Éric Zemmour o Polsce

Éric Zemmour o Polsce

Gościem “Wszystko Co Najważniejsze”, w 5-lecie tytułu, był Éric ZEMMOUR

Fot. Marta Smolańska

Éric Zemmour – pisarz polityczny, eseista, polemista, człowiek instytucja, choć w swojej ojczyźnie jest raczej „samotną wyspą”, jednym z niewielu intelektualistów niebojących się myśleć inaczej niż wszyscy i na przekór utrwalonym schematom. Przez dziesięciolecia kazano nam wierzyć, że jedynym obowiązującym i nieomylnym nurtem reprezentującym Francję, jest ten lewicowo-liberalny. I nagle mamy kogoś, kto na te same zjawiska patrzy zupełnie inaczej i w dodatku opisuje je w sposób rzetelny, ale i kompletnie odmienny od tego obrazu, jaki Paryż przekazywał i przekazuje nadal światu. Zemmour postrzega teraźniejszość, przeszłość i przyszłość, nie tylko Francji, ale i Europy, w sposób oryginalny, uczciwy i śmiały, a jego poglądy i konstatacje zaczynają promieniować na innych. Ale też ciekawą kwestią jest, co myśli Éric Zemmour o Polsce i Polakach. Naszą debatę poprowadził Grzegorz DOBIECKI.

– Jesteśmy świeżo po wyborach do Europarlamentu. Pierwsza Pana refleksja?

Éric Zemmour: Myślę, że żyjemy w punkcie zwrotnym historii, tzn. w momencie końca pewnego cyklu, który rozpoczął się po II wojnie światowej, kiedy w Europie Zachodniej narodziło się nowe społeczeństwo – niewinne intelektualnie i niezepsute przez globalizację. Dzięki rozwojowi ekonomicznemu podniosły się standardy życia i nastąpiła fundamentalna transformacja systemu społecznego. Powstała ogromna klasa średnia, do której weszły rzesze robotników. To fenomen lat 60. i 70. XX wieku. Pod względem politycznym dało to konfrontację dwóch wielkich sił – demokracji chrześcijańskiej i demokracji społecznej. Między nimi przez lata trwał oczywiście ogromny konflikt, ale teraz te dwa systemy umierają na naszych oczach.

Dlaczego demokracja chrześcijańska umiera? I dlaczego republiki umierają? Ponieważ umiera klasa średnia! Umiera pod wpływem globalizacji, rozwoju nierówności społecznych, zetknięcia z imigracją, szczególnie muzułmańską. Należy zatrzymać ten szalony bieg ku wykorzenieniu, spróbować odbudować te społeczeństwa, które ciągle jeszcze są jako tako skonsolidowane. Niestety, takie podejście jest uważane przez Zachód za populizm czy wręcz nacjonalizm. No to ja jestem populistą, ponieważ według mnie populizm to krzyk ludów, które nie chcą umrzeć.

Ale większość elit chce kontynuować globalizację, unifikację, twierdząc, że różnice między narodami są powodem wojen, rasizmu, nienawiści. Mocną stroną po wyborach stają się niemieccy „Zieloni”. Ci wykorzenieni kosmopolici wcielają rodzaj nowej utopii, nowego strachu, związanego m.in. z klimatem. Ludzkość i kraje europejskie będą więc wybierały między dwoma lękami – islamem i klimatem.

– We Francji ma pan łatkę islamofoba…

W moim kraju nie można głośno powiedzieć, że islam to zagrożenie. Jeśli ktoś chce przebić się z takim stwierdzeniem, to najpierw musi zacząć od zdania, że islam jest religią pokoju i miłości, potem dodać, że widzi jakiś problem, ale występujący tylko w islamizmie radykalnym. Polityczna poprawność polega m.in. na tym, że łagodzi i usprawiedliwia wszystkie rzeczy, z którymi nie daje sobie rady. W tym obozie są od dawna media, dlatego we Francji trwa intensywna propaganda, abyśmy uwierzyli, że jedynym naprawdę poważnym zagrożeniem jest… klimat.

– Wracając do naszego regionu – widzimy nowe siły wewnątrz Europy. Zauważył pan, że pojawiły się one w takich krajach, jak Polska, Węgry, Czechy, Austria, Włochy? Jeśli popatrzymy na nie pod kątem terytorialnym, to przychodzi na myśl byłe imperium austro-węgierskie. To Pana propozycja spojrzenia na region. A więc: Éric Zemmour o Polsce i Polakach.

