reprezentuje on przecież całości rzeczywistego dobrostanu obywateli. Po drugie, społeczne konsekwencje wysokich wydatków chroniących nas przed zagrożeniami są trudne do przewidzenia, są one bowiem bardzo silnie zależne zarówno od przebiegu czekających nas wydarzeń, jak i od sposobu finansowania tych obszarów.

W tej pierwszej sprawie powiedzmy dobitnie, że jakość naszego życia i nasze samopoczucie są wprawdzie skorelowane z naszymi dochodami, ale z pewnością nie do końca od nich zależą. Wśród wielu innych czynników także dla nas ważnych są przecież takie, jak np. ilość wolnego czasu, czystość otaczającego nas powietrza i skuteczność troski o naturalne środowisko, jakość i zasięg świadczonych usług w ochronie zdrowia, standardy i dostępność edukacji przekazującej nam wiedzę oraz budującej kreatywność i obywatelską odpowiedzialność, osobiste bezpieczeństwo, szacunek dla kulturowych tradycji, możliwości społecznej aktywności czy brak deprymujących objawów skrajnej biedy u współobywateli. A to oznacza, że oceniając rezultaty wydatków ponoszonych na takie zagrożenia jak bezpieczeństwo lub walka ze zmianami klimatu, musimy odwoływać się do znacznie szerzej rozumianych konsekwencji, niektórych z pewnością także korzystnych.

.Druga sprawa, dotycząca wydatków na walkę z zagrożeniami, jest również daleka od jasności. Decydujący będzie tu bowiem daleki od pewności rozwój sytuacji oraz polityka prowadzona przez kluczowe organizacje ponadnarodowe, czyli UE, NATO i ONZ, a także sposoby realizacji przekazanych przez nie wskazań przez poszczególne państwa.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 marca 2026