Gdy widziałem zwycięstwo populistów w tych państwach, to od razu powiedziałem sobie: „To jest zabawne. Wypisz wymaluj zarys granic Austro-Węgier”. Myślę, że nie jest to przypadek. Doświadczyliście czegoś ważnego, będąc składową częścią tamtego świata, czegoś, co sprawiło, że lepiej niż kraje zachodnie rozumiecie dzisiejsze wyzwania. To wielonarodowe imperium nie było jakimś sielskim obrazkiem. W jego skład wchodziły tak różne ludy, że co chwila wybuchały konflikty. Realne było też zagrożenie islamem – przecież Jan III Sobieski uratował Wiedeń i Europę. Natomiast Francuzi zapomnieli o Poitiers. Myślę, że zrozumieliście, o jaką stawkę toczy się dziś gra, bo zrozumieliście swoją przeszłość.

– Powiedział pan, już kilka lat temu, że nasz region, odmawiając obowiązku przyjmowania imigrantów, uratował honor i istotę Europy…

Kiedy w 2015 r. wasze kraje sprzeciwiły się tej inwazji – bo to jest inwazja, a nie migracja – stało się coś fundamentalnego. Przypomnieliście ważną rzecz, że Europa bez chrześcijaństwa nie jest Europą.

Kraje zachodnie chcą się pozbyć tego „religijnego balastu”, chcą zmienić Europę w dziwną miniaturę świata, która byłaby jakimś rodzajem koncentracji ludzkości, z wielokulturowym systemem pozwalającym każdemu żyć w swojej wspólnocie. To jest zabójcze myślenie. Już zaczęło niszczyć kraje zachodnie i prowokować przemoc. François Hollande napisał, że to wszystko skończy się rozpadem. A rozpad oznacza wojnę.

W swojej ostatniej książce, Destin français, pisze pan, że Polska jest rodzajem ostrzeżenia powtarzanego we Francji…

Jestem ciekawy, czy Polacy wiedzą, że przywódcy francuscy – od kardynała Richelieu do generała de Gaulle’a – obawiali się, że Francję spotka los Polski. Od czasu rozbiorów mieli wręcz obsesję na tym punkcie. Marszałek Petain cały czas powtarzał: „Skończymy jak Polska”. A teraz mamy przywódców, którzy nie tylko nie znają historii Polski, ale nawet historii Francji. Nie wiedzą, że toczyły się tu krwawe wojny domowe i religijne. Te dramaty mogą znów wrócić, sytuacja jest niezmiernie podobna.

– Z wielkim przekonaniem chwali pan Viktora Orbána, premiera Węgier, który nawołuje do powrotu do prawdziwej demokracji…

Demokracja liberalna na Zachodzie zmierza prostą drogą do oligarchii, a przecież demokracja to władza ludu. Ale w Europie mieliśmy Hitlera wybranego przez lud. Choć muszę tu dodać, że on nigdy nie przekroczył progu 33 proc. Po wojnie uznano, że należy powściągnąć władzę ludu przez reguły prawa. Władza niemal absolutna dostała się więc sędziom, którzy decydują, czy coś jest zgodne z wyższymi wartościami. Mamy Deklarację praw człowieka, ale to sędzia jest upoważniony do interpretowania każdego artykułu i tak naprawdę może z nim zrobić, co chce. Nazywamy to państwem prawa! A ja myślę, że to jest właśnie powrót oligarchii. Oligarchii sądowniczej. Dodatkowo mniejszości etniczne, rasowe, seksualne, umiejętnie używają władzy sądowniczej, aby narzucić większości swoją wolę.

– Jeden z polskich magazynów zatytułował artykuł o panu „Kim jest ten Francuz, który broni Polaków?”… Co myśli Éric Zemmour o Polsce i Polakach?

Bronię Polaków, bronię Węgrów, bronię Włochów, bronię innych ludów europejskich. Uważam, że macie prawo do zachowania swojej odrębności i tożsamości. Myślę też, że jesteście prawdziwymi obrońcami Europy i wolności. My, z Zachodu, szczególnie my, Francuzi – media i elity – patrzymy na was z litością, ale to my jesteśmy głupi. Powinniśmy się od was uczyć, powinniśmy słuchać tego, co mówicie, bo myślę, że to Polacy i Węgrzy mają rację, jeśli chodzi o wielkie wyzwania, przed którymi stoi świat.

Tekst opublikowany w nr 15 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK]

Fot. Marta Smolańska

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 stycznia 2022